Menu dodatkowe
  • ółążść‡

Zegar

Statystyki

Brak własnych statystyk

Katecheza 25 września 2022.

Jak należy rozumieć prośbę „przyjdź Królestwo Twoje”?

Kolejna prośba jaka zanosimy w Modlitwie Pańskiej to słowa „przyjdź Królestwo Twoje”. Prosimy, aby Królestwo Boże, które pojawiło się na świecie w momencie przyjścia Jezusa Chrystusa, przyszło do nas także dziś, tu i teraz. Zastanówmy się jak należy rozumieć słowa tej prośby? O co tak naprawdę prosimy, gdy w czasie modlitwy wypowiadamy słowa: „Przyjdź Królestwo Twoje”?

W tej prośbie przede wszystkim uznajemy pierwszeństwo Pana Boga. Modlimy się, aby przyszło Jego Królestwo – nie nasze. Co to znaczy? Człowiek wypowiadając te słowa uznaje, że priorytetem w jego życiu staje się „panowanie Boga” – wola Boża staje się kryterium życia człowieka. Człowiek przyznaje Bogu rację i u Niego szuka wzoru życia, postępowania. To panowanie Boga wyraża się w tym, że człowiek zgodzi się na to, aby On sam był Panem w sercu człowieka. Bogu nie chodzi o tłumy, o wielkie uroczystości na Jego cześć, ale o bardzo osobistą i autentyczną relację: człowiek – Bóg.

Ktoś może się zastanawiać: Jak to jest z tą prośbą? Miliony ludzi na całym świecie wypowiadają te słowa kilka razy dziennie. Dlaczego więc w świecie ciągle jest tak wiele grzechu, cierpienia, braku przebaczenia? Papież Franciszek pokazuje, że odpowiedzi trzeba szukać w sercu każdego człowieka, który nadal ma serce zamknięte na Boga, na prawo Jego miłości, który ciągle jest panem sam dla siebie. Dlatego tym bardziej powinniśmy z wiarą i ufnością wołać: „Potrzebujemy Ciebie, Jezu; potrzebujemy, abyś wszędzie i na zawsze był Panem pośród nas”.

Kolejnym „problemem” dla nas w zrozumieniu tej prośby może być bardzo powolny proces wzrostu Królestwa Bożego w świecie. Odpowiedzi należy szukać w Ewangelii. Jezus, mówiąc o Królestwie Bożym, porównuje je do ziarnka gorczycy. Jest ono najmniejsze, niemal niewidoczne, jednak gdy wyrośnie, staje się wielkim drzewem, schronieniem dla wielu stworzeń (Mt 13,31-32). To Królestwo „nie działa” w kategoriach czysto ludzkich, którymi tak często jest natychmiastowość i wielki rozgłos. Ono wzrasta w wielkiej cichości i pokorze: w sercu człowieka, który stara się słuchać Boga; w rodzinach, które dążą do świętości; w miejscach pracy, gdzie człowiek jest ważniejszy niż efekt i wyrobiona norma; we wspólnotach parafialnych, które razem tworzą grupę uczniów Jezusa. To jest mentalność Bożego Królestwa, które jest obecne pośród nas, niewidoczne, bardzo małe, ale ciągle wzrasta.

 

Katecheza 18 września 2022.

Święć się Imię Twoje

 

Modlitwa Pańska zawiera siedem próśb, które ułożone są w sposób hierarchiczny. Na pierwszym miejscu znajduje się prośba „święć się imię Twoje”. Spróbujmy podczas dzisiejszej katechezy zastanowić się co ona oznacza? Wyrażenie „święć” oznacza w pierwszym skojarzeniu naszą wolę uświęcenia czegoś. Słowo to użyte w modlitwie może niektórych zdumiewać, gdyż zdaje się sugerować, że to my sprawiamy, że Imię Boga staje się święte. Czy tak istotnie jest? Jakże to my możemy uświęcać Imię Boga samego?

 Pojęcie „święcić” w tym przypadku trzeba rozumieć nieco inaczej. Z pomocą przychodzi nam tutaj liturgia. W jednej z prefacji mszalnych czytamy: „Nasze hymny pochwalne niczego Tobie nie dodają, ale się przyczyniają do naszego zbawienia”. My nie „święcimy” Boga, nic mu nie dodajemy, On dzięki naszej modlitwie nie staje się doskonalszy czy lepszy. W tej prośbie uznajemy istnienie Boga i to, że on jest święty oraz że należy Mu się cześć i uwielbienie. Ta prośba ma przypominać nam także, że tak jak Bóg jest święty, tak my mamy dążyć do świętości. Mamy prosić Go o to codziennie. Biskup i męczennik z III wieku, święty Cyprian z Kartaginy tak o tym pisze w swoich rozważaniach o Modlitwie Pańskiej: „Prosimy, abyśmy – uświęceni przez chrzest – wytrwali w tym, czym zaczęliśmy być. Prosimy o to codziennie, bo codziennie popełniamy grzechy. Uciekamy się więc do modlitwy, by ta świętość w nas trwała”.

          Wypowiadając słowa „Święć się Imię Twoje” błagamy Pana, by Jego Imię było w nas uświęcane. Sam Bóg powiedział: „Świętymi bądźcie, bo i Ja jestem święty”, dlatego właśnie prosimy i błagamy, abyśmy uświęceni przez chrzest, na zawsze pozostali tym, czym być zaczęliśmy. I o to właśnie prosimy każdego dnia. Potrzebujemy bowiem codziennego uświęcania: skoro bowiem każdego dnia grzeszymy, powinniśmy przez ustawiczne uświęcanie oczyszczać się z grzechów. Warto zauważyć, że prośba o to, by Bóg nas uświęcał jest na pierwszym miejscu w hierarchii próśb tej modlitwy. Oznacza to, że osiągnięcie świętości jest sprawą najważniejszą w naszym życiu.

Katecheza 11 września 2022.

            Jakie znaczenie ma prawda, że Bóg jest naszym Ojcem?

 

Modlitwę Pańską rozpoczynamy od słów Ojcze nasz. Do Boga zwracamy się tak samo jak do naszego ojca ziemskiego. Szczęśliwi są ci z nas, którzy mają lub mieli dobrego ojca. Mogą z uznaniem przywoływać czułość i stanowczość swego ojca, przytaczać jego mądre powiedzenia i roztropne decyzje, mówić o jego pobożności, pracowitości czy uczciwości. Niestety, niemało jest także osób, które noszą w pamięci doświadczenie złego ojca: agresywnego, często nieobecnego w domu. Są wreszcie i tacy, którzy nigdy nie poznali swego ojca i wychowali się bez kontaktu z nim. Doświadczenia ojca ziemskiego wpływają w znacznym stopniu na wyobrażenie Ojca Niebieskiego i na naszą relację do Niego. Katechizm Kościoła Katolickiego podaje jednak, że „Bóg, nasz Ojciec, przekracza kategorie świata stworzonego. Odnosić nasze idee i wyobrażenia w tej dziedzinie do Niego lub przeciw Niemu, byłoby tworzeniem bożków” (KKK 2779). Niewiele wiedzielibyśmy o Bogu Ojcu, gdyby nam to nie zostało objawione. Boga nazywamy Ojcem, ponieważ został nam objawiony jako „Ojciec” przez Jezusa Chrystusa (por. KKK 2780). Określając Boga imieniem „Ojciec” należy mieć świadomość, że „nikt nie jest ojcem tak jak Bóg” (KKK 239), że Bóg jest naszym najlepszym Ojcem. Od pierwszych lat katechizacji na pytanie: dlaczego Boga nazywamy najlepszym Ojcem? odpowiadamy: bo stworzył i kocha nas oraz opiekuje się nami.

W imieniu „Ojciec” zawarte są więc dwie prawdy o Bogu: pierwsza - że jest On początkiem wszystkiego i najwyższym autorytetem oraz druga - że dobrocią i miłującą troską obejmuje wszystkie swe dzieci (por. KKK 239). Ojcostwo oznacza zwłaszcza to, że wszystko od Niego pochodzi jako od źródła i początku. Ojciec jest dawcą życia. On powołał z nicości do istnienia cały wszechświat, On jest odwieczną miłością, z której jako ze swego źródła pochodzi nasze istnienie. Zostaliśmy przez Niego stworzeni na Jego obraz i podobieństwo (Por. Rdz 1, 27).

W Nowym Testamencie „Jezus objawił, że Bóg jest Ojcem w niezwykłym sensie; jest Nim nie tylko jako Stwórca; jest On wiecznie Ojcem w relacji do swojego jedynego Syna” (KKK 240). Bóg jest Ojcem, bo ma Jednorodzonego Syna (Mt 3, 17). Zanim świat zaistniał, Bóg już był Ojcem. W chrześcijańskiej religii odkrywamy, że Bóg jest pierwszym Ojcem i wzorem wszystkich ojców na ziemi. W modlitwie Ojcze nasz Jezus z wielką serdecznścią zwraca się do swego Ojca. Określenie aramejskie „Abba”, jakiego używa, należy dosłownie tłumaczyć „tato” lub „tatusiu” - jest to wyrażenie, jakim posługuje się dziecko, zwracając się do swego ojca. Jezus uczy nas, że Wszechmocny Bóg, Stwórca wszechświata, jest Ojcem pełnym dobroci, jest naszym Tatą, który opiekuje się nami. W świetle tego objawionego nam oblicza miłującego nas Ojca chrześcijanin powinien patrzeć na siebie jako na chcianego, kochanego przez Boga, by nie oceniać siebie jedynie przez pryzmat swego być może nieudanego dzieciństwa, wad, grzechów i potknięć. Jesteśmy otuleni bezwarunkową miłością Boga Ojca, niezależnie od naszych niewierności.

Prawda o Bożym Ojcostwie odsłania nam inną prawdę - o naszym dziecięctwie Bożym. Nikt nie jest samotny na świecie - każdy ma Ojca, który go stworzył, kocha go, roztacza nad nim swą Opatrzność, współdziała z nim w każdym dobru, przyciąga do siebie jako do źródła. Jesteśmy stworzeni na obraz i podobieństwo Boga, to znaczy, że serce nasze jest tak ukształtowane, iż pragnie kochać Boga jako swojego Ojca. Każdy jest wezwany do wspólnoty z Ojcem w Jego Synu Jezusie Chrystusie, by z pomocą Ducha Świętego wołać „Abba” - Ojcze.

Katecheza 4 września 2022.

Dlaczego modlitwa Ojcze nasz jest wzorem wszystkich modlitw?

 

Modlitwa Ojcze nasz to najstarsza i najważniejsza modlitwa chrześcijan. Owoc wyjątkowej lekcji jaką ponad 2000 lat temu Jezus udzielił swoim uczniom. Znamy ją na pamięć, a jej słowa wypowiadaliśmy setki razy. Warto zastanowić się nad treścią i kolejnością słów, których nauczył nas sam Zbawiciel. Katechizm Kościoła Katolickiego poświęca tej modlitwie cały dział, ostatniej czwartej części. Zostały w nim powtórzone piękne słowa ojca Kościoła Tertuliana, który stwierdził, że „Modlitwa Pańska jest streszczeniem całej Ewangelii” (KKK 2761). Dalej Katechizm powtarza za św. Tomaszem z Akwinu: „Modlitwa Pańska jest najdoskonalszą z modlitw... W niej prosimy nie tylko o to, czego możemy słusznie pragnąć, ale także w kolejności, w jakiej należy tego pragnąć. Modlitwa Pańska nie tylko uczy nas prosić, ale także kształtuje wszystkie nasze uczucia” (KKK 2763) Spróbujmy zastanowić się dlaczego ta modlitwa jest wzorek wszystkich modlitw? Pierwsze co przychodzi nam na myśl jest fakt, że jej słowa pochodzą od samego Chrystusa.

Do dzisiaj zachowały się trzy teksty, w których jest obecna modlitwa Ojcze nasz. Dwa pierwsze to Ewangelie Mateusza i Łukasza. Ten pierwszy zrelacjonował moment, w którym Jezus uczy modlitwy opisując Kazanie na górze. Zanim uczniowie po raz pierwszy usłyszeli Modlitwę Pańską, Jezus wypowiada bardzo ważne słowa demaskujące nasze pseudomodlitewne zapędy: Gdy się modlicie, nie bądźcie jak obłudnicy. Oni lubią w synagogach i na rogach ulic wystawać i modlić się, żeby się ludziom pokazać. Zaprawdę, powiadam wam: otrzymali już swoją nagrodę. Ty zaś, gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie. Na modlitwie nie bądźcie gadatliwi jak poganie. Oni myślą, że przez wzgląd na swe wielomówstwo będą wysłuchani. Nie bądźcie podobni do nich! Albowiem wie Ojciec wasz, czego wam potrzeba, wpierw zanim Go poprosicie. Wy zatem tak się módlcie: Ojcze nasz, który jesteś w niebie… (Mt 6, 5-8)

U św. Łukasza nie jest konkretnie napisane gdzie i w jakich okolicznościach Jezus nauczył apostołów Ojcze nasz. Podaje jedynie, że był w jakimś miejscu na modlitwie. Niewykluczone, że była to pewna słynna góra, opisana u św. Mateusza.  Obie wersje pokrywają się ze sobą w zasadzie prawie jota w jotę. Jest i trzecie źródło tej modlitwy. Didache, zwany inaczej Nauką dwunastu apostołów to krótki, anonimowy traktat starożytnego chrześcijaństwa. Jest jednym z najstarszych pism Ojców apostolskich. Zaczęli oni pisać swoje teksty bezpośrednio po czasach apostolskich powołując się na autorytet apostołów. Zwłaszcza tego, który żył najdłużej, czyli św. Jana. Jednak ich pisma nie weszły do kanonu Nowego Testamentu. W tym i zawierający Modlitwę Pańską Didache. Dzisiaj traktuje się go jak apokryf po prostu. Ojcze nasz jest tam w ósmym rozdziale. Zaleca się odmawianie tej modlitwy trzy razy dziennie. W czasie kolejnych katechez, spróbujemy, podążając za Katechizmem Kościoła Katolickiego, przyjrzeć się poszczególnym częściom tej najpiękniejszej modlitwy.

Katecheza 26 czerwca 2022.

 

Gniew jako grzech główny

 

Gniew należy do katalogu grzechów głównych. Jest jednak wielka różnica pomiędzy słusznym oporem wobec jakiegoś zła, wyrażającym się przysłowiowym uderzeniem pięścią w stół, a grzesznym gniewem, będącym wręcz przeciwnie ‑ uległością wobec zła, niszczącym pokój i pojednanie. Tam, gdzie pojawia się gniew, tam dochodzi nawet do zbrodni. I tak było od początku świata. Kain rzuca się na swego brata Abla i zabija go (por. Rdz 4,3-8). Gniew Heroda prowadzi do prawdziwej rzezi niemowląt w Betlejem i okolicy (por. Mt 2,16). Jezus wprost mówi: „Słyszeliście, że powiedziano przodkom: Nie zabijaj! [...]. A Ja wam powiadam: Każdy, kto się gniewa na swego brata, podlega sądowi” (Mt 5,21-22).

Gniew może być wyrazem bezsilności, gdy określona sytuacja kogoś przerasta. Innym razem odsłania niepohamowaną żądzę górowania, posiadania lub panowania nad kimś. Zasadza się na totalnym i bezkrytycznym egoizmie. Jest jak bomba gotowa zawsze wybuchnąć i zmieść wszystkich w pobliżu. Zaślepia przy tym umysł, wolę i uczucia; chce hałasem zagłuszyć wszystko inne. Szczególną trudność stanowią sytuacje, w których człowiek gniewa się z powodu doznanej rzeczywiście krzywdy i nie może przebaczyć. Albo nie potrafi, choć chciałby, albo zaprawiony goryczą świadomie nie chce. Zwłaszcza ten drugi przypadek jest niepokojący. Gniew jest tutaj chęcią odwetu i prowadzi do czynów mających na celu wyrządzenie komuś krzywdy. Motyw zemsty jaskrawo sprzeciwia się przykazaniu miłości. Warto uświadomić sobie, że słowa Chrystusa o konieczności przebaczania nie muszą być traktowane tylko w kategoriach wezwania, ale przychodzą jako pewien dar i stają się szansą na uwolnienie od miażdżącego poczucia przegranej. Święty Paweł - ten, który doświadczył biczowania, kamienowania, wygnania, uwięzienia, itp.; ten, który był stanowczy, energiczny, ostry i gwałtowny - śmiało mówi: „Błogosławcie, a nie złorzeczcie” oraz „Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj” (Rz 12,14.21).

W kontekście tych słów  posłuchajmy słów Błogosławionego Księdza Prymasa Stefana Kardynała Wyszyńskiego: „Ten zwycięża - choćby był powalony i zdeptany - kto miłuje. Kto nienawidzi, już przegrał". Wielkość i świętość Prymasa wyraziła się też w spontanicznej reakcji na wiadomość o śmierci Bieruta. Prymas zaczął się modlić i odprawił Mszę św. za swojego prześladowcę ku zdziwieniu wielu.

Katecheza 19 czerwca 2022 r.

Jakie są skutki grzechu lenistwa?

Lenistwo jest na tyle poważnym złem, że zostało zaliczone do katalogu grzechów głównych. Człowiek leniwy nie jest zdolny do tego, by kochać i by wypełniać codzienne obowiązki w rodzinie, w pracy zawodowej, w środowisku społecznym. Miłość i odpowiedzialność wyraża się na co dzień właśnie poprzez pracowitość, czyli poprzez słowa i czyny, którymi wspieramy kochane przez nas osoby. Wszystko, co dobrego czynimy w relacjach międzyludzkich, wymaga pracowitości, ofiarności, zdolności do panowania nas sobą, nad zmęczeniem i zniechęceniem. Miłości przynagla nas przecież do ofiarnej troski o każdego człowieka.

Ludzie różnią się między sobą najbardziej wymaganiami, jakie sobie stawiają. Człowiek leniwy to ktoś, kto nie stawia sobie żadnych wymagań, natomiast od innych ludzi wymaga wiele. Jego filozofia życia opiera się na przeświadczeniu, iż urodził się zmęczony po to, by wreszcie odpocząć. Tymczasem ten, kto kocha, wie, że urodził się pełen aspiracji i otrzymanych od Boga talentów i że bez solidnej pracowitości nie wykorzysta dobrze swoich możliwości i nie zrealizuje ideałów i marzeń. Lenistwo może przejawiać się na różne sposoby, w zależności od sfery człowieka, którą dotyka. Najłatwiej zauważalne jest lenistwo fizyczne. Przejawia się ono w wygodnictwie, w bezczynności, w bezmyślnym traceniu czasu, w unikaniu jakiejkolwiek pracy i wysiłku. Człowiek leniwy poważnie zaniedbuje swoje obowiązki. Nie dotrzymuje słowa i nie można na niego liczyć. A to prowadzi do poważnych problemów i konfliktów w rodzinie, w pracy zawodowej, w środowisku znajomych.

Nie mniej groźne jest lenistwo intelektualne. Polega ono na tym, że człowiek nie używa swojej zdolności myślenia po to, by obserwować rzeczywistość i by wyciągać logiczne wnioski z tych obserwacji. Lenistwo w myśleniu prowadzi do bezmyślności, do trwania w ignorancji, do bezkrytycznego ulegania modnym ideologiom i sloganom. Człowiek, który ulega lenistwu w sferze myślenia, staje się duchowo pusty, gdyż duchowość to zdolność do zrozumienia samego siebie i do szukania odpowiedzi na najważniejsze pytania: skąd się wziąłem? dokąd czy do kogo zmierzam? w oparciu o jakie więzi i wartości mogę osiągnąć cel mego istnienia? Lenistwo duchowe oznacza, że człowiek nie stawia sobie takich pytań. Lenistwo intelektualne to najkrótsza droga do arogancji i do fikcyjnego przekonania o własnej wielkości. Mówi o tym Biblia w słowach: „leniwy ma się za mądrzejszego niż siedmiu, co odpowiada rozumnie” (Prz 26,16). Lenistwo w myśleniu prowadzi do arogancji i bezmyślności w postępowaniu. Wyjątkowo bolesne skutki przynosi „lenistwo sumienia moralnego” (KKK 2128). Oznacza ono niechęć danego człowieka do analizowania własnego postępowania w kategoriach dobra i zła, zasługi i winy. Człowiek leniwy w sferze moralnej ma nieuporządkowane sumienie, a w konsekwencji nieuporządkowane życie.

Lenistwo prowadzi do marnowania czasu i do egzystencjalnej nudy, bo ileż godzin można siedzieć przed telewizorem czy wylegiwać się w łóżku?! Lenistwo powoduje także poważne problemy zdrowotne (nadwaga, nadciśnienie, utrata kondycji i sprawności fizycznej). Zdrowie to przecież ruch i wysiłek! Lenistwo zawęża pragnienia i aspiracje. Nawet jeśli człowiek leniwy zachował jeszcze jakieś aspiracje, to nie podejmuje wysiłku, by je zrealizować. Traci radość życia, gdyż zadawala się szukaniem przyjemności, czyli ulega postawie typowej dla niemowlęcia. Pismo Święte mówi, że lenistwo „pogrąża w ospałości” (Prz 19, 25). „Serce leniwego czeka bez skutku” (Prz 13,4), a „ręka leniwego sprowadza ubóstwo” (Prz 10, 4).

Katecheza 12 czerwca 2022.

Lenistwo – grzech marnotrawienia czasu.

W formule „Spowiadam się Bogu wszechmogącemu...” wymieniamy „miejsca” popełniania naszych grzechów. Są nimi: myśli, mowa, uczynki i zaniedbania. Grzechy ostatniej kategorii zaniedbania wydają się jakby były zapominane i traktowane nie tak poważnie, jak inne. Nierzadko da się słyszeć takie słowa: „Nie piję, nie kradnę, nie mówię źle o innych, itp.”, wyrażające, w czyimś odczuciu pozytywną samoocenę siebie samego. Tymczasem zaniedbanie polega na braku czynienia dobra, które ktoś mógłby uczynić i w tym sensie jest odwróceniem się od miłości, najbardziej fundamentalnej zasady życia chrześcijańskiego. Miłość, której uczy Chrystus, nie ma granic; nie może być też nigdy sprowadzona do poziomu obowiązku, jedynie wypełnienia niezbędnego minimum. Jeśli są jakieś konkretne przepisy, nakazy i zakazy, to tylko jako pomoc, na takiej samej zasadzie jak podróżnemu służy mapa, znaki drogowe i dobry samochód. Pozostając przy tej analogii, można by powiedzieć, że nie ma żadnego powodu do chluby, jeśli kierowca skręca w prawo, gdy tak nakazuje znak, albo gdy zatrzymuje się na czerwonym świetle. To zwyczajne spełnienie obowiązku.

            Siedemdziesiąt lat życia to ponad 25 tysięcy dni. Przyjmijmy ją za miarę daru, który ktoś otrzymuje. Ta liczba może ulegać tylko pomniejszeniu. Każdy dzień odchodzi i nigdy już nie wróci. Owszem, można być zbawionym przez doskonały akt żalu w ostatniej sekundzie życia, ale jaki ból pozostaje, gdy człowiek stwierdzi, ile stracił, ile nie wykorzystał. Taki ból przeżywał św. Augustyn, który stwierdził w swojej autobiografii zatytułowanej Wyznania: „Zbyt późno Cię umiłowałem, Piękności tak dawna, a tak nowa, późno Cię umiłowałem" (Wyznania, X 27). Kto miłuje, nie zadowala się tym, że kogoś nie zabił, ale martwi się tym, że zmarnował kolejny dzień życia na sprawy nie majce znaczenia.          

  Rozważając o grzechu lenistwa wypada także powiedzieć o jego ukrytej formie, skrytej za różnymi formami aktywności. Wartość danego czynu nie jest bowiem mierzona tylko nim samym, ale intencją i zgodnością z wolą Bożą. Przykładowo, może ktoś bardzo dużo się modlić, co wydaje się dobre i piękne, ale przy tym osoba ta zaniedbuje swoje podstawowe obowiązki, jakie wynikają z jej stanu i trybu życia. W ten sposób żona może zaniedbać męża (i odwrotnie), uczeń może zlekceważyć naukę, ksiądz nie odpowiedzieć na wezwanie, aby pójść do chorego, itd. Przełamanie lenistwa polega na odnalezieniu właściwego zajęcia, które dla konkretnej osoby, we właściwym czasie i miejscu przewidział Pan. Trwanie w innym miejscu, choćby nie wiadomo, jak wyglądałoby na zapracowane, jest w istocie ucieczką-lenistwem.

            Każdy człowiek każdego dnia otrzymuje tysiące okazji do czynienia dobra. Wyobraźmy sobie, że to dobro jest jak człowiek, albo jeszcze wyraziściej ‑ jest jak małe dziecko, które wymaga opieki, ciepła, nakarmienia. Lenistwo jest potworną znieczulicą, która przygląda się temu dziecku, jak ginie, pozostawione samemu sobie. I temu dziecku jakby mówi: „Nie chce mi się i mam do tego prawo; mam prawo do świętego spokoju”. Św. Faustyna opisała w kontekście interesującego nas problemu bardzo wymowne doświadczenie: „W pewnym momencie widziałam szatana, który się śpieszył i szukał kogoś pomiędzy siostrami, jednak nie znajdował. Uczułam w duszy natchnienie, aby mu rozkazać w imię Boga, aby mi wyznał, czego szuka pomiędzy siostrami. I wyznał, choć niechętnie, że: Szukam dusz próżnujących. Kiedy znowuż rozkazałam w imię Boże, aby wyznał, do jakich dusz w zakonie ma największy przystęp - i znów wyznał z niechęcią, że: Do dusz leniwych i próżnujących. Zauważyłam, że obecnie w tym domu takich dusz nie ma. Niech się cieszą upracowane i umęczone dusze” (Dzienniczek, nr 1127).

Katecheza 5 czerwca 2022.

Post jako lekarstwo na grzech obżarstwa

Tydzień temu rozważaliśmy o grzechu łakomstwa, który sprawia, że serce człowieka jest ociężałe i  niezdolne do umiłowania Boga i jego przykazań. Istnieje lekarstwo, które ogranicza skutki grzechu łakomstwa. Jest nim praktyka postu. Św. Tomasz z Akwinu wiąże ją z cnotą umiarkowania, a ściślej z wstrzemięźliwością, która ma ustrzec nas przed grzechem obżarstwa i pijaństwa. Jego zdaniem, wstrzemięźliwość reguluje przyjemności zmysłowe, zwłaszcza te związane z jedzeniem i piciem. Ciekawe jednak, że kiedy Tomasz próbuje zdefiniować post, rozszerza zakres tej praktyki: „W znaczeniu ścisłym post jest powstrzymaniem się od jedzenia; natomiast brany w znaczeniu przenośnym, jest powstrzymaniem się od wszystkiego co szkodliwe, a zwłaszcza od grzechów”. Dzisiaj moglibyśmy sobie dopisać do jedzenia całą listę dóbr, których średniowieczni ludzie nie znali, na przykład telefony, media, Internet, gustowne ciuchy i smakołyki. Zmniejszenie ilości jedzenia (lub czegoś innego) musi kierować się motywem moralnym. Tylko wtedy staje się postem i wydaje zamierzony owoc, czyli „pokój ducha i umysłu”. Post nie jest więc żadną karą, ani nieludzką praktyką. To duchowe lekarstwo i doskonały środek profilaktyczny.

Św. Ignacy Loyola w poście widzi formę modlitwy „dla szukania i znalezienia jakiejś łaski lub daru: który człowiek chce i pragnie otrzymać od Boga”. Tak modlił się postem Dawid czy sam Jezus na pustyni tuż przed rozpoczęciem swej publicznej działalności. Wtedy post jest wyrazem silnego pragnienia człowieka, który przedkłada jakieś dobro duchowe nad pokarm. Święty zaleca też ograniczenie jedzenia w celu przygotowania ciała do modlitwy, co sprawia, że człowiek nie jest śpiący, a jego rozum, wola i cała psychika lepiej i owocniej pracują. W ten sposób ciało współdziała z władzami duszy i otwiera się na działanie Boga.

Zachęta do powstrzymania się od jedzenia w niejednym człowieku wywołuje dzisiaj gęsią skórkę i lęk, co nierzadko prowadzi do odrzucania postu jako „średniowiecznego przeżytku”. Współczesny człowiek boi się cierpienia związanego z podjętym wyrzeczeniem. Wprawdzie w poście musi pojawić się pewien brak i niedosyt, ale na pewno nie wycieńczanie organizmu do granic możliwości. Post nie może także równać się całkowitemu niejedzeniu, lecz raczej bliższy jest „poprzestawaniu na małym”. Chodzi o zachowanie równowagi, to znaczy, zaspokojenie podstawowych potrzeb ciała, a uszczuplenie sobie z tego, co w ramach umiaru jest pewną niekonieczną nadwyżką. Nie istnieje jednak odgórna miara, którą można by narzucić wszystkim bez wyjątku. Każdy musi rozeznać sam, z czego powinien i może zrezygnować, zważywszy także na swoje możliwości, potrzeby, okoliczności, prowadzone prace i zadania. Przede wszystkim skutkiem dobrego postu ma być „pogoda ducha i umysłu”. Jeśli jej brakuje, to prawdopodobnie człowiek rozminął się z właściwą miarą lub kieruje się niewłaściwymi intencjami. Wtedy lepiej z miejsca zaprzestać postu. I zastanowić się poważnie i spokojnie nad tym, co się robi.

 

Katecheza 29 maja 2022

 Łakomstwo – gdy bogiem staje się brzuch

 

Wśród kolejnych grzechów głównych Katechizm Kościoła Katolickiego wymienia łakomstwo. Pod tym pojęciem rozumie się w pierwszej kolejności nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu, dosadniej zwane obżarstwem. Nie trzeba nikogo przekonywać o konieczności odżywiania się. Problem łakomstwa dotyczy jedynie właściwych proporcji i hierarchii wartości. Człowiek żyje nie po to, żeby jeść, ale je po to, aby żyć. Pod tą zasadą podpisze się zapewne bardzo wielu ludzi, ale w praktyce okazuje się, że właśnie treścią ich życia jest szeroko pojęta konsumpcja. „Wielu bowiem postępuje jak wrogowie krzyża Chrystusowego […]. Ich losem – zagłada, ich bogiem – brzuch, a chwała – w tym, czego winni się wstydzić. To ci, których dążenia są przyziemne” – poucza nas Apostoł Narodów w Liście do Filipian (Flp 3,18-19). Człowiek dotknięty łakomstwem zapomniał o pierwszeństwie karmienia swojego wnętrza, o nadprzyrodzonym powołaniu każdego ludzkiego istnienia. Zszedł na poziom życia psychofizjologicznego i biologicznego, w którym dominującą rolę odgrywają instynkty. Tymczasem św. Paweł poucza: „czy jecie, czy pijecie, czy cokolwiek innego czynicie, wszystko na chwałę Bożą czyńcie” (1 Kor 10,31).

Doskonale znamy także słowa Chrystusa: „Nie samym chlebem żyje człowiek, ale każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych” (Mt 4,4). Jezus wypowiada je do szatana, który przecież cały czas kusi w podobny sposób. Jezus nie neguje potrzeby zwykłego chleba, ale wpisuje ją w kontekst całego ludzkiego życia. Dla łakomczucha zaś jego własne odczucia są najważniejsze i pierwszeństwo ma zaspokajanie wszystkiego, co rodzi się jako instynktowna potrzeba danej chwili. Nie ma w nich odniesienia do woli Bożej, jest za to odniesienie do własnego „ja”, jako kryterium wyboru tego, co słuszne, co się należy, z czym jest dobrze. Łakomczuch szuka jedynie przyjemności. Z tego względu ciągle musi być zaspokajany, a jednocześnie żyje nieugaszonym pragnieniem. Może doświadczać nawet jednocześnie przesycenia i braku. W istocie cierpi, choć nie chce odwrócić się od swoich przywiązań. Skrajnym przykładem pobłądzenia w dziedzinie spożycia jest alkoholizm.

Jezus przestrzega przed tym, aby „serca nie były ociężałe wskutek obżarstwa, pijaństwa i trosk doczesnych” (Łk 21,34). Choć objawy łakomstwa mogą przejawiać się fizycznie, nie one są jednak najważniejszym problemem. Zniszczeniu ulega przede wszystkim serce człowieka, jego wolność i tym samym proces dojrzewania do pełni człowieczeństwa. Łakomczuch głodzi tego, który ma powołanie, by wzrastać „na obraz i podobieństwo” Boże. Przeciwnie, staje się jego karłem i karykaturą.

Katecheza 22 maja 2022 r.

W jaki sposób pokonać pierwsze odruchy zazdrości?

Katechizm Kościoła Katolickiego umieszcza rozważania o zazdrości w kontekście dziesiątego przykazania Dekalogu  i podaje następującą definicję: Zazdrość jest wadą główną. Oznacza ona smutek doznawany z powodu dobra drugiego człowieka i nadmierne pragnienie przywłaszczenia go sobie, nawet w sposób niewłaściwy. Zazdrość jest grzechem śmiertelnym, gdy życzy bliźniemu poważnego zła (KKK 2539). Katechizm zwraca uwagę, że zazdrość rodzi się najpierw na poziomie uczuć człowieka, jako pewien smutek. Niestety człowiek nie jest w stanie do końca panować nad swoimi uczuciami. Wobec tego musimy się zapytać czy zazdrość zawsze jest grzechem? Jak pokonać to uczucie, kiedy zaczyna kiełkować w naszym sercu?

Trudno mówić o grzechu zazdrości, kiedy zwykłe uczucia ukłują nas zazdrośnie na widok sukcesu znajomych czy posiadanych przez innych rzeczy. Wystarczy chwila zastanowienia odsuwająca tego typu myśli bądź zwykłe ucieszenie się cudzym dobrem. W niedopuszczeniu zazdrosnej myśli do nas może pomóc rozum i mądrość pochodząca od Boga, o której mówi św. Jakub Apostoł w swoim liście, że jest „czysta, skłonna do zgody, ustępliwa, posłuszna, pełna miłosierdzia i dobrych owoców, wolna od względów ludzkich i obłudy” (Jk 3,17). Tam, gdzie używamy rozumu i dana jest nam mądrość od Boga, zazdrość jako wada nie ma przystępu. W pewnym sensie bycie zazdrosnym jest wyborem postawy wobec bliźniego i wobec siebie, którą pielęgnujemy aż do uczynienia z niej naszej wady i naszego nieszczęścia. Pielęgnujemy to w naszych sercach w ukryciu, ponieważ zdajemy sobie sprawę, że zazdrość jest czymś wstydliwym i niewłaściwym. Na pytanie: „czy jestem zazdrosny? większość zapytanych szybko od­powie: „nie, no skąd, ja?”. W ten sposób ukrywamy, to co rodzi się w naszych sercach.

Jezus mówi, że z wnętrza, z serca człowieka pochodzą złe myśli i zazdrość (por. Mk 7,20–23). Tak więc wszystko zaczyna się w sercu i tam jest teren walki. Rodzą się czasem w nim mordercze pragnienia, które mogą zostać zniszczone poprzez myślenie i modlitwę. Myślenie, które może pomóc w dziękczynieniu za siebie, za to, co się otrzymało, za bliskich. Modlitwa wytrwała zaś przynosi pokój i zaufanie. Jeden z penitentów wyznał kiedyś pięknie na spowiedzi, że musi w swoim sercu bronić innych ludzi przed samym sobą, przed swoimi myślami, ocenami, zazdrościami. Bronienie innych ludzi we własnym sercu to nie tylko walka z samym sobą, ale to także forma miłości bliźniego.

Niestety zazdrość ma wiele odsłon. „Z zazdrości rodzą się nienawiść, obmowa, oszczerstwo, radość z nieszczęścia bliźniego i przykrość z jego powodzenia” – pisał Grzegorz Wielki. Można dodać również gniew, który zazdrość umiejętnie podsyca, starając się nam wmówić, że to gniew słuszny i nic się za nim nie kryje. Zazdrość dopuszczona do serca wprowadza bezład i chaos. Dlatego walka z nią odbywa się na terenie naszego serca.

Dlaczego zazdrość nazywana jest morderczym pragnieniem?

 

Zazdrość jest w relacjach międzyludzkich bardzo powszechnym grzechem. Zazdrościć można komuś nie tylko pieniędzy, samochodu czy ubrań, ale także wszystkiego innego, co nie jest materialne: sukcesu, pozycji społecznej, zdolności, poczucia humoru, a nawet czynienia dobra. Dlaczego zazdrość jest zaliczona do grzechów głównych? Co jest w niej tak niebezpiecznego? Zazdrość jest skierowana przeciwko miłości bliźniego, aż do życzenia komuś poważnego zła i jego realizacji. Uderza więc w podstawy życia chrześcijańskiego. Święty Augustyn powiedział o zazdrości, że jest to „grzech diabelski”, a św. Grzegorz Wielki dodał: „z niej rodzą się nienawiść, obmowa, oszczerstwo, radość z nieszczęścia bliźniego i przykrość z jego powodzenia”. Grzech zazdrości może zrodzić nawet zabójstwo.

Zazdrość karmi się poczuciem braku. Jej siłą napędową jest szukanie szczęścia, które widzi się u innych osób. W istocie jest to zdeformowana wizja samego siebie, w której nie ma przekonania o byciu kochanym. Dobro drugiego człowieka jest dla zazdrośnika miażdżące, bo odsłania jego stan nieposiadania. Niedowartościowanie w oczach własnych popycha jednocześnie do nasycania się tym, co wydaje się przynosić szczęście. Może to przejawiać się w formie odebrania komuś czegoś albo w bardziej wyrafinowanej, gdy poszukuje się towarzystwa osób, które w oczach osoby zazdrosnej odniosły sukces.

Innym przejawem zazdrości jest dążenie do tego, by ktoś drugi uznawał prawo do pierwszeństwa. Mąż może być zazdrosny o żonę albo dziewczyna o chłopaka w ten sposób, że każe drugiej stronie ciągle siebie adorować. Każda radość tej drugiej strony, wynikająca z kontaktu z kimś innym, przyprawia o drżenie. To lęk przed odrzuceniem, często zupełnie bezpodstawnym, ale realnie żyjącym w zazdrośniku. Jeszcze ktoś inny cierpi, że to nie on jest w centrum uwagi. To jego dowcipy są najlepsze, to jego pomysły są najbardziej trafne, itd. Zazdrośnik nie ścierpi sukcesu bliźniego, będzie chciał go odebrać. Prawo pierwszeństwa polega na pożeraniu wszystkiego dla siebie. Drugi człowiek w istocie służy do zaspokajania własnych potrzeb.

Co czynić, by nie wpaść we własną grzeszną pułapkę? Przeciwieństwem zazdrości jest pragnienie Najwyższego Dobra w życiu człowieka, a jest nim tylko Bóg oraz życzliwość dla bliźnich. Do starszego syna, z przypowieści o synu marnotrawnym, ojciec mówi: „Moje dziecko, ty zawsze jesteś ze mną i wszystko, co moje, do ciebie należy” (Łk 15,31). Odkrycie Chrystusa jest największą nadzieją grzesznika, by poczuł się przez to wolny i odpoczął od morderczej walki o swoje.

Katecheza 8 maja 2022.

Dlaczego grzechy nieczystości nazywamy kradzieżą?


            Święty Paweł w Liście do Koryntian zapisał następujące zdanie: „Czyż nie wiecie, że ciało wasze jest przybytkiem Ducha Świętego, który w was jest, a którego macie od Boga, i że już nie należycie do samych siebie?” (1 Kor 6, 19). Nasze ciała zostały uświęcone obecnością Ducha Świętego, dlatego mają służyć przede wszystkim do okazywania miłości naszym bliźnim. Człowiek jest powołany przez Boga do życia w miłości. Grzech nieczystości jest bardzo niebezpieczny, ponieważ godzi w istotę miłości. W Kościele pierwotnym wymieniano trzy najpoważniejsze grzechy, za które nakładano bardzo surowe pokuty: wyparcie się wiary, zabójstwo i cudzołóstwo. Ten ostatni nie wyczerpuje katalogu grzechów nieczystych, ale zestawienie go ze wspomnianymi dwoma innymi ukazuje jego wyjątkowy ciężar gatunkowy.

            Punktem wyjściowym dla problematyki grzechów nieczystych stanowią przede wszystkim przykazania Dekalogu: „Nie cudzołóż!” oraz „Nie pożądaj żony bliźniego swego!” (por. Wj 20, 14. 17), a także słowa Jezusa: „Każdy, kto pożądliwie patrzy na kobietę, już się w swoim sercu dopuścił z nią cudzołóstwa” (Mt 5, 28). Jezus, pomimo nieskończonego miłosierdzia, jakie okazuje każdemu grzesznikowi (np. kobiecie cudzołożnej – por. J 8, 1-11), widzi z całą ostrością i to w wymiarze życia wiecznego, śmiertelne skutki grzechu nieczystości. Właśnie dlatego, że kocha On grzesznika i pragnie jego zbawienia, nienawidzi każdego grzechu, który przeszkadza w skorzystaniu z łaski odkupienia. Stąd Jego radykalizm i wskazywanie na miejsca zagrożenia: „Z wnętrza bowiem, z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, nierząd, […], cudzołóstwa, […], wyuzdanie, […]. Całe to zło z wnętrza pochodzi i czyni człowieka nieczystym” (Mk 7, 21-23). To w myślach zaczyna się fantazjowanie erotyczne, wzmagane filmem, pornografią, wyobraźnią innych osób i dotykiem. Dochodzą do tego sprośne słowa, głupie, nieprzyzwoite dowcipy, dwuznaczne namowy. Przychodzą wreszcie gesty nieskromne i różne czyny lubieżne – z samym sobą, z drugim człowiekiem.

 O powadze sytuacji świadczy scena, którą mistycznie zobaczyła św. Faustyna i opisała w Dzienniczku: „Ujrzałam Pana Jezusa przywiązanego do słupa, z szat obnażonego, i zaraz nastąpiło biczowanie. Ujrzałam czterech mężczyzn, którzy na zmianę dyscyplinami siekli Pana. Serce mi ustało patrząc na te boleści. I dał mi Jezus poznać, za jakie grzechy poddał się biczowaniu, są to grzechy nieczyste” (Dzienniczek, nr 445). Grzechy nieczyste są wyborem własnej pożądliwości, której istotą jest zawłaszczenie tego, co się nie należy. To swoista kradzież w sferze przynależnej miłości. Pozostają wówczas same zachowania seksualne sprowadzone do wymiaru nieuporządkowanych zachowań instynktownych, które całkowicie wypaczają sens miłości. Grzechy nieczyste powodują, że drugiego człowieka traktujemy jak przedmiot do własnego użycia. Każdy taki grzech wzmaga tylko nasz egoizm i utrwala w nas postawę traktowania drugiego człowieka jak rzeczy. A to wszystko jest zaprzeczeniem miłości.

 

Katecheza 1 maja 2022.

Lekarstwo na chciwość - wdzięczność

Autor Drugiej Księgi Samuela opisuje na kartach Starego Testamentu następującą historię: „Pewien bogacz miał wiele owiec i bydła, jego sąsiad jedną owieczkę, kiedy przyszli goście do bogacza, zabrał na ucztę owcę sąsiada, gdyż żal mu było wziąć którąś ze swoich owiec” (2 Sm 12,1-4). Człowiek chciwy wciąż chce mieć więcej, i nie potrafi się cieszyć z tego co ma, bo to mu nigdy nie wystarcza. Zawsze można mieć więcej biżuterii, ubrania lepszej marki, droższy samochód, itd. Człowiek chciwy chce mieć więcej, i wciąż więcej; zarabiając 2 tys. chce zarabiać 3 tys., gdy to osiągnie chce 4 tys. itd. Albo porównuje: on ma dom jednopiętrowy, a kolega dwupiętrowy, więc ma mniej od niego i musi zrobić coś, żeby to zmienić, najlepiej tak, żeby sam miał jak najwięcej; i tu chciwość często łączy się z pożądaniem tego, co mają inni, a czasem z zawiścią i zazdrością. Człowiek chciwy nie umie dziękować, nie potrafi doceniać tego, co ma, ponieważ wciąż chce mieć więcej. Nie ucieszy go mały prezent dany od serca, gdyż pomyśli, że to tylko jakiś bezwartościowy drobiazg, a chce dostawać np. drogą biżuterię. Człowiek chciwy nie cieszy się tym, co ma; nie umie być wdzięczny za to, co małe, gdyż wciąż chce więcej. Ten smutek wywołany chciwością można przezwyciężyć wzbudzaniem postawy wdzięczności.

 Jest to niezwykle piękna postawa człowieka, uznająca wyświadczone nam i innym dobro. Jej wyrazem jest dziękczynienie Bogu, w którego hojności mają źródło wszystkie dobrodziejstwa, jakich nam udziela, czy to sam bezpośrednio, czy przez ludzi. Wdzięczność odgrywa też wielką rolę we wzajemnych relacjach międzyludzkich, tworząc klimat życzliwości i serdeczności. Właściwe spojrzenie na dobra, które posiadamy pobudza do wdzięczności za nie. Niestety ludzie czasami są podobni do podróżujących, którzy kupili bilet po bardzo niskiej cenie, a oburzają, że jadą za wolno. I nigdy nie pytają o to, komu zawdzięczają możliwość przemieszczania się, kto położył szyny, zbudował trakcję, drogi itd. Niekiedy podobnie arogancko korzystamy z darów Bożych, owoców dzieła stworzenia. Czy stać nas na wdzięczność wobec Boga? Na gest, który wykonał jeden z dziesięciu trędowatych uzdrowionych przez Jezusa, który gdy spostrzegł, że jest oczyszczony, zawrócił, by podziękować. Kiedy człowiek nauczy się być wdzięcznym nawet za małe rzeczy, wówczas będzie szczęśliwy z tego co posiada. Potrzebę postawę wdzięczności powinno nam uświadomić jedno zdanie: Cóż masz, czego byś nie otrzymał, człowieku?

Katecheza 10 kwietnia 2022.

Chciwość jako niewola pragnień człowieka

„Uważajcie i strzeżcie się wszelkiej chciwości, bo nawet gdy ktoś ma wszystkiego w nadmiarze, to życie jego nie zależy od jego mienia” (Łk 12, 15). Te słowa ostrzeżenia pochodzą od samego Jezusa. Wsłuchując się w tę przestrogę, zastanówmy się w czasie dzisiejszej katechezy dlaczego chciwość jest tak bardzo niebezpieczna dla życia duchowego człowieka?

             Chciwość pochodzi od słowa „chcę”, ale to znacznie więcej niż tylko chcę. To stan posiadania i pragnienia różnych dóbr, przede wszystkim materialnych, choć można to rozumieć szerzej, także jako zachłanność darów duchowych, np. w odniesieniu do charyzmatów (uzdrawiania, proroctwa, itd.), albo gdy chodzi o wyłączność na przyjaźń z określonymi osobami. Człowiek chciwy jest także skąpy. Nie tylko dąży do niekończącego się  pomnażania stanu posiadania, ale nie chce się dzielić z nikim. Jest jak napompowany balon, który martwi się o to, co zrobić, żeby nie stracić swoich majętności. Jezus przestrzega przed taką postawą w przypowieści o gospodarzu, któremu dobrze obrodziło pole. Człowiek ten chciał zgromadzić wszystko w wielkich spichlerzach, by potem wieść bezpieczne życie. Jednak w chwili śmierci, która może przyjść nagle, odsłoni się cała jego głupota i tym samym totalna przegrana jego życia (zob. Łk 12, 16-21).

Skąpca ogarnia strach i żal na myśl o utracie tego, co ma. Tymczasem chrześcijanin jest „człowiekiem daru”. Jan Paweł II powiedział kiedyś, że miarą bogactwa ucznia Chrystusa jest nie to, co posiada, ale to, czym się dzieli. Skąpiec może być tak owładnięty żądzą posiadania, że żal mu samemu korzystać z tego, co ma. Żal mu zjeść ciastko, bo je straci. W istocie jest niewolnikiem swoich pragnień. Święty Paweł o tych braciach, których dążenia są przyziemne, mówił z płaczem: „Ich losem – zagłada, ich bogiem – brzuch” (Flp 3, 19). Skąpiec nie żyje życiem nadprzyrodzonym, w którym jest miejsce na ufność w opatrzność Bożą i Jego miłość, zaspokajającą wszelkie potrzeby człowieka. Obce jest mu myślenie, do którego wzywa Jezus: „Nie martwcie się o życie, co będziecie jeść, ani też o ciało…” (Łk 12, 22). Przeciwnie, egoizm zżera go od środka i samotność stopniowo gasi w nim płomień autentycznego życia, do którego jest powołany. Święta Faustyna z głębokim żalem odkrywa, że „[…] niektóre dusze są jak kamienie, zawsze zimne i nieczułe. Nawet cuda ich niewiele wzruszają, mają wzrok spuszczony na stopy swoje i tak nic nie widzą prócz siebie” (Dzienniczek, nr 1284). Do takiego stanu doprowadza chciwość.

Chciwość może przybierać również niebezpieczną formę, polegającą na ukryciu się pod płaszczykiem koniecznego zabezpieczenia swojego życia w imię zdrowego rozsądku. To taki mechanizm obronny ogłuszający sumienie. Potrzeba posiadania „na wszelki wypadek” tłumi w człowieku odruchy hojności i bezinteresowności. Rządzi nim paniczny strach. Nieustannie zabiega o należny mu komfort i bezpieczeństwo. Nigdy nie będzie w pełni zadowolony, choćby ze względu na lęk przed utratą, tego co posiada. Nie ma takiej granicy, przy której człowiek zatrzyma się w pragnieniu posiadania. Grzech chciwości zniewala człowieka, odbiera mu radość i pokój dziecka Bożego, które unosząc się na falach wiary przyjmuje miłość i ją oddaje. Dopiero otwarcie na kogoś drugiego sprawia, że człowiek staje się w pełni człowiekiem. Wtedy może przeżywać siebie tak, jak chce tego jego Stwórca.

 

Katecheza 3 kwietnia 2022.

Chciwość jako korzeń zła

 

Na drugim miejscu w katalogu grzechów głównych znajduje się chciwość. Jest to nieuporządkowana miłość do bogactw i innych dóbr doczesnych. Ta miłość czyni nas niewolnikami rzeczy, które powinny nam służyć. Rzymski filozof Seneka mawiał: „W domu mądrego bogactwa pozostają na służbie, u głupca zaś zajmują miejsce na tronie”. Chciwość przejawia się przede wszystkim w bogaceniu się za wszelką cenę oraz w przesadnej trosce o sprawy doczesne. Jak każdy grzech, także i ten zamyka człowieka w swoim wewnętrznym świecie. Serce pełne chciwości tak naprawdę jest puste, bo jest zamknięte na drugiego. W chciwości patrzymy na siebie i swoje osiągnięcia, na te „skarby” zbierane przez lata. To ma być nasz powód do dumy, to ma być nasza „karta przetargowa” w stosunku do innych. Często spoglądając na innych mówimy o ich stanie majątkowym. Na jednych patrzymy z zazdrością, innych  traktujemy z wyższością.  Stosunek do dóbr materialnych odsłania też nasze zapatrywanie na wszelkie wymiary naszego życia. Chciwość to grzech, który człowieka zamyka. Pragnienie posiadania, konserwowania i pomnażania swojego dorobku jest połączony z lękiem przed jakąkolwiek stratą. Ufność w gromadzone przez siebie „skarby” i chęć posiadania coraz więcej staje się motorem ludzkiego działania.

Zauważmy, że chciwość może mieć również miejsce nie tylko u ludzi bogatych, ale również i u tych, co nie mają za wiele. Ich nastawienie wewnętrzne, chęć posiadania za wszelką cenę może stać się powodem wielu innych grzechów, takich jak: zatwardziałość serca, zamknięcie się na innych, niepokój, zdrada, oszustwo czy pogwałcenie praw innych. Pan Jezus przestrzega nas: „Nie możecie służyć Bogu i Mamonie” (Mt 6, 24), a św. Paweł dopowiada, że „korzeniem wszelkiego zła jest chciwość pieniędzy” (por. 1 Tm 6,10). Chciwość klasyfikowana jest jako grzech ciężki, jeśli sprzeciwia się cnocie sprawiedliwości. Ma to miejsce wtedy, gdy ktoś z chciwości kradnie, wstrzymuje słuszną zapłatę robotnikom, nie spłaca długów i dopuszcza się oszustw finansowych. Natomiast, jeśli ktoś wypełnia obowiązki wynikające ze sprawiedliwości, ale nie praktykuje cnoty hojności, nie wspiera biednych to wówczas popełnia grzech lekki. Pan Bóg wzywa nas do tego, byśmy mieli serce wielkoduszne, czyli takie, które w pokorze zna swoje ograniczenia, które pragnie się rozwijać, ale i z tego co ma dzieli się z innymi. Jakże pięknym obrazem biblijnym opisującym wielkoduszność jest scena, gdy Jezus przypatruje się wszystkim, którzy wrzucają pieniądze do skarbony. Uczniom wówczas komunikuje, że uboga wdowa dała najwięcej. Jej hojność (nie pod względem ilości złożonych pieniędzy, ale daru serca) jest najwspanialsza.

.

Święta

Wtorek, XXVI Tydzień zwykły
Rok C, II
Wspomnienie św. Wincentego ? Paulo, prezb.

Wyszukiwanie

Blok reklamowy

Licznik

Liczba wyświetleń:
1246394