Menu
Menu dodatkowe
  • ółążść‡

Zegar

Statystyki

Brak własnych statystyk

Katecheza 21 lutego 2021. Co jest istotą świętowania dnia Pańskiego?

         

Bóg uczynił III przykazanie wykładnikiem życia religijnego. Czytając Stary Testament raz po raz spotykamy niezwykle mocne słowa proroków, którzy bronią szabatu. W księdze proroka Izajasza Bóg obiecuje: „Jeśli powściągniesz twe nogi od przekraczania szabatu, żeby w dzień mój święty spraw swych nie załatwiać, jeśli nazwiesz szabat rozkoszą, a święty dzień Pana - czcigodnym, jeśli go uszanujesz przez unikanie podróży, tak by nie przeprowadzać swej woli ani nie omawiać spraw swoich,  wtedy znajdziesz twą rozkosz w Panu” (Iz 58, 13-14). Wśród Żydów istniało przekonanie, że kto przestrzega szabatu ten doświadczy miłosierdzia Pańskiego i Bożego błogosławieństwa.

Dla wielu ludzi wierzących świętowanie niedzieli sprowadza się do dwóch spraw, które możemy zapisać w następujących powinnościach: idź na mszę i nie pracuj w tym dniu! Niestety takie pojmowanie świętowania dnia Pańskiego jest zbyt ubogie. Unikanie pracy w tym dniu było szczególnie podkreślane w Starym Testamencie w przepisach dotyczących przestrzegania szabatu. Musimy jednak pamiętać, że Pan Jezus przekroczył szabat, nadał mu zupełnie nowe znaczenie. Samo świętowanie niedzieli przez chrześcijan wynika z tego, iż Chrystus w tym dniu Zmartwychwstał, tym samym przenosząc dzień świąteczny z soboty na niedzielę. Mamy świętować niedzielę poprzez wejście w Zmartwychwstanie Jezusa, a to dokonuje się przez głębokie, pełnie uczestnictwo w Eucharystii. W dzień Pański mamy przede wszystkim na nowo uświadomić sobie, że przez zmartwychwstanie Pan Jezus stworzył nas na nowo, pokonał śmierć i otworzył dla nas perspektywę życia wiecznego. Człowiek zagoniony w codzienności musi na nowo nieustannie odkrywać tę prawdę. Po to idziemy na Eucharystię, żeby jeszcze raz w zjednoczeniu z Jezusem zacząć żyć nadzieją życia wiecznego. Bogu chodzi o to, by człowiek, przeżywając właściwie ten jeden dzień w tygodniu, uświęcił sam siebie. Jeśli człowiek zabiega o to, aby dzień Pański był święty, to wówczas Pan uświęca człowieka i ustawia właściwą perspektywę w jego życiu.

Katecheza  14 lutego 2021. II przykazanie - podsumowanie

 

Drugie przykazanie Dekalogu: „Nie będziesz brał imienia Pana Boga twego nadaremno” przypomina o świętości Bożego imienia i o konieczności wypowiadania go z czcią i miłością. Właściwym sposobem posługiwania się imieniem Bożym jest modlitwa, czyli przyjazny dialog z Panem. Prawdziwi przyjaciele rozmawiają ze sobą. Chrystus stwierdza, że nie nazywa nas sługami, lecz swymi przyjaciółmi (por. J 15,15). Oparta na miłości przyjaźń z Bogiem powinna również wyrażać się w modlitewnym dialogu. Bóg mówi do nas przez słowa Pisma św., przez nauczanie kapłanów, katechetów i innych ludzi. Mówi też przez różne wydarzenia. Jego słów należy słuchać i rozważać je w głębi serca tak, jak czyniła to Maryja. Rozważanie słowa Bożego stanowi jedną z form modlenia się. Dialog wymaga zaangażowania się dwóch stron. Dotyczy to również dialogu modlitewnego. Człowiek więc ma nie tylko mówić do Boga, ale również Go słuchać, podobnie jak czyni to Bóg. On bowiem nie tylko mówi do nas, ale bardzo uważnie wsłuchuje się w każde nasze słowo skierowane do Niego, w każdej, najdrobniejszej nawet prośbie. Słowne zwracanie się do Boga, podobnie jak słuchanie Go, jest modlitwą. Kontakt z Bogiem i myślenie o Nim nie może się ograniczać tylko do bezmyślnego i bezdusznego wyrecytowania jakiejś modlitewnej formuły. Przyjaźń to ciągłe myślenie o przyjacielu, to ustawiczna rozmowa z nim. Głęboka przyjaźń z Panem powinna wyrażać się w jak najczęstszej rozmowie z Nim.

Wyrazem naszej miłości i przyjaźni z Bogiem ma też być szerzenie Jego imienia po całej ziemi. Mamy w każdym środowisku głosić Ewangelię. Modląc się i przekazując innym słowo Boże budujemy Królestwo Boże, przyczyniamy się do przekształcenia i odnowienia świata przez miłość do Boga i do bliźniego. Przez modlitwę i przekazywanie Ewangelii przyczyniamy się do wyzwolenia człowieka z niewoli zła i grzechu.

Drugie przykazanie zabrania nadużywania imienia Bożego, to znaczy wszelkiego nieodpowiedniego używania imienia Boga, Jezusa Chrystusa, Najświętszej Maryi Panny i wszystkich świętych. (KKK 2146) Tym nieodpowiednim posługiwaniem się imionami świętymi jest: wymawianie ich bez szacunku i miłości, przyzywanie Boga do błahych spraw, bez pragnienia zmiany życia, bez pragnienia osiągnięcia jakiegoś dobra. Człowiek wypowiada też imię Boga nadaremno, gdy nie ma w sobie szczerego pragnienia zmienienia swojego życia. Drugie przykazanie zabrania także magicznego używania imienia Bożego. (KKK 2149) Zakazuje również bluźnierstwa, przekleństwa, złorzeczenia, krzywoprzysięstwa i wiarołomstwa. Wszystkie wyżej wymienione grzechy są nadużyciem świętego imienia Bożego.

Grzechy przeciwko drugiemu przykazaniu – złorzeczenia

 

Drugie przykazanie Dekalogu stoi na straży świętego Imienia Boga. W jakichkolwiek sytuacjach wzywamy to Imię powinniśmy zawsze czynić to z miłością i szacunkiem pamiętając, że wówczas stajemy w Jego obecności. Szczególnym rodzajem wzywania Boga są błogosławieństwa. Błogosławić znaczy dosłownie życzyć w imię Boga komuś dobra. Niestety nie zawsze błogosławimy. Zdarza się, że wypowiadamy złorzeczenia, czyli słowa w których zwarte jest pragnienie zła dla kogoś. Zastanówmy się w czasie dzisiejszej katechezy dlaczego złorzeczenie jest poważnym grzechem?

Słowo ma potężną moc. Jest ono wyrazem ludzkiego ducha. Często nawet nie zdajemy sobie sprawy z konsekwencji wypowiadanych przez nas pochopnie słów. Plotka, pomówienie, obmowa rodzą często konsekwencje trudne do przewidzenia. Odebrane w ten sposób dobre imię trudno przywrócić, bo skutki złego słowa trwają. Jeszcze większe konsekwencje rodzą złorzeczenia nawet jeżeli wypowiadane są tylko w myślach. Na przykład: Jeśli ktoś komuś życzy, aby poszedł do diabła, umożliwia dostęp diabła do tego człowieka. Diabeł jest otwarty na spełnianie złych życzeń. Kiedy prosimy Boga o łaskę, która jest dobrem dla nas, Bóg jest otwarty na człowieka i udziela mu takiej łaski, którą dla niego przewidział. Szatan pod wpływem złorzeczenia może wejść w życie człowieka i zacząć nim kierować. Nawet jeżeli bezpośrednio przy złorzeczeniu nie wzywamy pomocy złych duchów to i tak otwieramy im w ten sposób możliwość działania.

Złorzeczenia często wynikają z nienawiści do drugiego człowieka. Katechizm Kościoła Katolickiego poucza nas, że „nienawiść do bliźniego jest grzechem, gdy człowiek dobrowolnie chce dla niego zła. Nienawiść jest grzechem ciężkim, gdy dobrowolnie życzy się bliźniemu poważnej szkody” (KKK 2303). Ludzie potrafią w nienawiści życzyć sobie śmierci, wypadku, nieuleczalnej choroby czy innych strasznych rzeczy. Chrześcijanin we wszystkich swoich sprawach zwraca się do dobrego Boga, ufając Mu i zawierzając siebie i swoje problemy. Dla człowieka wiary nigdy nie zachodzi konieczność wchodzenia w dialog z szatanem. Żadna okoliczność, nawet doznane krzywdy, nie mogą usprawiedliwić złorzeczenia. Apostołowie pisali: „Błogosławcie tych, którzy was prześladują. Błogosławcie, a nie złorzeczcie” (Rz 12, 14); „Nie oddawajcie złym za złe ani złorzeczeniem za złorzeczenie! Przeciwnie zaś, błogosławcie! Do tego bowiem jesteście powołani, abyście odziedziczyli błogosławieństwo” (1P 3, 9).

Złorzeczenie trzeba odwołać, zwracając się do Boga z prośbą, by życzenie zła odwrócił i obdarzył błogosławieństwem tego, komu życzyliśmy źle. Nie wystarczy się z tego grzechu wyspowiadać. Sprawiedliwość domaga się, by zło naprawić i wynagrodzić. Nawet jeśli osoba pokrzywdzona naszym złorzeczeniem nie jest tego świadoma, zobowiązani jesteśmy do naprawienia zła, adekwatnie do wyrządzonej szkody.

 

Katecheza 31 stycznia 2021. Grzechy przeciwko II przykazaniu – krzywoprzysięstwo

 

Bez wątpienia można powiedzieć, że współczesny człowiek zapomniał o wartości przysięgi i nie zdaje sobie sprawy z powagi grzechu krzywoprzysięstwa. Spróbujmy w czasie dzisiejszej katechezy postawić sobie pytanie: dlaczego krzywoprzysięstwo jest tak poważnym grzechem? Przysięgać to uroczyście wzywać Boga na świadka tego, co się twierdzi. Ten kto składa przysięgę  odwołuje się do prawdomówności Bożej jako do rękojmi swojej własnej prawdomówności. Przysięga więc angażuje święte imię Pańskie. Już w Starym Testamencie Jahwe ostrzegał Naród Wybrany: „Będziesz się bał Pana, Boga swego, będziesz Mu służył i na Jego imię będziesz przysięgał” (Pwt 6, 13). Bóg - jako Stwórca i Pan - jest normą wszelkiej prawdy. Słowo ludzkie jest albo w zgodzie, albo w sprzeczności z Bogiem, który jest samą Prawdą. Przysięga, jeżeli jest wiarygodna i prawomocna, ukazuje odniesienie słowa ludzkiego do prawdy Bożej. W tej sytuacji krzywoprzysięstwo wzywa Boga, by był świadkiem kłamstwa.

Jezus przypomniał drugie przykazanie Dekalogu w Kazaniu na Górze: „Słyszeliście, że powiedziano przodkom: Nie będziesz fałszywie przysięgał, lecz dotrzymasz Panu swej przysięgi. A Ja wam powiadam: Wcale nie przysięgajcie... Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie. A co nadto jest, od Złego pochodzi" (Mt 5, 33-34. 37). W tych słowach Chrystus uczy, że każda przysięga zawiera odniesienie do Boga. Powściągliwość w powoływaniu się na Niego w mowie jest znakiem wielkiego szacunku dla Jego obecności, zaświadczanej lub podważanej w każdym naszym stwierdzeniu.

Powołując się na św. Pawła, tradycja Kościoła przejęła rozumienie słów Jezusa jako nie sprzeciwiających się przysiędze, jeśli składa się ją z ważnego i słusznego powodu (np. w sądzie). Jeszcze raz warto podkreślić, że przysięga jest wezwaniem imienia Bożego na świadka prawdy, a więc może być składana tylko zgodnie z prawdą, rozwagą i sprawiedliwością. Świętość imienia Bożego wymaga, by nie używać go do błahych spraw i nie składać przysięgi w sytuacjach niepotrzebnych. Niektórzy chcąc w codziennych sytuacjach życiowych potwierdzić prawdziwość tego co mówią do innych dodają dla wzmocnienia słowa „Jak Boga kocham”. Również to krótkie stwierdzenie jest przywoływaniem Boga na świadka i ze względu na szacunek dla Imienia Bożego należy go zdecydowanie unikać.

KATECHEZA_24 stycznia Grzechy przeciw II przykazaniu: szukanie na modlitwie własnej woli i kuszenie Boga

 

Podczas ostatnich katechez rozważaliśmy, że drugie przykazanie Boże stoi na straży świętości imienia Bożego. Gdyby je sformułować w sensie pozytywnym, wówczas brzmiałoby ono tak: „Będziesz wzywał imię Boga twego z czcią i szacunkiem”. Takie wezwanie imienia Bożego jest modlitwą. Stąd wszystko co zniekształca modlitwę jest wykroczeniem przeciw drugiemu przykazaniu. Grzechem jest nie tylko jej zaniedbywanie czy rozproszenia podczas odmawiania, ale także wzywanie Boga do niewłaściwych spraw i rzeczy oraz szukanie na modlitwie tylko własnej woli.

Jednym ze sposobów naruszania tego przykazania jest wzywanie Boga do pomocy w pełnieniu swojej własnej woli. Nie chodzi o rzeczy złe, lecz dobre, po które sięgamy na własną rękę. Wiadomo, że ile razy człowiek pełni swoją wolę wbrew woli Boga, tyle razy dobrze na tym nie wychodzi. Ktoś może prosić Boga o wygraną w lotto i dostatnie życie milionera, zapominając, że Boża wola wobec niego jest zupełnie inna. Bóg wie lepiej co jest dla nas dobre. A może ta wygrana zniszczyłaby relację tego człowieka z Bogiem i zagroziła jego zbawieniu wiecznemu. Boży plan wobec nas jest najlepszy. Jeśli prosimy o coś, co się nam podoba, choćby to była rzecz mała, drobna, a nie dodajemy „bądź wola Twoja” nigdy nie wyjdzie to nam na dobre. To, co Bóg zaplanował, jest wielkie i wspaniałe, i tylko na tej drodze możemy być ubogaceni. Stąd też wszystkie nasze prośby o rzeczy doczesne powinny być podporządkowane Jego woli.

            Kolejnym przykładem naruszenia przykazania drugiego jest kuszenie Boga. W ścisłym sensie kuszenie polega na skłanianiu kogoś do zła. Natomiast „kuszenie Boga” może polegać na eksperymentowaniu z Nim — bez dostatecznej przyczyny — w oczekiwaniu na niezwykłe efekty, często będące same w sobie złe. Następuje to często przy pomocy słów, gdy lekkomyślnie prosimy o coś Pana Boga, by „wypróbować” zasięg Jego wiedzy, możliwości czy dobroci. Przykładem może być złodziej, który modli się, aby udał się jego napad. Wzywa Boga jako wspólnika do rzeczy złej. Inny przykład: kobieta przyjmuje Komunię św. i prosi Jezusa w drodze do ginekologa, aby udał się zabieg aborcji. Jeszcze inny przykład: sąsiad, który zamawia Mszę świętą w „intencji Panu Bogu wiadomej” zapytany czy jest to dobra intencja odpowiada: „dla mnie tak, ale nie dla sąsiadów. Proszę Boga, aby ich wreszcie jakieś nieszczęście spotkało, gdyż nie mogę z nimi wytrzymać”. Taka modlitwa jest grzechem. To jest nadużywanie imienia Bożego w rzeczach próżnych. Wiadomo, że Bóg nigdy nie pomoże w czymś co jest złe.

Grzechy przeciwko Drugiemu Przykazaniu: zaniedbywanie modlitwy i rozproszenia

Podczas ostatniej katechezy rozważaliśmy, że drugie przykazanie Dekalogu stoi na straży imienia Bożego. Przywołać święte imię Boga oznacza przywołać samego Boga, stanąć w Jego obecności. Najczęściej to święte imię przywołujemy na modlitwie, która sama w sobie jest rozmową z Nim i stawaniem w Jego obecności. Stąd grzechy związane z modlitwą są przekroczeniem drugiego Przykazania Bożego. Zasadniczo polegają one na zaniedbywaniu modlitwy oraz na braku skupienia w czasie jej odmawiania. Spróbujmy przyjrzeć się bliżej tym problemom:

1. Obowiązek modlitwy: Człowiek wierzący rozumie doskonale, że obowiązek modlitwy nie jest narzuconym nakazem, ale logiczną konsekwencją wiary. Jeżeli wierzymy w Boga, pragniemy, aby między nami a Nim istniała stała więź. Taka więź umacniamy poprzez modlitwę. Z tego powodu chrześcijanin powinien modlić się codziennie. Nie chodzi tutaj o bezduszne wypełnianie obowiązku, ale o podtrzymanie relacji miłości ze swoim Stwórcą. Bez modlitwy człowiek nie będzie w stanie tego dokonać. Musimy pamiętać, że nie każde opuszczenie modlitwy jest grzechem. Jest nim przede wszystkim zapominanie o niej będące wynikiem notorycznego lekceważenia Boga. Natomiast gdy zdarzy się, że nawał prac koniecznych i wykonywanych z miłości do bliźniego nie pozwala na dłuższą modlitwę, należy w myślach ofiarować cały dzień Bogu i pozostać spokojnym, że Bóg przyjmie nasz trud jako modlitwę.

2. Czas modlitwy: Św. Paweł wzywa nas do nieustannej modlitwy i takiej modlitwy chrześcijanie mają się uczyć. Można tego dokonać przez powtarzanie krótkich aktów strzelistych (np. Jezu ufam Tobie) podczas naszej pracy czy odpoczynku. Trzeba pamiętać, że tradycja Kościoła wyróżnia pory dnia (poranek, pora posiłku i wieczór), które są najbardziej właściwe na modlitwę i bardzo wskazane jest, żeby w tych momentach dnia pamiętać o obecności Boga. Na pogłębioną modlitwę (medytację) trzeba wybierać taki czas, w którym jesteśmy możliwie najbardziej uspokojeni.

3. Grzech rozproszenia: Rozproszenia na modlitwie, a więc myśli i uczucia, które przeszkadzają nam w myśleniu o słowach modlitwy i o Tym, do kogo mówimy, pojawiają się w nas mimo naszej woli. Dlatego same w sobie nie są grzeszne. Grzechem jest natomiast świadome i dobrowolne skupianie się na tych myślach czy uczuciach, ponieważ uważa się je za ważniejsze czy bardziej atrakcyjne od modlitwy. Grzechem jest również stwarzane atmosfery sprzyjającej rozproszeniom. Np. Ktoś ogląda ulubiony serial w telewizji i jednocześnie próbuje odmawiać różaniec.

4. Walka z rozproszeniami: Rozproszeń nie należy „odpędzać” – bo staną się jeszcze bardziej natrętne. Najlepszą obroną przed nimi jest uspokojenie się przed rozpoczęciem modlitwy – fizyczne i psychiczne odprężenie, uporządkowanie i oderwanie się od spraw dnia. Jeżeli nie jest to możliwe lub skuteczne, należy modlić się z rozproszeniami: szukać w nich intencji do modlitwy prośby, przeproszenia, dziękczynienia. W ostateczności starać się odmawiać akty strzeliste (na przykład „Panie Jezu, zmiłuj się nade mną grzesznikiem”) i trwać na modlitwie. Najważniejsze jest to, żeby nie ulec pokusie rezygnacji z modlitwy i nie wątpić, że również taka trudna modlitwa ma wielką wartość przed Bogiem.

Katecheza 10 stycznia 2021. Jaka jest treść Drugiego przykazania Bożego?

 

„Nie będziesz brał imienia Pana Boga swego na daremno”. Najczęściej spotykana interpretacja tego przykazania, to zakaz lekceważącego wypowiadania imienia Bożego. Ma to miejsce albo z przyzwyczajenia, albo w podenerwowaniu. Często możemy spotkać osoby, które bezmyślnie powtarzają: „O Boże!” „Rany Boskie”! „Jezus Maria”! Są ludzie, którzy się do tego tak przyzwyczaili, że nie potrafią powiedzieć pięciu zdań nie wplatając w nie bezmyślnie imienia Bożego. Warto się w tym miejscu zapytać, czy treść tego przykazania ogranicza się tylko do odruchowego przywoływania imienia Bożego w nieodpowiednich sytuacjach? Na pewno nie tylko do tego!

            Przykazanie to zostało postawione przed nakazem okazywania należnej czci rodzicom, przed zakazem zabójstwa, cudzołóstwa, kradzieży itd. Stoi zatem na straży jakiejś wielkiej wartości. Jakiej? W Księdze Wyjścia przykazanie drugie Dekalogu zostało zapisane w następujący sposób: „Nie będziesz wzywał imienia Pana, Boga twego, w błahych rzeczach, bo nie pozwoli Pan, by pozostał bezkarny ten, kto wzywa Jego Imienia w błahych rzeczach” (Wj 20, 7). Gdyby to przykazanie sformułować w sensie pozytywnym, wówczas brzmiałoby ono „Będziesz wzywał imię Boga twego z czcią i szacunkiem”. Takie wezwanie imienia Bożego jest modlitwą. Ona zaś stanowi samo „serce” życia religijnego. Gdy to „serce” przestaje bić, to znaczy gdy człowiek przestaje się modlić, jego życie religijne umiera.

          Kto wzywa imię Boga bez zastanowienia, ten dowodzi, że albo się nie modli wcale, albo się źle modli. Nigdy bowiem ten, kto stanął przed Bogiem żywym i z czcią zwrócił się do Niego, nie wymówi imienia Bożego na próżno, podobnie jak nigdy syn lub córka, szanujący swoich rodziców, nie wyrażą się o nich z lekceważeniem. Przykazania Boże są bardzo konkretne i pozwalają postawić bezbłędną diagnozę. Ile razy spowiednik słyszy, jak ktoś oskarża się z tego, że wymawia imię Boże na próżno, z bardzo dużym prawdopodobieństwem może wskazać słaby punkt jego życia religijnego. Jest nim chore „serce”, to znaczy słaba modlitwa. Treść drugiego przykazania skupia się przede wszystkim na tym, że każde przywołanie imienia Bożego powinno być modlitwą, czyli stanięciem w obecności Boga żywego.

I przykazanie – podsumowanie

 

Przez kilka tygodni omawialiśmy szczegółowo pierwsze przykazanie Dekalogu. Spróbujmy dziś podsumować w wielkim skrócie jaka jest jego treść. Przykazanie: „Nie będziesz miał bogów cudzych przede Mną” nakłada obowiązek stawiania Boga na pierwszym miejscu w naszym życiu. Tego Boga mamy poznać przez wiarę, Jemu w pełni zaufać i umiłować Go przez wypełnianie Jego woli wyrażonej w przykazaniach.

Pierwsze przykazanie zakazuje grzechów przeciwko wierze, czyli zaniedbywania pogłębiania wiary, wątpienia, niewiary, ateizmu i agnostycyzmu. Przykazanie to zabrania też grzechów przeciwko nadziei, tzn. zuchwałej nadziei, rozpaczy, dążenia wyłącznie do celów ziemskich. Zakazuje także grzechów przeciwko miłości Bożej czyli: obojętności, niewdzięczności, oziębłości, lenistwa duchowego, nienawiści do Boga.

Oprócz wiary, nadziei i miłości pierwsze przykazanie przypomina o obowiązku służenia jedynemu Bogu. Służba ta wyraża się przez adorację, modlitwę, ofiarę, składanie Bogu przyrzeczeń i ślubów, które mają być wypełnione. Potępionymi przez pierwsze przykazanie grzechami przeciwko służeniu jedynemu i prawdziwemu Bogu jest: zabobon, bałwochwalstwo, wróżbiarstwo, praktyki magiczne, kuszenie Boga i świętokradztwo.

Bez przerwy mamy pamiętać, że Bóg jest naszym Panem i Bogiem. Jego mamy postawić na pierwszym miejscu w naszym życiu. On na to zasługuje, gdyż jest Istotą Najwyższą, naszym Stwórcą, który ciągle wyprowadza nas z niewoli grzechu i prowadzi do prawdziwej ziemi obiecanej, którą jest niebo. Całe otaczające nas stworzenie oraz sumienie powinno nam przypominać o naszym Stwórcy, Panu i Bogu, i wzywać nas do wypełniania tylko Jego woli.

Grzechy przeciwko pierwszemu przykazaniu – spirytyzm

 

Podczas ostatniej katechezy próbowaliśmy odpowiedzieć na pytanie dlaczego wszelkie formy wróżbiarstwa są grzechem? W czasie dzisiejszego rozważania spróbujemy dotknąć zagadnienia spirytyzmu, który jest bezpośrednio związany z wróżbiarstwem. Czym zatem jest spirytyzm? Najogólniej mówiąc to wszelkie próby kontaktów z duchami, wywoływanie ich przez wahadełka, przez inną osobę, przez tzw. pismo automatyczne, plansze z alfabetem czy przy pomocy wirującego stolika. Katechizm Kościoła Katolickiego wypowiada się przeciwko spirytyzmowi w następujący sposób: „Należy odrzucić wszystkie formy wróżbiarstwa: odwoływania się do Szatana lub demonów, przywoływanie zmarłych lub inne praktyki mające rzekomo odsłaniać przyszłość” (KKK 2116).

Warto się zastanowić dlaczego wywoływanie duchów było i jest atrakcyjne w niektórych kręgach ludzi i jakie niebezpieczeństwo kryje się w takich praktykach? Panuje złudne przekonanie, że wywoływane duchy mogą rzekomo wyjawić rzeczy ukryte, a nawet przepowiedzieć przyszłość. Niektórzy przy pomocy praktyk spirytystycznych chcą nawiązać kontakt ze swoimi bliskimi zmarłymi. Tego rodzaju spirytyzm stał się obecnie bardzo modny w niektórych krajach zachodnich. Powstają nawet ruchy, które oferują osobom pogrążonym w żałobie po utracie swoich bliskich, kontakt z nimi za pomocą osób – tak zwanych mediów. Urządzane są wielkie telewizyjne show, w czasie których media odpowiadają na pytania kierowane do zmarłych przez obecnych na Sali telewizyjnej.

Powszechnie sądzi się, że podczas takich praktyk na wezwania odpowiadają dusze osób zmarłych. Tymczasem istnieje ogromne niebezpieczeństwo, że złe duchy, wykorzystując ludzką naiwność, podszywają pod wzywane dusze i odpowiadają w ich imieniu. Ponadto należy pamiętać, że jakiekolwiek przepowiednie złych duchów nie mogą być prawdziwe, ponieważ nie znają one przyszłości. Trzeba także wziąć pod uwagę, że zły duch jest, według słów Jezusa, „ojcem kłamstwa”. Stąd jakakolwiek forma zaufania mu jest bardzo niebezpieczna.Zły duch może podawać błędne informacje, aby wprowadzać zamęt w życiu człowieka. Wchodzenie w kontakt z nim poprzez spirytyzm jest bardzo niebezpieczne, ponieważ wezwany w ten sposób zły nabywa pewnych praw do danej osoby i może wpływać na nią, przez dręczenie a nawet opętanie. Ludzie niekiedy nie zdają sobie sprawy, że zło, jakiego doświadczają, weszło w ich życie poprzez wywoływanie duchów; przez spirytyzm stali się ofiarą złego ducha.

Musimy pamiętać, że szukanie informacji i jakiejkolwiek rady u szatana, który jest jednocześnie przeciwnika Boga i nieprzyjacielem człowieka obraża naszego Ojca Niebieskiego. Stąd jest to bardzo ciężki grzech przeciwko pierwszemu przykazaniu. Spirytyzm jest także dla człowieka niebezpieczną pułapką zastawianą przez złego ducha.

Katecheza  20 grudnia Grzechy przeciwko pierwszemu przykazaniu – wróżbiarstwo

 

            W czasie naszych ostatnich katechez rozważaliśmy, że pierwsze przykazanie Dekalogu nakazuje nam czcić tylko Jedynego i prawdziwego Boga. Doszliśmy do wniosku, że ktokolwiek lub cokolwiek staje się dla nas ważniejsze od prawdziwego Boga jest naszym bożkiem. Jeżeli czcimy Jedynego Boga, który jest naszym Ojcem, wówczas powinniśmy bezgranicznie Mu zaufać. Tylko On jest Panem przyszłości i naszych losów. Człowiek chciałby poznać przyszłość. Jednak nikt poza Bogiem nie zna tego co dopiero będzie. Tylko Jemu powinniśmy zaufać i powierzyć naszą przyszłość. Niestety  pokusa poznania tego co będzie w naszym życiu czy odpowiedzi na palące pytania potrafi być bardzo silna. Pójście za nią do gabinetu wróżki, wiąże się z grzechem przeciwko pierwszemu przykazaniu. Nauczanie Kościoła jest w tej kwestii bardzo klarowne. Katechizm poucza nas: "Należy odrzucić wszystkie formy wróżbiarstwa: odwoływanie się do Szatana lub demonów, przywoływanie zmarłych lub inne praktyki mające rzekomo odsłaniać przyszłość. Korzystanie z horoskopów, astrologia, chiromancja, wyjaśnianie przepowiedni i wróżb, zjawiska jasnowidztwa, posługiwanie się medium są przejawami chęci panowania nad czasem, nad historią i wreszcie nad ludźmi, a jednocześnie pragnieniem zjednania sobie ukrytych mocy. Praktyki te są sprzeczne ze czcią i szacunkiem – połączonym z miłującą bojaźnią – które należą się jedynie Bogu" (KKK 2116).

Biblia korzystanie z takich usług nazywa jeszcze dosadniej. Ktokolwiek korzysta z takich praktyk uprawia nierząd. W księdze Kapłańskiej znajdujemy następujące słowa:Przeciwko każdemu, kto zwróci się do wywołujących duchy albo do wróżbitów, aby uprawiać nierząd z nimi, zwrócę oblicze i wyłączę go spośród jego ludu… Bo Ja jestem Pan, Bóg wasz” (Kpł 20, 6-7) Człowiek z oczywistych powodów pragnie poznać, przynajmniej w ogólnym zarysie, czekającą go przyszłość. Dlaczego więc na przestrzeni całego tekstu Biblijnego jego autorzy tak gwałtownie piętnują grzech, do którego skłonność wydaje się dość naturalna?

Chodzi o sprawę wręcz fundamentalną w życiu duchowym, a mianowicie o to, w co tak naprawdę wierzymy: w Boga, który jest Panem naszej historii (także tej najbardziej osobistej), czy też w to, co starożytni Grecy nazywali Fatum, czyli Losem rozumianym jako samoistna, niezależna od niczego i nikogo (nawet od bogów), nieubłagana siła?

Jeśli wierzę w kochającego mnie Boga, który w swojej miłującej Opatrzności czuwa nad moim życiem, to po co miałbym próbować dowiadywać się czegoś o tym życiu „na zapas” i „na własną rękę”?W tekście Katechizmu przywołanym wyżej (patrz. KKK 2116) głównym argumentem przeciwko wróżbiarstwu jest zarzut pychy. Sięganie po wróżby jest tu postrzegane jako mniej lub bardziej ukryte pragnienie panowania nad czasem, historią i ludźmi. To zaś są kompetencje Boga, a nie człowieka. Stwórcy, a nie stworzenia. Pragnienie zdobycia „szybkiej i łatwej” wiedzy o przyszłości jest zatem kolejną odsłoną próby „bycia jak Bóg”, czyli pokusy, którą Szatan uwiódł pierwszych ludzi.

kat. 13 grudnia Grzechy przeciwko pierwszemu przykazaniu – wróżbiarstwo

 

            W czasie naszych ostatnich katechez rozważaliśmy, że pierwsze przykazanie Dekalogu nakazuje nam czcić tylko Jedynego i prawdziwego Boga. Doszliśmy do wniosku, że ktokolwiek lub cokolwiek staje się dla nas ważniejsze od prawdziwego Boga jest naszym bożkiem. Jeżeli czcimy Jedynego Boga, który jest naszym Ojcem, wówczas powinniśmy bezgranicznie Mu zaufać. Tylko On jest Panem przyszłości i naszych losów. Człowiek chciałby poznać przyszłość. Jednak nikt poza Bogiem nie zna tego co dopiero będzie. Tylko Jemu powinniśmy zaufać i powierzyć naszą przyszłość. Niestety  pokusa poznania tego co będzie w naszym życiu czy odpowiedzi na palące pytania potrafi być bardzo silna. Pójście za nią do gabinetu wróżki, wiąże się z grzechem przeciwko pierwszemu przykazaniu. Nauczanie Kościoła jest w tej kwestii bardzo klarowne. Katechizm poucza nas: "Należy odrzucić wszystkie formy wróżbiarstwa: odwoływanie się do Szatana lub demonów, przywoływanie zmarłych lub inne praktyki mające rzekomo odsłaniać przyszłość. Korzystanie z horoskopów, astrologia, chiromancja, wyjaśnianie przepowiedni i wróżb, zjawiska jasnowidztwa, posługiwanie się medium są przejawami chęci panowania nad czasem, nad historią i wreszcie nad ludźmi, a jednocześnie pragnieniem zjednania sobie ukrytych mocy. Praktyki te są sprzeczne ze czcią i szacunkiem – połączonym z miłującą bojaźnią – które należą się jedynie Bogu" (KKK 2116).

Biblia korzystanie z takich usług nazywa jeszcze dosadniej. Ktokolwiek korzysta z takich praktyk uprawia nierząd. W księdze Kapłańskiej znajdujemy następujące słowa:Przeciwko każdemu, kto zwróci się do wywołujących duchy albo do wróżbitów, aby uprawiać nierząd z nimi, zwrócę oblicze i wyłączę go spośród jego ludu… Bo Ja jestem Pan, Bóg wasz” (Kpł 20, 6-7) Człowiek z oczywistych powodów pragnie poznać, przynajmniej w ogólnym zarysie, czekającą go przyszłość. Dlaczego więc na przestrzeni całego tekstu Biblijnego jego autorzy tak gwałtownie piętnują grzech, do którego skłonność wydaje się dość naturalna?

Chodzi o sprawę wręcz fundamentalną w życiu duchowym, a mianowicie o to, w co tak naprawdę wierzymy: w Boga, który jest Panem naszej historii (także tej najbardziej osobistej), czy też w to, co starożytni Grecy nazywali Fatum, czyli Losem rozumianym jako samoistna, niezależna od niczego i nikogo (nawet od bogów), nieubłagana siła?

Jeśli wierzę w kochającego mnie Boga, który w swojej miłującej Opatrzności czuwa nad moim życiem, to po co miałbym próbować dowiadywać się czegoś o tym życiu „na zapas” i „na własną rękę”?W tekście Katechizmu przywołanym wyżej (patrz. KKK 2116) głównym argumentem przeciwko wróżbiarstwu jest zarzut pychy. Sięganie po wróżby jest tu postrzegane jako mniej lub bardziej ukryte pragnienie panowania nad czasem, historią i ludźmi. To zaś są kompetencje Boga, a nie człowieka. Stwórcy, a nie stworzenia. Pragnienie zdobycia „szybkiej i łatwej” wiedzy o przyszłości jest zatem kolejną odsłoną próby „bycia jak Bóg”, czyli pokusy, którą Szatan uwiódł pierwszych ludzi.

Jaka jest różnica między prawdziwym Bogiem a bożkami?

 

          Podczas ostatniej katechezy doszliśmy do wniosku, że wszystko cokolwiek staje się w naszym życiu ważniejsze od Boga Jedynego jest naszym bożkiem. Dzisiaj spróbujmy postawić sobie pytanie dlaczego człowiekowi w codziennym życiu łatwiej jest wybierać bożki niż zaufać Jedynemu Bogu?

Po wyjściu Izraelitów z niewoli egipskiej i po 40 latach wędrówki po pustyni Naród Wybrany w końcu wkroczył do ziemi Kanaan. Mieszkańcy tej krainy czcili różne bóstwa. Jednym z głównych grzechów, przed którym przestrzegał Izraelitów Bóg Jahwe było bałwochwalstwo, rozumiane jak największe cudzołóstwo. Niestety wiara w Boga jedynego musiała stopniowo „przebijać się” przez cały panteon kananejskich bóstw. Izraelitom łatwiej było uwierzyć, że ich Bóg jest najważniejszy, pierwszy, niż jedyny. Mimo powtarzanych bardzo często słów: Słuchaj, Izraelu, Pan jest naszym Bogiem – Panem jedynym (Pwt 6, 4) i chociaż doświadczali Jego miłosiernej obecności i towarzyszenia, ciągle ulegali pokusie pójścia za obcymi bogami.

Przykładem jest kult złotego cielca. W czasie wędrówki przez pustynię, zniecierpliwieni dłuższą nieobecnością swego przywódcy, Mojżesza, przymusili kapłana Aarona, aby „stworzył” im boga, którego będą czcić i nieść na czele procesji (Pwt 32, 1). Aaron z przetopionego złota uczynił posąg byka, symbol płodności kananejskiego boga Baala. Byk wyobrażał i zastąpił miejsce Boga żywego. Stworzony przez człowieka cielec był wygodny. Dawał bowiem prawo kontroli nad nim. W tym zawiera się sedno różnicy między Bogiem a bożkiem. Bożek jest zawsze w jakimś stopniu kontrolowany przez człowieka, który może przewidzieć jego wymagania, a mając własną ideę sprawiedliwości, świętości, prawdy, może w jakimś sensie trzymać bożka w ręku. Prawdziwy Bóg jest wolny, Jego stworzenie nie może nim dysponować. Prawdziwy Bóg nie pozwala zamknąć się w granicach naszych ludzkich racji i naszych wyobrażeń o Nim. Przeciwnie: od Niego wszystko zależy i nie musi nikomu zdawać sprawy ze swego działania.

Człowiekowi łatwiej jest przyjąć bożka, którego może kontrolować niż prawdziwego Boga, któremu trzeba zaufać i podporządkować swoje życie. My chcemy odwrotnie: chcemy podporządkować Boga sobie. Stąd łatwiej jest traktować Go jak sympatycznego niewymagającego staruszka, siedzącego gdzieś tam w obłokach, a Jezusa jak kumpla, niż Stwórcę i Pana, którego należy czcić i kochać. Łatwo jest też zagubić Boga w hierarchii rzeczy. Postawić obok albo pomiędzy innymi ideami, wartościami, jak coś niezobowiązującego. Często Bóg w naszym życiu bywa stawiany za rodziną, przyjaźniami, pozycją społeczną, wykształceniem, a nawet… samochodem czy Internetem. Bóg nie jest wówczas jeden czy pierwszy, ale jeden z wielu, czasem bardzo daleko w kolejce wartości.

Katecheza 15 listopada   Nie czcić obcych bogów i bożków

 

          Kiedy słyszymy brzmienie pierwszego przykazania Bożego: „Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną” w pierwszej kolejności zazwyczaj myślimy, że Bóg w tym przykazaniu zakazuje nam oddawać cześć jakimkolwiek bóstwom z innych religii. To prawda.  Św. Paweł w Pierwszym Liście do Koryntian poucza nas, że „nie ma na świecie ani żadnych bożków, ani żadnego boga, prócz Boga jedynego. A choćby byli na niebie i na ziemi tak zwani bogowie – jest zresztą mnóstwo takich bogów i panów – dla nas istnieje tylko jeden Bóg, Ojciec, od którego wszystko pochodzi i dla którego my istniejemy, oraz jeden Pan, Jezus Chrystus, przez którego wszystko się stało i dzięki któremu także my jesteśmy” (1 Kor 8, 4-6). Słowa Apostoła Narodów są jednoznaczne. Chrześcijanin nie może przyjmować istnienia jakichkolwiek bogów, bóstw czy bożków, zarówno tych z pogaństwa, jak i z innych religii występujących na świecie. Treść pierwszego przykazania jest jednak znacznie głębsza niż tylko zakaz praktykowania innych religii.

          Każdy kto nie wierzy w Boga, kto nie uznaje Go jako najwyższej wartości, ten, chcąc nie chcąc, sam ubóstwia jedną z rzeczy stworzonych, czyniąc ją w swoim świecie najwyższą wartością. Tak w naszym życiu powstają różne bożki, którym nieświadomie oddajemy cześć i stawiamy ich w naszej codzienności na pierwszym miejscu. Bożki te możemy zmieniać. W miarę bowiem, jak człowiek osiąga to, o czym marzył, rzecz przestaje być dla niego bożkiem i sięga po następną. Na przykład dla małego chłopca takim spędzającym sen z powiek bożkiem może być rower, a gdy go już posiądzie zaczyna tęsknić za skuterem czy samochodem. Samo pragnienie posiadania rzeczy nie jest złe. Problemem jest jednak to, że często w naszym życiu wszystko inne zostaje podporządkowane tej rzeczy. Innymi słowy: bożek to ta wartość, której w danym momencie podporządkowujemy całe nasze życie. Nic innego się nie liczy. Wówczas dochodzi do sytuacji, że wartość ta nami rządzi. Bardzo rzadko to dostrzegamy, a jeszcze rzadziej potrafimy się do tego przyznać. Katalog bożków może być bardzo duży. Dla każdego z nas najwyższą wartością może stać się: drugi człowiek, pieniądze, władza, praca, nauka. Wszystko cokolwiek staje się w życiu ważniejsze od Boga Jedynego jest bożkiem.

katecheza 8 listopada 2020. Wybawiciel z domu niewoli

 

W poprzedniej katechezie rozważaliśmy co oznaczają słowa ze wstępu do Dekalogu: Jam jest Pan Bóg Twój. Dziś spróbujemy zatrzymać się nad sformułowaniem: „który cię wywiódł z domu niewoli”. Niewola jest jednym z najstraszniejszych doświadczeń, które mogą dotknąć nie tylko człowieka, ale i cały naród. Izrael wielokrotnie doświadczał sytuacji utraty wolności. Za każdym razem jednak Bóg pomagał mu zerwać pęta niewolnicze ostrzegając go, że od utraty niepodległości gorsza jest sytuacja uwikłania w grzech, który całkowicie zabiera człowiekowi wolność. Niestety ludzie ciągle wolą ufać własnym pomysłom na życie i za każdym razem doświadczają rozczarowania i uwikłania w skutki własnych grzechów. Na tym polega teraźniejsza niewola.

Bez wątpienia możemy powiedzieć, że współczesny człowiek jest zagubiony. Stał się niewolnikiem albo siebie samego albo innych ludzi. Szuka różnych wybawicieli. Ufa wiedzy, komputerom, ludzkim ideologiom. Nie potrafi uczyć się błędach. Ile pomyłek popełniła ludzkość i ciągle nie chce zawierzyć Bogu. Cały dramat zagubionych ludzi współczesnego świata polega na tym, że nie usłyszeli w swoim sercu tego pierwszego wezwania: Jam jest Pan, twój Bóg, który cię wywiódł z domu niewoli. Wszyscy specjaliści tego świata popełniają błędy. Jedynym specjalistą, który zna ludzkie życie w całości, bo zna nasza przyszłość, jest Bóg. Mądrość człowieka polega na zawierzeniu Bogu. Nie opiniom ludzkim, nie specjalistom z różnych zakresów wiedzy, ale właśnie Bogu. W poprzedniej katechezie doszliśmy do wniosku, że w pierwszej kolejności powinniśmy szukać kontaktu z Bogiem Żywym, który jako dobry Ojciec chce utrzymywać z nami bliską więź. Samo spotkanie z Nim i zawierzenie mu jest momentem oclenia, momentem ratunku z „domu niewoli”, z „domu ocalenia”. Mądrość człowieka polega na umiejętności uznania Boga, zawierzenia Mu i umiłowaniu Go jako Ojca. Przy takim spotkaniu człowiek już nie określa, co dla niego jest dobre, a co złe, co powinien czynić, a czego unikać, o tym bowiem decyduje Bóg. Dopiero całkowite zaufanie Bogu daje człowiekowi prawdziwą wolność.

Katecheza 1 listopada 2020. Jam jest Pan Bóg Twój….

 

          Treść Dekalogu zaczyna się krótkim zdaniem wstępnym: Jam jest Pan Bóg Twój, który cię wywiódł z ziemi egipskiej, z domu niewoli. Spróbujmy się zastanowić w czasie dzisiejszej katechezy co te słowa oznaczają? Nieustannie chodzimy, pracujemy, śpimy, a nawet grzeszymy na oczach Boga, który wszystko widzi, słyszy i wie, który ciągle nas podtrzymuje w istnieniu. Możemy powiedzieć metaforycznie, że jesteśmy i żyjemy w dłoniach Boga. Dobrze oddaje to święty Paweł, który zapisał w Liście do Rzymian słowa: „w Nim poruszamy się, żyjemy i jesteśmy”.  Niestety często o tej bliskiej obecności Boga zapominamy. Nawet gdy się do niego zwracamy słowami pacierza, nie zawsze pamiętamy o Jego wzroku, który na nas spoczywa, nie czujemy dłoni Boga, które nas podtrzymują, nie dostrzegamy Ojca, który nas kocha. Najczęściej mówimy i myślimy o Bogu, który stworzył świat, który w starożytności rozmawiał z Abrahamem i Mojżeszem, który w historii dokonał wielkich cudów.

          Tymczasem pierwsze słowa Dekalogu wzywają do ciągłej pamięci o przynależności do Boga. „Jam jest Pan Bóg twój” to znaczy nie Abrahama, Izaaka czy Jakuba, ale Twój. Ten, który ciebie stworzył, który ciebie kocha i zbawia. Panu Bogu nie chodzi o to, abyśmy podziwiali w Nim Ojca wszystkich ludzi, On chce, abyśmy widzieli w Nim własnego Ojca. Stąd we wstępie do Dekalogu padają słowa Jam jest Pan Bóg twój, a nie wasz. Nie możemy  mówić o Bogu jak o kimś obcym. Nie możemy Go traktować jako Boga św. Pawła, św. Piotra czy innych postaci biblijnych, ale jako mojego najlepszego Ojca.

          Pierwsze słowa Dekalogu wzywają nas do szukania osobistego spotkania z Bogiem Żywym, używając metaforycznego języka: do spotkania z Jego wzrokiem, do dotknięcia Jego ręki, do zamienienia z Nim kilku słów sam na sam, jak przyjaciel z przyjacielem. Zanim zaczniemy odczytywać Dekalog, powinniśmy odkryć kochającego Ojca. Musimy dokładnie odczytać pierwsze słowa Dekalogu. Stanowią one klucz do właściwego zrozumienia następnych przykazań. Kto rzeczywiście pragnie spotkania z Żywym Bogiem jako Bogiem własnym, a nie cudzym, ten z ust Jego usłyszy dalsze przykazania. Tak odczytany Dekalog nie będzie zbiorem jakiś ustaw, przekazanych przez Mojżesza, ale żywym aktualnym wezwaniem mojego Boga, kochającego mnie Ojca. Wykonanie takiego wezwania nie będzie dla nas utrapieniem, lecz wspaniałym i konkretnym zadaniem, wyznaczonym nam przez Boga.

KATECHEZA 25 PAŹDZIERNIKA 2020.

Co jest istotą grzechu?

 

Podczas poprzednich katechez rozważaliśmy o tym, że człowiek potrzebuje drogowskazów moralnych w codziennym życiu. Doszliśmy do wniosku, że Bóg dał nam szczególny, ponadczasowy dar – Dziesięć Przykazań jako drogowskaz na całe życie. Jego znaczenie można jakoś porównać do funkcji współczesnych G-psów, które wskazują nam drogę do celu. Próbowaliśmy także uświadomić sobie, że na Dekalog nie możemy patrzeć tylko jak na system zakazów. Ktokolwiek tak postrzega Dziesięć Przykazań traktuje Boga nie jak kochającego Ojca, ale jak surowego policjanta, który wszystkiego nam zabrania.

Spróbujmy w czasie dzisiejszej katechezy zastanowić się na czym polega grzech. Zrozumienie jego istoty pozwoli nam pojąć co jest najważniejsze w Dekalogu. Często patrzymy na grzech jako na przekroczenie jakiegoś zakazu. Nie rozumiemy, że nie tylko o zakaz tutaj chodzi. Spróbujmy wniknąć głębiej. Odwołajmy się do pewnego przykładu, który pomoże nam zrozumieć istotę grzechu. Wyobraźmy sobie taką sytuację: Oto kochający Ojciec daje swojemu synowi sporą sumę pieniędzy i mówi do niego: Dziecko chcę, żebyś był szczęśliwy! Zrób z tej sumy dobry użytek! Bądź szczęśliwy! A Syn na oczach kochającego Ojca drze te banknoty w strzępy i wrzuca w ogień mówiąc: Nie chcę! Weź sobie je! Nie potrzebuję Twoich pieniędzy! W codziennym życiu ziemskim w takiej sytuacji kochający rodzic zostałby przez takiego syna bardzo zraniony. Powołując się na ten przykład i używając jakiegoś niedoskonałego porównania do powyższej sytuacji można powiedzieć, że my podobnie się zachowujemy wobec Boga, kiedy grzeszymy. Każde Jego przykazanie jest darem, danym po to byśmy byli szczęśliwi i nie ranili siebie ani innych. Człowiek wybierając grzech mówi Bogu: Nie chcę być szczęśliwy z Tobą! Mam własny pomysł na życie! Nie potrzebuję Twoich rad! Będę szczęśliwy po swojemu!

W tym miejscu dochodzimy do odpowiedzi na pytanie na czym polega grzech? To nie tylko przekroczenie zakazu. Grzech jest przede wszystkim odrzuceniem miłości Boga, który pragnie naszego szczęścia. Posłużmy się jeszcze innym przykładem: jeżeli dziecko zlekceważy prośbę ojca i matki i narazi siebie na jakieś niebezpieczeństwo, to rodziców najbardziej boli nie to, że ich syn czy córka przekroczyły jakiś zakaz, ale to, że ich dzieci nie mają do nich zaufania. W ten sposób dzieci ranią zatroskane serce rodziców. Podobnie jest gdy grzeszymy. Odrzucamy zatroskaną miłość Boga, która jest nieskończenie większa od jakiejkolwiek miłości człowieka. Ta miłość wyraża się właśnie w darze Dekalogu.

KATECHEZA 18 PAŹDZIERNIKA 2020.

Czy samo sumienie wystarczy do właściwego zachowania moralnego człowieka?

 

Współczesny człowiek może postawić następujące pytanie: po co mi Dekalog skoro mam własne sumienie? Wystarczy, że będę słuchał sumienia a Dekalog nie jest mi potrzebny. Czy takie rozumowanie ma sens? Na pewno sumienie jest wielkim darem od Boga. To wewnętrzny głos, który mówi człowiekowi, co jest dobre a co złe. Nie możemy jednak zapomnieć, że sumienie nie jest czymś gotowym w człowieku. Wymaga ono nieustannego kształtowania, pracy nad sobą i rozwijania. Niesyty często zdarza się, że ludzie mają niewłaściwie ukształtowane sumienie. Dziś coraz częściej mówi się o tym, że współczesny człowiek posiada tak zwane sumienie szerokie, które charakteryzuje się zanikiem poczucia grzechu. Osoba o takim sumieniu nie jest zdolna do zauważenia osobistych przewinień ani krzywdy, którą wyrządza innym. Dlatego spotykamy ludzi, dla których np. przyjmowanie łapówki nie jest grzechem tylko sposobem na życie. Ich sumienie nie wyrzuca im, że to kradzież. Stąd płynie prosty wniosek: ludzie o tak zdeformowanym sumieniu nie są zdolni do jakiejkolwiek właściwej oceny swojego postępowania. A mówiąc jeszcze ogólniej: samo sumienie nie wystarczy, żeby właściwe odczytać swoją moralność.

Katechizm Kościoła Katolickiego mówi, że sumienie jest subiektywną norma moralną. To znaczy, że jest zdolne do właściwego odczytania ludzkich uczynków wtedy i tylko wtedy, gdy jest właściwie uformowane. Mamy świadomość, że nawet przy osobistym wysiłku i regularnej pracy nad sobą może się zdarzyć, że nasze sumienie pobłądzi. Może po prostu coś nam się subiektywnie wydawać jako dobre, a w rzeczywistości może być dobrze zakamuflowanym złem. Stąd bez wątpienia sumienie potrzebuje Dekalogu. Katechizm mówi, że zasady moralne zawarte w Mojżeszowym Dekalogu są obiektywną normą moralną. Nie zależą od ludzkiego sposobu rozumowania i pojmowania rzeczywistości. Możemy zatem powiedzieć, że Dziesięć Przykazań to Boży sposób patrzenia na rzeczywistość i na ludzkie zachowania.  

Nasze rozumienie wszelkiej moralności jest zakotwiczone w wierze w Boga. Ta wiara jest podstawą przyjęcia zakazów i nakazów za obowiązujące, niezmienne i stanowiące uniwersalny i ulokowany ponad wszystkim punkt odniesienia. Innymi słowy, dlatego nasza moralność jest taka, jaką określono w Dekalogu (a przynajmniej zbliża się do wzorca), ponieważ wierzymy, że to Bóg chciał nam w ten sposób przekazać, co jest według Niego moralne, dobre i dozwolone, a co zakazane, niemoralne i złe. Dekalog zatem nie jest jakąś ludzką umową. Nie jest wytworem geniuszu człowieka, który określił co jest dobre a co złe. Gdyby ludzie, zgodnie ze swoim sumieniem próbowali ustalić co jest dobre a co złe, wówczas wszystko byłoby zmienne i dostosowane do miejscowych warunków. Tymczasem Boży porządek jest uniwersalny i ponadczasowy.

 

Katecheza 11 października 2020.

Jak właściwie odczytać Dekalog?

            Rozważając o Dekalogu musimy uwzględnić jedną ważną prawdę: Dziesięć przykazań zostało ofiarowanych ludzkości za pośrednictwem Mojżesza zaraz po wyjściu z niewoli egipskiej. Ten kontekst historyczny jest tutaj bardzo ważny. Jan Paweł II zaznacza wyraźnie, że Bóg dał narodowi wybranemu Dekalog po to, by wychodząc z jednej niewoli, nie popadł w następną, o wiele gorszą. Biorąc pod uwagę te słowa, po raz kolejny przekonujemy się, że przykazania są dane dla naszego szczęścia. Jak zatem właściwie rozumieć Dekalog jako całość? Jak należy go odczytać?

Na początek zauważmy, że istnieją dwa typowe błędy w prezentowaniu zasad i wartości Dekalogu. Błąd pierwszy polega na moralizowaniu. Moralizator to ktoś, kto głównie straszy i upomina; kto powołuje się na normy moralne, ale nie wyjaśniania ich sensu ani nie ukazuje pozytywnych owoców, jakie są skutkiem respektowania tychże norm. Moralizator ogranicza się do nakazywania i zakazywania. W dodatku zwykle czyni to w sposób arogancki i agresywny. Brak logicznych argumentów próbuje zastąpić krzykiem albo przypisywaniem sobie autorytetu, na który sobie nie zasłużył. Reakcją na moralizowanie jest bunt albo naiwne przekonanie, że dane zachowanie jest złe tylko dlatego, że jest zakazane.

Błąd drugi to nieśmiałość czy wręcz lękliwość w mówieniu o normach moralnych. W prymitywnej kulturze, która obecnie niemal terroryzuje młodzież i dorosłych sloganami o tolerancji i akceptacji, przypominanie o potrzebie i pozytywnym sensie norm moralnych wymaga dużej odwagi.Stąd dojrzała formacja sumienia w duchu Dekalogu wymaga najpierw ponownego odkrycia sensu Dziesięciu Przykazań.

Dekalog właściwie odczytamy tylko wtedy, gdy „nałożymy” na niego trzy przykazania miłości: kochaj Boga nade wszystko, kochaj samego siebie i kochaj bliźniego jak siebie samego! Dziesięć przykazań to zespół warunków, jakie trzeba spełnić, by dorastać do miłości. Dekalog podpowiada nam, czego nie powinniśmy czynić, jeśli chcemy mieć szansę na to, by dojrzale kochać! Można nawet powiedzieć, że Dziesięć Przykazań to system immunologiczny, który chroni przed wszystkim, co oddala nas od miłości, co czyni nas niezdolnymi do tego, by kochać. Sensem Dziesięciu Przykazań jest skuteczna ochrona człowieka przed wyrządzaniem krzywdy samemu sobie i innym ludziom. Dekalog podaje nam niezawodne normy, których respektowanie gwarantuje, że w życiu doczesnym będziemy wybierać drogę błogosławieństwa i życia. Ci, którzy łamią dziesięć przykazać, skazują samych siebie na drogę przekleństwa i śmierci. Mówi nam o tym nie tylko Biblia. Mówią nam o tym codzienne serwisy prasowe, radiowe i telewizyjne.

Respektowanie Dekalogu wymaga wysiłku, dyscypliny i czujności. Wymaga też logicznego myślenia i prawego sumienia, gdyż człowiek przewrotny każdą normę potrafi opatrznie interpretować lub uznać za niepotrzebną. Pamiętajmy jednak o tym, co jest alternatywą dla Dekalogu: naiwność i krzywda jednych ludzi, a cynizm, egoizm i okrucieństwo innych. Jezus ma rację zawsze. Także wtedy, gdy zapewnia nas o tym, że życie zgodne z Bożymi przykazaniami to jarzmo lekkie. Nieznośnym ciężarem staje się natomiast życie tego człowieka, który łamie Dekalog, który gnębi swoich bliskich, rani i zabija, cudzołoży, kradnie, kłamie, pożąda. To nie przypadek, że Bóg dał narodowi wybranemu Dekalog właśnie wtedy, gdy cudownie uwolnił Izraelitów z niewoli egipskiej. Dekalog był darem od Boga potrzebnym Żydom po to, by wychodząc z niewoli zewnętrznej, nie popadli w niewolę jeszcze gorszą, w niewolę wewnętrzną, w niewolę słabości, bezmyślności i grzechu.

Katecheza 4 października 2020.

Co to znaczy, że Dekalog jest ułożony w całość w sposób hierarchiczny?

 

Dziś spotyka się często ludzi narzekających na trud zachowania Dekalogu. Czasami słyszymy opinię, że jest nieludzki, niepasujący do obecnych warunków i mentalności współczesnego człowieka. A przecież jest to objawiony przez Boga najdoskonalszy kodeks prawa, jaki kiedykolwiek istniał na ziemi. Skąd zatem wynika taka postawa? Najczęściej narzekanie to pochodzi od ludzi, którzy świadomie odrzucili jedno z przykazań. Np. Ten kto kradnie bardzo szybko wyprze ze swojej świadomości przykazanie siódme, które mówi jasno: nie kradnij! Złodziej może też wyjaśniać wszystkim, że pozostałe przykazania zachowuje, tylko to jedno pomija. Wobec takiego tłumaczenia trzeba jednak jasno powiedzieć, że dla tego kto świadomie usunie jedno z przykazań, zachowanie pozostałych stanie się bardzo trudne. Konkretny przykład: jeśli ktoś zdradza żonę, odchodzi i zawiera nowy związek cywilny, czyli świadomie i dobrowolnie usuwa przykazanie szóste, to w tej sytuacji zachowanie przez niego pozostałych przykazań staje się sto razy trudniejsze niż wówczas, gdyby trwał w wierności złożonej przysiędze małżeńskiej.

Wszystkie przykazania w Biblii stanowią całość Dekalogu. Kto nie dostrzeże wewnętrznego związku poszczególnych przykazań ze sobą, ten nigdy nie odkryje piękna Dekalogu. Postawmy w tym miejscu pytanie: jaki jest ten wewnętrzny związek? Odpowiadając musimy zaznaczyć, że przykazania w Dekalogu są ułożone w całość w sposób hierarchiczny. To znaczy, że te w dalszej kolejności są logiczną konsekwencją pierwszych. Dlatego kto nie przestrzega przykazań stojących na dalszych miejscach nie jest zdolny do pełnego przestrzegania tych pierwszych.

Ponadto kolejność norm moralnych jest ważna także z tego powodu, że jeśli nie respektujemy podstawowych zasad moralnych, to nie będziemy w stanie respektować norm zawartych w kolejnych przykazaniach. Wyjaśnijmy to na przykładzie: przykazanie „nie cudzołóż!” są w stanie respektować jedynie ci ludzie, którzy zachowują pierwszych pięć przykazań. Jeśli ktoś postawi zachowania seksualne w miejsce Boga (przykazanie I), jeśli ma zaburzone więzi rodzinne (przykazanie IV) czy jeśli nie dba o własne zdrowie i życie (przykazanie V), to nie ma ani siły, ani dojrzałości, by stać się panem swoich popędów i by podjąć odpowiedzialność za swoją sferę seksualną. Kto z wychowawców nie potrafi ukazać sensu pierwszych pięciu przykazań, ten nie jest stanie wyjaśnić sensu przykazania „nie cudzołóż!”. W oderwaniu od pierwszych pięciu przykazań, norma „nie cudzołóż!” nie jest zrozumiała ani możliwa do wypełnienia. Podsumowując możemy powiedzieć, że Dekalog jest piękną całością ułożoną w sposób hierarchiczny.

 

Czy Dziesięć Przykazań to przypadkowe zestawienie?

 

Podczas poprzedniej katechezy rozważaliśmy o tym, że człowiek potrzebuje drogowskazów moralnych w codziennym życiu. Doszliśmy do wniosku, że Bóg dał nam szczególny, ponadczasowy dar – Dziesięć Przykazań jako drogowskaz na całe życie. Jego znaczenie można jakoś porównać do funkcji współczesnych G-psów, które wskazują nam drogę do celu.

W malarstwie nadanie ludzkości Dekalogu przedstawiane jest zazwyczaj w powiązaniu z Mojżeszem, który z góry Synaj przynosi 2 kamienne tablice połączone w całość. Często na jednej z tych tablic artyści wypisują treść trzech pierwszych przykazań, a na drugiej pozostałe siedem. Ten sposób przedstawiania tłumaczą tym, że trzy pierwsze przykazania odnoszą się do Boga, a pozostałe do drugiego człowieka. Na pewno taki sposób ukazywania Dekalogu ma swoja słuszność. Katechizm Kościoła Katolickiego podpowiada nam jednak, że Dekalog stanowi organiczną całość. Każde jego “słowo” odsyła do każdego z pozostałych i do wszystkich razem; wszystkie wzajemnie się warunkują. Dwie tablice Dekalogu wyjaśniają się nawzajem; stanowią one organiczną jedność. Przekroczenie jednego przykazania jest naruszeniem wszystkich pozostałych. Nie można okazywać czci drugiemu człowiekowi i zarazem nie czcić Boga, jego Stwórcy. Nie da się wielbić Boga, nie miłując wszystkich ludzi.

Można więc śmiało powiedzieć, że przykazania w Dekalogu nie są zestawione przypadkowo. Nie można też wyrywać poszczególne przykazanie z kontekstu całości. Współczesny człowiek może popaść w pułapkę wybiórczości, na zasadzie: „Będę przyjmował tylko te przykazania, które przynoszą mi korzyść”. Na przykład złodziej może powiedzieć, że przestrzega wszystkie przykazania oprócz siódmego. Odrzucając przykazanie „nie kradnij” tak naprawdę lekceważy całe Boże Prawo, które jest jednością. Kradnąc lekceważy Boga i wyrządza krzywdę bliźniemu. Podsumowując można powiedzieć, że Dekalog jest piękny i doskonały tylko w całości.

Jakie znaczenie ma procesja liturgiczna?

 

Wyrażenie „procesja” pochodzi od łacińskiego słowa „procedere”. Oznacza ono „podążanie”, „kroczenie w oznaczonym kierunku”. Już w Starym Testamencie możemy znaleźć pierwsze procesje.

Wyjście Narodu Wybranego z niewoli jest przedstawione jako wielka procesja w kierunku Ziemi Obiecanej. Podobnie zdobycie Jerycha (por. Joz 6, 1-16) dokonuje się podczas wielkiej  „procesji Pana”. Arce, niesionej przez kapłanów, towarzyszy dźwięk trąb, a przed nią kroczy lud. Obchodzenie murów miasta przez siedem kolejnych dni ma przede wszystkim charakter błagalny. Procesja kończy się celebracją zwycięstwa Boga.

          Również Nowy Testament zawiera obraz procesji. Wjazd Chrystusa do Jerozolimy jest procesją, podczas której Mesjasz jest przedstawiony jako zdobywca. Wjeżdża na osiołku, ponieważ jest pokornym Królem i Sługą Pańskim. Towarzyszy Mu śpiew „hosanna”  oraz palmowe gałązki, będące znakiem zwycięstwa. Podsumowując możemy powiedzieć, że procesje opisane w Biblii są celebracjami, które wpisują się w historię zbawienia. Ukazują obraz pielgrzymującego ludu i są znakiem jego ciągłego ruchu od przeszłości przez teraźniejszość ku przyszłości.

Podobnie procesje liturgiczne symbolizują pielgrzymowanie człowieka w kierunku nowej rzeczywistości, w kierunku nowego świata i Pana Boga. Są także znakiem obecności Pana Boga wśród swego ludu.

Procesje liturgiczne możemy podzielić na trzy grupy:

  • Procesje nawiązujące do zbawczych wydarzeń Jezusa Chrystusa:

§  procesja w święto Ofiarowania Pańskiego (2 lutego),

§  procesja w Niedzielę Palmową,

§  procesja w Wigilię Paschalną,

§  procesja w uroczystość Bożego Ciała.

  • Procesje, które są częścią innych obrzędów, np.:

§  podczas udzielania Sakramentu Chrztu Świętego.

  • Procesje w czasie sprawowania Eucharystii:

§  procesja wejścia,

§  procesja z Ewangeliarzem,

§  procesja z darami,

§  procesja komunijna.

Na czym polega obowiązek odpoczynku w niedzielę i powstrzymania się od praca niekoniecznych?

Podczas ostatnich katechez rozważaliśmy co oznacza świętowanie Dnia Pańskiego. Doszliśmy do wniosku, że w niedzielę i święta nakazane najważniejszą sprawą jest oddanie czci należnej Bogu.
Z tego też powodu Kodeks Prawa Kanonicznego zaleca wszystkim katolikom powstrzymanie się w te dni od wykonywania tych prac i zajęć, które utrudniają oddawanie Bogu czci, przeżywanie radości właściwej dniowi Pańskiemu oraz korzystanie z należnego odpoczynku duchowego i fizycznego (por. KPK kan. 1247). Wydaje się, że dzisiaj wiele osób nie rozumie z jakiego powodu powinna powstrzymać się od pracy ten dzień.

W liście apostolskim o świętowaniu niedzieli Dies Domini Jan Paweł II przypomina, że cykl pracy i odpoczynku wpisany jest w ludzką naturę i jest zgodny z wolą samego Boga, co poświadcza opis stworzenia z Księgi Rodzaju. Odpoczynek jest rzeczą „świętą”, pozwala bowiem człowiekowi wyrwać się z rytmu ziemskich zajęć, czasem nazbyt go pochłaniających, i na nowo uświadomić sobie, że wszystko jest dziełem Bożym. Ponadto niedziela powinna również być dniem, w którym wierni mogą się poświęcić dziełom miłosierdzia, działalności charytatywnej i apostolskiej (n. 65, 69).

Papież wychodzi z prostej refleksji biblijnej, która wskazuje na zamiar Boży. To Stwórca ustanawia dzień odpoczynku i wypełnia go zachętą do spotkania z Sobą samym i z drugim człowiekiem. Inny argument ma swoją logiczną podstawę w fakcie, że człowiek zapracowany i zabiegany musi odpocząć. Nie jesteśmy maszynami, odpoczynek jest wpisany w nasze funkcjonowanie i rezygnując z niego niszczymy własne zdrowie. Biorąc pod uwagę powyższe motywy musimy stwierdzić, że zgodnie z logiką Bożą istnieje konieczność zrezygnowania z tych prac i zajęć, których wykonywanie nie jest konieczne, a ze swej natury zakłóca spotkanie z Bogiem i radość chrześcijańskiego świętowania. Przy tak ogólnym sformułowaniu trudno jest jednak ustalić precyzyjnie granice tej rezygnacji. Poprzedni Kodeks Prawa Kanonicznego z 1917 roku wyliczał konkretne prace zakazane, jak zajęcia służbowe, czynności sądowe, publiczny handel, jarmarki i inne formy publicznego kupna i sprzedaży.

Obecny prawo kościelne nie wymienia konkretnych zajęć, których nie powinno się wykonywać w Dzień Pański. Pozostaje ogólne stwierdzenie, które wyżej cytowaliśmy. W przestrzeganiu tego przykazania trzeba mieć na uwadze przede wszystkim konkretną sytuację życiową poszczególnych osób, zwłaszcza tych, którzy z racji swojego zawodu muszą podejmować pracę ciągłą.

Kościół zdaje sobie sprawę, że spokojne świętowanie jednych powiązane jest z pracą innych. Istnieją więc „prace konieczne”, takie jak np.: praca lekarza, kierowcy autobusu, nadzór nad siecią energetyczną, prosty obrządek zwierząt w gospodarstwie czy praca w zakładach o ruchu ciągłym.
W codziennym życiu trzeba zawsze sobie postawić pytanie czy to co zamierzam zrobić jest konieczne w danym momencie i czy to nie zakłóci mojego udziału w niedzielnej Eucharystii. Jeśli daną czynność mogą zrobić w innym czasie to powinienem z niej w Dzień Pański zrezygnować. (Np. ktoś postanowił sobie umyć okna, bo akurat w niedzielę ma czas a może to przecież zrobić w inny dzień)

 Trzeba też jasno powiedzieć, że robienie zakupów w niedzielę nie należy do prac koniecznych. Wierzący nie powinni robić zakupów w niedzielę. Bardzo poważnym naruszeniem tego przykazania są wszelkie działania, gdzie pierwszym i jedynym argumentem jest chęć zysku - zawsze i za wszelką cenę. Szczególnym grzechem stają się te rodzaje „niekoniecznej” aktywności człowieka, które uniemożliwiają mu wzięcie udziału w niedzielnej Eucharystii.

Pragnieniem Kościoła jest nieodmiennie obrona godności człowieka jako dziecka Bożego, stąd tak wielka troska, by dziecko nie zapomniało o swym Ojcu - Bogu.

katecheza  21 czerwca 2020.   Co to są święta nakazane?

 

Podczas ostatniej katechezy rozważaliśmy prawdę o istocie świętowania niedzieli. Doszliśmy do wniosku, że najważniejszą sprawą w tym dniu jest oddanie czci należnej Bogu. Wszystkie inne sprawy, takie jak osobisty odpoczynek czy rekreacja są na drugim miejscu. Te same zasady obowiązują przy świętowaniu tak zwanych świąt nakazanych. Zadajmy sobie pytania: co to są święta nakazane i dlaczego noszą taką nazwę?  

Zgodnie z kanonami 1247 i 1248 Kodeksu Prawa Kanonicznego, w niedzielę i święta nakazane wierni są zobowiązani uczestniczyć we Mszy świętej i powstrzymać się od wykonywania tych prac i zajęć, które utrudniają oddawanie Bogu czci, przeżywanie radości właściwej dniowi Pańskiemu oraz korzystanie z należnego odpoczynku duchowego i fizycznego. Zastanówmy się dlaczego Kodeks Prawa Kanonicznego odróżnia święta nakazane od niedzieli? Odpowiedź jest prosta. Święta nakazane nie zawsze wypadają w niedzielę. Zazwyczaj są związane z konkretną datą i obchodzone w dzień powszedni. Przyjrzyjmy się zatem liście świąt nakazanych obchodzonych w Polsce. Jest ich 6 i należą do nich:

uroczystość Narodzenia Pańskiego (obchodzona 25 grudnia)

uroczystość Świętej Bożej Rodzicielki (obchodzona 1 stycznia)

uroczystość Objawienia Pańskiego (obchodzona 6 stycznia)

uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa – Boże Ciało (obchodzona w czwartek po Niedzieli Trójcy Najświętszej)

uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny (obchodzona 15 sierpnia)

uroczystość Wszystkich Świętych (obchodzona 1 listopada).

          Wystarczy spojrzeć na daty obchodów tych świąt, aby dojść do wniosku, że wypadają zazwyczaj w dzień powszedni. Jednocześnie musimy stwierdzić, że wszystkie te święta mają liturgiczną rangę uroczystości i dotyczą świętowania najważniejszych prawd naszej wiary. Stąd wypływa obowiązek uczestniczenia w tych dniach we Mszy św. i powstrzymania się od wykonywania prac niekoniecznych. Musimy nieustannie przypominać sobie, że oprócz niedzieli również te dni należą do Pana Boga i on ma pierwszeństwo do naszego czasu.

 

Co jest najważniejsze w świętowaniu niedzieli?

Od dziecka uczono nas, że niedziela jest dniem świętym. W ostatnich latach możemy jednak zauważyć zmiany mentalnościowe, które prowadzą do zacierania właściwego przeżywania dnia Pańskiego. Nawet niektórzy spośród uczniów Chrystusa mylą świętowanie niedzieli z «zakończeniem tygodnia», weekendem, rozumianym tylko jako czas odpoczynku i rozrywki. Stąd trzeba nieustannie przypominać co jest istotą tego dnia? Oddajmy więc głos świętemu Janowi Pawłowi II, który tak nauczał na temat świętowania niedzieli: „Dzień ten stanowi samo centrum chrześcijańskiego życia. Jeśli od początku pontyfikatu niestrudzenie powtarzam słowa: «Nie lękajcie się! Otwórzcie, na oścież otwórzcie drzwi Chrystusowi!», to dziś chciałbym z mocą wezwać wszystkich do ponownego odkrycia niedzieli: Nie lękajcie się ofiarować waszego czasu Chrystusowi! (…) Czas ofiarowany Chrystusowi nigdy nie jest czasem straconym, ale raczej czasem, który zyskujemy, aby nadać głęboko ludzki charakter naszym relacjom z innymi i naszemu życiu.”.

Papież jednoznacznie naucza, że ten dzień należy przede wszystkim do Chrystusa. Można więc śmiało powiedzieć, że każdy kto ten dzień wykorzystuje na własną niepotrzebną pracę albo tylko na własny odpoczynek bez oddania czci Chrystusowi okrada Boga z należnego Mu czasu. Jeszcze raz podkreślmy z naciskiem: w tym dniu pierwszeństwo do naszego czasu ma Bóg. Stąd jeśli w niedziele nie mamy czasu na Eucharystię jesteśmy po prostu złodziejami, którzy okradają Boga z Jego czasu.

W niedzielę oraz w inne dni świąteczne nakazane, wierni są zobowiązani do uczestniczenia we Mszy Świętej oraz powstrzymania się od wykonywania tych prac i zajęć, które utrudniają oddawanie Bogu czci, przeżywanie radości właściwej dniowi Pańskiemu oraz korzystanie z należnego odpoczynku duchowego i fizycznego. Musimy sobie na nowo uświadomić, że w niedzielę najważniejsze jest oddanie czci Bogu. Na drugim miejscu jest własny odpoczynek. Pierwszeństwo do tego dnia ma Bóg.

Powołajmy się jeszcze raz na apel Jana Pawła II, który prosi wszystkich: „otwórzmy Chrystusowi nasz czas, aby On mógł go rozjaśnić i nadać mu kierunek. On jest Tym, który zna tajemnicę czasu i tajemnicę wieczności i ofiarowuje nam «swój dzień» jako zawsze nowy dar swojej miłości. Ponowne odkrycie sensu tego «dnia» jest łaską, o którą należy prosić nie tylko po to, aby wypełniać w życiu nakazy wiary, ale także by dać konkretną odpowiedź na prawdziwe i głębokie pragnienia każdego człowieka.”

 

7 czerwca - katecheza Czy wysłuchanie transmisji Mszy świętej za pośrednictwem mediów oznacza uczestnictwo w niej?

 

 

 

          W ostatnim czasie w radiu, w telewizji, a nawet w Internecie znalezienie transmisji Mszy Świętej zajmuje dosłownie chwilę. W ten sposób zarówno znane, duże parafie, jak i małe, lokalne świątynie próbują dotrzeć ze Słowem Bożym do wielu wiernych. W epoce walki z pandemią koronawirusa wiele osób korzysta z dyspensy od obowiązku uczestniczenia w niedzielnej Eucharystii danej przez poszczególnych biskupów diecezjalnych. W tej trudnej sytuacji, kiedy nasze świątynie posiadają limity uczestniczących w liturgii rodzą się pytania: Czy jednak możemy mówić o udziale w Eucharystii, kiedy słuchamy bądź oglądamy transmisję w zaciszu własnego domu? Czy Msza Święta w telewizji, w radiu bądź w jakimkolwiek innym medium jest ważna?

 

          Odpowiedź dla wielu może być rozczarowująca: obejrzenie czy wysłuchanie transmisji Mszy Świętej nie oznacza udziału w niej. Nieważne z jakiegokolwiek środków społecznego przekazu skorzystamy – w żadnym wypadku nie możemy mówić o uczestnictwie w Eucharystii, jeżeli nie znajdujemy się bezpośrednio w miejscu, w którym jest ona sprawowana. Kościół rzymskokatolicki stawia sprawę jasno: „uczestnictwo we Mszy Św.” zakłada fizyczną obecność. W liście apostolskim Dies Domini z 1998 r. pisał o tym papież Jan Paweł II. Oto słowa Ojca św.: „W wielu krajach telewizja i radio dają możliwość zjednoczenia się z celebracją eucharystyczną w tym samym momencie, gdy jest ona sprawowana w miejscach świętych. Tego rodzaju transmisje same w sobie nie pozwalają oczywiście wypełnić obowiązku niedzielnego, to bowiem wymaga udziału w zgromadzeniu braci, którzy spotykają się w określonym miejscu, z czym wiąże się też możliwość komunii eucharystycznej”.

 

          Mając na uwadze te słowa Papieża, w dobie walki z koronawirusem musimy pamiętać, że transmisje Mszy św. są czymś dodatkowym, niejako ponadprogramowym. Niestety w obecnej sytuacji, dla wielu wierzących jest to jedyna forma kontaktu z Eucharystią i Kościołem. Nie możemy jednak zapomnieć, że żaden przekaz medialny nie zastąpi nigdy fizycznej obecności na Eucharystii. Stąd, jeżeli warunki na to pozwalają, powinniśmy szukać możliwości uczestniczenia we Mszy św. w świątyni, przy obecnych obostrzeniach na przykład w dzień powszedni, kiedy jest mniejsza liczba uczestniczących, pamiętając, że przekaz medialny jest tylko pewną pomocą w sytuacji zagrożenia epidemicznego. Nigdy nie zastąpi on obecności w świątyni. Nie może także stać się jakimś alternatywnym sposobem uczestnictwa we Mszy św. Kiedy ustanie epidemia i biskupi odwołają dyspensę od obowiązku uczestnictwa we Mszy świętej powinniśmy sobie jeszcze bardziej uświadomić jak ważna jest fizyczna obecność w kościele.

 

Na czym polega praktyka komunii duchowej?

 

            Komunia duchowa to akt modlitewny, którego celem jest osiągnięcie takiego zjednoczenia z Jezusem jakie daje nam przyjmowanie Go w sakramencie Jego Ciała i Krwi, ale poza przestrzenią sakramentalną. Ma ona miejsce wtedy kiedy nie mamy dostępu do znaku sakramentalnego. Stąd zaleca się ją szczególnie tym, którzy nie mogą uczestniczyć we mszy świętej (zwłaszcza niedzielnej) – a więc chorym, opiekującym się nimi, uwięzionym, marynarzom na statkach oraz wszystkim niebędącym w stanie dotrzeć do kościoła. Mogą ją przyjmować także wszyscy inni, także wówczas, gdy danego dnia uczestniczyli już lub zamierzają uczestniczyć w Eucharystii. Można komunię duchową praktykować wielokrotnie w ciągu jednego dnia. Właściwie „ideałem”, byłoby trwać w niej nieustannie, a przynajmniej możliwie często.

            Komunia duchowa polega na wzbudzeniu w swoim sercu gorącego pragnienia zjednoczenia z Jezusem  z takimi samymi skutkami, jak to się dzieje wówczas, gdy przyjmujemy Eucharystię. Praktyka ta zakłada więc na wstępie miłość do Jezusa i pragnienie bycia z Nim w jedności, wiarę w Jego realną obecność w Eucharystii, świadomość (przynajmniej ogólną) jak wielkim jest ona darem i w związku z tym gorące pragnienie jej przyjęcia. Nie chodzi tu jednak tyle o wygenerowanie w sobie jakichś płomiennych uczuć czy emocji ile o akt rozumu, wiary i woli.

            Sam „sposób” przyjęcia komunii duchowej może być bardzo prosty i mieć formę krótkiej modlitwy czy wręcz aktu strzelistego. Na przykład: „Wierzę, Jezu, że jesteś rzeczywiście obecny w Eucharystii. Kocham Cię! Żałuję za grzechy, którymi Cię obraziłem. Przyjdź do mojego serca, oddaję Ci się cały! Nie pozwól mi nigdy odłączyć się od Ciebie!” – albo i jeszcze krócej. Oczywiście warto zadbać, by dokonywało się to w spokoju i skupieniu, z szacunkiem właściwym randze tego, co ma się dokonać.

 

Dlaczego przed przyjęciem Komunii Świętej zachowujemy post eucharystyczny?

 

 

            Dobrze przeżyta Eucharystia, może dać człowiekowi prawdziwe szczęście. To w Komunii św. najpełniej można doświadczyć przeogromnej miłości Jezusa, który staje się dla nas prawdziwym pokarmem. Jednym z licznych sposobów przygotowania się do tego szczególnego momentu zjednoczenia się z Jezusem w Komunii jest post eucharystyczny. Początków tej praktyki należy szukać w pierwszych wiekach chrześcijaństwa, jednak konkretne wskazania na ten temat pojawiają się dopiero po Soborze Trydenckim. Zgodnie z prawem kanonicznym, obowiązującym w tamtym czasie, każdy kto chciał przystąpić do Komunii św. musiał powstrzymywać się od spożywania pokarmów i napojów od północy aż do momentu przyjęcia Eucharystii. Dlatego też w tamtym czasie, Msza św. była sprawowana przeważnie rano.

            Od roku 1953 rozpoczyna się proces, łagodzenia dyscypliny postnej. Najpierw papież Pius XII pozwala wiernym na spożywanie wody, w czasie bezpośredniego przygotowania do Eucharystii, a po kilku latach skraca obowiązujący czas postu do trzech godzin. Kolejne zmiany w omawianej praktyce, przynoszą nam już czasy po II Soborze Watykańskim. Papież Paweł VI skraca ten czas do jednej godziny.

 

            W roku 1973 ukazuje się dokument Immensae caritatis, który dla osób chorych przebywających w szpitalach lub w domach oraz dla osób starszych niemogących opuszczać domu, a także dla osób, które im posługują, skraca czas postu do piętnastu minut.

            Wydany z kolei w 1983 roku, nowy Kodeks Prawa Kanonicznego nie wspomina już o kwadransie, lecz ogólnie stwierdza, że wyżej wymienione osoby „mogą przyjąć Najświętszą Eucharystię, chociażby coś spożyli w ciągu godziny poprzedzającej” (kan. 919 § 3).

            W normalnych warunkach, post obowiązuje wszystkich, którzy pragną przystąpić do Komunii św., natomiast czas zachowania godziny postu, liczy się do momentu przyjęcia Ciała i Krwi Pańskiej, a nie do rozpoczęcia Mszy św.

 

Katecheza 23.02.2020 r.

Ile razy w ciągu dnia można przyjąć Komunię Świętą?

Podczas Soboru Watykańskiego II wystąpiono z postulatem, aby umożliwić wiernym przystępowanie do Komunii Świętej podczas każdej Eucharystii. W dokumentach soborowych możemy nawet znaleźć zalecenie o przyjmowaniu Komunii Świętej podczas Eucharystii. Dlatego Nowy Kodeks Prawa Kanonicznego z 1983 r., wychodząc naprzeciw tym postulatom, ustalił, że można przyjąć Komunię św. po raz drugi tego samego dnia jedynie podczas Mszy Świętej, w której się uczestniczy (Kan. 917). Wobec powyższego obecnie można przystąpić w tym samym dniu do Komunii Świętej tylko dwa razy, przy czym za drugim razem jedynie uczestnicząc w całej Mszy Świętej.

Kodeks Prawa Kanonicznego zaleca także  (Kan. 918): "aby wierni przyjmowali Komunię świętą podczas sprawowania Eucharystii. Proszącym jednak o nią dla słusznej racji poza Mszą Świętą należy udzielić, zachowując obrzędy liturgiczne". Jako "słuszne racje" uznaje się przyczyny związane z pracą czy ze zdrowiem. W innych przypadkach duszpasterze powinni zachęcać wiernych do uczestnictwa we Mszy Świętej i przyjmowania Komunii Świętej podczas sprawowanej Liturgii.

16. LUTEGO 2020 R.

Katecheza: Co to jest Wiatyk?

 

W szczególnej sytuacji, kiedy chory - według roztropnej oceny jego bliskich czy lekarza - zbliża się do końca swojego ziemskiego życia, Kościół, oprócz sakramentu namaszczenia, ofiaruje mu Eucharystię jako wiatyk. Jak poucza Katechizm Kościoła Katolickiego, przyjęcie Komunii Świętej w chwili przejścia do Ojca ma szczególne znaczenie i wagę, ponieważ jest zaczątkiem życia wiecznego i mocy zmartwychwstania. Specyfika wiatyku polega właśnie na tym, że chrześcijanin przyjmuje go w najbardziej decydującym momencie swojego życia, a więc w chwili przejścia z tego świata do wieczności.

W Kodeksie Prawa Kanonicznego, możemy przeczytać,  że: Wierni znajdujący się z jakiejkolwiek przyczyny w niebezpieczeństwie śmierci powinni być umocnieni Komunią Świętą na sposób wiatyku (kan. 921 § 1 KPK). Niezależnie od tego, czy chory przyjął już danego dnia Komunię św., w przypadku wystąpienia niebezpieczeństwa utraty życia można, a nawet należy udzielić mu wiatyku. Co więcej, gdyby chory przez kilka dni pozostawał w sytuacji zagrożenia życia, może przyjmować Komunię św. na sposób wiatyku wielokrotnie, w poszczególnych dniach.

Kodeks Prawa Kanonicznego również zachęca szafarzy Eucharystii, by nie odkładali udzielania wiatyku i czuwali, by chorzy przyjmowali go jeszcze, gdy posiadają pełną świadomość swojej sytuacji. Wobec powyższego, aby to było możliwe, opiekujący się chorymi powinni właśnie wtedy, gdy są oni jeszcze świadomi, prosić księdza, by udzielił im nie tylko sakramentu namaszczenia chorych, ale i wiatyku.

Komunia Święta udzielana umierającemu chrześcijaninowi na drogę do wieczności jest zalecana wszystkim ochrzczonym. We wprowadzeniu znajdującym się w obrzędzie do  Sakramentu chorych napisano, że do przyjęcia wiatyku zobowiązani są wszyscy ochrzczeni, którzy mogą przyjąć Eucharystię.

Katecheza 2 lutego 2020 r.     Jakie znaczenie mają obrzędy rozesłania?

 

Obrzędy rozesłania są krótkie, ale pełne znaczenia. Po ogłoszeniach duszpasterskich kapłan błogosławi wiernych w imię wszystkich Osób Trójcy świętej. Nie może tego czynić własną mocą, gdyż dawcą błogosławieństwa może być tylko Bóg, człowiek natomiast może być tylko Jego pośrednikiem w tej świętej czynności. Błogosławieństwo dane człowiekowi oznacza, że Bóg strzeże tego człowieka, czuwa nad nim, zapewnia mu swoją  życzliwość i nie skąpi swych darów. Udzieliwszy wiernym błogosławieństwa, celebrans mówi: „Idźcie w pokoju Chrystusa”. To „idźcie” może wydawać się zaskakujące – brzmi trochę  jak wojskowe „rozejść się”. Czyżby kapłan wypraszał zgromadzonych z kościoła? Oczywiście nie – nie ma zresztą takich uprawnień, gdyż świątynia nie jest jego własnością. To „idźcie” oznacza misję, posłannictwo – to nawiązanie do ostatnich słów Jezusa skierowanych do apostołów: Idźcie i nauczajcie wszystkie narody... (Mt 28,19). Przeżywszy Eucharystię, chrześcijanie otrzymują misję, by to wszystko, co się stało tutaj ich udziałem, wcielać w świat, by „przedłużać” w świecie Najświętszą Ofiarę poprzez swoje życie. Trzeba to podkreślić, gdyż aż nadto często odnosi się wrażenie, że życie współczesnego chrześcijanina to dwa niezależne i rozdzielone obszary: czas świąteczny spędzony w kościele, gdzie rządzi prawo modlitwy i czci oddawanej Bogu, oraz czas powszedni spędzony „w świecie”, gdzie rządzi prawo dżungli. Oczywiście takiego dualizmu być nie powinno. 

Kapłan rozsyła wiernych „w pokoju Chrystusa”, tzn. w tym pokoju, który tylko On jeden dać nam może . Zgromadzeni w kościele odpowiadają „Bogu niech będą dzięki”. Czasem odnosi się wrażenie, że jest to westchnienie ulgi: oto można wreszcie opuścić kościół. Jednak w intencji tych, którzy układali teksty liturgiczne, winien to być okrzyk wdzięczności za to, że dane nam było uczestniczyć w tak świętym obrzędzie, że mogliśmy jako wspólnota parafialna spotkać się z Bogiem, celebrować najważniejsze wydarzenie w dziejach świata – Najświętszą Ofiarę Chrystusa. Dobrze jest, gdy kontynuacją tego spotkania z Bogiem jest spotkanie z braćmi, którzy razem z nami i obok nas uczestniczyli w Eucharystii. Godny pochwały jest zatem spotykany w wielu parafiach zwyczaj, że wierni nie rozchodzą się zaraz do domów, lecz jeszcze przez pewien czas pozostają w pobliżu kościoła, rozmawiają ze sobą, odwiedzają przykościelną kawiarnię, świetlicę czy sklepik, omawiają pewne sprawy z duszpasterzami. Jest to konkretna, naturalna forma „przedłużania” radości Eucharystii, ułatwiająca dobre przeżycie jej następnym razem.

Katecheza 19 stycznia.  Dlaczego przed przyjęciem Komunii Świętej powtarzamy słowa ewangelicznego setnika?

 

Pamiętamy wszyscy ewangeliczną scenę, gdy rzymski setnik prosi Jezusa o uzdrowienie swego sługi; a czując się niegodnym goszczenia Mistrza w swym domu, prosi Go o wypowiedzenie tylko jednego słowa, bo przecież i ono samo wystarczy. Zapewne ten człowiek, który na chwilę tylko pojawia się w Ewangelii, nie spodziewał się, że jego proste, spontaniczne słowa będą aż do końca czasów codziennie wypowiadać miliony chrześcijan na całym świecie: „Panie, nie jestem godzien, abyś przyszedł do mnie, ale powiedz tylko słowo, a będzie uzdrowiona dusza moja”. Istotnie, nie jesteśmy godni przyjmowania Ciała Pańskiego; nawet najświętsi ludzie nie są tego godni. Z głęboką pokorą wyznajemy tę  niegodność, zanim podejdziemy do ołtarza, by jednak mimo wszystko spożyć Ciało Pańskie. Nie jesteśmy godni, ale jesteśmy posłuszni zachęcie Jezusa. To On nalegał by spożywać Jego ciało. Na Nim się opieramy, na Niego się powołujemy, a nie na nasze zasługi, nie na naszą rzekomą bezgrzeszność. Jesteśmy biedni i chorzy, ale właśnie dlatego potrzebujemy lekarza, a Jezus ustanowił Komunię świętą właśnie jako lekarstwo na nasze słabości. Dlatego byłoby bardzo niewłaściwe, gdyby ktoś wzbraniał się przed Komunią świętą ze względu na swoją ogólnie rozumianą grzeszność i niegodność. Przystępu do Ciała Pańskiego wzbrania tylko aktualny grzech ciężki, który powinien być wcześniej odpuszczony w konfesjonale.

Jest wiele różnych form przyjęcia Komunii świętej: na klęcząco, na stojąco (gdy wierni idą w procesji), do ust (jak jest w naszym kraju), na rękę (jak na Zachodzie). Które z nich są lepsze? Wydaje się, że jest coś niezdrowego w olbrzymich emocjach, jakie ta kwestia budzi w naszym Kościele, gdy trafia się okazja publicznej debaty na ten temat. Co prawda mamy prawo bronić naszych poglądów, ale umiejmy również uszanować poglądy innych, a ostatecznie umiejmy oddać głos Urzędowi Nauczycielskiemu Kościoła. A jego opinia jest jasna: są to formy równouprawnione.

katecheza 12 stycznia 2020. Co oznacza gest łamania chleba przed Komunią świętą?

 

Przed rozpoczęciem obrzędu rozdawania Komunii trzykrotnie powtarza się wezwanie „Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata...”. W Ewangelii wg św. Jana właśnie w ten sposób Jezusa nazywa Jan Chrzciciel. Obraz baranka – tego miłego, łagodnego zwierzęcia – wywołuje w nas sentymentalne skojarzenia, ale trzeba sobie uświadomić, że było to zwierzę ofiarne, zabijane w dzień Paschy masowo, setkami tysięcy na dziedzińcu świątyni jerozolimskiej. Jezus jako Baranek Boży to ofiara zabita dla nas i za nasze grzechy, krwawo i okrutnie zamęczona na krzyżu wtedy właśnie, gdy strumieniami lała się krew ofiarowanych na Paschę baranków. Eucharystia jest powtórzeniem i uobecnieniem tej świętej ofiary Baranka Bożego, i o tym sobie przypominamy, mówiąc „Baranku Boży...”. Jest to zwłaszcza ważne w dzisiejszych czasach, kiedy to niechętnie mówi się o ofierze, wyrzeczeniu i krzyżu.

Gdy wierni  mówią powyższe słowa, kapłan w tym czasie łamie hostię. Ten gest z jednej strony nawiązuje do ofiarnej śmierci Chrystusa, z drugiej zaś powtarza to, co On sam uczynił na Ostatniej Wieczerzy: łamał i rozdawał chleb uczniom. Robił to zresztą i wcześniej, i później; ten gest tak się zrósł uczniom z Jego postacią, że po nim poznali Go natychmiast przy stole w przydrożnej gospodzie, gdy szli do Emaus, choć wcześniej nie poznali Go po Jego słowach. Dla pierwszych chrześcijan był to gest tak ważny, że Eucharystię  nazywali po prostu „łamaniem chleba”. Oczywiście chleba nie łamie się dla samego łamania, lecz żeby go rozdawać. W tym prostym geście skupił się cały sens życia Jezusa, bo było ono takim właśnie rozdawaniem się. Choć w obrzędach liturgicznych – w odróżnieniu od dzisiejszych mass mediów, filmu i literatury – niewiele razy pada słowo „miłość”, to jednak jest ona tu obecna od początku do końca; przede wszystkim właśnie w owym geście łamania i rozdawania Ciała Pańskiego wszystkim, którzy zechcą je przyjąć. Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego  Jednorodzonego  dał....

Katecheza 29 grudnia 2019. Co wyraża Modlitwa Pańska odmawiana we Mszy Świętej?

 

Modlitwa Pańska odmawiana we Mszy św. doskonale łączy się z innymi częściami liturgii. Możemy wskazać kilka podobieństw:

Po pierwsze, ta modlitwa doskonale harmonizuje się z innymi modlitwami Eucharystii, np. z hymnem „Gloria” i z modlitwą powszechną, gdzie zasadniczo prosimy o to samo, tyle że innymi słowami. Pierwsza z próśb Modlitwy Pańskiej – „święć się imię Twoje” - właściwie streszcza wszystkie inne: prosimy, aby Bóg był – w całym świecie i w nas samych – uznany jako Bóg; gdyby tak się stało, wówczas znikłby grzech, źródło wszelkiego nieszczęścia, i na ziemi zapanowałby raj. W Eucharystii wstępujemy na chwilę do tego świata, gdzie wszystko, co się dzieje, ma właśnie ten cel: uznać i uwielbić Boga. 

Po drugie, prosimy o nasz chleb „powszedni”. Nie trzeba dowodzić, że prośba ta odnosi się do naszych potrzeb materialnych, fizycznych – aż nadto dobrze wiemy, że potrzebujemy do życia pożywienia i innych dóbr materialnych. Ale nie zawsze wiemy, że w tym samym stopniu potrzebujemy i „chleba niebiańskiego”, nadprzyrodzonego, że bez niego nasz duch karleje i usycha tak samo jak ciało bez pokarmu. Ta prośba, w kontekście obrzędu rozdawania Ciała Pańskiego, który rozpocznie się już za chwilę, winna wzbudzać w nas świętą tęsknotę za tym „chlebem niebiańskim”, święte pragnienie przyjęcia go i przyjmowania jak najczęściej.

Po trzecie, prosimy o przebaczenie nam naszych grzechów w tym samym stopniu, w jakim my przebaczamy naszym winowajcom. Każdy, kto kiedykolwiek próbował przebaczyć, wie, jak bardzo jest to trudne, zwłaszcza gdy doznaliśmy jakiejś ciężkiej krzywdy. Ale wymaganie Jezusa jest tu całkowicie jednoznaczne: dopiero przebaczając krzywdzicielom, stajemy się naprawdę Jego uczniami (por. Mt 5,43-48) i dziećmi tego Ojca, który też nam przebaczył wielokrotnie, i to często bardzo poważne przewinienia. Prośba ta łączy się ściśle z następną: o zachowanie nas od złego. Obydwie razem można by wyrazić tak, że prosimy o wprowadzenie nas do świata miłości: świata, gdzie panuje dobro, sprawiedliwość jedność i pokój. Eucharystia tworzy ten właśnie świat.

Kat. 22 grudnia 2019.

Dlaczego obrzędy komunii świętej rozpoczynamy od modlitwy Ojcze nasz?

 

Po uroczystej doksologii kończącej modlitwę eucharystyczną następują obrzędy komunii świętej, które rozpoczynają się od modlitwy „Ojcze nasz”. Dlaczego właśnie ta modlitwa rozpoczyna wspomniane obrzędy? Komunia święta, choć jest rzeczywistością bardzo osobistą – każdy przyjmuje Ciało Pańskie indywidualnie – to jednak jest zarazem aktem na wskroś kościelnym, gdyż wszyscy przyjmują to samo, jedno Ciało Chrystusa, a poprzez Nie i w Nim każdy przyjmujący stanowi jedność z pozostałymi.

Jedność tę wyrażamy modlitwą, której nauczył nas sam Jezus, najczcigodniejszą modlitwą chrześcijańską, w której kierujemy do Ojca słowa sformułowane w pierwszej osobie liczby mnogiej – Ojcze nasz. Nie mówimy Ojcze mój, tylko Ojcze nasz. To właśnie ta modlitwa, którą nauczył Apostołów sam Chrystus, jest modlitwa całego Kościoła. Ma ona sens tylko wypowiadana razem z braćmi (nawet kiedy ktoś odmawia ją samotnie, musi mieć w intencji innych swoich braci w wierze, inaczej wypowiadane słowa będą pustym dźwiękiem bez treści). Cała Eucharystia jest aktem wspólnotowym, a ta wspaniała, choć prosta modlitwa jest jednym z najważniejszych momentów wyrażenia tej wspólnotowości.

15 grudnia Co to jest doksologia na zakończenie modlitwy eucharystycznej i co ona wyraża?

 

Na zakończenie modlitwy eucharystycznej kapłan wypowiada albo wyśpiewuje uroczyste słowa: „Przez Chrystusa, z Chrystusem i w Chrystusie Tobie, Boże Ojcze wszechmogący, w jedności Ducha Świętego wszelka cześć  i chwała przez wszystkie wieki wieków”. Zapytajmy się: jakie znaczenie mają te słowa i co one wyrażają?

Podczas ostatniej wieczerzy Jezus tak się modlił: Ojcze, Ja Ciebie otoczyłem chwałą na ziemi przez to, że wypełniłem dzieło, które Mi dałeś do wykonania (J 17,4). To Jezusowe wypełnienie powierzonego dzieła, to Jego posłuszeństwo woli Ojca – to najwyższy wyraz kultu Boga. Posłuszeństwo Jezusa posunęło się aż do granic śmierci na krzyżu. Ofiara śmierci krzyżowej jest zatem najwyższym hołdem złożonym Bogu Ojcu.

Ta sama ofiara Jezusa Chrystusa, powierzona w ręce Kościoła, w sakramentalny sposób jest uobecniana w sprawowanej Mszy świętej. Z tego powodu każda Eucharystia jest szczególnym momentem, w którym Bóg zostaje otoczony chwałą na ziemi. Ta prawda w liturgii jest wyrażona w sposób szczególny w przepięknej modlitwie kończącej całą modlitwę eucharystyczną, modlitwie zwanej doksologią. Celebrans, unosząc w górę patenę z Ciałem i kielich z Krwią Chrystusa, wypowiada takie oto słowa: „Przez Chrystusa, z Chrystusem i w Chrystusie Tobie, Boże Ojcze wszechmogący, w jedności Ducha Świętego wszelka cześć i chwała przez wszystkie wieki wieków”. Jest to bardzo wymowna chwila, w której zgromadzeni w świątyni, wraz z całym Kościołem, otrzymaną w darze ofiarę Ciała i Krwi Chrystusa jednym aktem składają Bogu Ojcu. Jest to jakby zwieńczenie tego wszystkiego, co się działo dotychczas w liturgicznym obrzędzie.

Trzeba pamiętać, że w darze Ciała i Krwi Chrystusa składanym w tym momencie Bogu jest obecny również dar życia tych, którzy we Mszy świętej uczestniczą. Chleb składany na ołtarzu, a później konsekrowany w Ciało Chrystusa jest przecież znakiem duchowej ofiary z własnego życia, przynoszonej przez poszczególnych ludzi. Tą ofiarą w najgłębszej istocie jest wierność otrzymanemu powołaniu, czyli ostatecznie posłuszeństwo woli Ojca w codziennym życiu i codziennym pełnieniu swoich obowiązków. Ten dar własnego życia, zaofiarowany Bogu Ojcu „przez Chrystusa, z Chrystusem i w Chrystusie”, sprawia, że zwykła szara codzienność ludzi uczestniczących we Mszy świętej staje się kultem składanym Bogu na ziemi.

Po zakończonej doksologii, wypowiadanej (lub śpiewanej) przez wszystkich kapłanów koncelebrujących Mszę świętą, zgromadzeni w świątyni odpowiadają: „Amen”. To „amen” ma swoją wymowę: staje się ono podjęciem zobowiązania. Dar własnego życia pośród szarej codzienności będzie kultem składanym Bogu w takim stopniu, w jakim człowiek będzie próbował kształtować swoje codzienne wybory w posłuszeństwie woli Ojca. To prawda, ludzkie posłuszeństwo nie będzie posłuszeństwem doskonałym. Dlatego przynoszony i składany na ołtarzu dar z własnego życia jest ofiarowany „przez Chrystusa, z Chrystusem i w Chrystusie” – w jedności z tą jedną jedyną doskonałą ofiarą Nowego Przymierza.

Katecheza 428 - 8 grudnia 2019.

Za Kogo modlimy się w modlitwie eucharystycznej?

            Po aklamacji po przeistoczeniu kolejnym elementem modlitwy eucharystycznej jest modlitwa wstawiennicza. Kiedy na ołtarzu uobecnia się ofiara Jezusa Chrystusa składana za zbawienie świata, mając świadomość swego posłannictwa wobec świata, Kościół prosi Boga o pomoc w różnych intencjach. Wobec różnorodności możliwych tekstów mszalnych nie dziwi, że modlitwa prośby jest formułowana różnie. Zasadniczo jednak można wyróżnić cztery intencje przedstawiane Bogu podczas modlitwy eucharystycznej.

            Pierwszą jest prośba za Kościół. Jest to kolejny moment, który budzi świadomość, że Msza święta jest sprawowana w jedności z całym Kościołem i dlatego uczestnicy Eucharystii powinni w modlitwie otwierać się na potrzeby całej wspólnoty. Szczególnym znakiem jedności Kościoła jest papież, a także w wymiarze diecezji biskup wraz z całym duchowieństwem. Na nich również spoczywa duża odpowiedzialność za sprawy wspólnoty. Dlatego zawsze w eucharystycznej modlitwie prośby wymieniane jest imię obecnego papieża i biskupa. Ponadto Kościół prosi Boga o wzrost w świętości (czyli w miłości) oraz o jedność. Sam fakt prośby zanoszonej do Boga w tych intencjach objawia samoświadomość Kościoła, że jest on rzeczywistością nadprzyrodzoną, że na drodze swego pielgrzymowania przez ziemię potrzebuje nie tylko wysiłku ludzkiego, ale zwłaszcza pomocy Bożej łaski.

            We mszy świętej Kościół modli się nie tylko za tych, którzy żyją w czasie swego pielgrzymowania w świecie. Wspólnota kościoła obejmuje przecież również tych, których czas pielgrzymowania dobiegł końca. Wśród nich są zarówno ci, którzy stoją przed Bogiem „twarzą w twarz”, czyli święci, jak i ci, którzy przeżywają czas swego ostatecznego oczyszczenia. W modlitwie eucharystycznej wspomina się wszystkich świętych (niektórych wymienia się po imieniu), wśród których zawsze szczególne miejsce zajmuje najświętsza Maryja Panna, a także apostołowie i męczennicy. Równocześnie we Mszy świętej zawsze pamięta się o modlitwie za wszystkich zmarłych. Dlatego nie można mówić o istnieniu zmarłych, za których nikt się nie modli i o których „nikt nie pamięta” (sformułowanie często spotykane w tzw. intencjach wypominkowych). Kościół pamięta o wszystkich. To jest druga intencja pośród próśb zanoszonych w eucharystycznej modlitwie wstawienniczej.

            Trzecią prośbę stanowi modlitwa w intencji potrzeb świata, wobec którego Kościół rozpoznaje swoje posłannictwo. Prośba za świat dotyczy zwłaszcza modlitwy o pokój oraz o jedność całego rodzaju ludzkiego.

            I wreszcie czwarta intencja eucharystycznej modlitwy wstawienniczej dotyczy uczestników Mszy świętej. Udział w Eucharystii powinien budzić świadomość wielkiego powołania do świętości oraz do życia wiecznego. Stąd też eucharystyczna modlitwa wstawiennicza, oprócz przedstawienia próśb niesionych w sercach wiernych obecnych w świątyni, staje się wielkim wołaniem o Bożą pomoc w pielgrzymowaniu drogami świętości, aby wszyscy mieli „udział w życiu wiecznym”. 

 

Katecheza 1 grudnia Jakie treści wyrażamy poprzez aklamację po przeistoczeniu?

 

 

 

Po przeistoczeniu chleba i wina następuje aklamacja, która ma aż cztery formy. Sama nazwa „aklamacja” pochodzi od słowa łacińskiego i oznacza wołanie, uroczyste obwieszczanie. Warto zaznaczyć, że już sama nazwa wskazuje na sposób, w jaki wierni zgromadzeni w świątyni powinni obwieszczać jej słowa: powinien to być radosny okrzyk ogłaszający coś bardzo ważnego. Obecny Mszał rzymski przewiduje cztery możliwe formuły wezwania kapłana oraz cztery możliwe odpowiedzi uczestników liturgii. Nawet jeśli w zewnętrznej formie różnią się one między sobą, to jednak w zasadniczej treści są do siebie bardzo zbliżone. Najczęściej kapłan zwraca się do uczestników liturgii słowami: Oto wielka tajemnica wiary. Lud Boży odpowiada wówczas: Głosimy śmierć Twoją Panie Jezu, wyznajemy Twoje zmartwychwstanie i oczekujemy Twego przyjścia w chwale.  Jaka jest treść tych słów? Co one tak naprawdę oznaczają?

 

Znamienne jest przede wszystkim to, że uczestnicy Mszy świętej na wezwanie kapłana nie odpowiadają „wierzymy”, ale mówią: „głosimy”. W ten sposób potwierdzają, że w sakramentalnym obrzędzie stanęli pod krzyżem i nad pustym grobem, że stali się świadkami śmierci i zmartwychwstania Chrystusa. Msza św. nie jest jakimiś wspomnieniem dawnego wydarzenia. Nie jest rocznicą śmierci Chrystusa na Golgocie, ale jest uobecnieniem w sposób mistyczny tego co tam się dokonało. W czasie każdej Eucharystii mamy dostęp do tego wydarzenia, a nie tylko jakieś jego wspomnienie. A jako świadkowie, nie możemy przyjąć innej postawy niż postawa głoszenia i opowiadania tego, cośmy „zobaczyli” oczyma wiary. Co więcej, już sam nasz udział we Mszy świętej, samo sprawowanie liturgii staje się „głoszeniem”.

 

Trzeba jeszcze zwrócić uwagę na fakt, że wypowiadana przez wiernych aklamacja, oprócz wyznania wiary w wydarzenie śmierci i zmartwychwstania Chrystusa, wyraża także postawę oczekiwania na Jego powtórne przyjście w chwale u kresu dziejów. Jest to podstawowa konsekwencja faktu zmartwychwstania. Jest to zarazem bardzo istotny wymiar życia każdego wierzącego. Właśnie dlatego, że Chrystus zmartwychwstał, chrześcijanie wszystkich wieków nie mogą zamknąć perspektywy swojego życia wyłącznie w granicach tej ziemi. Zmartwychwstanie otwiera bowiem wizję życia wiecznego. Prawda o powołaniu człowieka do wieczności zostanie w pełni ujawniona wobec świata u końca czasów w dniu Paruzji, czyli powtórnego przyjścia Chrystusa na ziemię. Dlatego chrześcijanie, podejmując zadania wynikające ze swojego powołania, trwają w oczekiwaniu na ten dzień. Jeżeli ktoś rzeczywiście na serio w liturgii eucharystycznej stanął wobec wydarzenia zmartwychwstania, to już nie będzie mógł swojego życia przeżywać inaczej, jak mając przed sobą nadzieję i perspektywę wieczności. Dlatego będzie trwał w oczekiwaniu na ten dzień ostatecznego spełnienia.

 

katecheza 17 listopada 2019 r. JAKIE ZNACZENIE MA OŁTARZ?

 

Ołtarz stanowi centrum świątyni. Wokół niego gromadzi się Lud Boży podczas sprawowania Eucharystii. To na nim, pod sakramentalnymi znakami, uobecnia się ofiara krzyżowa, w której Jezus wydał się dla naszego odkupienia.

Ołtarz chrześcijański jest symbolem samego Chrystusa, obecnego pośród swoich wiernych zarówno jako „ofiara złożona dla naszego pojednania”, jak i „niebieski pokarm, który nam się udziela”. Kościół Rzymski modli się w  Pierwszej Modlitwie Eucharystycznej takimi słowami: „Pokornie Cię błagamy, wszechmogący Boże, niech Twój święty Anioł zaniesie tę ofiarę na ołtarz w niebie, przed oblicze Boskiego majestatu Twego, abyśmy przyjmując z tego ołtarza Najświętsze Ciało i Krew Twojego Syna, otrzymali obfite błogosławieństwo i łaskę”. Według przepisów liturgicznych ołtarz powinien być z kamienia, ponieważ kamienna płyta ołtarza, czyli tzw. mensa, nawiązuje do Chrystusa jako „kamienia węgielnego oraz do Chrystusa jako skały, z której Mojżesz wyprowadził wodę na pustyni. Dlatego postuluje się, aby w każdym kościele znajdował się „ołtarz stały, jasno i trwale wskazujący na Jezusa Chrystusa, który jest żywym kamieniem”.

W niektórych liturgiach wschodnich ołtarz jest symbolem grobu, oznacza, że Chrystus naprawdę umarł i zmartwychwstał. Biały obrus na ołtarzu symbolizuje „płótno, w które zostało owinięte ciało Jezusa”, natomiast wyryte na niektórych ołtarzach krzyże w liczbie pięciu „odpowiadają pięciu ranom Zbawiciela jako pięciu źródłom Jego zbawczej krwi”.

katecheza 10 listopada 2019 r.          

Jakie znaczenie mają dary ofiarne?

 

            Pięknym momentem w liturgii Eucharystycznej jest przygotowanie darów ofiarnych. Są nimi: chleb, wino i woda. Przygotowuje się chleb pszenny niekwaszony, czyli przaśny. Pan Jezus podczas ostatniej wieczerzy używał właśnie taki rodzaj chleba. Wino gronowe używane do Mszy św. nie powinno zawierać żadnych dodatków sztucznych. Powinno być pozyskane na drodze naturalnej fermentacji.  Jeśli Msza św. ma charakter uroczysty dary ofiarne, czyli chleb, wino i woda są przynoszone do ołtarza w procesji. W tym momencie wierni zgromadzeni na liturgii przygotowują się do złożenia siebie samych w darze Bogu. Jakie zatem powinniśmy przygotować dary ofiarne?

            Rozróżniamy dwa rodzaje darów: duchowe i materialne. Dary duchowe to: modlitwy, walka z pokusami, wszystkie nawet najmniejsze dobre uczynki, trudności, kłopoty, cierpienia, choroby, intencje z którymi przychodzimy na Eucharystię. Dary materialne to troska o potrzeby wspólnoty Kościoła i dbanie o budynek świątyni. Jest on własnością wiernych danej parafii, a nie księdza, który jest tylko jego administratorem. Obowiązek troski o budynki kościelne należy do wiernych danej parafii. Drugi wymiar troski materialnej o Kościół dotyczy wspólnoty wiernych. Jesteśmy rodziną, a w rodzinie miłość nakazuje nam zatroszczyć się o potrzebujących, gorzej sytuowanych, zaniedbanych. Na początku chrześcijaństwa ludzie przynosili różne dary: chleb, mleko, sery, owce, ubrania, także pieniądze, które Apostołowie rozdzielali potrzebującym. Dziś forma troski o wspólnotę Kościoła zamieniona została na dobrowolną ofiarę pieniężną, znana jako taca, albo składka.

            Musimy pamiętać, że dary które składamy są aktem kultu Chrystusa w biednych, w Kościele. Gdy składam ofiarę pieniężną to jest to gest miłości wobec Chrystusa, który mieszka w biednych.

Katecheza 27 października Jakie znaczenie ma liturgia eucharystyczna we Mszy Świętej?

 

Liturgia eucharystyczna wraz z ucztą eucharystyczną wywodzi się z samego Wieczernika. Podkreśla to bardzo wyraźnie Ogólne Wprowadzenie do Mszału Rzymskiego w słowach: "Chrystus ustanowił w czasie Ostatniej Wieczerzy ofiarę i ucztę paschalną, przez którą staje się ciągle obecna w Kościele ofia­ra krzyża, gdy kapłan, przedstawiający Chrystusa Pana, spełnia to, co sam Pan uczynił i polecił spełniać uczniom na swoją pamiątkę" (OWMR 48). Stąd układ liturgii eucharystycznej jest rozwinięciem obrzędowym gestów i słów Chrystusa z Ostatniej Wieczerzy. Zanim przyjrzymy się poszczególnym gestom liturgicznym w tej części Mszy Świętej zapytajmy się jakie znaczenie mają dary ofiarne, nazywane materią Mszy Świętej?

Są nimi chleb pszenny i wino z małą domieszką wody, zgodnie ze starochrześcijań­skim zwyczajem, wziętym z życia codziennego. Na Zachodzie od VIII wieku zaczęto konsekrować wyłącznie chleb niekwaszony, naśladując Ostatnią Wieczerzę. U Greków zachował się zwyczaj konsekrowania chleba kwaszonego. W dawnych czasach chleb miał formę spłaszczoną i okrągłą. Taki chleb łatwo można było łamać przed Komunii świętą. Od XII wieku znane są już w całym Koś­ciele komunikanty bardzo małych rozmiarów. Na hostiach pojawił się wytłoczony wizerunek Chrystusa, a później coraz inne postacie i sym­bole. W średniowieczu wypiekanie chlebów ofiarnych odbywało się bar­dzo uroczyście. Podczas wypiekania hostii i komunikantów, kapłani oraz diakoni, zwłaszcza w klasztorach, ubrani w humerały i alby, śpiewali psalmy.

Chleb i wino, jako powszechne artykuły spożywcze wyobrażają sa­mego ofiarodawcę, który wiele starań i pracy musiał podjąć, aby je wyprodukować. Są one także symbolem Chrystusa. Nazywał siebie chle­bem, który z nieba zstąpił (J 6,51), winnym szczepem łączącym wiele gałązek (J 15,1), który jako Głowa Mistycznego Ciała, jednoczy liczne członki Kościoła w jedno. Tę jedność symbolizuje przede wszystkim chleb, który powstał z wielu ziaren pszennych jako jedna całość oraz wino pochodzące z wielu winogron.

Katecheza 20 października: Jakie znaczenie ma modlitwa wiernych?

Modlitwa powszechna kończy liturgię słowa Bożego. Jej historyczne istnienie potwierdzają pisarze wczesnochrześcijańscy: Klemens Rzymski (I w.), Tertulian (II-III w.), Cyprian (II-III w). W VI wieku papież Grzegorz Wielki zniósł modlitwę wiernych w liturgii. Jej brak we mszy świętej trwał około tysiąc czterysta lat. W ciągu tego długiego czasu lud dawał upust potrzebie wspólnej modlitwy w różnych intencjach bądź po kazaniu, bądź też po Mszy świętej lub w "wypominkach". Od czasu Soboru Watykańskiego II modlitwy te otrzymały swoje dawne i właściwe miejsce. Przywrócona modlitwa powszechna uczy nas, że trzeba wyjść z kręgu własnych próśb i włączyć się w modlitwę błagalną całego ludu. Przyczynia się ona, między innymi, do pogłębienia świadomości o wspólnotowym czyli społecznym charakterze liturgii.

Gdy lud zanosi do Boga błagania za wszystkich ludzi, wtedy wypełnia funkcję swojego kapłaństwa powszechnego. Od chwili przyjęcia chrztu świętego, człowiek bowiem należy do ludu kapłańskiego. Stąd też wypada, aby ta modlitwa była z zasady w Mszach z ludem, by zanoszono wtedy błagania za Kościół święty, za tych, którzy nami rządzą, za tych, którzy są w różnych potrzebach, za wszystkich ludzi i za zbawienie całego świata (l Tm 2, 1-2; Tes 5,25n; KL 53).

Z reguły zanosi się prośby do Boga w następującej kolejności:

  • w potrzebach Kościoła powszechnego
  • za władzę państwową i o zbawienie całego świata
  • za tych, którzy znajdują się w trudnościach życiowych
  • za wspólnotę miejscową

Podczas niektórych obchodów o charakterze specjalnym, jak na przykład bierzmowanie, małżeństwo, czy pogrzeb, wtedy porządek intencji może w większym stopniu uwzględnić te szczególne okazje (OWMR 46).

Do kapłana przewodniczącego liturgii należy kierowanie modlitwą powszechną. On rozpoczyna ją wezwaniem wszystkich obecnych do wspólnego błagania i po skończonych wezwaniach odmawia modlitwę końcową. Poszczególne wezwania błagalne należą do diakona lub kantora, względnie do kogoś. Całe zgromadzenie liturgiczne wyraża swoje błaganie wspólną aklamacją: "Wysłuchaj nas, Panie".

Katecheza 13 października 2019 roku

Dlaczego w niedzielę i uroczystości odmawia się Credo?

 

Wyznanie wiary (Credo) pierwotnie stosowane było przy obrzędach sakramentu chrztu. Każdy dorosły kandydat do tego sakramentu musiał je opanować na pamięć i odrecytować indywidualnie (stąd liczba pojedyncza: "Wierzę..."). Wyznanie wiary we Mszy świętej dokumentuje wewnętrzny związek chrztu z Eucharystią. Jest przypomnieniem przyjętego sakramentu chrztu i równocześnie jego odnowieniem. Na Wschodzie do liturgii mszalnej wyznanie wiary weszło w V wieku w Antiochii, później w Konstantynopolu i innych Kościołach. W Rzymie Credo wprowadzono do Mszy świętej dopiero w 1014 roku na życzenie cesarza Henryka II Pobożnego. Życzył sobie mianowicie, aby w czasie jego Mszy koronacyjnej w Rzymie, było Credo. Od tego czasu pozostało w liturgii rzymskiej na stałe.

Credo mszalne nosi nazwę Symbolu nicejsko-konstantynopolitańskiego, ponieważ zawiera sformułowania ustalone na Soborze w Nicei (325 r.) i ponownie zatwierdzone na Soborze w Konstantynopolu (381 r.).

Dziś obowiązują następujące przepisy: „Podczas Mszy św. symbol, czyli wyznanie wiary, zmierza ku temu, by lud wyraził zgodę i dał odpowiedź na słowo Boże, które usłyszał w czytaniach i za pośrednictwem homilii, oraz by uświadomił sobie zasadnicze prawdy wiary, zanim rozpocznie sprawowanie Eucharystii. Wyznanie wiary powinien odmawiać kapłan wspólnie z ludem w niedziele i uroczystości; można je odmawiać także podczas obchodów mających szczególny i bardziej uroczysty charakter”.

Czym się różni homilia od kazania?

 

            Często w terminologii kościelnej słyszymy słowa używane zamiennie: homilia i kazanie. Postawmy sobie pytanie czy to są synonimy czy te słowa się jednak czymś różnią? Najpierw słowo homilia – to rodzaj głoszenia, którego treścią jest wyjaśnienie przypadających na dany dzień w liturgii czytań z Pisma Świętego. Homilię podczas Mszy św. może głosić biskup, prezbiter lub diakon. Powinna ona ukazać aktualność słowa Bożego i umacniać wiarę słuchających. Jako żywe słowo powinna płynąć z serca głoszącego i poruszać serca słuchaczy nie tyle emocjonalnie, co egzystencjalnie – dobra homilia to taka, która prowadzi do nawrócenia.

            Kazanie różni się od homilii treścią – może dotyczyć różnych okoliczności życia (kazanie pogrzebowe, ślubne, jubileuszowe), prawd wiary lub tłumaczyć fragmenty obrzędów liturgicznych. Głoszenie homilii obowiązuje w niedziele i święta nakazane, a zalecane jest w dni powszednie, aby Słowo Boże mogło być lepiej zrozumiane i przyswojone. Po homilii powinno się zachować przez chwilę milczenie, które pozwala na osobistą refleksję nad usłyszanym słowem. W Mszach św. z udziałem dzieci stosuje się homilie dialogowane w celu pobudzenia uwagi i zaangażowania słuchaczy. Ponieważ Chrystus jest obecny nie tylko w sakramentach, ale także w słowie Bożym, Sobór Watykański II zachęca do głoszenia homilii zawsze wtedy, kiedy udzielane są sakramenty.

Dlaczego Ewangelię słuchamy na stojąco?

 

 

            Ewangelia czytana jest od dawna w specjalnej oprawie obrzędowej: od IV wieku jej czytanie zarezerwowane jest dla diakona lub kapłana; od IX wieku diakon przed jej czytaniem otrzymuje specjalne błogosławieństwo; kapłan natomiast odmawia modlitwę przygotowawczą; księgę Ewangelii zanosi się do ambony procesjonalnie z zapalonymi świecami i kadzielnicą (od V-VII w.); w średniowieczu w procesji tej niesiono również krzyż i sztandary. Diakon albo kapłan rozpoczyna czytanie Ewangelii od znaku krzyża kreślonego na księdze i na sobie, następnie okadza księgę przed czytaniem; wierni recytują lub śpiewają aklamację: "Chwała Tobie Panie" na początku, i "Chwała Tobie Chryste" po czytaniu. Podczas gdy innych czytań biblijnych słucha się w pozycji siedzącej, to w czasie czytania Ewangelii tradycja każe stać. Postawa stojąca oznacza szacunek dla Ewangelii oraz gotowość do kierowania się wżyciu jej zasadami; po czytaniu Ewangelii diakon lub kapłan mówi po cichu: "Niech słowa Ewangelii zgładzą nasze grzechy"

Kat. 21 września 2019 r.     Jakie znaczenie ma psalm responsoryjny?

 

Po pierwszy czytaniu następuje tak zwany psalm responsoryjny. Warto zaznaczyć, że już w starożytności śpiewano psalmy między czytaniami. Wspominają o tym często św. Augustyn (IV-V w.) i św. Leon Wielki papież(V w.). Po pierwszym czytaniu śpiewano cały psalm z powtarzaną antyfoną, zwaną responsorium, stąd nazwa psalmus responsorius. Z biegiem czasu melodia psalmu responsoryjnego rozwinęła się w formę bardziej rozbudowaną (ozdobną), wskutek czego doszło do skrócenia tekstu i do wyłączenia ludu od śpiewu na rzecz wyszkolonych śpiewaków. W IX w. przyjęła się nazwa graduale (od gradus - stopień), ponieważ solista śpiewał go stojąc na stopniu, czyli na podwyższeniu, na którym stała ambona.

Ostatnia reforma liturgiczna Soboru Watykańskiego II wróciła do starej nazwy "psalm responsoryjny". Składa się ten śpiew z psalmu przeplatanego refrenem. Według przepisów liturgicznych powinien on być wykonany z ambony, z tego samego miejsca, gdzie wcześniej proklamowane było słowo Boże. Należy przypomnieć, że śpiew ten powinien być wykonany przez jedną osobę. Stąd nie powinno się śpiewać go na głosy. Refren psalmu powtarzają wszyscy obecni na liturgii.

Tekst pierwszego czytania biblijnego i psalm po nim następujący z refrenem tak są ułożone, że tworzą jedną całość treściową. W Lekcjonarzu każde pierwsze czytanie mszalne ma swój psalm responsoryjny. Jest on modlitwą refleksyjną nad przeczytanym tekstem. Wierni słuchający zwrotek psalmu powinni medytować usłyszane słowo Boże a śpiew refrenu jest odpowiedzią na to co Bóg mówił do swojego ludu w usłyszanym słowie Bożym.

Kat. 15 września 2019.        W jaki sposób dobierane są czytania mszalne?

 

Na poszczególne dni roku liturgicznego zostały wyznaczone konkretne czytania mszalne, których nie wolno bez ważnych przyczyn zmieniać. We wszystkie niedziele i uroczystości w trakcie Mszy św. są czytane trzy czytania: pierwsze ze Starego Testamentu, drugie z listów Apostolskich lub Apokalipsy, trzecie z Ewangelii. Aby udostępnić wiernym słowo Boże w szerszym zakresie, wprowadzono trzyletni cykl czytań biblijnych na niedziele i uroczystości i oznaczono je literami: A, B, C. Przy doborze czytań biblijnych kierowano się tradycyjnymi zasadami:

1.      zasadą czytań dobieranych tematycznie

2.      zasadą czytania ciągłego wybranej księgi świętej

Pierwszą zasadę stosowano przy dobieraniu czytań na okres adwentowy, wielkopostny i wielkanocny. Na niedziele zwykłe w ciągu roku zastosowano drugą zasadę. Czytana jest wybrana księga święta lecz pomija się w niej niektóre partie, kierując się względami duszpasterskimi. Chodzi o teksty, które są trudne i wymagają specjalistycznych studiów, by je właściwie rozumieć. Czytanie ciągłe zastosowano przy drugim czytaniu oraz przy Ewangelii. Czytanie pierwsze ze Starego Testamentu tak jest dobrane, aby harmonizowało z Ewangelią. Chodzi o uniknięcie zbyt wielkiej rozbieżności tematycznej oraz o podkreślenie jedności obu Testamentów. W niedziele czyta się Ewangelię w zależności od cyklu:

niedziele cyklu A - wg św. Mateusza

niedziele cyklu B - wg św. Marka

niedziele cyklu C - wg św. Łukasza

Ewangelię wg św. Jana zarezerwowano na ostatnie tygodnie Wielkiego Postu i na cały okres Wielkanocny. Dzieje Apostolskie czyta się w okresie wielkanocnym jako czytanie pierwsze.

Święta

Niedziela, II Tydzień Wielkiego Postu
Rok B, I
Druga Niedziela Wielkiego Postu

Wyszukiwanie

Blok reklamowy

Licznik

Liczba wyświetleń:
1235046