Menu dodatkowe
  • ółążść‡

Zegar

Statystyki

Brak własnych statystyk

Katecheza 11 stycznia 2026.

Syn Boży przyszedł na świat po to, aby pokazać nam, jaki naprawdę jest Bóg

Przygotowując się do wydarzenia peregrynacji obrazu Jezusa Miłosiernego w naszej diecezji rozważmy dziś prawdę, że Jezus Chrystus przyszedł na świat, aby objawić ludziom prawdziwe oblicze Boga. Sam mówi o sobie w Ewangelii według św. Jana: „Kto Mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca” (J 14,9). Te słowa jasno pokazują, że Jezus nie tylko mówi o Bogu, ale jest Jego najpełniejszym objawieniem. W Nim Bóg stał się widzialny i bliski człowiekowi.

Już na początku Ewangelii św. Jana czytamy: „Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas” (J 1,14). Bóg nie pozostał daleki ani niedostępny. W Jezusie wszedł w ludzką historię, przyjął nasze ciało, nasze życie i nasze doświadczenia. To objawienie Boga, który chce być z człowiekiem i dzielić jego los. Ewangelie ukazują Jezusa jako Tego, który pochyla się nad ludzką słabością. Gdy widzi tłumy, „lituje się nad nimi, bo byli jak owce niemające pasterza” (por. Mk 6,34). To współczucie Jezusa objawia serce Boga - Boga, który widzi zagubienie człowieka i nie pozostaje wobec niego obojętny.

Jezus objawia miłosiernego Boga szczególnie przez przypowieści. W przypowieści o miłosiernym Ojcu słyszymy, że „gdy syn był jeszcze daleko, ojciec ujrzał go i wzruszył się głęboko; wybiegł naprzeciw niego” (Łk 15,20). Ten obraz Ojca wychodzącego na spotkanie grzesznika pokazuje, jaki naprawdę jest Bóg — cierpliwy, czekający i gotowy przebaczać. Również czyny Jezusa są objawieniem Boga. Gdy trędowaty prosi: „Jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić”, Jezus odpowiada: „Chcę, bądź oczyszczony” (Mk 1,40–41). W tym prostym geście dotknięcia chorego objawia się Bóg, który nie boi się ludzkiej nędzy i nie odwraca wzroku od cierpienia.

Wobec grzeszników Jezus ukazuje miłosierdzie Boga. Do kobiety pochwyconej na cudzołóstwie mówi: „I Ja ciebie nie potępiam. Idź i odtąd już nie grzesz” (J 8,11). Bóg objawiony w Jezusie nie potępia człowieka, lecz daje mu szansę nowego życia. Najpełniej Bóg objawia swoje oblicze w męce i śmierci Jezusa. Św. Paweł pisze: „Bóg okazuje nam swoją miłość właśnie przez to, że Chrystus umarł za nas, gdyśmy byli jeszcze grzesznikami” (Rz 5,8). Krzyż nie jest znakiem odrzucenia, lecz najwyższym dowodem miłosiernej miłości Boga.

Po zmartwychwstaniu Jezus przychodzi do uczniów, którzy Go opuścili, i mówi: „Pokój wam” (J 20,19). Nie wypomina im zdrady, ale obdarza ich pokojem i posyła z misją przebaczenia grzechów. W ten sposób objawia Boga, który zawsze daje człowiekowi nowy początek. Patrząc na Jezusa Chrystusa, możemy z całą pewnością powiedzieć: w Nim Bóg objawił swoje miłosierne oblicze. Nie jest to Bóg daleki ani surowy, lecz Ojciec pełen miłości, który w swoim Synu wychodzi na spotkanie każdego człowieka.

 

Katecheza 21 grudnia 2025.

Jak rozumieć słowa, że Jezus narodził się z Maryi Dziewicy?

 

W Credo mszalnym wypowiadamy słowa, że Jezus narodził się z Maryi Dziewicy. Zastanówmy się jak te słowa należy rozumieć? Jest dogmatem wiary, że Maryja jest zawsze Dziewicą, to znaczy, że jest Nią: przed urodzeniem, w czasie i po narodzeniu Chrystusa. Określenie to oznacza brak współżycia płciowego i zachowanie nienaruszalności cielesnej. Jak naucza Katechizm Kościoła KatolickiegoMatka Najświętsza przed i po narodzeniu Jezusa nie miała innych dzieci, Jego zaś (Jezusa) poczęła bez udziału mężczyzny, mocą Ducha Świętego (por. KKK 496).

Kościół zawsze wierzył w dziewictwo Maryi. Potwierdzają to Ewangelie, w których uznaje się dziewicze poczęcie Jezusa za dzieło Boże, przekraczające wszelkie rozumienie i wszelkie ludzkie możliwości. Prawdę tę możemy przyjąć jedynie w kategoriach wiary, tak jak przyjął ją święty Józef, do którego Anioł Pański powiedział o Maryi, jego Małżonce: „Z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło” (Mt 1,20). Kościół widzi w tym stwierdzeniu wypełnienie Bożej obietnicy danej przez proroka Izajasza, zapisanej na kartach Starego Testamentu: „Oto Dziewica pocznie i porodzi Syna” (por. KKK 497). Dziewictwo Maryi ukazuje absolutną inicjatywę Boga w przyjściu na świat Jego Syna Jezusa Chrystusa. Tylko Bóg jest jedynym i prawdziwym Ojcem Jezusa. Dzięki tej nadzwyczajnej interwencji Boga Jezus nigdy nie był oddalony od swojego Ojca z powodu natury ludzkiej, którą przyjął.

Człowieczeństwo Chrystusa od chwili cudownego poczęcia jest napełnione Duchem Świętym, ponieważ Bóg „z niezmierzonej obfitości udziela Mu Ducha” (por. KKK 504). Rola Maryi w tym cudownym przyjściu Jezusa na świat jest wyjątkowa. To na Nią łaskawym okiem spojrzał Bóg i polecił Jej wielkie dzieło do wykonania, nie ingerując w jej dziewictwo. I choć zapewne po ludzku nie rozumiała tej nadzwyczajnej ingerencji Boga, to jednak nie protestowała, ale powiedziała krótko „niech mi się stanie według Twego słowa!” (Łk 1,38). Dziewictwo Maryi stało się znakiem Jej szczególnej wiary i oddania. Właśnie ta Jej głęboka wiara i zaufanie Bogu pozwoliły Jej stać się Matką Zbawiciela. Jak napisał św. Augustyn, „Maryja jest bardziej błogosławiona przez to, że przyjęła Jezusa wiarą, niż przez to, że poczęła Go cieleśnie” (por. KKK 506).

 

Katecheza 14 grudnia 2025.

 

Jak rozumieć przywilej Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny?

 

Jednym z czterech dogmatów naszej wiary odnoszących się do osoby Najświętszej Maryi Panny jest dogmat o Jej Niepokalanym Poczęciu. Zastanówmy się jaka jest treść tego dogmatu i jak należy go rozumieć?

Treścią dogmatu jest to, że Najświętsza Maryja Panna, od chwili swego poczęcia w łonie swojej matki – św. Anny, była wolna od wszelkiej zmazy grzechu pierworodnego. Prawda ta została uroczyście ogłoszona przez papieża Piusa IX w bulli „Nieomylny Bóg” („Ineffabilis Deus”) z 8 grudnia 1854 r. „Najświętsza Maryja Dziewica – czytamy w tym dokumencie – od pierwszej chwili swego poczęcia, przez łaskę i szczególny przywilej Boga wszechmogącego, na mocy przewidzianych zasług Jezusa Chrystusa, Zbawiciela rodzaju ludzkiego, została zachowana nienaruszona od wszelkiej zmazy grzechu pierworodnego” (KKK 491). Znamienne jest, że w chwili zwiastowania archanioł Gabriel pozdrawia Ją jako „pełną łaski” (Łk 1,28). (KKK 490). Przyszła więc na świat w stanie łaski uświęcającej, jako „pełna łaski”. Pełni tej wymagała szczególna godność przyszłej Matki Zbawiciela, stąd też została obdarowana przez Boga darami godnymi tak wielkiego zadania (KKK 490). Nie wypadało, aby ta, którą Bóg przewidział na Rodzicielkę swojego Syna, była obciążona grzechem Adama.

Maryja zatem stanowi jedyny wyjątek spośród ludzi. Podczas gdy na wszystkich ciąży grzech pierworodny, dziedziczony po pierwszych rodzicach, Ona uzyskała szczególny przywilej, zostając ubogacona od pierwszej chwili poczęcia blaskami szczególnej świętości, która pochodzi w całości od Chrystusa. „Dzięki łasce Bożej Maryja przez całe życie pozostała wolna od wszelkiego grzechu osobistego” (KKK 492). Wolność od grzechu pierworodnego Maryi nie odcina Jej od nas, grzeszników. Jej moc silniejsza od potęgi szatana może nas wspomóc w naszej walce ze złem. W prefacji o Niepokalanym Poczęciu modlimy się do Boga: „Ty zachowałeś Najświętszą Maryję Pannę od zmazy grzechu pierworodnego i obdarzyłeś pełnią łaski, aby Ją przygotować na godną Matkę Twojego Syna”. My nie jesteśmy wolni od grzechu pierworodnego i jego następstw, lecz dysponujemy darem łaski uświęcającej uzyskanej w momencie chrztu i odzyskiwanej w sakramencie pokuty.

Jak należy rozumieć Wniebowstąpienie?

W wyznaniu wiary mówimy: wierzę, że Jezus „wstąpił do nieba, siedzi po prawicy Boga, Ojca wszechmogącego, stamtąd przyj­dzie sądzić żywych i umarłych”. Po zmartwychwstaniu Jezus ukazywał się swoim uczniom przez 40 dni, jadł i pił z nimi oraz pouczał ich o swoim Królestwie. Ostatni raz ukazał się w chwili Wniebowstąpienia. Wstępując do nieba, wywyższył ludzką naturę i jako prawdziwy Bóg i prawdziwy Człowiek zasiada po prawicy Ojca (por. KKK 659).

Wydarzenie Wniebowstąpienia jest przejściem Jezusa z chwały zmartwychwstania do chwały wywyższenia po prawicy Ojca (por. KKK 660). Zasiadanie po prawicy Ojca natomiast oznacza zapoczątkowanie królestwa Mesjasza zapowiadane w Starym Testamencie przez proroka Daniela, który mówi: „Powierzono Mu panowanie, chwałę i władzę królew­ską, a służyły Mu wszystkie narody, ludy i języki. Panowanie Jego jest wiecznym panowaniem, które nie przeminie, a Jego królestwo nie ulegnie zagładzie” (Dn 7,14). Ta prawda obecna jest także w mszalnym wyznaniu wiary, w słowach: „Królestwu jego nie będzie końca” (por. KKK 664).

Istnieje ścisła więź między wniebowstąpieniem Chrystusa a Jego powrotem przy końcu świata. Chrystus, który w zmartwych­wstaniu odniósł zwycięstwo nad śmiercią, rozpoczął dla nas nowy spo­sób życia z Bogiem. Jezus wchodzi pierwszy do tego życia, aby przygo­tować miejsce dla swoich wybranych. W tym czasie chrześcijanie pozostają w nadziei, że pewnego dnia będą żyć z Chrystusem na wieki (por. KKK 666) Dlatego też przez wiarę i sakramenty winni być zjednoczeni z Nim już na ziemi. Po wejściu do nieba Jezus Chrystus wstawia się też za nami „jako Pośrednik, który zapewnia nam nieustannie wylanie Ducha Świętego” (KKK 667). W ten sposób Jezus realizuje swoje wieczne kapłaństwo. Jak napisał autor Listu do Hebrajczyków, Jezus Chrystus, jedyny Kapłan nowego i wiecznego Przymierza „wszedł nie do świątyni zbudowanej rękami ludzkimi (...) ale do samego nieba, aby teraz wstawiać się za nami przed obliczem Boga” (Hbr 9,24).

W fakcie Wniebowstąpienia odczytujemy także prawdę o nas samych. Nikt z nas nie może wejść do nieba o własnych siłach, ale potrzebny i konieczny jest nam Ten, który „jako nasza Głowa wyprze­dził nas do niebieskiej ojczyzny, aby umocnić naszą nadzieję, że jako członki mistycznego Ciała również tam wejdziemy” (prefacja o Wnie­bowstąpieniu). Pismo Święte naucza o tej prawdzie w słowach „Nikt nie wstąpił do nie­ba oprócz Tego, który z nieba zstąpił — Syna Człowieczego” (J 3,13).

 

               

Katecheza 30 listopada 2025.

Jak należy rozumieć fakt zmartwychwstania Jezusa?

W Credo mszalnym wypowiadamy słowa, że umęczony i pogrzebany Chrystus trzeciego dnia zmartwychwstał. Czym jest zmartwychwstanie? Jest przejściem Chrystusa – wraz z duszą i ciałem – od śmierci do życia poza czasem i przestrzenią. Jest uczestnictwem w stanie chwały (por. KKK 646). Cielesność Jezusa zmartwychwstałego to cielesność uwielbiona. Jego ciało jest to samo, ale nie takie samo. Jest tym samym ciałem, które zawisło na krzyżu, ze śladami gwoździ i włóczni, ale nie takim samym, gdyż przekracza prawa natury (por. KKK 645). Potwierdzają to świadectwa ewangelistów, którzy piszą na przykład, że Jezus po zmartwychwstaniu wszedł do pomieszczenia mimo zamkniętych drzwi (por. J 20,26).

Zmartwychwstanie jest jednak wydarzeniem tajemniczym. Jego rzeczywistość potwierdza pusty grób i świadectwa uczniów. Dla współczesnego człowieka, człowieka obrazu, przekazów telewizyjnych i internetowych, te argumenty wydają się niewystarczające. Dlaczego strażnicy czuwający przy grobie „przegapili” tak nadzwyczajny fakt i nie zdali z niego szczegółowej relacji? Wszystko dlatego, że samo wydarzenie, a tym bardziej jego istota – przejście ze śmierci do życia – były nieuchwytne dla ludzkich zmysłów. W tajemniczy dla nas sposób Chrystus powstał z martwych, opuścił grób, w którym złożono Jego ciało. Jak napisał Jan Paweł II, „fakt ten był zadziwiający dla ludzi, którzy się znaleźli wobec czegoś, co ich przerastało”.

Zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa nie jest powrotem do życia ziemskiego, jak na przykład wskrzeszenie Łazarza, które, choć jest wydarzeniem cudownym, stanowi powrót do normalnego życia ziemskiego. Wskrzeszony Łazarz przeżył znów jakiś czas, ale ponownie umarł. Chrystus „nie jest Bogiem umarłych, lecz żywych” (Mk 12,27), dlatego własną mocą, zgodnie z wolą swego Ojca i napełniony Duchem Świętym, „zmartwychwstał dnia trzeciego, jak oznajmia Pismo”.

Zmartwychwstanie nadaje też sens i potwierdza to wszystko, co Chrystus czynił i czego nauczał: o prawdzie i fałszu; o grzechu i sądzie; o zbawieniu i potępieniu. Jest wypełnieniem obietnic Starego Testamentu oraz zapowiedzi samego Zbawiciela. Jest potwierdzeniem boskości Jezusa. Zmartwychwstanie otwiera człowiekowi dostęp do nowego życia, usprawiedliwia, przywraca łaskę Bożą. Jest zasadą i źródłem naszego przyszłego zmartwychwstania. „Chrystus zmartwychwstał jako pierwszy spośród tych, co pomarli” (1 Kor 15, 20). Gdyby nie zmartwychwstał, daremne byłoby nauczanie Kościoła, próżna byłaby także nasza wiara (por. 1 Kor 15, 14).

Katecheza, 23 listopada 2025.

Co oznacza prawda o zstąpieniu Chrystusa do piekieł?

Odmawiając Skład Apostolski, powtarzamy słowa o zstąpieniu Chrystusa do piekieł. Dla wielu chrześcijan ta prawda jest niezrozumiała. Nie brakuje takich, którzy zstąpienie Chrystusa do piekieł rozumieją jako zejście do świata potępionych. Spróbujmy więc wyjaśnić w czasie dzisiejszej katechezy co ta prawda wyraża? 

Od początku istnienia Kościoła prawda ta była obecna w jego nauczaniu i liturgii. Autor Starożytnej homilii na Wielką i Świętą Sobotę obrazowo opisał to wydarzenie tak: Chrystus „idzie, by odnaleźć pierwszego człowieka, jak zgubioną owieczkę. Pragnie nawiedzić tych, którzy siedzą zupełnie pogrążeni w cieniu śmierci; by wyzwolić z bólów niewolnika Adama, a wraz z nim niewolnicę Ewę”. Do sprawiedliwych, którzy wraz z pierwszymi ludźmi czekają na Odkupiciela, woła: „Zbudź się, który śpisz! Nie po to bowiem cię stworzyłem, byś pozostawał spętany w Otchłani. Powstań z martwych, albowiem jestem życiem umarłych” (por. KKK 635).

Prawda wiary o zstąpieniu Jezusa do piekieł jest wyrażona językiem minionych czasów. Miejsce przebywania zmarłych, do którego zstąpił Jezus, określano mianem otchłani, Szeolu, Hadesu, lub – w staropolszczyźnie – piekieł. Tej krainy zmarłych „nie należy utożsamiać (...) z piekłem potępionych” (Kompedium KKK 125). Owe „piekła” należy rozumieć jako „los tych wszystkich zmarłych, zarówno sprawiedliwych, jak i złych, którzy zmarli przed Chrystusem. Zmarły Chrystus, w swojej duszy zjednoczonej z Jego Boską Osobą, dołączył w krainie zmarłych do sprawiedliwych, którzy czekali na Odkupiciela, aby dostąpić łaski oglądania Boga” (Kompedium KKK 125).

W tej krainie zmarli pozbawieni byli oglądania Boga i odłączeni od Niego (por. Ps 6,6; 88,11–13; 115,17). Wejście Jezusa w rzeczywistość śmierci oznacza podzielenie przez Niego powszechnego losu ludzi i przyjęcie na Siebie wszystkich konsekwencji z nim związanych – poczucia samotności w obliczu śmierci, opuszczenia i ciemności. Solidarność Jezusa z losem człowieka jest tak silna, że wkracza On w rzeczywistość człowieczego bytu związanego z grzechem i śmiercią. Szatan chciał oderwać człowieka od Boga, zamknąć mu drogę do nieba, a życie ziemskie oraz wieczne uczynić życiem bez Boga. Stąd wielka wartość zstąpienia Jezusa do otchłani śmierci, bo oto „nawet umarłym głoszono Ewangelię” (1 P 4,6). W ten sposób dokonało się zwycięstwo Chrystusa nad mocami zła, grzechu i śmierci. Bóg pustkę śmierci człowieka wypełnił swoim życiem, które nie zna granic. Dzięki temu zwycięstwu możemy śpiewać o Chrystusie jako Zwycięzcy śmierci, piekła i szatana.

Tego zwycięstwa nad piekłem i szatanem nie można jednak rozumieć jako unicestwienie piekła potępionych i wyzwolenia zeń zarówno złych, jak i sprawiedliwych. Ich los nie jest identyczny. Potwierdza to sam Jezus w wielu przypowieściach – między innymi w przypowieści o ubogim Łazarzu, który oczekiwał wyzwolenia dusz sprawiedliwych na łonie Abrahama (por. KKK 633). Dzięki śmierci Jezusa dostąpiły i dostępują odkupienia wszystkie, minione i obecne pokolenia sprawiedliwych, którzy całą swoją ufność i nadzieję pokładają w Bogu i Jego Miłosierdziu. Tajemnica zstąpienia Jezusa do piekieł jest ciągle obecną w naszym życiu Dobrą Nowiną o zwycięstwie życia nad śmiercią i powołaniu człowieka do życia wiecznego.

Katecheza, 16 listopada 2025.

Dlaczego Jezus złożył siebie samego Ojcu w ofierze?

Jezus Chrystus został umęczony na krzyżu, na wzgórzu Golgoty, podczas obchodów Paschy – największego święta żydowskiego. Stało się to według najnowszych badań biblijnych 7 kwietnia 30 r. Męka i śmierć Jezusa Chrystusa, przedstawione przez Ewangelistów i poświadczone przez inne źródła historyczne, były dobrowolną ofiarą Odkupiciela, podjętą ze względu na miłość Ojca (por. KKK 609), który „nas umiłował i posłał Syna swojego jako ofiarę przebłagalną za nasze grzechy” (1 J 4, 10). Syn Boży, pragnąc wypełnić wolę Ojca, wydał na śmierć samego siebie, aby nas wykupić z mocy grzechu i wyzwolić od śmierci wiecznej. Zastępując swoim posłuszeństwem nasze nieposłuszeństwo, odkupił nas i pojednał z Ojcem (por. KKK 615).

Jezus na nowo przerzucił most przyjaźni pomiędzy Bogiem i ludźmi, dokonując tego za sprawą odkupieńczej męki i śmierci, którą podjął całkowicie dobrowolnie. Katechizm Kościoła Katolickiego określa czyn Zbawiciela mianem „aktu najwyższej wolności” (KKK 609). Jezus stwierdzając, że „zstąpił z nieba nie po to, aby pełnić swoją wolę, ale wolę Tego, który Go posłał” (por. J 6, 38), wyraźnie zarazem podkreśla w przeddzień swej męki: „życie moje oddaję za owce (...) Nikt mi go nie zabiera, lecz Ja od siebie je oddaję” (J 10, 15. 18). Ofiara Jezusa Chrystusa, który niejako zastępując grzeszną ludzkość ofiarował siebie na śmierć (por. Iz 53, 12), aby wynagrodzić Bogu Ojcu za nasze winy i zadośćuczynić za nasze grzechy, stanowi jedyną i ostateczną ofiarę Nowego Przymierza. Przywraca nam ona pełną wspólnotę z Bogiem i jest Jego darem, przewidzianym przez Ojca i podjętym przez Syna Bożego (por. KKK 614). Męka i śmierć zapowiedziane w czasie Ostatniej Wieczerzy, obejmują wszystkich ludzi: są ofiarą za grzechy całego świata (por. KKK 610). W Starym Testamencie w święto Paschy zabijano baranka na pamiątkę wyzwolenia Izraelitów z niewoli egipskiej. Jezus jest prawdziwym Barankiem Paschalnym, którego śmierć wyzwala nas z niewoli grzechu (por. KKK 608). Podczas każdej Mszy świętej wyznajemy tę prawdę, wołając „Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, zmiłuj się nad nami”. Ilekroć bierzemy udział w Najświętszej Eucharystii, uczestniczymy w Ofierze Jezusa Chrystusa i korzystamy z jej obfitych owoców.

W Katechizmie Kościoła Katolickiego czytamy, iż „Jezus powołuje swoich uczniów do «wzięcia swojego krzyża i naśladowania Go», ponieważ cierpiał za wszystkich i zostawił nam wzór, abyśmy «szli za Nim Jego śladami»” (KKK 618). Uczeń Chrystusa podejmując codzienny krzyż i naśladując Mistrza, ma swój udział w męce i śmierci Zbawiciela. Zgodnie z wielowiekową tradycją Kościoła, wyznawcy Chrystusa rozpamiętują treść tego zbawczego zdarzenia i oddają część Zbawicielowi w różny sposób. Czynią to m.in. poprzez rozważanie ewangelicznych opisów Jego męki i śmierci oraz bolesnych tajemnic różańca, uczestnictwo w nabożeństwach gorzkich żali i drogi krzyżowej, powstrzymywanie się od udziału w zabawie i od spożywania pokarmów mięsnych w okresie Wielkiego Postu w duchu pokuty i umartwienia.

 

Katecheza, 9 listopada 2025.

Co oznacza słowo Chrystus?

Głową państwa polskiego jest prezydent. Obejmując urząd, składa on przed Zgromadzeniem Narodowym uroczystą przysięgę. Nie zawsze jednak tak było. Przez długie wieki Polską rządzili królowie. Oficjalnym momentem objęcia przez każdego z nich władzy była uroczysta koronacja, odbywająca się podczas Mszy Świętej. W czasie takiej koronacji każdy władca, oprócz tego, że otrzymywał koronę, był też uroczyście namaszczany olejami świętymi na znak, że jest wybrany przez Boga – jest Bożym pomazańcem.

Także w Izraelu namaszczano w imię Boże królów, kapłanów, a niekiedy także proroków. „Takim namaszczonym miał być przede wszystkim Mesjasz, którego Bóg miał posłać, by zapoczątkował ostatecznie Jego Królestwo. Mesjasz miał być namaszczony Duchem Pańskim równocześnie jako król i kapłan, ale także jako prorok” (KKK 436). Pierwsi uczniowie uwierzyli, że Jezus wypełnił tę mesjańską nadzieję Narodu Wybranego. Dlatego bardzo wcześnie dodali do imienia „Jezus” tytuł „Chrystus”, który jest greckim tłumaczeniem słowa „Mesjasz” ,czyli „namaszczony”. Szczególny akt, przez który Jezus Bóg-Człowiek objawił się jako Mesjasz, dokonał się podczas chrztu w Jordanie, gdy sam Bóg namaścił Go Duchem Świętym i mocą (por. Dz 10,38).

Co zatem oznacza tytuł „Chrystus”, który szybko stał się imieniem własnym Jezusa? W Nowym Testamencie słowo „Chrystus” jako imię Jezusa występuje aż 529 razy. Tytuł ten oznacza, że Jezus jest zapowiadanym przez proroków Mesjaszem, posłanym przez Boga do ludzi, aby ich zbawił. Został On namaszczony mocą Ducha Świętego na Króla, Kapłana i Proroka, aby realizując tę potrójną funkcję wypełnił zbawczą wolę Boga wobec świata (por. KKK 436). Znaczna grupa ludzi w Izraelu oczekiwała Mesjasza, który stanie na czele powstania narodowego i wyzwoli Naród Wybrany spod rzymskiego panowania. Jezus jednak pokazał, że prawdziwa misja mesjańska polega na czym innym: Mesjasz przyszedł, aby wyzwolić nie tylko Izraelitów, ale wszystkich ludzi; i nie spod panowania Rzymu, ale z niewoli grzechu i śmierci. Chrystus jest zatem Królem, lecz nie takim jak królowie, których znamy z podręczników historii. Jego królowanie i władza ma charakter szczególny, nabiera bowiem prawdziwego znaczenia dopiero z perspektywy krzyża. Jezus powie sam o sobie i swej misji: „Syn Człowieczy (…) nie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby służyć i dać swoje życie na okup za wielu” (Mt 20,28). Jest także Kapłanem, który przelewa własną krew i składa własne życie jako ofiarę (1 J 2,2) na przebłaganie za nasze grzechy (por. Ga 1,4). Jest wreszcie Prorokiem, który bezkompromisowo głosi wolę Ojca.

Przez sakrament chrztu każdy chrześcijanin staje się uczestnikiem mesjańskiego posłannictwa Chrystusa. Jako lud kapłański mamy prawo do składania Bogu duchowych ofiar. Jako uczestnicy funkcji prorockiej możemy i powinniśmy głosić Ewangelię słowem i czynem. Biorąc zaś udział w posłannictwie królewskim mamy panować nad sobą i zmieniać świat na lepsze.

 

Katecheza 2 listopada 2025.

 

Co to jest Wcielenie?

Od zarania dziejów człowiek tęsknił za tym, by być blisko Boga. Ta tęsknota została zaspokojona, gdy odwieczne Słowo Boże stało się człowiekiem. Wspaniale wyraża to znana kolęda Franciszka Karpińskiego „Bóg się rodzi”. Jej tekst pięknie ukazuje, jak nieskończony Bóg staje się bliski człowiekowi. Święta Bożego Narodzenia, które przypominają co roku to wydarzenie, pokazują, że obraz Boga, którego należy kochać tylko ze strachu, jest całkowicie obcy myśli chrześcijańskiej. Biblia mówi bowiem o Bogu jako kochającym, miłosiernym i tak bliskim, że człowiek ma prawo zwracać się do Niego „Abba”, czyli „Ojcze”.

Od początku dziejów Pan Bóg okazuje człowiekowi tę wielką miłość. W Piśmie Świętym czytamy, że Bóg „tak umiłował świat, że Syna Swego Jednorodzonego dał, aby każdy kto w Niego wierzy nie zginął, ale miał życie wieczne” (J 3,16). Ów zrodzony przed wiekami z Ojca Boży Syn, nazwany został przez świętego Jana „Słowem” (J 1,1), z miłości do ludzi sam stał się człowiekiem, przyjmując z Maryi ludzkie ciało. Ten fakt nazywamy Wcieleniem. Katechizm Kościoła Katolickiego podaje cztery powody, dla których Bóg stał się człowiekiem. Są nimi: chęć zbawienia człowieka (por. KKK 457), pragnienie, by człowiek poznał miłość Boga (por. KKK 458), ukazanie ludziom wzoru świętości (por. KKK 459) oraz danie im uczestnictwa w Boskiej naturze (por. KKK 460).

Bóg zapragnął zbawić człowieka, jednając go ze Sobą. To pojednanie dokonało się w osobie Wcielonego Słowa Bożego, Jezusa Chrystusa, który jest jednocześnie prawdziwym Bogiem i prawdziwym Człowiekiem. Chcąc dokonać owego pojednania, Druga Osoba Trójcy Świętej przyjęła ludzkie ciało (por. KKK 457). Pragnienie zbawienia człowieka było wyrazem miłości Boga. Jak mówi Katechizm, „Słowo stało się Ciałem, abyśmy poznali w ten sposób miłość Bożą” (KKK 458). Zatem miłość Boga do ludzi jest kolejną przyczyną przyjęcia przez Niego ludzkiej natury.

Katechizm poucza, że Słowo stało się Ciałem także po to, by być dla ludzi wzorem świętości (por. KKK 459). Na Górze Przemienienia Ojciec daje polecenie: „Jego słuchajcie” (Mk 9,7). Posłuszeństwo Jezusowi oznacza przede wszystkim wypełnianie przykazania miłości, w myśl słów zapisanych na kartach Ewangelii: „daję wam przykazanie nowe, abyście się wzajemnie miłowali, jak Ja was umiłowałem” (J 15,12). Jednym słowem, aby osiągnąć świętość, winniśmy postępować tak jak nauczał i żył Chrystus – aż do heroicznej miłości Boga i bliźniego (por. KKK 459).

Bóg okazując człowiekowi swą miłość poprzez przyjęcie ludzkiego ciała, uczynił ludzi „uczestnikami Boskiej natury” (2 P 1,4). Jak za świętym Ireneuszem poucza Katechizm Kościoła Katolickiego, „Syn Boży stał się Synem Człowieczym: aby człowiek (...) stał się synem Bożym” (KKK 460). Można zatem powiedzieć, że przyjęcie przez Boga ludzkiej natury nadało jej niewyobrażalną wprost godność, polegającą na uczestniczeniu w naturze samego Boga oraz na byciu jego dzieckiem.

 

Katecheza 26 października 2025.

 

Jak rozumieć prawdę, że Jezus Chrystus jest zarówno prawdziwym Bogiem i prawdziwym człowiekiem?

W każdą niedzielę chrześcijanie zgromadzeni na Mszy świętej wyznają swoją wiarę w następujących słowach: ,,Wierzę w Jednego Pana Jezusa Chrystusa, Syna Bożego Jednorodzonego, który z Ojca jest zrodzony przed wszystkimi wiekami, Bóg z Boga, Światłość ze Światłości, Bóg prawdziwy z Boga prawdziwego zrodzony a nie stworzony, współistotny Ojcu”. Wyznanie to dotyczy jednej z zasadniczych prawd wiary chrześcijańskiej: wiary w Jezusa Chrystusa, będącego zarazem prawdziwym Bogiem i prawdziwym Człowiekiem.

 Na przestrzeni wieków Kościół musiał bronić zarówno boskości Jezusa, jak i Jego człowieczeństwa, które, zwłaszcza w pierwszych wiekach, były kwestionowane przez herezje. Pierwsze sobory powszechne (w Nicei – 325 r., w Efezie – 431 r., w Chalcedonie – 451 r., w Konstantynopolu – 553 r.), przeciwstawiły się tym błędnym poglądom. W wyniku obrad soborowych, na podstawie Objawienia, wypracowana została nauka o prawdziwym Bóstwie i jednocześnie prawdziwym człowieczeństwie Chrystusa. Katechizm Kościoła Katolickiego naucza: ,,Kościół wyznaje (...) że Jezus jest niepodzielnie prawdziwym Bogiem i prawdziwym człowiekiem. Jest On prawdziwie Synem Bożym, który stał się człowiekiem, naszym bratem, nie przestając przez to być Bogiem, naszym Panem” (KKK 469).

Szukając odpowiedzi na pytanie, czy Jezus jest naprawdę Synem Bożym, musimy sięgnąć do Nowego Testamentu, a zwłaszcza do Ewangelii. Jezus sam wielokrotnie mówił, Kim jest. Nazywał siebie wysłannikiem Bożym – Mesjaszem i rzeczywistym Synem Boga. Świadczy o tym Jego zeznanie przed Kajfaszem. Na Kajfaszowe uroczyste zapytanie: „Poprzysięgam Cię na Boga żywego, powiedz nam: Czy Ty jesteś Mesjasz, Syn Boży?”, Chrystus odpowiedział: „Tak, Ja nim jestem” (Mt 26,63-64). Za to świadectwo o sobie otrzymał wyrok śmierci, a mimo to nie odwołał go, była to bowiem sprawa zasadnicza. Szczególne znaczenie dla potwierdzenia boskości Jezusa mają świadectwa biblijne zachowane m.in. w Ewangelii św. Jana: „Słowo stało się Ciałem i zamieszkało wśród nas. I oglądaliśmy Jego chwałę, chwałę jaką Jednorodzony otrzymuje od Ojca, pełen łaski i prawdy” (J 1,14) oraz w Liście do Kolosan: „W Nim bowiem mieszka cała Pełnia: Bóstwo na sposób ciała” (Kol 2,9). Dowodem boskiego posłannictwa Chrystusa była również Jego nauka, potwierdzona cudami.

Jezus jest także prawdziwym człowiekiem. Znaczenie tego faktu potwierdził Sobór Watykański II nauczając, że Chrystus okazał swą solidarność z ludźmi i objawił im Siebie samego. Syn Boży przez swoje wcielenie zjednoczył się z każdym człowiekiem. Ludzkimi rękami pracował, ludzkim myślał umysłem, ludzką działał wolą. Ludzkim sercem kochał. Stał się jednym z nas, we wszystkim do nas podobny oprócz grzechu (por. KDK 22). Jezus jako człowiek bywał głodny, spragniony, zmęczony. Pełną rzeczywistość Jego ludzkiego życia pokazał nam św. Łukasz Ewangelista pisząc, że Jezus wzrastał „w mądrości, w latach i w łasce” (Łk 2,52). Przyjął zatem człowieczeństwo ze wszystkimi jego właściwościami i ograniczeniami. Jak naucza Katechizm, „jedyne i wyjątkowe Wcielenie Syna Bożego nie oznacza, że Jezus Chrystus jest częściowo Bogiem i częściowo człowiekiem, ani że jest On wynikiem niejasnego pomieszania tego, co Boskie, i tego, co ludzkie. Syn Boży stał się prawdziwie człowiekiem, pozostając prawdziwie Bogiem”(KKK 464).

Katecheza 19 października 2025.

Co oznacza imię Jezus?

W kolejnej części Credo przechodzimy do słów: wierzę w Jezusa Chrystusa. Zacznijmy cykl naszych katechez na temat tej części wyznania wiary od zastanowienia się co oznacza imię Jezus? O nadaniu dziecku imienia rodzice rozmawiają na długo przed jego pojawieniem się na świecie. Często do tych dyskusji włączają się inni członkowie rodziny, przyjaciele czy znajomi. Dlaczego tak prosta zdawałoby się czynność, jaką jest nadanie dziecku imienia, budzi tyle emocji? Dlaczego rodzice przywiązują do tego faktu tak wielkie znaczenie?

Odpowiedzi na te pytania można odnaleźć w dość powszechnie występującym przekonaniu człowieka o istnieniu pewnych treści, zawierających się w noszonym imieniu, o randze samego imienia. Rodzice nadają dziecku imię, aby wyposażyć je w pewne cechy. Imię jest więc niejako ukierunkowaniem życia człowieka, życzeniem czy błogosławieństwem. Ważne jest również to, iż zwracanie się po imieniu wyraża bliską relację międzyosobową. Dlatego jesteśmy po imieniu tylko z ludźmi, którzy są nam w jakiś sposób bliscy. Rozważmy zatem, jakie znaczenie ma dla nas szczególne Imię, o którym Pismo Święte mówi, że „nie ma w żadnym innym zbawienia, gdyż nie dano ludziom pod niebem żadnego innego imienia, w którym moglibyśmy być zbawieni” (Dz 4,12).

Imię Jezus zostało nadane naszemu Zbawicielowi bezpośrednio przez Boga. Nie nadano go z ludzkiej inicjatywy, ale zostało objawione Maryi przy zwiastowaniu. Katechizm Kościoła Katolickiego naucza, że w chwili zwiastowania anioł Gabriel nadaje mającemu się narodzić Dziecięciu jako własne imię Jezus, które wyraża zarówno Jego tożsamość, jak i posłanie. „Jezus” w języku hebrajskim oznacza: „Bóg zbawia”, „Jahwe jest zbawieniem”. Ponieważ jedynie Bóg „może odpuszczać grzechy” (Mk 2,7), to On w Jezusie, swoim odwiecznym Synu, który stał się człowiekiem, „zbawił lud od jego grzechów” (Mt 1,21). W ten sposób w Jezusie Bóg wypełnia całą historię zbawienia dla dobra ludzi. Jezus z Nazaretu nie tylko nosi imię, które mówi o zbawieniu, ale także JEST Tym, którego to imię oznacza: jest Zbawicielem. Świadczą o tym pewne zwroty użyte przez ewangelistów. Łukasz zapisał „narodził się wam Zbawiciel” (Łk 2,11) a Mateusza dodał „On bowiem zbawi swój lud od jego grzechów” (Mt 1,21). Zwroty te odzwierciedlają prawdę objawioną, którą głosi cały Nowy Testament, a najpełniej wyraża święty Paweł Apostoł, gdy pisze: „Dlatego też Bóg Go nad wszystko wywyższył i darował Mu imię ponad wszelkie imię, aby na imię Jezusa zgięło się każde kolano (…) i aby wszelki język wyznał, że Jezus Chrystus jest Panem ku chwale Boga Ojca” (Flp 2, 9-11). Mimo, że imię Jezus nosiło wielu synów narodu żydowskiego przed Chrystusem - zarówno w Starym, jak i w Nowym Testamencie, to tylko w Jezusie Chrystusie imię to osiąga pełnię swego znaczenia. On bowiem jest właśnie Tym, w którym i przez którego Bóg dokonał zbawienia człowieka. To właśnie imię Jezus jest właściwym imieniem Boga Zbawiciela. Nawet złe duchy boją się Jego imienia, uczniowie w Jego imię dokonują cudów, ponieważ Ojciec udzieli im wszystkiego, o co Go poproszą w imię Jezusa. Stąd imię Jezus znajduje się w centrum modlitwy chrześcijańskiej, wszystkie bowiem modlitwy liturgiczne kończą się formułą: „Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa”. Podobnie punktem kulminacyjnym modlitwy „Zdrowaś Maryjo” są słowa: „błogosławiony owoc żywota Twojego, Jezus”. Imię „Jezus” towarzyszy zatem chrześcijanom przez całe życie.

 

Katecheza 12 października 2025.

Dlaczego na świecie jest tyle zła?

Jednym z pytań, które nieustannie powraca w rozmowach ateistów i agnostyków z osobami wierzącymi jest to: „Skoro Bóg jest wszechmocny i miłosierny, to dlaczego na świecie jest tyle zła?” Jak pogodzić prawdę o Bożej wszechmocy i miłosierdziu ze złem, które dostrzegamy wokół siebie?Nie są to pytania banalne. I nie są to też pytanie, które świadczą o wrogim stosunku do wiary. Te kwestie przewijają się przez wiele ksiąg Biblii. Księga Hioba jest właściwie jednym wielkim pytaniem o to, dlaczego Bóg nie ingeruje, gdy zło dotyka niewinnej osoby.

            Próbując odpowiedzieć na te pytania należy zaznaczyć, że człowiek na wszystko patrzy z perspektywy doczesności: chciałby sprawiedliwości tu i teraz. Bóg jednak patrzy na rzeczywistość inaczej, postrzegając ją z perspektywy wieczności. To, co może nam się wydawać obecnie niesprawiedliwe, wyjaśni się dopiero u kresu czasów. Ogrom zła, którego doświadczamy teraz – czy są to choroby, wojny, katastrofy, przestępstwa czy innego rodzaju bóle i cierpienia – ostatecznie nie okaże się większy od dobra, które Bóg wyprowadził z całego tego trudu zmagania się ze złem. Wyjaśnia to także Katechizm Kościoła Katolickiego w następujący sposób: „Dlaczego Bóg nie stworzył świata tak doskonałego, by żadne zło nie mogło w nim istnieć? W swojej nieskończonej mocy Bóg zawsze mógłby stworzyć coś lepszego. W swojej nieskończonej mądrości i dobroci Bóg chciał jednak w sposób wolny stworzyć świat „w drodze" do jego ostatecznej doskonałości. To stawanie się dopuszcza w zamyśle Bożym pojawianie się pewnych bytów, a zanikanie innych; dopuszcza obok tego, co najdoskonalsze, także to, co mniej doskonałe; obok budowania natury, również zniszczenia. Obok dobra fizycznego istnieje zatem także zło fizyczne tak długo, jak długo stworzenie nie osiągnie swojej doskonałości”. (KKK 310)

Ważną częścią tego wyjaśnienia jest kwestia wolności. Owszem, Bóg mógłby stworzyć świat „doskonały” w sensie mechanicznym, w którym wszystko funkcjonowałoby jak w zegarku. Ale brakowałoby w nim jednego elementu, najistotniejszego z punktu widzenia Boga: wolności. Jeśli zaś ten element istnieje, to oznacza to, że wszelkie istoty wolne i rozumne mogą wybrać zarówno dobro, jak i zło – ze wszystkimi tego konsekwencjami, które dotykają nie tylko ich samych, ale całe ich otoczenie. Aniołowie i ludzie - stworzenia rozumne i wolne - muszą zdążać do swego ostatecznego przeznaczenia przez wolny wybór, a przede wszystkim przez miłość. Mogą więc błądzić i popełniać grzechy. W ten właśnie sposób zło moralne weszło w świat; jest ono nieporównanie większe od zła fizycznego. Bóg w żaden sposób, ani bezpośrednio, ani pośrednio, nie jest przyczyną zła moralnego. Dopuszcza je jednak, szanując wolność swego stworzenia, i w sposób tajemniczy potrafi wyprowadzić z niego dobro. Wyjaśnia nam Katechizm Kościoła Katolickiego, że „Bóg wszechmogący... ponieważ jest dobry w najwyższym stopniu, nie pozwoliłby nigdy na istnienie jakiegokolwiek zła w swoich dziełach, jeśli nie byłby na tyle potężny i dobry, by wyprowadzić dobro nawet z samego zła” (KKK 311).

 

Katecheza, 5 października 2025.

Co to jest Opatrzność Boża?

W czasie naszych ostatnich katechez pochylaliśmy się nad tajemnicą Boga Stworzyciela świata i człowieka. Pozostaje nam jeszcze zastanowić się czy Bóg stworzył świat i w niego już nie ingeruje? Czy w jakiś sposób ciągle „towarzyszy” swojemu stworzeniu? Stare polskie przysłowie mówi: Pan Bóg coś na nas dopuści, ale nigdy nas nie opuści. Wyraża ono prostą wiarę w to, że Bóg jest bliski człowiekowi. Opiekuje się wszystkim, co stworzył, a szczególnie człowiekiem. Niekiedy nawet trudne doświadczenia przeszłości, również te naznaczone cierpieniem, potrafimy odczytać jako palec Boży kierujący naszym życiem. Święty Paweł zapewnia: „Wiemy przecież, że tym, którzy kochają Boga i którzy zostali powołani zgodnie z Jego wcześniejszym zamysłem, wszystko służy dla ich dobra” (Rz 8, 28). Bóg kieruje biegiem świata i jego historią, ale nie niszczy wolności człowieka, lecz ją szanuje i przewiduje.

Opatrzność Bożą możemy porównać do obrazu Boga, który dyryguje niezliczoną ilością instrumentów, chórów i solistów tworzących wielką symfonię Kosmosu. Gdyby człowiekowi przeciętnie znającemu się na muzyce wręczono partyturę jakiegoś utworu, np. Symfonii nr 40 g-moll Mozarta, i zażądano od niego, by wykonał to wielkie dzieło z udziałem chóru i orkiestry, z pewnością odpowiedziałby, że nie potrafi tego zrobić. Nie zna tych tajemniczych znaków, którymi jest zapisana całość, i nie wie, kiedy wprowadzić poszczególne instrumenty, kiedy dać znak do rozpoczęcia partii solowych. To przekracza jego możliwości. Podobnie niezrozumiałe dla człowieka mogą być znaki i poszczególne partie „muzyki”, którą Bóg „skomponował”, gdy tworzył świat, i której wykonaniu „dyryguje”. On jest kompozytorem znającym cały utwór i dyrygentem, który prowadzi „orkiestrę świata”. Wysłuchana muzyka staje się piękna, a poszczególne nuty partytury odnajdują sens dopiero w całości utworu. Opatrzność Boża jako opieka Boga nad wszystkim, co stworzył,  nie jest jednak kierowaniem dziejami świata z oddali i dystansu. Celem Stwórcy jest doprowadzenie wszystkiego do pełnej doskonałości, do której nas przeznaczył.

Wiara w Opatrzność wyraża prawdę, że Bóg nie jest obojętnym Stwórcą, który nas powołał do życia, a potem powiedział: „radźcie sobie sami”. Jest zupełnie inaczej — Bóg ma nas cały czas na oku, co nie znaczy, że On sam wszystko robi za nas. Podobnie jak rodzice, którzy z troską patrzą na swoje dzieci, pragną ich dobra, a przecież pozwalają im żyć swoim życiem. Dziecko nie jest nakręconą zabawką rodziców, człowiek nie jest zaprogramowany przez Boga.

Bóg znajduje się u podstaw działania człowieka, jak mówi św. Paweł: „Bóg bowiem sprawia, że pragniecie i działacie zgodnie z Jego upodobaniem” (Flp 2, 13). Pan Bóg bardzo rzadko rządzi światem bezpośrednio, kiedy np. wchodzi w porządek natury przez swoje cudowne interwencje. Zwykle działa pośrednio, np. przez innych ludzi, tak jak przez rodziców kieruje dziećmi. Głos sumienia, wychowanie, otoczenie, rady dobrych ludzi, a często i niepowodzenia są narzędziami w ręku Opatrzności.

Pan Bóg coś na nas dopuści, ale nigdy nas nie opuści. Boża obecność i bliskość są szczególnie ważne w trudnych chwilach, kiedy potrzebujemy Bożej pomocy. Słowo „opatrzność” w języku polskim jest bliskie słowu „opatrzeć”. „Opatrzność” to również opatrywanie ran. Bóg nie tylko na nas patrzy, widzi naszą życiową drogę, ale też opatruje nasze rany, byśmy mogli iść dalej.

 

Katecheza, 28 września 2025.

Stworzenie świata niewidzialnych duchów- aniołów

 

W wielu domach rodzice umieszczają nad łóżeczkiem syna lub córki obrazek Anioła Stróża. Zwykle przedstawiony jest on jako uduchowiona istota ze skrzydłami, strzegąca dzieci. Jedną z pierwszych modlitw, którą rodzice uczą swoje dziecko jest modlitwa: Aniele Boży, Stróżu mój. W czasie dzisiejszej katechezy spróbujemy odpowiedzieć na pytania: kim są aniołowie? Co o nich wiemy? Czego na ich temat uczy Kościół?

Słowo anioł pochodzi od greckiego słowa angelos i oznacza zwiastuna albo posłańca. Anioł to istota, która nie należy do świata ziemskiego, ale może kontaktować się z ludźmi i wywierać na nich wpływ. W Katechizmie Kościoła Katolickiego czytamy: „Jako stworzenia czysto duchowe aniołowie posiadają rozum i wolę: są stworzeniami osobowymi i nieśmiertelnymi. Przewyższają doskonałością wszystkie stworzenia widzialne” (KKK 330). Jan Paweł II nauczał, że „stanowią one jak gdyby najbliższe środowisko Boga”. Biblia wielokrotnie wspomina o udziale aniołów w najważniejszych momentach historii zbawienia. W Starym Testamencie anioł strzegł bram raju po opuszczeniu tego miejsca przez Adama i Ewę (Rdz 3,24); aniołowie objawiali prorokom wolę Boga (Iz 6,6; Ez 40,3) oraz głosili chwałę Stwórcy (Iz 6,2). W szczególności aniołowie mają misję troszczenia się o ludzi. Widać to doskonale w Nowym Testamencie, kiedy to anioł zapowiedział Zachariaszowi niezwykłe narodziny jego syna (Łk 1,19), zwiastował Maryi poczęcie Jezusa (Łk 1,26) i polecił Józefowi udać się do Egiptu, aby uchronić Dzieciątko przed zemstą Heroda (Mt 2,13-19). Ewangelie mówią także o obecności anielskiej podczas modlitwy Jezusa w Ogrójcu (Łk 22,43), przy grobie Zmartwychwstałego (Łk 24,4) i przy Wniebowstąpieniu (Dz 1,11). Wszyscy Ewangeliści zapisują też, że „Syn Człowieczy… przyjdzie w chwale Ojca swojego razem z aniołami świętymi” (por. Mk 8,38).

Z analizy tekstów biblijnych wynika, że aniołów jest wielu. Są oni „stworzeniami duchowymi, które nieustannie wielbią Boga i służą Jego zbawczym zamysłom. Współdziałają we wszystkim, co dla nas jest dobre. Otaczają Chrystusa, swego Pana, służą Mu w szczególny sposób w wypełnianiu Jego zbawczej misji wobec ludzi” (KKK 350, 351). Biblia wspomina o różnych grupach aniołów (chórach anielskich), wymieniając m.in. archaniołów, serafinów, cherubinów, moce, zwierzchności albo panowania. Zapewne to zróżnicowanie wynika ze spełnianych przez nich funkcji.

 

Katecheza, 21 września 2025.

Bóg jest jeden i jedyny

 

Symbol wiary nicejsko-konstantynopolitański, który odmawiamy podczas każdej niedzielnej Mszy Św., zaczyna się od słów: „Wierzę w jednego Boga”. Wyznanie, że „jest jeden Bóg” stanowi zatem pierwszą i główną prawdę wiary chrześcijańskiej. Podobnie jak żydzi i muzułmanie, chrześcijanie są monoteistami. Słowo monoteizm z języka greckiego oznacza jednego Boga. Bóg objawił się Narodowi Wybranemu, który szedł do Ziemi Obiecanej, tymi słowami: „Słuchaj, Izraelu, Pan jest naszym Bogiem — Panem jedynym.” (Pwt 6,4). Dekalog już w pierwszym przykazaniu naucza: „Nie będziesz miał bogów cudzych przede Mną!” (Wj 20,3). U początku wiary monoteistycznej stoi zatem zdecydowane odrzucenie przez Stary Testament pogańskiego politeizmu, czyli wielobóstwa. Jezus Chrystus potwierdził tę wiarę w przykazaniu miłowania jednego Boga „z całego serca, z całej duszy, ze wszystkich myśli i ze wszystkich sił”.

Mówiąc wraz z Kościołem: „Wierzę w jednego Boga”, wyznajemy przede wszystkim, to że Bóg może być tylko jeden i nie ma sobie równego. Gdyby Bóg nie był jeden, nie byłby Bogiem. Wiara ta ma także wielkie znaczenie praktyczne. Uczy bowiem „żyć w dziękczynieniu”: jeśli Bóg jest Jedyny, to wszystko, czym jesteśmy i co posiadamy, pochodzi od Niego. Uczy poznawać jedność i prawdziwą godność wszystkich ludzi, dzieci Jedynego Boga. Uczy też, że im bardziej i głębiej wierzymy w Boga jako Pana naszego życia, tym mniej jesteśmy niewolnikami rzeczy i ludzi. Dzisiaj naszymi bożkami może stać się wszystko to, co czynimy wartością najwyższą: np. pieniądze, kariera, władza, sprzęt elektroniczny, samochód itp. Praktycznie każda wartość, która jest dobra sama w sobie, może niestety przybrać postać zniewalającego nas bożka, jeżeli zajmuje w naszym życiu pierwsze, najważniejsze miejsce, które należy do Pana Boga.

 

Katecheza, 14 września 2025.

Co oznacza, że Bóg jest wszechmocny?

 

W pierwszym zdaniu mszalnego wyznania wiary wypowiadamy słowa: „Wierzę w Boga Ojca Wszechmogącego”. Co zatem oznacza, że Bóg jest wszechmogący? Tak wielu ludziom trudno jest myśleć o tym, że Bóg jest wszechmogący, gdy patrzą na krzyż Chrystusa, na cierpienie i zło obecne w dzisiejszym świecie. Katechizm Kościoła Katolickiego przypomina: „Spośród wszystkich przymiotów Bożych Symbol wiary wymienia tylko wszechmoc Bożą; wyznanie jej ma wielkie znaczenie dla naszego życia. Wierzymy, że wszechmoc Boża jest powszechna, ponieważ Bóg wszystko stworzył, wszystkim rządzi i wszystko może; jest miłująca, ponieważ Bóg jest naszym Ojcem; jest tajemnicza, ponieważ tylko wiara może ją rozpoznać, gdy «w słabości się doskonali» (2 Kor 12, 9)” (KKK 268). Równocześnie „niekiedy Bóg może wydawać się nieobecny i niezdolny do przeciwstawienia się złu. Bóg Ojciec objawił jednak swoją wszechmoc w sposób najbardziej tajemniczy w dobrowolnym uniżeniu i w zmartwychwstaniu swego Syna, przez które zwyciężył zło” (KKK, 272). Niezwykłe świadectwo o wszechmocy Boga w bardzo trudnej sytuacji życia daje biblijny Hiob: „Wiem, że Ty wszystko możesz, co zamyślasz, potrafisz uczynić” (Hi 42, 2).

Rzeczywiście trudno jest nam sobie wyobrazić Boga Wszechmogącego, gdy patrzymy na cierpienie i moc zła w świecie. „Chcielibyśmy, rzecz jasna, wszechmocy Bożej według naszych schematów myślowych i naszych pragnień: Boga ‹‹wszechmogącego››, rozwiązującego problemy, interweniującego, aby ustrzec nas od wszelkich trudności, zwyciężającego wszystkie przeciwne moce, zmieniającego bieg wydarzeń i usuwającego ból” – powiedział w jednej z katechez Benedykt XVI. Jednak, jak zauważył poprzedni papież,  „Jego wszechmoc jest inna: nie wyraża się jako automatyczna czy arbitralna siła, lecz naznaczona jest miłującą, ojcowską wolnością. W istocie Bóg, stwarzając wolne stworzenia, obdarzając wolnością, zrezygnował z części swej mocy, pozostawiając nam moc naszej wolności. (...) Jego wszechmoc nie wyraża się w przemocy, nie wyraża się w zniszczeniu wszelkich mocy przeciwnych, jakbyśmy tego chcieli, lecz wyraża się w miłości, miłosierdziu, przebaczeniu, w obdarzaniu nas wolnością, w nieustannym wezwaniu do nawrócenia serca, w postawie jedynie pozornej słabości; Bóg wydaje się słaby, jeśli patrzymy na Jezusa Chrystusa, który się modli, zachęca nas, który pozwala się zabić. W tej postawie pozornej słabości, na którą składa się cierpliwość, łagodność i miłość, ukazuje: to jest prawdziwa moc, to jest moc Boga, która zwycięży”.

 

Katecheza 7 września 2025.

Co to znaczy wierzyć? 

Pierwsze i najważniejsze słowo, które wypowiadamy podczas składania wyznania wiary to słowo wierzę. Spróbujmy w czasie dzisiejszej katechezy odpowiedzieć na pytanie co ono tak naprawdę oznacza? Kiedy mówię komuś: „wierzę ci”, to znaczy, że przyjmuję to, co mówi, za prawdziwe. Jednak wiara to coś więcej niż tylko samo przekonanie o czymś. Zwykle, kiedy myślimy o wierze w coś lub w kogoś, mamy na myśli intelektualne przekonanie, że to coś czy ten ktoś istnieje. Wiara w Boga oznacza jednak coś więcej: nie tylko uznanie, że On istnieje, lecz także zaufanie Mu na tyle, że zgadzamy się postępować zgodnie z tym, co do nas mówi.

Zilustrujmy to pewnym przykładem. Załóżmy, że pewien człowiek znalazł się nad przepaścią i chce dostać się na drugą stronę. Jedynym sposobem na to jest most przerzucony nad nią. Ten człowiek mógłby oczywiście powiedzieć, że wierzy w to, iż przejście po tym moście jest bezpieczne i na tym poprzestać. Taka „wiara” jednak nie zaprowadzi go na druga stronę, gdyż wprawdzie ten człowiek twierdzi, że wierzy, ale nie wiąże się z tym żadne jego działanie. Jeśli jednak naprawdę wierzy, że może bezpiecznie przejść, to wejdzie natychmiast na most i pójdzie po nim dalej. Ten przykład pokazuje nam że możemy wierzyć w istnienie Boga i na tym poprzestać. To jednak nie doprowadzi nas do zbudowania żywej relacji z Nim i zaufania Mu.

Oczywiście, jeżeli chcemy w taki sposób zaufać Bogu, musimy najpierw wiedzieć, jaki On jest i czego od nas oczekuje. Zanim człowiek zdecyduje się, czy przejście przez most jest bezpieczne, na pewno dobrze przyjrzy mu się, żeby ocenić, czy naprawdę tak jest. Podobnie jest z wiarą: Bóg nie chce nigdy, aby wiara człowieka była ślepa albo głupia, wynikała jedynie z tradycji, przesądów albo niewiedzy; chce raczej, aby każdy człowiek mógł poznać Go i świadomie zdecydować o tym, że chce Mu wierzyć. Bóg objawił ludziom, siebie poprzez Biblię – Pismo Święte. Jednak taki sposób poznania Boga to zaledwie początek – to tak, jakby czytać książkę o kimś, kogo nigdy nie miało się okazji spotkać. Bóg chce, abyśmy poznali Go naprawdę, osobiście – On jest osobą, z którą możemy rozmawiać, poznawać Go i nawiązać bliską więź. Wiara w Boga oznacza więc posiadanie takiej z Nim więzi.

Katecheza 31 sierpnia 2025.

Odpusty zupełnie, które możemy zyskać w oznaczonych dniach roku.

 

            W czasie ostatniej katechezy rozważaliśmy na temat praktyk pobożnościowych, za które można zyskać odpust zupełny codziennie. Dziś spróbujemy omówić wybrane praktyki, do których przypisany jest odpust zupełny, który wierni mogą zyskać w wybrane dni roku.

Odpusty zupełne, które można uzyskać w oznaczonych dniach:

  1. Za pobożne, publiczne odmówienie hymnu O stworzycielu Duchu przyjdź w dniu 1 stycznia oraz w uroczystość Zesłania Ducha Świętego.
  2. Za pobożne, uroczyste odmówienie hymnu Sław języku tajemnicę z wezwaniem i modlitwą w Wielki Czwartek i w uroczystości Bożego Ciała.
  3. Za pobożny udział i ucałowanie Krzyża w czasie uroczystości adoracji krzyża w liturgii Wielkiego Piątku.
  4. Za odnowienie, w jakiejkolwiek używanej formule, przyrzeczeń Chrztu Św.:
    a) w czasie nabożeństwa w Wigilię Paschalną
    b) w rocznicę swojego chrztu
  5. Za pobożne, publiczne odmówienie aktu wynagrodzenia Jezu najsłodszy w uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa.
  6. Za pobożne, publiczne odmówienie Aktu oddania się rodzaju ludzkiego Jezusowi Chrystusowi w uroczystość Chrystusa Króla.
  7. Za pobożne nawiedzenie cmentarza wraz z modlitwą za zmarłych, choćby tylko w myśli, w dniach od 1 do 8 listopada zyskać można codziennie odpust zupełny, który można ofiarować jedynie za zmarłych.
  8. Za pobożne nawiedzenie kościoła lub kaplicy w dniu Zadusznym. Odpust ten można zyskać tylko za zmarłych, a przy nawiedzeniu kościoła lub kaplicy trzeba odmówić modlitwy Ojcze nasz i Wierzę w Boga.
  9. Za publiczne odmówienie hymnu Ciebie Boże wysławiamy w podziękowaniu Panu Bogu za łaski w ostatni dzień roku.
  10. Za udział z pobudek religijnych w uroczystym nabożeństwie eucharystycznym, odbywanym na zakończenie Kongresu Eucharystycznego.
  11. Za odprawienie rekolekcji przynajmniej przez 3 pełne dni.
  12. Za udział w uroczystym zakończeniu Misji ludowych, o ile wierny wysłuchał w czasie misji kilku nauk.
  13. Za przyjęcie, z pobożnym usposobieniem, błogosławieństwa papieskiego Urbi et Orbi, którego udzielił Ojciec Święty nawet tylko przez radio.

 

Katecheza 24 sierpnia 2025.

W jaki sposób możemy zyskać odpust cząstkowy?

 

            W czasie ostatniej katechezy dowiedzieliśmy się czym się różni odpust zupełny od cząstkowego? Doszliśmy do wniosku, że ten kto zyskuje odpust cząstkowy dostępuje odpuszczenia takiej kary doczesnej za grzechy, na jaką zasługuje wartość spełnionego przez niego dobrego czynu i w zależności od tego, jakim odpustem cząstkowym obdarzył Kościół określoną czynność, której spełnienia podjął się człowiek. Im bardziej ktoś wykonuje dany czyn z wiarą, miłością, pokorą, szczerym sercem, tym większą duchową korzyść odnosi. W czasie dzisiejszej katechezy spróbujemy sprecyzować w jaki sposób można odpust cząstkowy zyskać. Papież Paweł VI w Konstytucji apostolskiej o odpustach Indulgentiarum doctrina przedstawił trzy sposoby zyskiwania odpustów cząstkowych. Oto one:

            Sposób pierwszy:

Każdy wierzący może uzyskać odpust cząstkowy, jeśli podczas codziennych obowiązków i trudności życia zwróci swoją myśl do Boga z pokorną ufnością i doda do tego krótką modlitwę, tzw. akt strzelisty – nawet tylko w myślach. Taka praktyka pomaga lepiej wykonywać codzienne zadania i znosić trudności życiowe. Ma duże znaczenie duchowe – rozwija miłość do Boga i chrześcijańską nadzieję, zachęca do częstszej modlitwy i dobrych intencji. Akt strzelisty to krótkie wezwanie do Boga, Maryi lub Świętych – np. Jezu, ufam Tobie, Maryjo, wspomóż mnie, Boże, pomóż mi. Nie trzeba go wypowiadać na głos – wystarczy pomyśleć go z wiarą.

            Sposób drugi:

Wierzący uzyskuje odpust cząstkowy, gdy z pobudek wiary pomaga potrzebującym – osobiście lub dzieląc się swoim majątkiem. Chodzi o uczynki miłosierdzia względem duszy i ciała, czyli każdą pomoc bliźniemu, który naprawdę jest w potrzebie. Ważne jest, by robić to z motywów wiary, nie tylko z ludzkiego współczucia czy chęci uznania. Taką pomocą może być np. rozmowa z kimś samotnym, danie pieniędzy osobie biednej, pomoc sąsiadowi – pod warunkiem, że wypływa z miłości bliźniego zakorzenionej w wierze.

Sposób trzeci:

Wierzący może otrzymać odpust cząstkowy, gdy w duchu umartwienia świadomie zrezygnuje z czegoś dobrego, ale przyjemnego. Chodzi o drobną ofiarę – np. rezygnację ze słodyczy, serialu, wygody – z miłości do Boga i chęci duchowego wzrostu. Warunkiem jest, żeby ta rezygnacja była dobrowolna i miała duchowy sens, a nie wynikała np. z diety czy obowiązku. Takie praktyki pomagają opanować samego siebie i uczą większej miłości do Boga.

 

Jak zyskać odpust zupełny?

Odpust zupełny może zyskać osoba ochrzczona, będąca w jedności z Kościołem, spełniając warunki podane przez Kościół. Żeby zyskać odpust, zarówno zupełny jak i cząstkowy, trzeba wzbudzić najpierw intencję zyskania odpustu. Zyskiwanie odpustów nie jest czynnością automatyczną, wymaga zaangażowania woli człowieka, stąd konieczna jest intencja. Ponadto żeby zyskać odpust zupełny musi być spełnione wszystkie pięć warunków, które wyznaczył Kościół. Kolejność spełnienia tych warunków nie jest ważna. Oto one:

1.       Stan łaski uświęcającej.
Zyskując odpusty człowiek musi być w komunii z Bogiem, stąd konieczny jest stan łaski uświęcającej. Ten z kolei uzyskujemy po spowiedzi sakramentalnej; jedna spowiedź wystarczy dla uzyskania kilku czy nawet kilkunastu odpustów, warunkiem jest by zawsze, za każdym razem być w stanie łaski uświęcającej.

2.       Wolność od przywiązania do jakiegokolwiek grzechu nawet powszedniego.
Chodzi tutaj o radykalne zerwanie z jakąkolwiek sposobnością, o której wiemy, że może prowadzić nas do grzechu, nawet lekkiego; odrzucenie przywiązania do naszych słabości, złych skłonności, nałogów itp. To najtrudniejszy, ale kluczowy warunek. Chodzi o wewnętrzną wolność i gotowość zerwania z grzechem – niekoniecznie „świętość”, ale szczere pragnienie świętości i bycie nieustannie na drodze nawrócenia. Jeśli ten ostatni warunek nie jest spełniony – odpust będzie cząstkowy, nie zupełny.

3.       Komunia św. – warunkiem odpustu zupełnego jest przystąpienie do Komunii św., czyli zjednoczenie się z Chrystusem eucharystycznym.

4.       Dzieło odpustowe albo czyn odpustowy. Należy wykonać z pobożnością dzieło, bądź czyn, do którego Kościół przywiązał możliwość zyskania odpustu.

5.       Modlitwa w intencjach Ojca św.
Wystarczy tutaj odmówić modlitwę „Ojcze nasz i Zdrowaś Mario” lub jakąkolwiek inną modlitwę w tych intencjach. Nie chodzi tutaj o modlitwę za Papieża (np. o pomyślność), ale w intencji, które Bogu szczególnie poleca Ojciec święty jako głowa Kościoła. Nie trzeba nawet znać tej intencji.

Odpust zupełny możesz zyskiwać jeden raz na dobę, natomiast odpust cząstkowy wiele razy w ciągu dnia. Kościół podaje nam wiele dzieł, które umożliwiają nam zyskanie odpustu zupełnego każdego dnia. Przedstawimy je kolejnych katechezach.

W jaki sposób możemy zyskać odpust cząstkowy?

 

            W czasie ostatniej katechezy dowiedzieliśmy się czym się różni odpust zupełny od cząstkowego? Doszliśmy do wniosku, że ten kto zyskuje odpust cząstkowy dostępuje odpuszczenia takiej kary doczesnej za grzechy, na jaką zasługuje wartość spełnionego przez niego dobrego czynu i w zależności od tego, jakim odpustem cząstkowym obdarzył Kościół określoną czynność, której spełnienia podjął się człowiek. Im bardziej ktoś wykonuje dany czyn z wiarą, miłością, pokorą, szczerym sercem, tym większą duchową korzyść odnosi. W czasie dzisiejszej katechezy spróbujemy sprecyzować w jaki sposób można odpust cząstkowy zyskać. Papież Paweł VI w Konstytucji apostolskiej o odpustach Indulgentiarum doctrina przedstawił trzy sposoby zyskiwania odpustów cząstkowych. Oto one:

            Sposób pierwszy:

Każdy wierzący może uzyskać odpust cząstkowy, jeśli podczas codziennych obowiązków i trudności życia zwróci swoją myśl do Boga z pokorną ufnością i doda do tego krótką modlitwę, tzw. akt strzelisty – nawet tylko w myślach. Taka praktyka pomaga lepiej wykonywać codzienne zadania i znosić trudności życiowe. Ma duże znaczenie duchowe – rozwija miłość do Boga i chrześcijańską nadzieję, zachęca do częstszej modlitwy i dobrych intencji. Akt strzelisty to krótkie wezwanie do Boga, Maryi lub Świętych – np. Jezu, ufam Tobie, Maryjo, wspomóż mnie, Boże, pomóż mi. Nie trzeba go wypowiadać na głos – wystarczy pomyśleć go z wiarą.

            Sposób drugi:

Wierzący uzyskuje odpust cząstkowy, gdy z pobudek wiary pomaga potrzebującym – osobiście lub dzieląc się swoim majątkiem. Chodzi o uczynki miłosierdzia względem duszy i ciała, czyli każdą pomoc bliźniemu, który naprawdę jest w potrzebie. Ważne jest, by robić to z motywów wiary, nie tylko z ludzkiego współczucia czy chęci uznania. Taką pomocą może być np. rozmowa z kimś samotnym, danie pieniędzy osobie biednej, pomoc sąsiadowi – pod warunkiem, że wypływa z miłości bliźniego zakorzenionej w wierze.

Sposób trzeci:

Wierzący może otrzymać odpust cząstkowy, gdy w duchu umartwienia świadomie zrezygnuje z czegoś dobrego, ale przyjemnego. Chodzi o drobną ofiarę – np. rezygnację ze słodyczy, serialu, wygody – z miłości do Boga i chęci duchowego wzrostu. Warunkiem jest, żeby ta rezygnacja była dobrowolna i miała duchowy sens, a nie wynikała np. z diety czy obowiązku. Takie praktyki pomagają opanować samego siebie i uczą większej miłości do Boga.

 

Jaka jest różnica między odpustem zupełnym a cząstkowym?

 

Kodeks Prawa Kanonicznego rozróżnia odpusty na zupełne i cząstkowe. Spróbujemy w czasie dzisiejszej katechezy wyjaśnić na czym polega różnica między odpustem zupełnym a cząstkowym? Z poprzednich katechez wiemy, że odpust to darowanie kary doczesnej należnej nam za popełnione grzechy, odpuszczone już co do winy w sakramencie pokuty. To darowanie może być całościowe, czyli Pan Bóg, przez łaskę odpustu, daruje nam wszystkie kary doczesne za popełnione grzechy (odpust zupełny), albo częściowe, w jakiejś trudnej dla nas do określenia części, Bóg daruje nam karę (odpust cząstkowy).

W starszych modlitewnikach, wydanych przed rokiem 1967, możemy spotykać przypisy, które określają ile dni odpustu można zyskać za odmówienie danej modlitwy czy litanii (np. 300 dni). Te określenia czasowe wzbudzały wiele kontrowersji i powodowały wiele pytań: np. czy te liczby oznaczały skrócenia czyśćca o tyle dni? Jak to rozumieć, skoro w czyśćcu nie ma czasu?

Tę kwestię unormowała wydana w 1967 roku Konstytucja apostolska Pawła VI Indulgentiarum doctrina.W dokumencie tym papież zniósł podawanie „dni” i „lat” przy odpustach cząstkowych. Podkreślił, że wartość odpustu zna tylko Bóg, i że bardziej liczy się duch modlitwy i skruchy niż mechaniczne zbieranie „punktów za odmówioną modlitwę”. Paweł VI mówi, że po spełnieniu określonego dobrego czynu, z którym Kościół wiąże określone łaski, wierny dostępuje odpuszczenia takiej kary, na jaką zasługuje wartość spełnionego przez niego dobrego czynu i w zależności od tego, jakim odpustem cząstkowym obdarzył Kościół określoną czynność, której spełnienia podjął się człowiek. Im bardziej ktoś wykonuje dany czyn z wiarą, miłością, pokorą, szczerym sercem, tym większą duchową korzyść odnosi.

To nie działa w sposób mechaniczny – nie liczy się „ile razy” coś człowiek zrobił, ale z jaką intencją i z jaką miłością. Dlatego Kościół nie przypisuje już liczbowych wartości (np. 300 dni), bo tylko Bóg zna serce człowieka i rzeczywistą wartość czynu. Naukę o odpustach cząstkowych można podsumować w czterech prostych zasadach:

·         Odpust cząstkowy nie jest automatyczny – jego skuteczność zależy od duchowej postawy człowieka.

·         Czyny, z którymi Kościół łączy odpusty, mają realną duchową wartość – ale na miarę miłości, z jakią są spełniane.

·         Kościół nie „sprzedaje” odpustów, ale daje wiernym szansę uczestniczenia w łaskach Chrystusa, jeśli czynią dobro z pokorą i miłością.

·         Najważniejsze jest szczere nawrócenie i życie w łasce, a odpusty są pomocą – nie celem samym w sobie.

Katecheza 22 czerwca 2025.

Kto udziela odpustów w Kościele katolickim?

Odpusty nie są gestem indywidualnym, lecz aktem Kościoła jako wspólnoty, który posiada władzę daną mu przez Chrystusa. Nie każdy kapłan ani tym bardziej wierny świecki może ich udzielać. Władza udzielania odpustów jest związana z urzędem nauczania i pasterzowania w Kościele, dlatego przysługuje wyłącznie określonym osobom w strukturze hierarchicznej Kościoła.

Papież, jako Następca św. Piotra i głowa całego Kościoła powszechnego, posiada pełnię władzy kluczy, jaką Chrystus przekazał apostołom (por. Mt 16,19). To oznacza, że ma on najwyższą duchową władzę związywania i rozwiązywania, także w zakresie udzielania odpustów. Ojciec święty ustanawia i reguluje praktyki związane z odpustami. Ma on więc prawo ustanawiać nowe odpusty, zatwierdzać ich praktyki, określać warunki ich uzyskania oraz decydować, czy dany odpust jest zupełny (pełne darowanie kary doczesnej), czy cząstkowy. Ponadto papież może ogłosić np. Rok Jubileuszowy podczas którego wierni mogą uzyskać odpust zupełny przez spełnienie określonych warunków.

W praktyce papież korzysta z pomocy urzędów Kurii Rzymskiej, szczególnie Penitencjarii Apostolskiej, która jest odpowiedzialna za sprawy dotyczące odpustów, zwalniania z kar kościelnych zarezerwowanych Stolicy Apostolskiej oraz wewnętrznego forum sumienia. Penitencjaria Apostolska to jeden z trzech głównych trybunałów w Watykanie. Działa w imieniu Ojca Świętego i publikuje oficjalne dokumenty zawierające: wykaz czynów i modlitw, z którymi związane są odpusty, zasady ich uzyskiwania oraz zajmuje się specjalnymi odpustami przyznanymi z okazji szczególnych wydarzeń. Dzięki temu praktyka odpustów jest jednolita, uporządkowana i zgodna z wiarą.

Każdy biskup diecezjalny sprawuje władzę pasterską nad powierzonym mu lokalnym Kościołem, czyli diecezją. Choć nie ma on pełni władzy kluczy jak papież, to na mocy swojej misji pasterza posiada określone kompetencje w zakresie odpustów, zawsze jednak w jedności z papieżem. Na czym polega ta władza? Biskup diecezjalny może ogłosić odpust cząstkowy (czyli częściowe darowanie kary doczesnej) związany z jakimś wydarzeniem religijnym lub duszpasterskim w diecezji. Taki odpust dotyczy tylko wiernych z danej diecezji lub tych, którzy biorą udział w konkretnym wydarzeniu. Ponadto każdy biskup diecezjalny, trzy razy w roku, w uroczystości przez siebie określone, może udzielić błogosławieństwa papieskiego i związanego nim odpustu zupełnego. Biskup diecezjalny nie może ustanowić odpustu zupełnego ani nowej formy odpustu bez zgody Stolicy Apostolskiej.

 

Katecheza 15 czerwca 2025.

 

Czym jest duchowy skarbiec Kościoła, z którego czerpiemy odpusty?

Odpust jest duchową łaską, dzięki której otrzymujemy darowanie kar doczesnych za popełnione przez nas grzechy, odpuszczone już co do winy w sakramencie pokuty. Rozważając o tym szczególnym darze rodzą się pytania: skąd czerpiemy tę łaskę? Na jakiej podstawie Kościół udziela odpustów? Czy ten kto zyskuje odpust w jakiś sposób przyczynia się do „wytworzenia” czy „wyprodukowania” tej łaski? Odpowiadając na te pytania musimy najpierw odwołać się do Credo.

  W wyznaniu wiary mówimy o szczególnej wspólnocie wszystkich członków Kościoła, określanej jako „świętych obcowanie”. Papież Paweł VI przypomniał, że „między wiernymi, czy to uczestnikami niebieskiej ojczyzny, czy to pokutującymi w czyśćcu za swoje winy, czy to pielgrzymującymi jeszcze na ziemi, istnieje trwały węzeł miłości i bogata wymiana wszelkich dóbr”. W rezultacie tej niepojętej wymiany świętość jednego człowieka przynosi korzyść innym. Katechizm Kościoła Katolickiego stwierdza, że korzyść z jednego świętego jest o wiele większa niż szkoda, jaką powoduje dla Kościoła grzech jednego człowieka. To właśnie odwołanie się do świętych obcowania i możliwości wymiany duchowych dóbr leży u źródeł nauki o odpustach.

W związku z praktyką odpustów używa się często pojęcia „skarbiec Kościoła”, z którego są one rozdzielane. Ten termin, rozumiany w ujęciu potocznym, prowadzi do nieporozumień i traktowania odpustów podobnie jak dóbr materialnych. Tymczasem „skarb Kościoła” nie jest rodzajem sejfu, w którym przechowywane są wymierzone i dokładnie policzone zasługi świętych, lecz, jak wyjaśnił Papież Paweł VI, jest „nieskończoną i niewyczerpaną wartością, jaką mają u Boga zadośćuczynienia i zasługi Chrystusa Pana, ofiarowane po to, aby cała ludzkość została uwolniona od grzechu i doszła do łączności z Ojcem. Stanowi go sam Chrystus Odkupiciel, w którym są i działają zadośćuczynienia i zasługi płynące z Jego odkupienia”.

Jan Paweł II podkreśla, że „rozdzielania” tego skarbu nie należy rozumieć jako automatycznego przekazywania, jakby chodziło o „rzeczy”. „Jest ono raczej wyrazem pełnej ufności, że Kościół winien być wysłuchany przez Ojca, kiedy, z uwagi na zasługi Chrystusa i przez Jego dar, także zasługi Matki Bożej i świętych, prosi Go o złagodzenie lub usunięcie bolesnego aspektu kary, rozwijając jej leczniczy sens za pomocą innych dróg łaski”. Do skarbca Kościoła należy również niewyczerpana i niewymierna wartość, jaką mają przed Bogiem modlitwy i dobre uczynki Maryi i wszystkich świętych.

Podsumowując należy stwierdzić, że łaskę odpustu pozyskujemy z duchowego skarbca Kościoła. Nie jest ona w żaden sposób „wytwarzana” czy „produkowana” przez wiernego. Jest czerpana z duchowego skarbca zawierającego nieskończone i niewyczerpane zadośćuczynienia i zasługi Chrystusa Pana, Matki Najświętszej i wszystkich świętych.

 

Katecheza 8 czerwca 2025.   

Dlaczego możemy ofiarowywać odpusty za zmarłych?

 

W Kodeksie Prawa Kanonicznego czytamy, że „odpusty, zarówno cząstkowe, jak i zupełne, każdy wierny może zyskiwać dla siebie samego albo ofiarowywać za zmarłych na sposób wstawiennictwa” (KPK § 994). Naturalnie rodzi się pytanie: jak to możliwe, że my żyjący na ziemi możemy ofiarować odpusty za zmarłych? Zanim to to wyjaśnimy musimy najpierw odwołać się do nauczania Kościoła na temat czyśćca. Dogmat o istnieniu czyśćca Kościół ogłosił na Soborze w Lyonie w 1274 r. a potwierdził i wyjaśnił w osobnym dekrecie na Soborze Trydenckim (1545-1563). Nauka o czyśćcu opiera się na przesłankach zawartych w Piśmie św. oraz na tradycji kościelnej, sięgającej II wieku. Dogmat podkreśla dwie prawdy: istnienie czyśćca jako pośmiertnej, oczyszczającej kary za grzechy oraz możliwość i potrzebę modlitwy i ofiary w intencji dusz czyśćcowych.

Czyściec to „przedsionek Nieba”. Zmarli, którzy przez niego przechodzą, mają już pewność zabawienia. Są jednak tymczasowo rozłączeni z Bogiem i szukają możliwości oczyszczenia, gdyż sami rozpoznają, że nie są jeszcze gotowi, by w pełni się z Nim zjednoczyć. Sakrament pokuty nawiązuje zerwaną przez grzech więź człowieka z Bogiem. Nie usuwa jednak skutków zła, które powstały w świecie, we wspólnocie i w samym grzeszniku. To zło można próbować naprawić za życia poprzez zadośćuczynienie, pokutę, podejmowanie cierpienia. A po śmierci – w czyśćcu. 

W tym procesie oczyszczania nie jesteśmy sami. Otaczają nas inni ludzie, którzy mogą nas wspierać i pomagać, również po śmierci. Bardzo dobrze wyjaśnia tę prawdę papież Benedykt XVI w encyklice Spe salvi. Ojciec święty mówi: „W ciągu wszystkich wieków chrześcijaństwo żywiło fundamentalne przekonanie, że miłość może dotrzeć aż na tamten świat, że jest możliwe wzajemne obdarowanie, w którym jesteśmy połączeni więzami uczucia poza granice śmierci. To przekonanie również dziś pozostaje pocieszającym doświadczeniem. Któż nie pragnąłby, aby do jego bliskich, którzy odeszli na tamten świat, dotarł znak dobroci, wdzięczności czy też prośba o przebaczenie? Można też zapytać: jeżeli « czyściec » oznacza po prostu oczyszczenie przez ogień w spotkaniu z Panem, Sędzią i Zbawcą, jak może wpłynąć na to osoba trzecia, choćby była szczególnie bliska? Kiedy zadajemy podobne pytanie, musimy sobie uświadomić, że żaden człowiek nie jest monadą zamkniętą w sobie samej. Istnieje głęboka komunia między naszymi istnieniami, poprzez wielorakie współzależności są ze sobą powiązane. Nikt nie żyje sam. Nikt nie grzeszy sam. Nikt nie będzie zbawiony sam. Nieustannie w moje życie wkracza życie innych: w to, co myślę, mówię, robię, działam. I na odwrót, moje życie wkracza w życie innych: w złym, jak i w dobrym. Tak więc moje wstawiennictwo za drugim nie jest dla niego czymś obcym, zewnętrznym, również po śmierci. W splocie istnień moje podziękowanie, moja modlitwa za niego mogą stać się niewielkim etapem jego oczyszczenia” (Spe salvi 48).

Jednym z głównych filarów nauki o odpustach jest wiara w duchowy skarbiec Kościoła, który tworzą przede wszystkim zasługi Chrystusa, ale także wszystkich świętych. Jak nauczał Joseph Ratzinger, „istnieją ludzie, którzy pozostawiają po sobie – można powiedzieć – nadmiar miłości, nadmiar przecierpianego bólu, nadmiar pogody ducha i prawdy, który zdobywa drugich i jest ich siłą napędową”. Kościół „gromadzi” łaski. Jest w pewnym sensie „magazynem dobrej, Bożej energii”. Możemy z niej czerpać – pomagając sobie i innym, również tym, którzy są w czyśćcu.

Katecheza 1 czerwca 2025.

Jakie konsekwencje niesie każdy grzech?

            Katechizm Kościoła Katolickiego w następujący sposób wyjaśnia czym jest odpust. To darowanie przed Bogiem kary doczesnej za grzechy, zgładzone już co do winy w sakramencie pokuty. W tej definicji odpustu znajdujemy dwa elementy, które wymagają doprecyzowania. Mowa jest o winie i karze doczesnej, które zaciągamy przed Bogiem popełniając grzechy. Spróbujmy wyjaśnić różnice między tymi dwoma elementami.

Każdy nasz grzech niesie zawsze podwójny skutek – winę i karę. Grzesząc najpierw obrażamy Boga, który jest zawsze dla nas najlepszym i najbardziej kochającym Ojcem. Możemy powiedzieć, że popełniając grzech mówimy w pewien sposób Bogu, który chce naszego dobra: „nie będę Cię słuchał, ja wiem lepiej, co jest dla mnie dobre”. W ten sposób obrażamy go. Jesteśmy podobni do dzieci, które mówią kochającym rodzicom przykre słowa w stylu: „ja pójdę swoją drogą, Ty nie będziesz mi mówił co ja mam robić”. Obrażając Boga zaciągamy zatem najpierw winę. Jeśli ze skruchą wyznamy grzechy w sakramencie pokuty, Bóg w swoim nieskończonym miłosierdziu, tę winę nam wybacza w momencie otrzymania rozgrzeszenia.  

Kara doczesna zaś to konsekwencje grzechu w postaci wprowadzonego nieładu w nasze życie i życie naszych bliźnich, który musimy naprawić na ziemi lub przecierpieć w czyśćcu po śmierci. Dodatkowo każdy grzech ciężki pozbawia nas komunii z Bogiem i zamyka dostęp do życia wiecznego (nazywamy ten skutek karą wieczną za grzech). Od kary wiecznej zostajemy uwolnieni przez przebaczenie grzechów w sakramencie pokuty. Zostaje nam wówczas przywrócona komunia z Bogiem. Pozostaje jednak kara doczesna za grzechy czyli naprawienie albo odpokutowanie konsekwencji naszych czynów.

Każdy grzech powoduje bowiem jakieś nieuporządkowanie, wyrządza krzywdę innym, niszczy jakieś dobro, albo narusza jakąś sprawiedliwość. Te konsekwencje wymagają naprawiania w życiu doczesnym, albo oczyszczenia po śmierci, w stanie, który nazywamy czyśćcem. Takie naprawienie bądź oczyszczenie uwalnia od tego, co nazywamy „karą doczesną” za grzech. Spróbujmy wyjaśnić to na przykładzie. To tak, jakby grzech miał bardzo przykry zapach, który pozostaje nawet po jego usunięciu. Można pozbyć się tego „przykrego zapachu” przez dobre życie, post, modlitwę, praktykowanie miłości bliźniego.

To, co nazywamy karą doczesną nie jest zemstą Boga, ale konsekwencją grzechu – naszego braku miłości. Zobaczmy to na przykładzie: zdrada małżeńska wybaczona w sakramencie pokuty, ciągnie za sobą konsekwencje w postaci wzajemnej nieufności, bólu osoby zdradzonej, czasem nawet dochodzi do jej odejścia, co pociąga za sobą samotność. Przyjęcie tych konsekwencji z pokorą, próba zadośćuczynienia skrzywdzonym osobom, w tym przypadku całej rodzinie, przyjęcie choroby, trudności i prób życiowych w duchu odpokutowania tego grzechu jest takim usuwaniem „przykrego zapachu”, po tym co się stało.

Jeśli ktoś nawraca się z wielką miłością, może odpokutować na ziemi wszystkie grzechy i wówczas darowane są mu wszystkie kary doczesne za popełnione grzechy. Jeśli zaś nie zdąży w czasie ziemskiego życia, będzie mógł zrobić to po śmierci. Posłużmy się przykładem. Umiera niespodziewanie alkoholik, który zdążył się szczerze wyspowiadać. Wina jest mu odpuszczona, ale pozostają konsekwencje jego grzechów – rozbita rodzina, osoby, których nie zdążył przeprosić, źle wykonana praca. Z konsekwencji tego wszystkiego oczyści się w czyśćcu.

Katecheza 25 maja 2025.

Odpust a sakrament pojednania i pokuty

 

Rok obecny przeżywany jest w Kościele katolickim jako Rok Jubileuszowy. To czas dany nam przez Boga, po to, by szczególnie skorzystać z łaski Jego miłosierdzia i z Nim się pojednać. Najczęściej powtarzanym i odmienianym na wszelkie sposoby słowem w Roku Jubileuszowym jest słowo odpust. Obserwując rzeczywistość kościelną możemy jednak stwierdzić, że samo pojęcie odpustu jest słabo rozumiane wśród współczesnych katolików. Stąd spróbujemy w cyklu najbliższych katechez wyjaśnić tę trudną naukę.

Na samym początku musimy zaznaczyć, że nauka o odpustach jest ścisłe powiązana z sakramentem pokuty i pojednania. W spowiedzi bowiem grzesznik otrzymuje przebaczenie wyznanych grzechów, za które szczerze żałuje. Dzięki temu może on osiągnąć wieczne zbawienie. Sakrament pokuty upewnia nas, ze Bóg gładzi nasze grzechy zgodnie ze słowami Psalmu 103: „On odpuszcza wszystkie twoje winy, On leczy wszystkie twe niemoce. On życie twoje wybawia od zguby”. Pan w sakramencie tym podnosi nas z niemocy. Jest to sakrament uzdrowienia!

Jednakże grzech „pozostawia ślad”, pociąga za sobą konsekwencje: „Każdy grzech, nawet powszedni, powoduje [oprócz zewnętrznych konsekwencji] ponadto nieuporządkowane przywiązanie do stworzeń, które wymaga oczyszczenia, albo na ziemi, albo po śmierci, w stanie nazywanym czyśćcem” (KKK 1472). Uzyskane w konfesjonale przebaczenie nie uwalnia od kar doczesnych (czasowych), które spotykają nas za życia lub po śmierci w czyśćcu. Uwolnieniu od tych kar służy właśnie obfity skarbiec odpustów Kościoła.

Odpust jest to darowanie przez Boga kary doczesnej za grzechy odpuszczone już co do winy. Rozróżnią się odpusty cząstkowe i zupełne (zależnie od tego, w jakim stopniu uwalniają nas od kary doczesnej). Odpusty te może zyskiwać każdy ochrzczony po spełnieniu odpowiednich warunków dla siebie lub ofiarowywać je za zmarłych. W kolejnych katechezach spróbujemy te prawdy bardziej szczegółowo wyjaśnić.



Katecheza 18 maja 2025.

Po co człowiekowi Dekalog?

            Każdy z nas potrzebuje różnych wskazówek. Kiedy wyruszamy w nieznaną drogę poszukujmy drogowskazów, przyglądamy się przebiegowi trasy na mapie bądź korzystamy z Gps-u. Bez odpowiednich wskazówek bardzo szybko możemy się pogubić. Także życie człowieka często porównywane jest do podroży w nieznane. Każdego dnia zmagamy się z rożnymi okolicznościami życiowymi, spotykamy ludzi z którymi musimy budować różne relacje. Szukamy w takich sytuacjach wzorców postępowania oraz jakiś konkretnych wskazówek działania. Często podpieramy się ludzką mądrością i normami wypracowanymi przez ludzi. Są jednak zasady ponadczasowe, wynikające z Bożego objawienia. To Bóg dał swojemu ludowi prawo uniwersalne i doskonałe, które nigdy nie przeminie. Jest nim Dekalog. Z języka greckiego wyraz ten oznacza po prostu 10 słów. W nich zawierają się niezmienne i podstawowe obowiązki człowieka względem Boga i bliźniego. Niestety nawet ludzie wierzący nie postrzegają Bożych Przykazań jako wielkiego daru Bożego.

             Czasem traktujemy Dekalog jako smutną konieczność i łańcuch, z którego nie możemy się uwolnić. Myślimy o Bożych przykazaniach jak o nakazach, tymczasem w rzeczywistości są to wskazówki, które prowadzą nas do szczęścia. Wiele razy można usłyszeć, że Kościół jest opresyjny, że nakłada na katolików rygor moralny i zmusza do przestrzegania przykazań. Pewnie jakiś pierwiastek takiego myślenia można odnaleźć także w umysłach niektórych wierzących. Wydaje nam się, że Dekalog to taki system kontrolny, który Bóg sobie wymyślił, żeby miał nas za co karać i czym straszyć. Takie wyobrażenie często siedzi w naszych głowach i skutkuje tym, że postrzegamy Boga jako sędziego czekającego na nasze potknięcie. Z drugiej strony mamy przekonanie, że za pieczołowite wypełnianie przykazań Bóg, niemal jak swoim pupilkom, daje nam nagrody.

Tymczasem na przykazania powinniśmy patrzeć zupełnie inaczej – są one drogowskazem, radą dobrego przewodnika, który wie, gdzie najłatwiej możemy zabłądzić, a zależy mu na tym, żebyśmy trafili bezpiecznie do celu. Jeśli Bóg mówi „nie kradnij”, to nie po to, żeby mieć powód do ukarania wszystkich złodziei i strącenia ich w piekielną przepaść. Dekalog to dziesięć wskazówek na to, jak bezpiecznie przeżyć życie, nie raniąc siebie i innych.

Bóg wszystko robi z miłości do człowieka i także przykazania są wyrazem Jego troski o nasz los. Jeśli jesteś rodzicem, to zadaj sobie pytanie: czy zabraniasz swojemu małemu dziecku dotykania gorącego garnka albo piekarnika, żeby je skarcić, kiedy to zrobi? Czy może raczej po to, żeby ustrzec je przed niebezpieczeństwem? Zadaj też sobie inne pytanie: czy jako dziecko czujesz, że rodzice ograniczali twoją wolność, kiedy zabraniali ci wkładać palce do kontaktów? To relacja bardzo podobna do tej, jaka jest na linii Bóg – człowiek.

 

Katecheza 11 maja 2025.

Jak często się spowiadać?

 

            Jeśli mamy na sumieniu grzech ciężki, sprawa jest jasna – trzeba go wyznać niezwłocznie. Grzech ciężki oddziela nas od łaski Bożej. Nie można też wtedy w pełni uczestniczyć we Mszy świętej. W tej sytuacji spowiedź powinna być priorytetem.

            Kościół zachęca jednak do spowiadania się nie tylko z grzechów śmiertelnych. Potwierdza to już samo przykazanie, które nakazuje spowiedź co najmniej raz w roku, niezależnie od tego, co akurat mamy na sumieniu. Wprawdzie grzechy lekkie gładzi Komunia święta, ale sakrament pokuty i pojednania jest także źródłem wielu łask: Mówi o tym Katechizm Kościoła Katolickiego. Czytamy w nim, że „wyznawanie codziennych win (grzechów powszednich) nie jest ściśle konieczne, niemniej jest przez Kościół gorąco zalecane. Istotnie, regularne spowiadanie się z grzechów powszednich pomaga nam kształtować sumienie, walczyć ze złymi skłonnościami, poddawać się leczącej mocy Chrystusa i postępować w życiu Ducha (Katechizm Kościoła Katolickiego, 1458).

            Wielu świętych nie popełniało grzechów śmiertelnych przez dziesiątki lat albo nawet przez całe życie, a często się spowiadało. Pozostaje pytanie Jak często należy się spowiadać? To bardzo indywidualna sprawa. Dla niektórych wystarczy raz na miesiąc. Są jednak tacy co potrzebują częściej wyznawać swoje grzechy. Trudno ustalić konkretną częstotliwość czasową. Ważne jest jednak, aby spowiedzi nie odkładać.

Katecheza 4 maja 2025.

 

Dlaczego ludzie boją się spowiadać?

 

 

            Snując refleksję o sakramencie pokuty nie sposób nie wspomnieć o obawach towarzyszących nam przed spowiedzią indywidualną. Jeżeli przez długi czas, bez względu na przyczyny, nie przystępowaliśmy do tego sakramentu, to sama myśl o podejściu do konfesjonału rodzi lęk. Dlatego warto z owym problemem zmierzyć się racjonalnie, analizując najpierw to, czego tak naprawdę się boimy. Trzeba odróżnić lęk przed księdzem od lęku i upokorzenia, który wywołuje własny grzech. Najczęściej nie boimy się spowiednika, ale obawiamy się raczej dotykać swoich ran i grzechów w jego obecności. Boimy się też upokorzenia. Kiedy żyjemy w takiej lękowej sytuacji wobec spowiedzi, wówczas nie warto rozwiązywać problemu „siłowo”. Byłoby wtedy dobrze znaleźć spowiednika, o którym wiemy, że okaże się człowiekiem delikatnym, roztropnym i będzie miał dla nas czas. Jest bardzo dużo księży, którzy są wytrawnymi spowiednikami gotowymi poświęcić nam tyle czasu, ile potrzebujemy.

            Jan Paweł II wielokrotnie przypominał, iż każdy ma prawo spowiadać się także poza konfesjonałem. Jest on proponowany przez Kościół jako tradycyjne miejsce spowiedzi. Ale w sytuacjach nadzwyczajnych możemy prosić o spowiedź w innym miejscu, w którym łatwiej nam będzie przedstawić spowiednikowi sytuację swojej duszy. Sakrament pojednania ma służyć temu, abyśmy nie bali się Boga. Zauważmy, jak często Pan Jezus mówi: „Nie lękajcie się”. Bóg stał się człowiekiem, aby człowiek przestał się Go bać. Bliskość Boga w Jezusie Chrystusie jest zaproszeniem do wyzbywania się wszystkich lęków, także wobec spowiedników. Ostatecznie nie idziemy do spowiedzi dla księdza, ale ze względu na Boga. Wypowiadamy grzechy przed kapłanem, ale spowiadamy się przecież Bogu. Ksiądz w konfesjonale (lub poza nim) jest tylko „nieużytecznym sługą”, który ma ukazywać niezgłębione miłosierdzie Boże. Kapłan zawsze powinien być przejrzystym świadkiem dobroci, cierpliwości i hojności Boga.

Katecheza 27 kwietnia 2025.

Co zrobić kiedy zapomniałem jaka pokutę zadał mi spowiednik?

 

 

            Chyba niemal każdemu zdarzyło się usilnie zastanawiać, czy odprawił zadaną przy ostatniej spowiedzi pokutę, a jeśli nie, to jaka ona była. Jak postąpić, kiedy pamięć odmawia w tej sprawie współpracy?

            Jeśli to tylko możliwe, powinniśmy odprawić pokutę jak najszybciej. I to wcale nie po to, żeby mieć „z głowy”. Pokuta to nie jest wyrównanie rachunków. Ceną za mój grzech jest krew Jezusa przelana za mnie na krzyżu. Ja sam nie jestem w stanie spłacić tego długu i właśnie dlatego On musiał przyjść i oddać za mnie życie.

            Zadana w konfesjonale pokuta – najczęściej jakaś forma modlitwy, choć nie zawsze – jest ponownym zaproszeniem na drogę ku dobru. Ma być pierwszym krokiem na tej od nowa rozpoczynającej się drodze. Ma mnie otworzyć na współpracę z łaską, której Pan Bóg udziela mi, by przemieniać moje życie. Dlatego nie warto zwlekać z pokutą, bo bez Bożej łaski nie jesteśmy w stanie zmieniać naszego życia. Kiedy jednak zapomnę odmówić zadaną pokutę mam dwie możliwości.

            Pierwsza z nich, to udanie się po poradę do kapłana. Nie musi to być ten sam ksiądz, u którego się spowiadałem, zwłaszcza że jego też mogę nie pamiętać. Można to zrobić zarówno w konfesjonale jak i poza nim. Najprościej wprost zapytać: Proszę księdza, zapomniałem pokuty zadanej mi na ostatniej spowiedzi. Czy może ksiądz wyznaczyć mi jakąś inną pokutę? Co prawda ten drugi kapłan nie słyszał naszego wyznania grzechów, więc trudno mu będzie zadać „adekwatną” pokutę, ale za to rozwiązanie to ma tę zaletę, że bazuje na posłuszeństwie Panu Bogu i Kościołowi w osobie księdza, którego proszę w ten sposób o pomoc. A posłuszeństwo to, którego brak jest cechą wspólną wszystkich grzechów, także jest sposobem otwierania się na łaskę Chrystusa – Pierwszego Posłusznego.

            Jest jeszcze drugie rozwiązanie. Mogę sobie pokutę zadać sam. Ważne jest, by pozostać tu wewnętrznie uczciwym i zbytnio sobie nie odpuszczać, ale także nie wpaść w skrupuły. Dlatego istotny jest konkret podejmowanego postanowienia. W tym wypadku warto też wspomnieć o tej zamianie przy następnej spowiedzi: Zapomniałem jaką pokutę otrzymałem uprzednio, ale zamiast tego pomodliłem się w ten i ten sposób, albo zrobiłem to i to. Przede wszystkim musimy pamiętać, że to nie taka czy inna modlitwa lub uczynek sam z siebie nas uzdrawia, ale dokonuje tego dobry Bóg, na którego działanie odprawiana pokuta na nowo mnie otwiera.

 

Katecheza 13 kwietnia 2025.

Dlaczego sakramentalna pokuta i zadośćuczynienie są takie ważne?

 

 

Pokuta ze spowiedzi ma charakter sakramentalny. Co to znaczy? Odpowiedź jest bardzo prosta. Pokuta nałożona w czasie sprawowania sakramentu pokuty i pojednania jest nierozerwalnie związana z sakramentem. Jest po prostu jego częścią. Dlatego penitent ma obowiązek zadaną mu pokutę przyjąć i wypełnić, a jej niewypełnienie należy zaznaczyć na następnej spowiedzi. Nieodprawienie pokuty świadczy o lekceważeniu powagi sakramentu. Stąd Kościół zaleca aby ją odprawić bezpośrednio po spowiedzi lub w najbliższym czasie. W ten sposób unikniemy zapomnienia.

Bywa, że po spowiedzi należy odprawić nie tylko pokutę, ale zadośćuczynić wyrządzoną krzywdę, oddać zabraną rzecz, zwrócić pożyczone a jeszcze nie oddane pieniądze czy odwołać oszczerstwo i posądzenie. W kościelnym nauczaniu mówi się o restytucji i zadośćuczynieniu moralnym, duchowym i materialnym.

W przypadkach szczególnych, np. kradzieży, niezwrócenia pożyczonych pieniędzy czy rzeczy, zniesławienia, zniszczenia czegoś niezbędna jest restytucja. Restytucja to zewnętrzne naprawienie zła. W każdym przypadku naruszenia sprawiedliwości, naruszenia zdrowia, utraty zdrowia, poniesionej szkody materialnej potrzebna jest restytucja.

Zadośćuczynienie człowieka nigdy nie wyrówna popełnionego grzechu. Nie znaczy to jednak, że nie ma ono sensu i niczego nie zmienia. Przez nowe czyny i akty zadośćuczynienia człowiek może naprawić swą przeszłość i wejść na drogę dobra i oderwać się od zła. Zadośćuczynienie jest wyrazem wejścia na drogę nawrócenia i przeproszeniem Boga i ludzi za zło grzechu. W pełni człowiek nie wynagrodzi Bogu i ludziom popełniony grzech, ale zadośćuczynienie jest wyrazem jego dobrej woli i w minimalnym stopniu naprawia zło.

 

 

Katecheza 23 marca 2025.

Jakie znaczenie ma nałożona przez kapłana pokuta i co zawiera formuła rozgrzeszenia?

 

Po wyznaniu grzechów kapłan, chcąc pomóc penitentowi w nawróceniu, zazwyczaj udziela rad i zachęca do wytrwania. Wyznacza także czyn pokutny. Może się zdarzyć, że przytłoczony rozmiarem grzechów, penitent otrzymawszy za pokutę tylko krótką modlitwę czuje jakiś kompleks. Należy pamiętać, że pokuta nie jest karą, ale lekarstwem, mającym uzdrowić w życiu penitenta nieład, który pozostawiają po sobie odpuszczone już grzechy oraz o tym, że nie jest to maksimum, ale minimum tego, czym można odwdzięczyć się Bogu. Po naznaczeniu zadośćuczynienia, kapłan jeszcze raz zachęca penitenta do okazania żalu za grzechy. W tym momencie sprawowania i przeżywania sakramentu pokuty żal ten jest ostatecznym uznaniem swojej winy, a jednocześnie wyrażeniem ufności w miłosierdzie Boże. Liturgia sakramentu podpowiada, że żal (zazwyczaj obudzony już przed spowiedzią) można na przykład wyrazić słowami: „Boże, bądź miłościw mnie, grzesznemu”.

Wobec okazanego żalu, kapłan udziela rozgrzeszenia słowami osłaniającymi najgłębszy wymiar spowiedzi: najpierw ukazuje działanie Osób Trójcy Świętej dla zbawienia człowieka: „Bóg, Ojciec miłosierdzia, który pojednał świat ze sobą przez śmierć i zmartwychwstanie swojego Syna i zesłał Ducha Świętego na odpuszczenie grzechów...".Następnie jako pośrednik między Bogiem i grzesznikiem zwraca się z prośbą:"...niech ci udzieli przebaczenia i pokoju przez posługę Kościoła....".
Formułę rozgrzeszenia kończą słowa:"...I ja odpuszczam tobie grzechy w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego". Po usłyszeniu formuły rozgrzeszenia odpowiadamy: „Amen”.

Powtórne wezwanie Trójcy Świętej na zakończenie formuły rozgrzeszenia uzmysławia nam bardzo ważną prawdę, że spowiedź włącza nas z powrotem w wewnętrzne życie samego Trójjedynego Boga, co wcześniej uniemożliwiały nasze grzechy. Udzieleniu rozgrzeszenia towarzyszą dwa gesty kapłana: wyciągnięcie w stronę penitenta prawej ręki (uproszczony gest włożenia rąk, symbolizujący uzdrowienie) oraz znak krzyża przy końcu formuły. Gdy nie możemy dosłyszeć głosu kapłana ten ostatni gest podpowiada nam kiedy mamy odpowiedzieć: „Amen”, aby wyrazić naszą zgodę na działanie Boże. Otrzymanie tak niezmiernego daru wyzwala w nas uwielbienie wobec Boga. Do uwielbienia zachęca nas także kapłan słowami: „Wysławiajmy Pana, bo jest dobry”. Na co odpowiadamy: „Bo jego miłosierdzie trwa na wieki”. Dialog kończy ksiądz słowami odesłania: „Pan odpuścił tobie grzechy. Idź w pokoju”.

 

Katecheza 16 marca 2025.

Jakie powinno być wyznanie grzechów?

 

            Sam moment wyznania grzechów stanowi dla wielu penitentów wielkie wyzwanie. Często zastanawiamy się jak dany grzech wyznać? „Jak to po prostu powiedzieć”. Nie raz zdarza się, że w konfesjonale brakuje nam słów. Jak zatem powinno wyglądać wyznanie grzechów w sakramencie pokuty? Oto kilka ważnych rad:

Wyznanie grzechów powinno być:

1. Proste i krótkie
Bez wyszukiwania specjalnych słów i wyrażeń, ukazywania szczegółów, które niczego nie wnoszą do materii grzechów, a więc nie ma potrzeby opowiadania o czymś co nie należy do spowiedzi, co nie ma z nią żadnej łączności i co spowiedź niepotrzebnie przedłuża.
2. Pokorne
Pokorne, czyli bez osobistego usprawiedliwiania się i  przerzucania własnej winy na innych. Pokora przejawia się w tym, że grzechy wyznawane są z żalem i poczuciem winy. Wyraża się także w szczerej i czystej intencji. Nie idzie się do spowiedzi ze względów ludzkich, dla zjednania sobie dobrej opinii, zwyczajowo, bezmyślnie, ale z osobistej potrzeby serca, które chce pojednać się z Bogiem.
3. Szczere
Zgodne z tym co dyktuje sumienie, bez ukrywania czegokolwiek, bez pomniejszania czy powiększania wykroczeń i winy. Penitent zobowiązany jest spowiadać się zgodnie z prawdą. Kiedy w konfesjonale zaczyna nam „brakować słów” i nie wiemy jak dany grzech nazwać to powiedzmy o tym tak jak potrafimy, „jak nam serce dyktuje”. Nie chodzi o to żeby nasze wyznanie ubrać w ładne słowa, ale żeby powiedzieć szczerze, zgodnie z prawdą tak jak na dany moment potrafimy to nazwać.

Katecheza 9 marca 2025.

Dlaczego tajemnica spowiedzi jest tak ważna?

 

Podejmując temat przygotowania do sakramentu pokuty i pojednania warto poruszyć sprawę tajemnicy spowiedzi. W obecnych czasach wielu rozsiewa nieprawdziwe informacje o tym, że do pojednania z Bogiem wystarczy tylko spowiedź powszechna, która ma charakter publiczny. Dementując te informacje trzeba jasno i zdecydowanie powiedzieć, że według doktryny katolickiej spowiedź powszechna gładzi tylko grzechy lekkie a w samym Kościele nie ma spowiedzi publicznej z głośnym wypowiadaniem grzechów - jak było to w pierwszych wiekach chrześcijaństwa. Spowiedź św. jest indywidualna, po cichu, na ucho i dzięki temu pozostaje czymś bardzo dyskretnym. Cała spowiedź, wszystkie wyjawione grzechy pozostają w tajemnicy sakramentalnej, zwanej potocznie tajemnicą spowiedzi. Kościół zobowiązany jest do zachowania ścisłej sakramentalnej tajemnicy i jest ona „nienaruszalna”. Prawo Kanoniczne /Kan. 983,1/ postanawia, że spowiednikowi nie wolno zdradzić penitenta ani słowem, ani w jakikolwiek inny sposób, dla jakiejkolwiek przyczyny, ani w czymkolwiek.

Ponadto spowiednikowi bezwzględnie zabrania się korzystania z wiadomości uzyskanych na spowiedzi, nawet wówczas, gdyby nie zachodziło niebezpieczeństwo wyjawienia. Jednym słowem spowiednikowi nie wolno nigdy korzystać z wiadomości pochodzących ze spowiedzi, a tajemnica spowiedzi obowiązuje tak wtedy, gdy mogłoby zachodzić niebezpieczeństwo wyjawienia, jak i wtedy gdyby go w ogóle nie było. To wszystko zapewnia wiernym wewnętrzny spokój wolność i swobodę.

Przychodząc do spowiedzi nie trzeba się czegokolwiek lękać, czy nawet wstydzić, bo wstyd w tym momencie jest nieuzasadniony. Niejednokrotnie przyjdzie nam wyznać grzechy o których nikomu nic nie wiadomo, albo których sami się wstydzimy. Czynimy to z całą pokorą i poczuciem własnej winy, ale bez strachu i wewnętrznego skrępowania. To prawda, że spowiadamy się przed kapłanem, ale to on zastępuje nam w tym momencie Chrystusa.

Może się zdarzyć, że spowiedź św. niesie ze sobą poczucie anonimowości, jest zbyt ogólna, stereotypowa. Aby temu zapobiec warto, aby penitent na początku wyznania grzechów w dwóch zdaniach się przedstawił - chociaż nie jest to obowiązujące. Kiedy zaznaczy przykładowo, że jest ojcem czy matką rodziny, wykonuje taką czy inną pracę, ma taki czy inny zawód, spowiednikowi od razu wiadomo kim jest jego penitent, a w ten sposób uniknie się bezosobowości. Spowiedź staje się bardziej osobista, jasna, wnikliwsza.

Katecheza 2 marca 2025.

Jaka jest różnica między grzechem ciężkim a lekkim?

 

            Ważną umiejętnością zdrowego sumienia jest rozróżnienie między grzechem śmiertelnym (ciężkim) i powszednim (lekkim). Św. Jan pisze, że są grzechy, które sprowadzają śmierć, i takie, który nie sprowadzają śmierci (1J 5,16-17). Chodzi tu oczywiście o śmierć duchową, czyli całkowitą utratę więzi z Bogiem w doczesności i w wieczności. Podczas wyznawania grzechów w konfesjonale musimy pamiętać o tym, że przy grzechach ciężkich jesteśmy zobowiązani do podania ich liczby i rodzaju. Jak zatem odróżnić grzechy ciężkie od lekkich? Jak rozpoznać grzech śmiertelny?

            Aby zaistniał grzech ciężki muszą być spełnione 3 warunki: poważna materia, pełna świadomość i zupełna dobrowolność. Grzech ciężki dotyczy poważnej materii. Chodzi o takie czyny, które same w sobie są ciężkim wykroczeniem przeciwko Bożym przykazaniom, godzą wprost w Boga, przynoszą wielką szkodę innym lub osobie popełniającej ten grzech. Np. dobrowolne opuszczenie niedzielnej Mszy św. jest grzechem ciężkim, jak przypomina Katechizm Kościoła Katolickiego /KKK 2181/. W obecnym kontekście kulturowym warto dodać, że wykroczenia przeciwko szóstemu przykazaniu zasadniczo zawsze są grzechami ciężkimi, a lekkimi mogą stać się jedynie przez brak świadomości czy dobrowolności popełnianego czynu. Ciężka materia to wszystko to, co dotyczy życia i śmierci, w szerokim znaczeniu tych słów.

            Określając ciężar grzechu, trzeba uwzględnić także jego okoliczności, np. czymś poważniejszym jest przemoc wobec rodziców niż wobec kogoś obcego /KKK 1858/, czymś poważniejszym jest kłamstwo, które może wpłynąć na niesprawiedliwy wyrok w sądzie, niż kłamstwo w błahej sprawie. Grzech śmiertelny popełnia człowiek, gdy wykracza przeciw Bożemu prawu w poważnej sprawie (ciężka materia), w pełni świadomie i zupełnie dobrowolnie.

            Aby grzech uznać za śmiertelny, musi zostać on popełniony z pełną świadomością. Człowiek wie o grzesznym charakterze czynu, ma pełną świadomość skali zła, a mimo to popełnia go. Ostatnim warunkiem jest dobrowolność. Grzech śmiertelny popełnia ten, kto działa w sposób całkowicie wolny (bez przymusu, ani nie w wyniku jakiegoś silnego wzburzenia czy emocji). Grzechu ciężkiego nie popełnia się więc przypadkowo czy niechcący.

            Grzech nazywamy ciężkim ma miejsce wtedy, gdy te trzy wymienione warunki zaistniały łącznie (a nie np. tylko dwa z nich). Trzeba nieustannie przypominać, że popełnienie grzechu ciężkiego powoduje, że wierny nie może bez spowiedzi przystępować do Komunii Świętej.

Katecheza 23 lutego 2025.

Kiedy spowiedź jest nieważna lub świętokradcza?

Spowiedź może być uznana za nieważną z trzech powodów: ze względu na brak uprawnień kapłana do spowiadania i rozgrzeszania oraz ze względu na popełnione przez penitenta świętokradztwo bądź brak dyspozycji jego serca do otrzymania rozgrzeszenia. Przyjrzyjmy się po kolei tym powodom:

1.      Brak uprawnień kapłana do spowiadania

Szafarzem sakramentu pokuty w Kościele katolickim jest kapłan i tylko kapłan. Same święcenia nie dają jednak w tym przypadku prawa do odpuszczania grzechów – kapłan, aby być spowiednikiem, potrzebuje jeszcze dodatkowego upoważnienia. Zagadnienie to zostało szeroko omówione w Kodeksie Prawa Kanonicznego (kanony 966- 976). Warto tu jednak wspomnieć, że owo upoważnienie w dużej mierze dotyczy konkretnego terytorium, np. biskupi mają prawo do spowiadania ludzi na całym świecie, o ile nie spotkają się ze sprzeciwem biskupa diecezjalnego na terenie którego spowiadają (kan. 967 § 1). Od tych przepisów jest jednak wyjątek. Dotyczy on osób znajdujących się w niebezpieczeństwie śmierci. Wówczas odpuszczenia win może udzielić każdy kapłan, niezależnie czy posiada wymagane upoważnienia, czy też nie (kan.976). Nigdy jednak takie prawo nie przysługuje osobie świeckiej. Dlatego nie można wyspowiadać się przed kimś kto nie posiada święceń kapłańskich. Np. Nie może tego zrobić żołnierz ranny na froncie przed drugim żołnierzem.

2.      Spowiedź świętokradcza

Spowiedź może być też nieważna – w znaczeniu świętokradzka – jeżeli penitent świadomie zataił przed spowiednikiem grzech ciężki bądź celowo umniejszył swoją winę (np. nie podając wszystkich okoliczności, w których doszło do popełnienia grzechu). Przy czym należy zaznaczyć, że świętokradztwo jako takie również stanowi poważny grzech ciężki, z którego trzeba się wyspowiadać. Przykładem tutaj może być świadome zatajanie podczas wyznania grzechów faktu wspólnego zamieszkania przez ludzi żyjących w konkubinacie. Studenci w trakcie studiów mieszkają razem, wracają na przerwę świąteczną do domu rodzinnego, idą do spowiedzi i pomijają ten fakt celowo przy kratkach konfesjonału. Taka spowiedź jest nie tylko nieważna ale dodatkowo świętokradcza. Osoba, która popełniła takie świętokradztwo, powinna przystąpić do sakramentu pokuty i pojednania ponownie, i wyspowiadać się zarówno z faktu zatajenia grzechu, jak i z samego zatajonego grzechu, oraz ze wszystkich innych grzechów ciężkich, które popełniła od poprzedniej ważnej spowiedzi (w przypadku spowiedzi świętokradzkiej żadne grzechy nie zostają odpuszczone!). Natomiast w sytuacji, gdy nie wyjawiliśmy grzechu ciężkiego, bo o nim zapomnieliśmy, spowiedź świętokradzka nie ma miejsca.

3.      Brak dyspozycji serca do otrzymania rozgrzeszenia

O nieważnej spowiedzi mówi się również w przypadku, kiedy penitent nie żałuje szczerze za grzechy i nie postanawia poprawy. Wówczas – nawet jeśli kapłan wypowie formułę rozgrzeszenia – wierny nie otrzymuje odpuszczenia win. Bez właściwej dyspozycji (wewnętrznego przygotowania) nie możliwe jest bowiem przyjęcie sakramentu świętego. Najczęściej zdarza się to wśród tych penitentów dla których spowiedź jest tylko formalnością, jakimś zewnętrznym obrzędem, który trzeba „załatwić” przy okazji świat czy jakieś rodzinnej uroczystości. 

Katecheza 16 lutego 2025.

Szczera spowiedź – 4 krok w przeżywaniu sakramentu pokuty i pojednania

 

Zanim uklękniemy przy kratkach konfesjonału musimy zrealizować 3 punkty: rachunek sumienia, żal za grzechy i mocne postanowienie poprawy. Dopiero na czwartym miejscu jest szczere wyznanie grzechów. Każdy kto „wpada” do kościoła „z językiem na brodzie”
i przychodzi do konfesjonału bez rachunku sumienia i żalu za grzechy ryzykuje spowiedź nieważną a na pewno bezowocną. Znamy przypadki świętych, takich jak chociażby Ojciec Pio, którzy z tego powodu „przepędzali” ludzi od konfesjonału bez rozgrzeszenia. 

Czym jest wyznanie grzechów? Na pewno nie jest ona opowiadaniem o grzechach, czy wyrzucaniem z siebie grzechów, jak na kozetce u psychoterapeuty. Spowiedź jest oskarżeniem się z grzechów, wyznaniem ich ze skruchą, pokorą, poczuciem winy i żalu. Spowiedź św., czyli wyznanie grzechów, jest integralnym elementem sakramentu pokuty, bardzo ważnym, ale na dojrzałe przeżywanie sakramentu pokuty i pojednania potrzeba wszystkich warunków. Zewnętrzne oskarżenie się z grzechów jest wyrazem wewnętrznego żalu i nawrócenia. Spowiednik na podstawie otrzymanej władzy przyjmuje to wyznanie i mocą Bożego miłosierdzia w imieniu Chrystusa odpuszcza lub zatrzymuje grzechy. Są ludzie, którzy dobrze rozumieją sakrament pokuty, traktują go poważnie, cenią i regularnie do niego przystępują; co miesiąc, dwa miesiące, z okazji uroczystości i świąt kościelnych, religijnego święta rodzinnego, własnych imienin, urodzin czy jubileuszu. Każde przystąpienie do spowiedzi świętej wnosi w ich życie coś nowego. Ale są też i tacy, którzy na myśl o spowiedzi zaczynają się wewnętrznie buntować i czegoś obawiać. Skąd się to bierze?

Nie zrozumiemy potrzeby i wartości spowiedzi, jeśli wpierw nie zrozumiemy tego, czego dokonał w nas i do czego doprowadził grzech. Z grzechu wychodzi się przez sakrament pokuty. To pierwszy owoc męki Zbawiciela, ustanowiony w dniu zmartwychwstania. Tragiczny los Jezusa, który spotkał Go w męce powinien być tak naprawdę naszym losem. Takie okropne skutki na każdego sprowadza grzech. Te skutki wziął na siebie Jezus i odkupił nas przez swoją mękę, śmierć i zmartwychwstanie. A w dniu wyjścia z grobu dał nam pierwszy owoc swojej męki: możliwość odpuszczania grzechów w sakramencie pokuty i pojednania.
W nim Chrystus jest dla nas Dobrym Pasterzem, który szuka zagubionej ewangelicznej owcy. Jest Barankiem Bożym, który gładzi nasze grzechy. Jest Przyjacielem, który na krzyżu własne życie oddaje za nasze grzechy. Sami sobie nie potrafimy odpuścić grzechów. Ktoś inny może darować mi dług pieniężny, może pomóc mi wydostać się z kłopotów materialnych, ale nikt oprócz Chrystusa nie może odpuścić mi grzechów. Nikt nie może odpuszczać grzechów tylko sam Bóg. Dopiero kiedy zrozumiemy, że tylko Chrystus może mi odpuścić grzechy zaczniemy sakrament pokuty traktować poważnie.

Katecheza 9 lutego 2025.

Dlaczego trzeba robić postanowienie poprawy mimo powracania do tych samych grzechów?

 

Niektórzy ludzie czują lęk przed zrobieniem mocnego postanowienia poprawy. Mówią w ten sposób: Boję się postanawiać Bogu poprawę; nie chcę obiecywać, że czegoś nie powiem, czy nie zrobię. Jestem tylko człowiekiem, i takie puste słowa mnie przerażają, bo niespełnionymi obietnicami obrażam Pana Boga. Podobnie osoby uwikłane w różne nałogi czy grzeszne przyzwyczajenia powtarzają: Nie radzę sobie z tym grzechem czy nałogiem. Tyle razy obiecywałem poprawę. I znów wpadam w ten sam dół, znów popełniam te same grzechy. Po obiecywać coś co jest poza moim zasięgiem? Może lepiej nic nie obiecywać?

Odpowiadając na powyższe dylematy musimy dokonać rozróżnienia: mocne postanowienie poprawy a przekonanie czy obietnica, że w przyszłości nie będę już grzeszyć, to dwie zupełnie różne sprawy. Kluczowe jest tutaj słowo teraz. Teraz, w momencie, kiedy przystępuję do spowiedzi, chcę szczerze przestać grzeszyć. Teraz jestem zdecydowany zachować taką postawę. Teraz, w spotkaniu z Chrystusem w konfesjonale. Jeśli upadnę w przyszłości, to z tego powodu, że jestem słaby. Ale teraz, w tej konkretnej chwili, moje postanowienie jest szczere i zamierzam w nim wytrwać. Dlatego mogę szczerze prosić o rozgrzeszenie. 

W 1993 r. powstał polski film fabularny pt. Tylko strach. Film, który ukazuje zmagania młodej dziennikarki, ale też kilku innych osób, z nałogiem alkoholizmu. W pewnej chwili jesteśmy świadkami sceny, kiedy na spotkanie AA trafia chłopak, który usilnie stara się przerwać picie, lecz po kilku dniach wpada w nałóg od nowa. Jeden z obecnych tłumaczy mu: Wytrzymałeś jeden dzień bez picia? Bardzo dobrze. Ale przecież nie możesz wiedzieć, co będzie jutro. Dopiero jutro sobie zaplanuj, że: „nie piję”. I tak każdego dnia: 24 godziny i następne, i następne... Spokojnie. Kapitalna strategia w walce z grzechem, który powraca. Liczy się to dziś, teraz. Postanowienie na dziś i na teraz. Bóg zna nasze serca. Wie, że jesteśmy słabi i nędzni. Najważniejsze jest szczere serce które teraz chce zerwać z grzechem a nie przyszłe efekty. 

 

Katecheza 2 lutego 2025.

Mocne postanowienie poprawy powinno być konkretne.

 

 

            W poprzedniej katechezie staraliśmy się udowodnić, że mocne postanowienie poprawy jest skutkiem żalu za grzechy. Dzisiaj spróbujemy zastanowić się jakie powinno być postanowienie poprawy, aby było owocne? Odpowiadając na powyższe pytanie od razu możemy stwierdzić, że przede wszystkim powinno ono być konkretne. Co to znaczy? Człowiek składa różne deklaracje i obietnice. Często niestety są one zbyt ogólne. Postanowienia typu: będę lepszy. Poprawię się! Będę czynił dobro! Już nie będę grzeszył! są często mało wartościowe. Dlaczego? Ponieważ są mało konkretne. Nie wynika z nich w jaki sposób będę walczył z grzechem? Oto przykład: jeśli notorycznie zaniedbuję poranną modlitwę nie wystarczy, że obiecam sobie i Panu Bogu, że będę się rano modlił. Trzeba jeszcze postanowić konkretnie w jaki sposób zrealizuję te obietnicę. Dobre postanowienie poprawy w tym przypadku będzie wtedy, gdy ja zaplanuję dokładnie, że wstanę wcześniej, nastawię budzik i dołożę wszelkich starań, żeby to wypełnić. Dobre postanowienie poprawy zakłada także, że ja postaram się wykluczyć wszelkie okoliczności i sytuacje, które do grzechu mnie prowadzą. Przykład: jeśli ktoś notorycznie upijał się na spotkaniach koleżeńskich, powinien postanowić unikać takich spotkań. W ten sposób wyklucza on okazję do grzechu i sprawia, że postanowienie zmiany staje się skuteczne w jego życiu.

            Mocne postanowienie poprawy nie jest tylko zwykłą deklaracją. Zakłada ono duchowa walkę, a do niej trzeba się starannie przygotować. Stąd musi być ono przemyślane. Uogólniając można powiedzieć, że mocne postanowienie poprawy im bardziej konkretne tym lepsze.

Czym się różni żal za grzechy doskonały od mniej doskonałego?

 

            W poprzedniej katechezie doszliśmy do wniosku, że żal za grzechy jest najważniejszym warunkiem w przygotowaniu do sakramentu pokuty i pojednania. Uzdalnia nas do przyjęcia Bożej miłości i przebaczenia. W teologii rozróżnia się żal za grzechy doskonały i niedoskonały. Postawmy sobie pytanie jaka jest między nimi różnica? Katechizm odpowiadając na powyższe pytanie stwierdza, że różnica jest w motywach. Jedynym i tylko jedynym motywem żalu doskonałego jest miłość do Boga. Przyczyną zaś żalu niedoskonałego jest strach, wstyd, czy coś innego, różnego od miłości do Boga.

 

            Bardzo obrazowo różnicę miedzy tymi rodzajami żalu wyjaśnił św. Tomasz z Akwinu. Żal doskonały nazwał on łacińskim słowem contritio, co można przetłumaczyć dosłownie skruszenie a żal niedoskonały określił terminem attritio oznaczającym złamanie. Na poziomie duchowym odnosi on to do źródła wszelkiego grzechu – czyli pychy. Żal niedoskonały łamie w jakiś sposób naszą pychę i pomaga odwrócić się od grzechu, ale nie niszczy jej całkowicie. To dzieje się dopiero gdy doświadczamy żalu doskonałego – wtedy ta pycha zostaje skruszona, rozbita w drobny mak.

 

            A kiedy coś w nas jest kruszone czy miażdżone pojawia się ból. Moment kiedy uświadamiam sobie grzech, który popełniłem nie może być łatwy. Kiedy ten ból staje się realny, może być mi łatwiej zrozumieć, jak bardzo realne było zło, które spowodowałem. I ten ból czasem prowadzi do łez, tak jak stało się w przypadku Piotra. Uświadomił sobie swój grzech, gdy usłyszał pianie koguta, a potem:  „Wyszedł na zewnątrz i gorzko zapłakał”. Trzeba jednak pamiętać, że smutek związany z żalem za grzechy nie może przekształcić się w rozpacz. Wręcz przeciwnie: „Niech skruszony smuci się zawsze [swymi grzechami], lecz niech raduje się zawsze swym smutkiem” – mówi św. Augustyn. Płaczący nad swoim grzechem Piotr mówi nam jeszcze jedną, szalenie istotną rzecz na temat żalu za grzechy. Apostoł najpierw uświadomił sobie, że zgrzeszył, a dopiero później zapłakał. Reakcja emocjonalna była wynikiem rozumowania, a nie jego przyczyną. Żal za grzechy to nie smutek, to nie poczucie winy albo wstyd. Emocje nie są zależne od naszej woli i nie mogą stać się warunkiem nawrócenia – mogą mu natomiast towarzyszyć i z niego wypływać. To ważne, żeby nie utożsamić żalu z poczuciem winy. Mogę przecież czuć się bardzo źle, kiedy zrobię coś co obiektywnie jest niewielkim przewinieniem, lub jest nawet moralnie obojętne. Z drugiej strony nawet poważny grzech mogę tak zracjonalizować, że prawie wcale nie będę odczuwał wyrzutów sumienia. Dlatego tak ważne jest abyśmy żałując za grzechy otwierali się na działanie Bożej miłości i dzięki temu coraz bardziej kochali Boga.

Katecheza 18 stycznia 2025.

 

Jak rozumieć, że żal za grzechy to ból duszy?

 

Katechizm Kościoła Katolickiego mówi o żalu za grzechy, że jest to ból duszy z powodu obrazy dobrego Pana Boga i znienawidzenie tego zła, którego człowiek się dopuścił (zob. KKK 141). Czym jest więc ten ból duszy, jak mamy to rozumieć? Zauważmy, że mowa tu jest o bólu duszy, a nie o tym, że komuś jest przykro i smutno. Odpowiednie emocje nie zawsze, a zwłaszcza nie od razu towarzyszą naszemu nawróceniu, ale najważniejsze jest to, że sam ten żal, o którym jest mowa w Katechizmie, nie jest przede wszystkim emocją. Jest on nie tyle poczuciem żalu, co uświadomieniem sobie, że człowiek zrobił coś, co wobec dobroci Pana Boga jest złem, jest jej zaprzeczeniem, zaciemnieniem.

Wiele osób, przystępujących do spowiedzi, oskarża się o to, że nie są w stanie również emocjonalnie żałować swoich grzechów. Warto zaznaczyć tutaj, że w żalu za grzechy najważniejsze nie są emocje. Na pierwszym miejscu powinno być uświadomienie sobie zła i jego skutków.

Jak już sobie uświadomię, że to co zrobiłem, naprawdę jest złem i grzechem, jak zobaczę mój czyn w świetle Bożej dobroci i Bożej miłości, to w którymś momencie stosowne uczucia mnie z pewnością dopadną, nawet jeśli nie od razu, jeżeli dopiero po jakimś czasie, to tak właśnie się stanie. Być może pewne złe rzeczy były związane z silną przyjemnością, zabawą czy inną radością – i zazwyczaj właśnie dlatego nie jesteśmy w stanie ich emocjonalnie żałować. Ale gdy będziemy się starali być jak najbliżej Pana Boga, to nawet samo wspomnienie tego zła, jakie zostało przez nas popełnione, w pewnym momencie nami wstrząśnie, również naszymi emocjami i one się do tego żalu przyłączą. I to jest istotą żalu jako bólu duszy.

 

Katecheza 12 stycznia 2025.

 

Jak właściwie przeprowadzić rachunek sumienia?

 

            W poprzednich katechezach staraliśmy się udowodnić jak ważny jest rachunek sumienia we właściwym przygotowaniu do sakramentu pokuty i pojednania. Doszliśmy także do wniosku, że praktyka codziennego rachunku sumienia wspaniale wpływa na rozwój naszego życia duchowego. Pora postawić pytanie jak dobrze przeprowadzić ten pierwszy krok w przygotowaniu do spowiedzi?

            Na początku musimy sobie uświadomić, że najgorszym wrogiem i doradcą jest pośpiech i brak czasu. Nie da się dobrze pomyśleć o swoim życiu stojąc już w kolejce do konfesjonału, z „językiem na brodzie” i w ciągłym stresie. Rachunek sumienia w takich okolicznościach jest zazwyczaj powierzchowny. Dlatego pierwszym krokiem jest znalezienie czasu i wyciszonego miejsca, które umożliwi nam spokojną refleksję.

            Następnym krokiem na początku rachunku sumienia jest modlitwa do Ducha Świętego. Nasza pamięć jest często bardzo zawodna, dlatego prosimy by Duch Święty pozwolił nam nie tylko przypomnieć sobie grzechy, ale także zrozumieć jak bardzo odrzuciliśmy miłość najlepszego Boga i zraniliśmy drugiego człowieka. Po modlitwie następuje autorefleksja nad swoim życiem. Zaczynamy od przypomnienia sobie kiedy ostatnio byliśmy u spowiedzi i czy wypełniliśmy zadaną przez kapłana pokutę.

            Następnie próbujemy przypominać sobie grzechy. Pomocą służą nam tutaj różne gotowe rachunki sumienia, które znajdują się w naszych modlitewnikach czy na różnych broszurkach. Możemy z nich korzystać pod jednym warunkiem. Musimy wybrać formularz dostosowany do naszego wieku i stanu. Trudno sobie wyobrazić, że mąż i ojciec rodziny przygotowując się do spowiedzi korzysta z formularza rachunku sumienia przeznaczonego dla dzieci czy młodzieży. I odwrotnie: dziecko, które czyta rachunek sumienia przeznaczony dla dorosłych nie zrozumie wielu pytań. Kiedy przypominamy sobie grzechy powinniśmy w przypadku grzechów ciężkich przypomnieć sobie także ich ilość. Potrzebne nam to będzie do wyznania w konfesjonale. Gotowe formularze do rachunku sumienia są zazwyczaj przygotowane w oparciu o pewne schematy. Najczęściej pytania ułożone są w oparciu o przykazania Dekalogu i przykazania kościelne. Możemy także znaleźć inne: w oparciu o błogosławieństwa ewangeliczne czy oparte na schemacie grzechów głównych. Wszystkie są dobre jeśli przygotowane są przez fachowców i dostosowane do wieku i stanu penitenta.     

Katecheza 22 grudnia 2024 r.

Dwa błędy które popełniamy mówiąc o rachunku sumienia?

 

            W poprzedniej katechezie udowodniliśmy, że rachunek sumienia jest pierwszym ważnym krokiem w owocnym przeżyciu sakramentu pokuty. Pozwala nam przede wszystkim poznać siebie a przez to czyni nas zdolnym do żalu za grzechy i przyjęcia Bożego miłosierdzia. Bez niego nie jesteśmy zdolni ani do  głębokiego żalu ani do szczerego wyznania grzechów u kratek konfesjonału. Mówiąc o rachunku sumienia często popełniamy dwa fundamentalne błędy. Po pierwsze sprowadzamy go często do czynności tylko przed spowiedzią. Po drugie koncentrujemy się tylko na tym co złe, nie dostrzegając żadnego dobra w naszym życiu.

Większość ludzi prowadzących dojrzałe życie duchowe spowiada się przynajmniej raz w miesiącu. Jeśli ograniczymy rachunek sumienia tylko do czynności przed spowiedzią będziemy mieli szczegółowy wgląd w swoje życie tylko raz na 4 tygodnie. To spowoduje, że umknie nam wiele małych a ważnych spraw. Mistrzowie życia duchowego zalecają rachunek sumienia raz dziennie a w niektórych szkołach duchowości nawet kilka razy w ciągu dnia. Ksiądz Józef Augustyn nazywa go codziennym „kwadransem szczerości”. W modlitwach kapłańskich, w tak zwanym brewiarzu, podczas odmawiania ostatniej godziny zwanej Kompletą, przewidziany jest rachunek sumienia z całego dnia. Dlaczego codzienny rachunek sumienia ma tak ogromną wartość? Powodów jest kilka. Po pierwsze codzienna praktyka pozwala nam poznać siebie i nasz postęp na drodze życia duchowego. Po drugie: dzięki niemu widzimy nasze życie w szczegółach. Codzienny rachunek sumienia jest jak „mikroskop”, który pozwala nam dostrzec wydarzenia z pozoru mało istotne i ważne. My często zwracamy uwagę na sprawy wielkie. Zapominamy, że nasze życie składa się z małych rzeczy. Codzienny szczegółowy rachunek sumienia pozwala nam zwrócić uwagę na słowa wypowiedziane przez Jezusa i na wcielenie ich w życie: „Kto jest wierny w małych rzeczach, ten i wielkich wierny będzie” (Łk 16,10). Po trzecie ta praktyka pozwala nam uczyć się wdzięczności za dobro, którym Bóg codziennie nas obdarza.

Drugi fundamentalny błąd to ograniczanie rachunku sumienia tylko do samych grzechów i tego co złe. Bóg darzy nas każdego dnia wielkim dobrem, które wyraża się w małych prozaicznych sprawach. Niestety nie potrafimy dostrzegać tych małych rzeczy, ponieważ podczas rachunku sumienia skupiamy się na tej ciemnej stronie. Tymczasem Boża opatrzność troszczy się o nas zawsze. Praktyka codziennego rachunku sumienia i nieograniczanie go tylko do sakramentu pokuty pozwala nam widzieć nasze życie w całej pełni. 

Katecheza 15 grudnia 2024.

Dlaczego rachunek sumienia jest tak bardzo ważny?

 

            W każdej firmie kiedy właściciel chce poznać kondycję finansową i stan swojego zakładu robi bilans. Podobnie w sklepach na koniec roku, albo wcześniej gdy zajdzie taka potrzeba, robi się remanent. Nie ma możliwości sprawdzenia dokładnego stanu przedsiębiorstwa, jeżeli nie zrobi się wcześniej analizy. Taka kolejność ma zastosowanie w niemal wszystkich dziadzinach ludzkiego życia. Lekarz musi wpierw zrobić badania zanim zacznie leczyć chorobę. Tylko właściwe rozpoznanie przez niego dolegliwości daje szansę na podjęcie właściwej kuracji.

            Najważniejszym warunkiem dobrego przeżycia sakramentu pokuty jest żal za grzechy. Nie będzie jednak żalu, jeśli najpierw człowiek nie pozna zła, którego dopuścił się w swoim życiu. Taka kolejność jest bardzo logiczna. W naszym życiu codziennym najpierw poznajemy, a później jesteśmy zdolni do właściwej oceny i podjęcia odpowiednich działań. Człowiek jeśli ma kogoś pokochać, musi go wpierw poznać. Podobna kolejność występuje przy owocnym przeżywaniu spowiedzi. Jeśli mamy żałować za coś musimy wpierw to poznać i zrozumieć jak straszną krzywdę wyrządziliśmy innym. Jeśli zabraknie poznania grzechów człowiek nie będzie zdolny do wyrażenia żalu i skruchy.

Dlatego każdy kto opuszcza albo robi bardzo pobieżnie rachunek sumienia nie przeżyje owocnie sakramentu pokuty i pojednania. W tym miejscu warto postawić sobie pytanie: czy spowiedź bez rachunku sumienia w ogóle ma jakiś sens? W końcu bez analizy własnych myśli, postaw i zachowań, trudno uzmysłowić sobie, przypomnieć a następnie wyznać w konfesjonale, wszystkie popełnione od ostatniej spowiedzi grzechy ciężkie. A jest to obowiązek penitenta, które nakłada na niego prawo kanoniczne: Wierny jest obowiązany wyznać co do liczby i rodzaju wszelkie grzechy ciężkie popełnione po chrzcie, a jeszcze przez władzę kluczy Kościoła bezpośrednio nie odpuszczone i nie wyznane w indywidualnej spowiedzi, które sobie przypomina po dokładnym rachunku sumienia. (Kodeks Prawa Kanonicznego, kan. 988 § 1). Nie jesteśmy zdolni wypełnić tego zadania bez rzetelnego rachunku sumienia. Kodeks Prawa Kanonicznego mówi o dokładnym rachunku sumienia. Stąd jasno wynika, że jest to pierwszy krok, bardzo ważny do owocnego przeżycia sakramentu pokuty i nie wolno go pomijać.

 

Katecheza 1 grudnia 2024.

Warunki dobrego przeżycia sakramentu pokuty

 

Jedną z najtrudniejszych rzeczy z jaką mierzy się każdy wierzący człowiek jest sakrament pokuty. Dla wielu osób pójście do konfesjonału wiąże się z lękiem i strachem. Stąd nieraz ludzie pytają jak się dobrze spowiadać? Często wierzący oskarżają się w następujący sposób: Nie potrafię nazwać grzechów, wstydzę się mojego zachowania, boję się co ksiądz pomyśli na mój temat. Są ludzie którzy zwlekają z sakramentem pokuty lata, niektórzy korzystają tylko od święta do święta. Te obawy biorą się niejednokrotnie stąd, że nie rozumiemy czym jest sakrament pokuty. Traktujemy go często jak opróżnienie kosza na śmieci: „ Jak pojemnik się napełni to trzeba wyrzucić”. Zapominamy, że spowiedź to przede wszystkim spotkanie z miłosiernym Ojcem, który przebacza i na nowo obdarza łaską.

Wierzący musi ciągle uświadamiać sobie czym jest sakrament pokuty. Od tego zależy nasza motywacja pójścia do spowiedzi. Niestety wielu „letnich katolików” chodzi do spowiedzi przy okazji Świąt Bożego Narodzenia albo Wielkanocy. Często motywacją takiego pójścia do konfesjonału nie jest chęć spotkania z miłosiernym Ojcem, ale tylko wypełnienie obrzędu. Tak jak na Boże Narodzenie ubiera się choinkę (bo tak wypada, taki jest zwyczaj, wszyscy tak robią) tak jeszcze wypadałoby pójść do spowiedzi no bo przecież są święta. Gdyby jednak świąt nie było wówczas nie miałbym żadnej motywacji żeby podejść do konfesjonału. Dla wierzącego najważniejszym powodem spowiadania się powinna być chęć spotkania z Ojcem, który przebacza i pozwala zacząć na nowo.

Możemy się spotkać z opinią niektórych osób, które twierdzą, że do spowiedzi nie muszą tak często chodzić bo nie mają przecież wielkich grzechów. Nawet jeżeli nie popełniamy grzechów ciężkich to ciągle upadamy w te powszednie, ciągle coś zaniedbujemy. Możemy to zrozumieć posługując się takim katechetycznym obrazkiem. Wyobraźmy sobie pokój, gdzie wszystko jest poukładane i na swoim miejscu. Przez długie miesiące nikt tam nie nabałaganił, wszystko jest wzorowo poustawiane. Kiedy jednak wejdziemy do tak poukładanego pomieszczenia czujemy w nim zaduch, a na meblach widzimy sporo kurzu. Chcąc zamieszkać w takim domu, mimo że wszystko jest na swoim miejscu, to jednak potrzebujemy sprzątania, ścierania kurzu i wietrzenia. Podobnie jest ze spowiedzią. Nawet jeśli wystrzegamy się grzechów ciężkich to jednak te powszednie ciągle mnie „zakurzają”. Ciągle brudzą. Stąd potrzeba „takiego duchowego sprzątania”. Sakrament pokuty to jednak nie tylko „duchowe sprzątanie”. To przede wszystkim spotkanie z Bogiem, który okazuje mi ogromną miłość przez dar przebaczenia. Przez najbliższe katechezy będzie rozważać jak się dobrze przygotować do owocnego przeżycia sakramentu pokuty.

Katecheza 24 listopada 2024.

Skąd się wzięła praktyka obchodzenia Roku Jubileuszowego?

Papież Franciszek zapowiedział, że rok 2025 będzie obchodzony w Kościele katolickim jako Rok Święty. Zastanówmy się skąd się wzięła ta praktyka i jakie jest jej znaczenie? Rok Jubileuszowy, zwany także Rokiem Świętym, to szczególny czas łaski w Kościele katolickim, który ma na celu pogłębienie życia duchowego wiernych, ich nawrócenie oraz odnowienie więzi z Bogiem. Jest to czas, w którym wierni, pod przewodnictwem papieża i Kościoła, doświadczają szczególnej łaski zbawienia, pokuty i radości. Rok Jubileuszowy jest związany z tradycją biblijną, a jego korzenie sięgają Starego Testamentu.

Zgodnie z przepisami zawartymi w Księdze Kapłańskiej (Kpł 25,8-13), Izrael co 50 lat obchodził  jubileusz – rok, w którym miały miejsce ważne wydarzenia: uwolnienie niewolników, przywrócenie utraconych ziem, i ogólna odbudowa porządku społecznego. Rok ten był czasem przebaczenia, pojednania i odnowy, a jego celem było przywrócenie ludziom sprawiedliwości i wolności. W tradycji chrześcijańskiej rok jubileuszowy zyskał nowe znaczenie: stał się czasem duchowej odnowy, nawrócenia, wyzwolenia z grzechu i doświadczenia Bożego miłosierdzia. Kościół katolicki przejął tę ideę, nadając jej pełniejszy wymiar, odnosząc ją do tajemnicy zbawienia dokonanego przez Jezusa Chrystusa. Kościół katolicki obchodzi Rok Jubileuszowy co 25 lat, a niektóre jubileusze mogą być ogłoszone częściej, w szczególnych okolicznościach. Celem tych obchodów jest wyrażenie wdzięczności za Bożą łaskę, zaproszenie do nawrócenia, odnowienia życia chrześcijańskiego, a także okazanie solidarności z całym Kościołem, który obchodzi ten szczególny czas. Pierwszy oficjalny Jubileusz w Kościele katolickim obchodzono w 1300 roku, z inicjatywy papieża Bonifacego VIII. Od tego czasu, papież ogłasza Rok Jubileuszowy, a tradycja ta została później usystematyzowana przez papieża Pawła VI w 1966 roku.

 Centralnym elementem Roku Jubileuszowego jest nawrócenie. W tym czasie Kościół zachęca swoich wiernych do refleksji nad swoim życiem, do zmiany postawy i do podejmowania konkretnych działań na rzecz duchowego wzrostu. To także moment, aby ponownie przyjąć zaproszenie do pełni życia chrześcijańskiego, do pogłębiania modlitwy, miłości bliźniego, oraz troski o pokój i sprawiedliwość na świecie. Rok Jubileuszowy to także czas radości i dziękczynienia. Wierni wspólnie świętują Boże zbawienie i dziękują za otrzymane łaski. Jubileusz ma charakter radosnego obchodu, który przypomina, że Bóg jest wierny wobec swojego ludu, a Jego miłosierdzie jest nieograniczone.

 

 

Katecheza 17 listopada 2024.

Na czym polega odpust zupełny?

Przez odpust zupełny rozumiemy odpuszczenie wszystkich kar doczesnych na jakie zasłużył grzesznik za swoje grzechy odpuszczone już co do winy w sakramencie pokuty. Osobę, która uzyskała odpust zupełny można porównać z dorosłym, który dopiero co otrzymał sakrament chrztu świętego. Dlatego gdyby ktoś bezpośrednio po uzyskaniu odpustu zupełnego zmarł, wierzymy iż bez czyśćca dostałby się do nieba. Odpust zupełny, wierny może uzyskać tylko jeden raz w ciągu dnia. Wyjątek stanowi odpust zupełny w godzinę śmierci, który wierny może uzyskać chociażby tego dnia zyskał już inny odpust zupełny. 

Warunki uzyskania odpustu zupełnego:

1. Wzbudzić intencję jego otrzymania.
2. Być w stanie łaski uświęcającej.
3. Wyzbyć się przywiązania do jakiegokolwiek grzechu.
4. Przyjąć w tym dniu Komunię Świętą.
5. Odnowić naszą jedność ze wspólnotą Kościoła poprzez odmówienie: “Ojcze nasz”, “Wierzę w Boga” oraz modlitwy w intencjach bliskich Ojcu Świętemu.

Gdy spełnimy wszystkie warunki uzyskania odpustu zupełnego, możemy go uzyskać w następujących sytuacjach:

  • Adorując Najświętszy Sakrament przynajmniej pół godziny 
  • Czytając pobożnie Pismo Święte przynajmniej przez pół godziny
  • Pobożnie odprawiając Drogę Krzyżową
  • Wspólnie odmawiając różaniec w kościele, w kaplicy publicznej, w rodzinie, we wspólnocie zakonnej
  • Pobożne odmawiając „Koronkę do Miłosierdzia Bożego” w kościele lub kaplicy wobec Najświętszego Sakramentu, publicznie wystawionego lub też przechowywanego w tabernakulum.

·         W dniach od 1 do  8 listopada nawiedzając cmentarz i modląc się za zmarłych

 

Katecheza 10 listopada 2024.

Skąd wziął się zwyczaj modlitwy za zmarłych?

Od pierwszych wieków istnienia chrześcijaństwa znana jest i praktykowana modlitwa za zmarłych. Starożytni chrześcijanie dzień zgonu nazywali „dniem narodzin” do szczęśliwego życia w wieczności i wspominali go uroczyście w modlitwach liturgicznych. Kościół zachęca wiernych do pamięci w modlitwach o swoich najbliższych. Czyni to w myśl wskazań Pisma Świętego, które mówi, że „świętą i zbawienną jest myśl modlić się za zmarłych, aby byli od grzechów uwolnieni” (2 Mch 12, 46).

Najważniejszą modlitwą zanoszoną do Boga za tych, którzy odeszli do wieczności, była zawsze i jest Msza św. Już w IV w. św. Augustyn opisując w Wyznaniach ostatnie chwile życia swej matki Moniki, przekazuje nam jej ostatnią wolę takimi słowami: „Wkrótce potem zwróciła się do nas obydwóch i rzekła: ciało złóżcie gdziekolwiek będziecie; niech wam troska o nie nie sprawia kłopotu; o to was tylko proszę, abyście zawsze pamiętali o mnie przy ołtarzu Pańskim. Wymówiwszy z trudem te słowa, zamilkła. Choroba zaś postępowała wzmacniając cierpienie”(Księga 9, 11). We wczesnym średniowieczu wprowadzono zwyczaj odprawiania Mszy św. za zmarłych w trzecim, siódmym i trzydziestym dniu po pogrzebie oraz w rocznicę śmierci.

Na przełomie VII i VIII wieku zostało ułożone oficjum brewiarzowe za zmarłych. W późniejszym czasie bardzo często odmawiały je niektóre wspólnoty zakonne. Od pewnego czasu na zakończenie każdej godziny brewiarzowej odmawia się krótką modlitwę: „A dusze wiernych zmarłych przez miłosierdzie Boże niech odpoczywają w pokoju. Amen”.

Zwyczaj modlitwy za zmarłych zapoczątkował św. Odilon, opat zakonu benedyktynów w Cluny we Francji. Ten pobożny zakonnik żył na przełomie IX i X wieku. Wydał w 998 r. rozporządzenie dotyczące licznych już wtedy w całej Europie klasztorów benedyktyńskich. Nakazał w nim zakonnikom pod wieczór 1 listopada, po uroczystych Nieszporach ku czci Wszystkich Świętych, odprawić Nieszpory za braci zmarłych. Nazajutrz zaś, 2 listopada, wszyscy zakonnicy-kapłani mieli ofiarować Mszę św. za wszystkich zmarłych. Zwyczaj ten, znany początkowo tylko w zakonie benedyktynów, wprowadzono najpierw w Belgii, a następnie w innych diecezjach. Został on przyjęty także przez Rzym i stąd rozpowszechnił się na cały Kościół.

Jedną z form modlitw za zmarłych są tak zwane wypominki.Nawiązują do tej starożytnej tradycji, która kryje w sobie głęboki sens. Zapisując imiona naszych bliskich zmarłych, a następnie je czytając, wierzymy, że są oni zapisani w księdze życia, o której wspomina Apokalipsa św. Jana. Jest to księga, w której widnieją imiona zbawionych. Wypominki wyrażają więc naszą wiarę w życie wieczne i zaufanie do miłosiernego Boga, który pragnie zbawić każdego człowieka. Ta forma modlitwy mówi również o więzi, która łączy nas, żyjących na ziemi, z osobami, które są w czyśćcu, a także z tymi, którzy już są w niebie. Stanowi to wyraz jedności całego Kościoła: pielgrzymującego na ziemi, pokutującego w czyśćcu oraz triumfującego w niebie. Śmierć nas zatem nie rozdziela. Ciągle trwamy we wzajemnej miłości. My, na ziemi, pamiętamy w modlitwie o zmarłych, ponieważ chcemy, aby jak najszybciej mogli doświadczyć pełnego szczęścia przy Bogu.

Katecheza 3 listopada 2024.

Jak rozumieć słowa, że Jezus narodził się z Maryi Dziewicy?

W Credo mszalnym wypowiadamy słowa, że Jezus narodził się z Maryi Dziewicy. Zastanówmy się jak te słowa należy rozumieć? Współcześnie wielu ludzi na pierwszym miejscu stawia pieniądz, przyjemność, konsumpcję, „użycie tego świata”. Niektórzy chcą także w taki sposób przeżywać swoją płciowość. Mówienie do człowieka XXI wieku o wstrzemięźliwości seksualnej i o dziewictwie napotyka często na drwiący uśmiech. Jednak te wartości w życiu chrześcijanina powinny mieć ważne miejsce.

Matka Boża stanowi szczególny wzór czystości przeżywanej z miłości do Pana Boga. Jest dogmatem wiary, że Maryja jest zawsze Dziewicą, to znaczy, że jest Nią: przed urodzeniem, w czasie i po narodzeniu Chrystusa. Określenie to oznacza powstrzymanie się od współżycia płciowego i zachowanie nienaruszalności cielesnej. Jak naucza Katechizm Kościoła KatolickiegoMatka Najświętsza przed i po narodzeniu Jezusa nie miała innych dzieci, Jego zaś (Jezusa) poczęła bez udziału mężczyzny, mocą Ducha Świętego (por. KKK 496).

Kościół zawsze wierzył w dziewictwo Maryi. Potwierdzają to Ewangelie, w których uznaje się dziewicze poczęcie Jezusa za dzieło Boże, przekraczające wszelkie rozumienie i wszelkie ludzkie możliwości. Prawdę tę możemy przyjąć jedynie w kategoriach wiary, tak jak przyjął ją święty Józef, do którego Anioł Pański powiedział o Maryi, jego Małżonce: „Z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło” (Mt 1,20). Kościół widzi w tym stwierdzeniu wypełnienie Bożej obietnicy danej przez proroka Izajasza, zapisanej na kartach Starego Testamentu: „Oto Dziewica pocznie i porodzi Syna” (por. KKK 497). Dziewictwo Maryi ukazuje absolutną inicjatywę Boga w przyjściu na świat Jego Syna Jezusa Chrystusa. Tylko Bóg jest jedynym i prawdziwym Ojcem Jezusa. Dzięki tej nadzwyczajnej interwencji Boga Jezus nigdy nie był oddalony od swojego Ojca z powodu natury ludzkiej, którą przyjął. Jezus stał się naturalnym Synem swego Ojca przez Bóstwo, naturalnym Synem swojej Matki przez swoje człowieczeństwo i właściwym Synem Bożym w obydwu naturach (por. KKK 503). Jezus począł się z Ducha Świętego w łonie Dziewicy Maryi. 

Człowieczeństwo Chrystusa od chwili cudownego poczęcia jest napełnione Duchem Świętym, ponieważ Bóg „z niezmierzonej obfitości udziela Mu Ducha” (por. KKK 504). Rola Maryi w tym cudownym przyjściu Jezusa na świat jest wyjątkowa. To na Nią łaskawym okiem spojrzał Bóg i polecił Jej wielkie dzieło do wykonania, nie ingerując w jej dziewictwo. I choć zapewne po ludzku nie rozumiała tej nadzwyczajnej ingerencji Boga, to jednak nie protestowała, ale powiedziała krótko „niech mi się stanie według Twego słowa!” (Łk 1,38). Dziewictwo Maryi stało się znakiem Jej szczególnej wiary i oddania. Właśnie ta Jej głęboka wiara i zaufanie Bogu pozwoliły Jej stać się Matką Zbawiciela. Jak napisał św. Augustyn, „Maryja jest bardziej błogosławiona przez to, że przyjęła Jezusa wiarą, niż przez to, że poczęła Go cieleśnie” (por. KKK 506).

Katecheza 27 października 2024.

 

Jak rozumieć przywilej Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny?

 

Jednym z czterech dogmatów naszej wiary odnoszących się do osoby Najświętszej Maryi Panny jest dogmat o Jej Niepokalanym Poczęciu. Zastanówmy się jaka jest treść tego dogmatu i jak należy go rozumieć?

Treścią dogmatu jest to, że Najświętsza Maryja Panna, od chwili swego poczęcia w łonie swojej matki – św. Anny, była wolna od wszelkiej zmazy grzechu pierworodnego. Prawda ta została uroczyście ogłoszona przez papieża Piusa IX w bulli „Nieomylny Bóg” („Ineffabilis Deus”) z 8 grudnia 1854 r. „Najświętsza Maryja Dziewica – czytamy w tym dokumencie – od pierwszej chwili swego poczęcia, przez łaskę i szczególny przywilej Boga wszechmogącego, na mocy przewidzianych zasług Jezusa Chrystusa, Zbawiciela rodzaju ludzkiego, została zachowana nienaruszona od wszelkiej zmazy grzechu pierworodnego” (KKK 491). Znamienne jest, że w chwili zwiastowania archanioł Gabriel pozdrawia Ją jako „pełną łaski” (Łk 1,28). (KKK 490). Przyszła więc na świat w stanie łaski uświęcającej, jako „pełna łaski”. Pełni tej wymagała szczególna godność przyszłej Matki Zbawiciela, stąd też została obdarowana przez Boga darami godnymi tak wielkiego zadania (KKK 490). Nie wypadało, aby ta, którą Bóg przewidział na Rodzicielkę swojego Syna, była obciążona grzechem Adama.

Maryja zatem stanowi jedyny wyjątek spośród ludzi. Podczas gdy na wszystkich ciąży grzech pierworodny, dziedziczony po pierwszych rodzicach, Ona uzyskała szczególny przywilej, zostając ubogacona od pierwszej chwili poczęcia blaskami szczególnej świętości, która pochodzi w całości od Chrystusa. „Dzięki łasce Bożej Maryja przez całe życie pozostała wolna od wszelkiego grzechu osobistego” (KKK 492). Jako wolna od obciążeń grzechu pierworodnego, Maryja została tym samym zachowana od skutków tego grzechu. Wolność od grzechu pierworodnego Maryi nie odcina Jej od nas, grzeszników. Jej moc silniejsza od potęgi szatana może nas wspomóc w naszej walce ze złem. W prefacji o Niepokalanym Poczęciu modlimy się do Boga: „Ty zachowałeś Najświętszą Maryję Pannę od zmazy grzechu pierworodnego i obdarzyłeś pełnią łaski, aby Ją przygotować na godną Matkę Twojego Syna”. My nie jesteśmy wolni od grzechu pierworodnego i jego następstw, lecz dysponujemy darem łaski uświęcającej uzyskanej w momencie chrztu i odzyskiwanej w sakramencie pokuty.

 

Katecheza 20 października 2024.

Dlaczego Maryi przysługuje tytuł Bożej Rodzicielki?

Odmawiając Credo mszalne powtarzamy w każdą niedziele słowa odnoszące się do Jezusa: „On to dla nas ludzi i dla naszego zbawienia zstąpił z nieba. I za sprawą Ducha Świętego przyjął ciało z Maryi Dziewicy”. Zastanówmy się, jak rozumieć te słowa i jaka jest rola Maryi w tajemnicy wcielenia Syna Bożego?

„Matka Boża”, czy też „Bogarodzica” lub „Bogurodzica”, to najbardziej zaszczytny tytuł, jakim Kościół obdarzył Najświętszą Maryję Pannę. Według zachowanych świadectw Maryja została nazwana Bożą Rodzicielką już w III wieku w Egipcie. „Maryja, nazywana w Ewangeliach «Matką Jezusa» (...) - uczy Katechizm Kościoła Katolickiego - już przed narodzeniem swego Syna jest ogłoszona, pod natchnieniem Ducha Świętego, «Matką Pana» (...). Istotnie, Ten, którego poczęła jako człowieka z Ducha Świętego i który prawdziwie stał się Jej Synem według ciała, nie jest nikim innym jak wiecznym Synem Ojca, drugą Osobą Trójcy Świętej. Kościół wyznaje, że Maryja jest rzeczywiście Matką Bożą” (KKK 495).

Prawdę o Bożym macierzyństwie Maryi uroczyście ogłoszono na III Soborze Powszechnym w Efezie w 431 r. Orzeczenie Soboru było odpowiedzią na błędne pojmowanie Bożego macierzyństwa Maryi przez Nestoriusza, patriarchę Konstantynopola. Nestoriusz i jego zwolennicy (zwani nestorianami) sprzeciwiali się tytułowi „Boża Rodzicielka” w stosunku do Maryi, natomiast przyznawali Jej tytuł „Rodzicielka Chrystusa”. Uważali, że dwie natury Chrystusa muszą wiązać się z odrębnością dwóch Jego osób: Boskiej i ludzkiej. Macierzyństwo Maryi odnosili tylko do ludzkiej natury (poczętej i zrodzonej z Maryi) i - jak błędnie przyjmowali - ludzkiej osoby Chrystusa. Takiemu stanowisku sprzeciwiał się św. Cyryl, patriarcha Aleksandrii, który w swoim nauczaniu podkreślał współistnienie dwóch natur w jednej, Boskiej Osobie Jezusa Chrystusa. Sobór Efeski, przyjmując naukę Cyryla, uznał w Chrystusie dwie natury: ludzką i Boską, i tylko jedną Jego Osobę. Od czasów Soboru Efeskiego już nikt nie zakwestionował tytułu Boża Rodzicielka w odniesieniu do Maryi. Kościół widzi w Bożej Rodzicielce Królową i Panią, gdyż jest Ona Matką Króla i Pana. Począwszy od V wieku ikony i mozaiki na chrześcijańskim Zachodzie i Wschodzie, przedstawiają Maryję nie tylko jako pokorną Służebnicę Pańską, ale i jako pełną chwały Władczynię. Wylicza się przywileje Maryi, którymi została obdarowana ze względu na Boże macierzyństwo.

Na pamiątkę 1500-lecia Soboru, który odbył się w Efezie, i na którym Kościół ogłosił jako dogmat wiary, że Maryja jest Matką Bożą, papież Pius XI w 1931 r. wprowadził do kalendarza liturgicznego święto Boskiego Macierzyństwa Maryi, polecając obchodzić je 11 października. Przeprowadzona po Soborze Watykańskim II reforma liturgiczna roku kościelnego podniosła ten obchód do rangi uroczystości i - nawiązując do chrześcijańskiej starożytności - przeniosła go na dzień 1 stycznia. Wybrano bardzo stosowny, nieprzypadkowy dzień, ostatni dzień oktawy Bożego Narodzenia, aby po wyśpiewaniu hymnów dziękczynnych Wcielonemu Słowu, złożyć hołd Jego Świętej Rodzicielce.

 

Katecheza 13 października 2024.

Jak należy rozumieć Wniebowstąpienie?

W wyznaniu wiary mówimy: wierzę, że Jezus „wstąpił do nieba, siedzi po prawicy Boga, Ojca wszechmogącego, stamtąd przyj­dzie sądzić żywych i umarłych”. Po zmartwychwstaniu Jezus przebywał ze swoimi uczniami przez 40 dni, jadł i pił z nimi oraz pouczał ich o swoim Królestwie. Jezus ostatni raz ukazał się w chwili Wniebowstąpienia. Wstępując do nieba, wywyższył ludzką naturę i jako prawdziwy Bóg i prawdziwy Człowiek zasiada po prawicy Ojca (por. KKK 659).

Wydarzenie Wniebowstąpienia jest przejściem Jezusa z chwały zmartwychwstania do chwały wywyższenia po prawicy Ojca (por. KKK 660). Zasiadanie po prawicy Ojca natomiast oznacza zapoczątkowanie królestwa Mesjasza zapowiadane w Starym Testamencie przez proroka Daniela, który mówi: „Powierzono Mu panowanie, chwałę i władzę królew­ską, a służyły Mu wszystkie narody, ludy i języki. Panowanie Jego jest wiecznym panowaniem, które nie przeminie, a Jego królestwo nie ulegnie zagładzie” (Dn 7,14). Ta prawda obecna jest także w mszalnym wyznaniu wiary, w słowach: „Królestwu jego nie będzie końca” (por. KKK 664).

Istnieje ścisła więź między wniebowstąpieniem Chrystusa a Jego powrotem przy końcu świata. Chrystus, który w zmartwych­wstaniu odniósł zwycięstwo nad śmiercią, rozpoczął dla nas nowy spo­sób życia z Bogiem. Jezus wchodzi pierwszy do tego życia, aby przygo­tować miejsce dla swoich wybranych. W tym czasie chrześcijanie pozostają w nadziei, że pewnego dnia będą żyć z Chrystusem na wieki (por. KKK 666) Dlatego też przez wiarę i sakramenty winni być zjednoczeni z Nim już na ziemi. Po wejściu do nieba Jezus Chrystus wstawia się też za nami „jako Pośrednik, który zapewnia nam nieustannie wylanie Ducha Świętego” (KKK 667). W ten sposób Jezus realizuje swoje wieczne kapłaństwo. Jak napisał autor Listu do Hebrajczyków, Jezus Chrystus, jedyny Kapłan nowego i wiecznego Przymierza „wszedł nie do świątyni zbudowanej rękami ludzkimi (...) ale do samego nieba, aby teraz wstawiać się za nami przed obliczem Boga” (Hbr 9,24).

W fakcie Wniebowstąpienia odczytujemy także prawdę o nas samych. Nikt z nas nie może wejść do nieba o własnych siłach, ale potrzebny i konieczny jest nam Ten, który „jako nasza Głowa wyprze­dził nas do niebieskiej ojczyzny, aby umocnić naszą nadzieję, że jako członki mistycznego Ciała również tam wejdziemy” (prefacja o Wnie­bowstąpieniu). Pismo Święte naucza o tej prawdzie w słowach „Nikt nie wstąpił do nie­ba oprócz Tego, który z nieba zstąpił — Syna Człowieczego” (J 3,13).

Katecheza 6 października 2024.

Jak należy rozumieć fakt zmartwychwstania Jezusa?

W Credo mszalnym wypowiadamy słowa, że umęczony i pogrzebany Chrystus trzeciego dnia zmartwychwstał. Czym jest zmartwychwstanie? Jest przejściem Chrystusa – wraz z duszą i ciałem – od śmierci do życia poza czasem i przestrzenią. Jest uczestnictwem w stanie chwały (por. KKK 646). Cielesność Jezusa zmartwychwstałego to cielesność uwielbiona. Jego ciało jest to samo, ale nie takie samo. Jest tym samym ciałem, które zawisło na krzyżu, ze śladami gwoździ i włóczni, ale nie takim samym, gdyż przekracza prawa natury (por. KKK 645). Potwierdzają to świadectwa ewangelistów, którzy piszą na przykład, że Jezus po zmartwychwstaniu wszedł do pomieszczenia mimo zamkniętych drzwi (por. J 20,26).

Zmartwychwstanie jest jednak wydarzeniem tajemniczym. Jego rzeczywistość potwierdza pusty grób i świadectwa uczniów. Dla współczesnego człowieka, człowieka obrazu, przekazów telewizyjnych i internetowych, te argumenty wydają się niewystarczające. Dlaczego strażnicy czuwający przy grobie „przegapili” tak nadzwyczajny fakt i nie zdali z niego szczegółowej relacji? Wszystko dlatego, że samo wydarzenie, a tym bardziej jego istota – przejście ze śmierci do życia – były nieuchwytne dla ludzkich zmysłów. W tajemniczy dla nas sposób Chrystus powstał z martwych, opuścił grób, w którym złożono Jego ciało. Jak napisał Jan Paweł II, „fakt ten był zadziwiający dla ludzi, którzy się znaleźli wobec czegoś, co ich przerastało”.

Zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa nie jest powrotem do życia ziemskiego, jak na przykład wskrzeszenie Łazarza, które, choć jest wydarzeniem cudownym, stanowi powrót do normalnego życia ziemskiego. Wskrzeszony Łazarz przeżył znów jakiś czas, ale ponownie umarł. Chrystus „nie jest Bogiem umarłych, lecz żywych” (Mk 12,27), dlatego własną mocą, zgodnie z wolą swego Ojca i napełniony Duchem Świętym, „zmartwychwstał dnia trzeciego, jak oznajmia Pismo”.

Zmartwychwstanie nadaje też sens i potwierdza to wszystko, co Chrystus czynił i czego nauczał: o prawdzie i fałszu; o grzechu i sądzie; o zbawieniu i potępieniu. Jest wypełnieniem obietnic Starego Testamentu oraz zapowiedzi samego Zbawiciela. Jest potwierdzeniem boskości Jezusa. Zmartwychwstanie otwiera człowiekowi dostęp do nowego życia, usprawiedliwia, przywraca łaskę Bożą. Jest zasadą i źródłem naszego przyszłego zmartwychwstania. „Chrystus zmartwychwstał jako pierwszy spośród tych, co pomarli” (1 Kor 15, 20). Gdyby nie zmartwychwstał, daremne byłoby nauczanie Kościoła, próżna byłaby także nasza wiara (por. 1 Kor 15, 14).

 

Katecheza 29 września 2024.

Co oznacza prawda o zstąpieniu Chrystusa do piekieł?

Odmawiając Skład Apostolski, powtarzamy słowa o zstąpieniu Chrystusa do piekieł. Dla wielu chrześcijan ta prawda jest niezrozumiała. Nie brakuje takich, którzy zstąpienie Chrystusa do piekieł rozumieją jako zejście do świata potępionych. Spróbujmy więc wyjaśnić w czasie dzisiejszej katechezy co ta prawda wyraża?

Od początku istnienia Kościoła prawda ta była obecna w jego nauczaniu i liturgii. Autor Starożytnej homilii na Wielką i Świętą Sobotę obrazowo opisał to wydarzenie tak: Chrystus „idzie, by odnaleźć pierwszego człowieka, jak zgubioną owieczkę. Pragnie nawiedzić tych, którzy siedzą zupełnie pogrążeni w cieniu śmierci; by wyzwolić z bólów niewolnika Adama, a wraz z nim niewolnicę Ewę”. Do sprawiedliwych, którzy wraz z pierwszymi ludźmi czekają na Odkupiciela, woła: „Zbudź się, który śpisz! Nie po to bowiem cię stworzyłem, byś pozostawał spętany w Otchłani. Powstań z martwych, albowiem jestem życiem umarłych” (por. KKK 635).

Prawda wiary o zstąpieniu Jezusa do piekieł jest wyrażona językiem minionych czasów. Miejsce przebywania zmarłych, do którego zstąpił Jezus, określano mianem otchłani, Szeolu, Hadesu, lub – w staropolszczyźnie – piekieł. Tej krainy zmarłych „nie należy utożsamiać (...) z piekłem potępionych” (Kompedium KKK 125). Owe „piekła” należy rozumieć jako „los tych wszystkich zmarłych, zarówno sprawiedliwych, jak i złych, którzy zmarli przed Chrystusem. Zmarły Chrystus, w swojej duszy zjednoczonej z Jego Boską Osobą, dołączył w krainie zmarłych do sprawiedliwych, którzy czekali na Odkupiciela, aby dostąpić łaski oglądania Boga” (Kompedium KKK 125).

W tej krainie zmarli pozbawieni byli oglądania Boga i odłączeni od Niego (por. Ps 6,6; 88,11–13; 115,17). Wejście Jezusa w rzeczywistość śmierci oznacza podzielenie przez Niego powszechnego losu ludzi i przyjęcie na Siebie wszystkich konsekwencji z nim związanych – poczucia samotności w obliczu śmierci, opuszczenia i ciemności. Solidarność Jezusa z losem człowieka jest tak silna, że wkracza On w rzeczywistość człowieczego bytu związanego z grzechem i śmiercią. Szatan chciał oderwać człowieka od Boga, zamknąć mu drogę do nieba, a życie ziemskie oraz wieczne uczynić życiem bez Boga. Stąd wielka wartość zstąpienia Jezusa do otchłani śmierci, bo oto „nawet umarłym głoszono Ewangelię” (1 P 4,6). W ten sposób dokonało się zwycięstwo Chrystusa nad mocami zła, grzechu i śmierci. Bóg pustkę śmierci człowieka wypełnił swoim życiem, które nie zna granic. Dzięki temu zwycięstwu możemy śpiewać o Chrystusie jako Zwycięzcy śmierci, piekła i szatana.

Tego zwycięstwa nad piekłem i szatanem nie można jednak rozumieć jako unicestwienie piekła potępionych i wyzwolenia zeń zarówno złych, jak i sprawiedliwych. Ich los nie jest identyczny. Potwierdza to sam Jezus w wielu przypowieściach – między innymi w przypowieści o ubogim Łazarzu, który oczekiwał wyzwolenia dusz sprawiedliwych na łonie Abrahama (por. KKK 633). Dzięki śmierci Jezusa dostąpiły i dostępują odkupienia wszystkie, minione i obecne pokolenia sprawiedliwych, którzy całą swoją ufność i nadzieję pokładają w Bogu i Jego Miłosierdziu. Tajemnica zstąpienia Jezusa do piekieł jest ciągle obecną w naszym życiu Dobrą Nowiną o zwycięstwie życia nad śmiercią i powołaniu człowieka do życia wiecznego.

Katecheza 22 września 2024.

Dlaczego Jezus złożył siebie samego Ojcu w ofierze?

Jezus Chrystus został umęczony na krzyżu, na wzgórzu Golgoty, podczas obchodów Paschy – największego święta żydowskiego. Stało się to według najnowszych badań biblijnych 7 kwietnia 30 r. Męka i śmierć Jezusa Chrystusa, przedstawione przez Ewangelistów i poświadczone przez inne źródła historyczne, były dobrowolną ofiarą Odkupiciela, podjętą ze względu na miłość Ojca (por. KKK 609), który „nas umiłował i posłał Syna swojego jako ofiarę przebłagalną za nasze grzechy” (1 J 4, 10). Syn Boży, pragnąc wypełnić wolę Ojca, wydał na śmierć samego siebie, aby nas wykupić z mocy grzechu i wyzwolić od śmierci wiecznej. Zastępując swoim posłuszeństwem nasze nieposłuszeństwo, odkupił nas i pojednał z Ojcem (por. KKK 615).

Jezus na nowo przerzucił most przyjaźni pomiędzy Bogiem i ludźmi, dokonując tego za sprawą odkupieńczej męki i śmierci, którą podjął całkowicie dobrowolnie. Katechizm Kościoła Katolickiego określa czyn Zbawiciela mianem „aktu najwyższej wolności” (KKK 609). Jezus stwierdzając, że „zstąpił z nieba nie po to, aby pełnić swoją wolę, ale wolę Tego, który Go posłał” (por. J 6, 38), wyraźnie zarazem podkreśla w przeddzień swej męki: „życie moje oddaję za owce (...) Nikt mi go nie zabiera, lecz Ja od siebie je oddaję” (J 10, 15. 18). Ofiara Jezusa Chrystusa, który niejako zastępując grzeszną ludzkość ofiarował siebie na śmierć (por. Iz 53, 12), aby wynagrodzić Bogu Ojcu za nasze winy i zadośćuczynić za nasze grzechy, stanowi jedyną i ostateczną ofiarę Nowego Przymierza. Przywraca nam ona pełną wspólnotę z Bogiem i jest Jego darem, przewidzianym przez Ojca i podjętym przez Syna Bożego (por. KKK 614). Męka i śmierć zapowiedziane w czasie Ostatniej Wieczerzy, obejmują wszystkich ludzi: są ofiarą za grzechy całego świata (por. KKK 610). W Starym Testamencie w święto Paschy zabijano baranka na pamiątkę wyzwolenia Izraelitów z niewoli egipskiej. Jezus jest prawdziwym Barankiem Paschalnym, którego śmierć wyzwala nas z niewoli grzechu (por. KKK 608). Podczas każdej Mszy świętej wyznajemy tę prawdę, wołając „Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, zmiłuj się nad nami”. Ilekroć bierzemy udział w Najświętszej Eucharystii, uczestniczymy w Ofierze Jezusa Chrystusa i korzystamy z jej obfitych owoców.

W Katechizmie Kościoła Katolickiego czytamy, iż „Jezus powołuje swoich uczniów do «wzięcia swojego krzyża i naśladowania Go», ponieważ cierpiał za wszystkich i zostawił nam wzór, abyśmy «szli za Nim Jego śladami»” (KKK 618). Uczeń Chrystusa podejmując codzienny krzyż i naśladując Mistrza, ma swój udział w męce i śmierci Zbawiciela. Zgodnie z wielowiekową tradycją Kościoła, wyznawcy Chrystusa rozpamiętują treść tego zbawczego zdarzenia i oddają część Zbawicielowi w różny sposób. Czynią to m.in. poprzez rozważanie ewangelicznych opisów Jego męki i śmierci oraz bolesnych tajemnic różańca, uczestnictwo w nabożeństwach gorzkich żali i drogi krzyżowej, powstrzymywanie się od udziału w zabawie i od spożywania pokarmów mięsnych w okresie Wielkiego Postu w duchu pokuty i umartwienia.

 

Katecheza 15 września 2024.

Co oznacza słowo Chrystus?

Głową państwa polskiego jest prezydent. Obejmując urząd, składa on przed Zgromadzeniem Narodowym uroczystą przysięgę. Nie zawsze jednak tak było. Przez długie wieki Polską rządzili królowie. Oficjalnym momentem objęcia przez każdego z nich władzy była uroczysta koronacja, odbywająca się podczas Mszy Świętej. W czasie takiej koronacji każdy władca, oprócz tego, że otrzymywał koronę, był też uroczyście namaszczany olejami świętymi na znak, że jest wybrany przez Boga – jest Bożym pomazańcem.

Także w Izraelu namaszczano w imię Boże królów, kapłanów, a niekiedy także proroków. „Takim namaszczonym miał być przede wszystkim Mesjasz, którego Bóg miał posłać, by zapoczątkował ostatecznie Jego Królestwo. Mesjasz miał być namaszczony Duchem Pańskim równocześnie jako król i kapłan, ale także jako prorok” (KKK 436). Pierwsi uczniowie uwierzyli, że Jezus wypełnił tę mesjańską nadzieję Narodu Wybranego. Dlatego bardzo wcześnie dodali do imienia „Jezus” tytuł „Chrystus”, który jest greckim tłumaczeniem słowa „Mesjasz” ,czyli „namaszczony”. Szczególny akt, przez który Jezus Bóg-Człowiek objawił się jako Mesjasz, dokonał się podczas chrztu w Jordanie, gdy sam Bóg namaścił Go Duchem Świętym i mocą (por. Dz 10,38).

Co zatem oznacza tytuł „Chrystus”, który szybko stał się imieniem własnym Jezusa? W Nowym Testamencie słowo „Chrystus” jako imię Jezusa występuje aż 529 razy. Tytuł ten oznacza, że Jezus jest zapowiadanym przez proroków Mesjaszem, posłanym przez Boga do ludzi, aby ich zbawił. Został On namaszczony mocą Ducha Świętego na Króla, Kapłana i Proroka, aby realizując tę potrójną funkcję wypełnił zbawczą wolę Boga wobec świata (por. KKK 436). Znaczna grupa ludzi w Izraelu oczekiwała Mesjasza, który stanie na czele powstania narodowego i wyzwoli Naród Wybrany spod rzymskiego panowania. Jezus jednak pokazał, że prawdziwa misja mesjańska polega na czym innym: Mesjasz przyszedł, aby wyzwolić nie tylko Izraelitów, ale wszystkich ludzi; i nie spod panowania Rzymu, ale z niewoli grzechu i śmierci. Chrystus jest zatem Królem, lecz nie takim jak królowie, których znamy z podręczników historii. Jego królowanie i władza ma charakter szczególny, nabiera bowiem prawdziwego znaczenia dopiero z perspektywy krzyża. Jezus powie sam o sobie i swej misji: „Syn Człowieczy (…) nie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby służyć i dać swoje życie na okup za wielu” (Mt 20,28). Jest także Kapłanem, który przelewa własną krew i składa własne życie jako ofiarę (1 J 2,2) na przebłaganie za nasze grzechy (por. Ga 1,4). Jest wreszcie Prorokiem, który bezkompromisowo głosi wolę Ojca.

Przez sakrament chrztu każdy chrześcijanin staje się uczestnikiem mesjańskiego posłannictwa Chrystusa. Jako lud kapłański mamy prawo do składania Bogu duchowych ofiar. Jako uczestnicy funkcji prorockiej możemy i powinniśmy głosić Ewangelię słowem i czynem. Biorąc zaś udział w posłannictwie królewskim mamy panować nad sobą i zmieniać świat na lepsze.

Katecheza 8 września 2024.

 

Co to jest Wcielenie?

Od zarania dziejów człowiek tęsknił za tym, by być blisko Boga. Ta tęsknota została zaspokojona, gdy odwieczne Słowo Boże przyjęło postać człowieka. Wspaniale wyraża to znana kolęda Franciszka Karpińskiego „Bóg się rodzi”. Jej tekst pięknie ukazuje, jak nieskończony Bóg staje się bliski człowiekowi. Święta Bożego Narodzenia, które przypominają co roku to wydarzenie, pokazują, że obraz Boga, którego należy kochać tylko ze strachu, jest całkowicie obcy myśli chrześcijańskiej. Biblia mówi bowiem o Bogu jako kochającym, miłosiernym i tak bliskim, że człowiek ma prawo zwracać się do Niego „Abba”, czyli „Ojcze”.

Od początku dziejów Pan Bóg okazuje człowiekowi tę wielką miłość. W Piśmie Świętym czytamy, że Bóg „tak umiłował świat, że Syna Swego Jednorodzonego dał, aby każdy kto w Niego wierzy nie zginął, ale miał życie wieczne” (J 3,16). Ów zrodzony przed wiekami z Ojca Boży Syn, nazwany został przez świętego Jana „Słowem” (J 1,1), z miłości do ludzi sam stał się człowiekiem, przyjmując z Maryi ludzkie ciało. Ten fakt nazywamy Wcieleniem Katechizm Kościoła Katolickiego podaje cztery powody, dla których Bóg stał się człowiekiem. Są nimi: chęć zbawienia człowieka (por. KKK 457), pragnienie, by człowiek poznał miłość Boga (por. KKK 458), ukazanie ludziom wzoru świętości (por. KKK 459) oraz danie im uczestnictwa w Boskiej naturze (por. KKK 460).

Bóg zapragnął zbawić człowieka, jednając go ze Sobą. To pojednanie dokonało się w osobie Wcielonego Słowa Bożego, Jezusa Chrystusa, który jest jednocześnie prawdziwym Bogiem i prawdziwym Człowiekiem. Chcąc dokonać owego pojednania druga Osoba Trójcy Świętej przyjęła ludzkie ciało (por. KKK 457). Pragnienie zbawienia człowieka było wyrazem miłości Boga. Jak mówi Katechizm, „Słowo stało się Ciałem, abyśmy poznali w ten sposób miłość Bożą” (KKK 458). Zatem miłość Boga do ludzi jest kolejną przyczyną przyjęcia przez Niego ludzkiej natury.

Katechizm poucza, że Słowo stało się Ciałem także po to, by być dla ludzi wzorem świętości (por. KKK 459). Na Górze Przemienienia Ojciec daje polecenie: „Jego słuchajcie” (Mk 9,7). Posłuszeństwo Jezusowi oznacza przede wszystkim wypełnianie przykazania miłości, w myśl słów zapisanych na kartach Ewangelii: „daję wam przykazanie nowe, abyście się wzajemnie miłowali, jak Ja was umiłowałem” (J 15,12). Jednym słowem, aby osiągnąć świętość, winniśmy postępować tak jak nauczał i żył Chrystus – aż do heroicznej miłości Boga i bliźniego (por. KKK 459).

Bóg okazując człowiekowi swą miłość poprzez przyjęcie ludzkiego ciała, uczynił ludzi „uczestnikami Boskiej natury” (2 P 1,4). Jak za świętym Ireneuszem poucza Katechizm Kościoła Katolickiego, „Syn Boży stał się Synem Człowieczym: aby człowiek (...) stał się synem Bożym” (KKK 460). Można zatem powiedzieć, że przyjęcie przez Boga ludzkiej natury nadało jej niewyobrażalną wprost godność, polegającą na uczestniczeniu w naturze samego Boga oraz na byciu jego dzieckiem.

 

Katecheza 1 września 2024.

Jak rozumieć prawdę, że Jezus Chrystus jest zarówno prawdziwym Bogiem i prawdziwym człowiekiem?

 

W każdą niedzielę chrześcijanie zgromadzeni na Mszy świętej wyznają swoją wiarę w następujących słowach: ,,Wierzę w Jednego Pana Jezusa Chrystusa, Syna Bożego Jednorodzonego, który z Ojca jest zrodzony przed wszystkimi wiekami, Bóg z Boga, Światłość ze Światłości, Bóg prawdziwy z Boga prawdziwego zrodzony a nie stworzony, współistotny Ojcu”. Wyznanie to dotyczy jednej z zasadniczych prawd wiary chrześcijańskiej: wiary w Jezusa Chrystusa, będącego zarazem prawdziwym Bogiem i prawdziwym Człowiekiem.

 Na przestrzeni wieków Kościół musiał bronić zarówno boskości Jezusa, jak i Jego człowieczeństwa, które, zwłaszcza w pierwszych wiekach, były kwestionowane przez herezje. Pierwsze sobory powszechne (w Nicei – 325 r., w Efezie – 431 r., w Chalcedonie – 451 r., w Konstantynopolu – 553 r.), przeciwstawiły się tym błędnym poglądom. W wyniku obrad soborowych, na podstawie Objawienia, wypracowana została nauka o prawdziwym Bóstwie i jednocześnie prawdziwym człowieczeństwie Chrystusa. Katechizm Kościoła Katolickiego naucza: ,,Kościół wyznaje (...) że Jezus jest niepodzielnie prawdziwym Bogiem i prawdziwym człowiekiem. Jest On prawdziwie Synem Bożym, który stał się człowiekiem, naszym bratem, nie przestając przez to być Bogiem, naszym Panem” (KKK 469).

Szukając odpowiedzi na pytanie, czy Jezus jest naprawdę Synem Bożym, musimy sięgnąć do Nowego Testamentu, a zwłaszcza do Ewangelii. Jezus sam wielokrotnie mówił, Kim jest. Nazywał siebie wysłannikiem Bożym – Mesjaszem i rzeczywistym Synem Boga. Świadczy o tym Jego zeznanie przed Kajfaszem. Na Kajfaszowe uroczyste zapytanie: „Poprzysięgam Cię na Boga żywego, powiedz nam: Czy Ty jesteś Mesjasz, Syn Boży?”, Chrystus odpowiedział: „Tak, Ja nim jestem” (Mt 26,63-64). Za to świadectwo o sobie otrzymał wyrok śmierci, a mimo to nie odwołał go, była to bowiem sprawa zasadnicza. Szczególne znaczenie dla potwierdzenia boskości Jezusa mają świadectwa biblijne zachowane m.in. w Ewangelii św. Jana: „Słowo stało się Ciałem i zamieszkało wśród nas. I oglądaliśmy Jego chwałę, chwałę jaką Jednorodzony otrzymuje od Ojca, pełen łaski i prawdy” (J 1,14) oraz w Liście do Kolosan: „W Nim bowiem mieszka cała Pełnia: Bóstwo na sposób ciała” (Kol 2,9). Dowodem boskiego posłannictwa Chrystusa była również Jego nauka, potwierdzona cudami.

Jezus jest także prawdziwym człowiekiem. Znaczenie tego faktu potwierdził Sobór Watykański II nauczając, że Chrystus okazał swą solidarność z ludźmi i objawił im Siebie samego. Syn Boży przez swoje wcielenie zjednoczył się z każdym człowiekiem. Ludzkimi rękami pracował, ludzkim myślał umysłem, ludzką działał wolą. Ludzkim sercem kochał. Stał się jednym z nas, we wszystkim do nas podobny oprócz grzechu (por. KDK 22). Jezus jako człowiek bywał głodny, spragniony, zmęczony. Pełną rzeczywistość Jego ludzkiego życia pokazał nam św. Łukasz Ewangelista pisząc, że Jezus wzrastał „w mądrości, w latach i w łasce” (Łk 2,52). Przyjął zatem człowieczeństwo ze wszystkimi jego właściwościami i ograniczeniami. Jak naucza Katechizm, „jedyne i wyjątkowe Wcielenie Syna Bożego nie oznacza, że Jezus Chrystus jest częściowo Bogiem i częściowo człowiekiem, ani że jest On wynikiem niejasnego pomieszania tego, co Boskie, i tego, co ludzkie. Syn Boży stał się prawdziwie człowiekiem, pozostając prawdziwie Bogiem”(KKK 464).

Katecheza 25 sierpnia 2024.

Co oznacza imię Jezus?

W kolejnej części Wyznania Wiary przechodzimy do słów: wierzę w Jezusa Chrystusa. Zacznijmy cykl naszych katechez na ten temat od zastanowienia się co oznacza imię Jezus? O nadaniu dziecku imienia rodzice rozmawiają na długo przed jego pojawieniem się na świecie. Często do tych dyskusji włączają się inni członkowie rodziny, przyjaciele czy znajomi. Dlaczego tak prosta zdawałoby się czynność, jaką jest nadanie dziecku imienia, budzi tyle emocji? Dlaczego rodzice przywiązują do tego faktu tak wielkie znaczenie?

Odpowiedzi na te pytania można odnaleźć w dość powszechnie występującym przekonaniu człowieka o istnieniu pewnych treści, zawierających się w noszonym imieniu, o randze samego imienia. Rodzice nadają dziecku imię, aby wyposażyć je w pewne cechy, niejako „zaprogramować” jego przyszłość lub odwrócić nieprzychylny bieg wydarzeń. Imię jest więc niejako ukierunkowaniem życia człowieka, życzeniem czy błogosławieństwem. Ważne jest również to, iż zwracanie się po imieniu wyraża bliską relację międzyosobową. Dlatego jesteśmy po imieniu tylko z ludźmi, którzy są nam w jakiś sposób bliscy. Rozważmy zatem, jakie znaczenie ma dla nas szczególne Imię, o którym Pismo Święte mówi, że „nie ma w żadnym innym zbawienia, gdyż nie dano ludziom pod niebem żadnego innego imienia, w którym moglibyśmy być zbawieni” (Dz 4,12).

Imię Jezus zostało nadane naszemu Zbawicielowi bezpośrednio przez Boga. Nie nadano go z ludzkiej inicjatywy, ale zostało objawione Maryi przy zwiastowaniu. Katechizm Kościoła Katolickiego naucza, że w chwili zwiastowania anioł Gabriel nadaje mającemu się narodzić Dziecięciu jako własne imię Jezus, które wyraża zarówno Jego tożsamość, jak i posłanie. „Jezus” w języku hebrajskim oznacza: „Bóg zbawia”, „Jahwe jest zbawieniem”. Ponieważ jedynie Bóg „może odpuszczać grzechy” (Mk 2,7), to On w Jezusie, swoim odwiecznym Synu, który stał się człowiekiem, „zbawił lud od jego grzechów” (Mt 1,21). W ten sposób w Jezusie Bóg wypełnia całą historię zbawienia dla dobra ludzi. Jezus z Nazaretu nie tylko nosi imię, które mówi o zbawieniu, ale także JEST Tym, którego to imię oznacza: jest Zbawicielem. Świadczą o tym pewne zwroty użyte przez ewangelistów. Łukasz zapisał „narodził się wam Zbawiciel” (Łk 2,11) a Mateusza dodał „On bowiem zbawi swój lud od jego grzechów” (Mt 1,21). Zwroty te odzwierciedlają prawdę objawioną, którą głosi cały Nowy Testament, a najpełniej wyraża święty Paweł Apostoł, gdy pisze: „Dlatego też Bóg Go nad wszystko wywyższył i darował Mu imię ponad wszelkie imię, aby na imię Jezusa zgięło się każde kolano (…) i aby wszelki język wyznał, że Jezus Chrystus jest Panem ku chwale Boga Ojca” (Flp 2, 9-11). Mimo, że imię Jezus nosiło wielu synów narodu żydowskiego przed Chrystusem - zarówno w Starym, jak i w Nowym Testamencie, to tylko w Jezusie Chrystusie imię to osiąga pełnię swego znaczenia. On bowiem jest właśnie Tym, w którym i przez którego Bóg dokonał zbawienia człowieka. To właśnie imię Jezus jest właściwym imieniem Boga Zbawiciela. Nawet złe duchy boją się Jego imienia, uczniowie w Jego imię dokonują cudów, ponieważ Ojciec udzieli im wszystkiego, o co Go poproszą w imię Jezusa. Stąd imię Jezus znajduje się w centrum modlitwy chrześcijańskiej, wszystkie bowiem modlitwy liturgiczne kończą się formułą: „Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa”. Podobnie punktem kulminacyjnym modlitwy „Zdrowaś Maryjo” są słowa: „błogosławiony owoc żywota Twojego, Jezus”. Imię „Jezus” towarzyszy zatem chrześcijanom przez całe życie.

 

Katecheza 18 sierpnia 2024.

Dlaczego na świecie jest tyle zła?

Jednym z pytań, które nieustannie powraca w rozmowach ateistów i agnostyków z osobami wierzącymi jest to: „Skoro Bóg jest wszechmocny i miłosierny, to dlaczego na świecie jest tyle zła?” Jak pogodzić prawdę o Bożej wszechmocy i miłosierdziu ze złem, które dostrzegamy wokół siebie?Nie są to pytania banalne. I nie są to też pytanie, które świadczą o wrogim stosunku do wiary. Te kwestie przewijają się przez wiele ksiąg Biblii. Księga Hioba jest właściwie jednym wielkim pytaniem o to, dlaczego Bóg nie ingeruje, gdy zło dotyka niewinnej osoby.

            Próbując odpowiedzieć na te pytania należy zaznaczyć, że człowiek na wszystko patrzy z perspektywy doczesności: chciałby sprawiedliwości tu i teraz. Bóg jednak patrzy na rzeczywistość inaczej, postrzegając ją z perspektywy wieczności. To, co może nam się wydawać obecnie niesprawiedliwe, wyjaśni się dopiero u kresu czasów. Ogrom zła, którego doświadczamy teraz – czy są to choroby, wojny, katastrofy, przestępstwa czy innego rodzaju bóle i cierpienia – ostatecznie nie okaże się większy od dobra, które Bóg wyprowadził z całego tego trudu zmagania się ze złem. Wyjaśnia to także Katechizm Kościoła Katolickiego w następujący sposób: „Dlaczego Bóg nie stworzył świata tak doskonałego, by żadne zło nie mogło w nim istnieć? W swojej nieskończonej mocy Bóg zawsze mógłby stworzyć coś lepszego. W swojej nieskończonej mądrości i dobroci Bóg chciał jednak w sposób wolny stworzyć świat „w drodze" do jego ostatecznej doskonałości. To stawanie się dopuszcza w zamyśle Bożym pojawianie się pewnych bytów, a zanikanie innych; dopuszcza obok tego, co najdoskonalsze, także to, co mniej doskonałe; obok budowania natury, również zniszczenia. Obok dobra fizycznego istnieje zatem także zło fizyczne tak długo, jak długo stworzenie nie osiągnie swojej doskonałości”. (KKK 310)

Ważną częścią tego wyjaśnienia jest kwestia wolności. Owszem, Bóg mógłby stworzyć świat „doskonały” w sensie mechanicznym, w którym wszystko funkcjonowałoby jak w zegarku. Ale brakowałoby w nim jednego elementu, najistotniejszego z punktu widzenia Boga: wolności. Jeśli zaś ten element istnieje, to oznacza to, że wszelkie istoty wolne i rozumne mogą wybrać zarówno dobro, jak i zło – ze wszystkimi tego konsekwencjami, które dotykają nie tylko ich samych, ale całe ich otoczenie. Aniołowie i ludzie - stworzenia rozumne i wolne - muszą zdążać do swego ostatecznego przeznaczenia przez wolny wybór, a przede wszystkim przez miłość. Mogą więc błądzić i popełniać grzechy. W ten właśnie sposób zło moralne weszło w świat; jest ono nieporównanie większe od zła fizycznego. Bóg w żaden sposób, ani bezpośrednio, ani pośrednio, nie jest przyczyną zła moralnego. Dopuszcza je jednak, szanując wolność swego stworzenia, i w sposób tajemniczy potrafi wyprowadzić z niego dobro. Wyjaśnia nam Katechizm Kościoła Katolickiego, że „Bóg wszechmogący... ponieważ jest dobry w najwyższym stopniu, nie pozwoliłby nigdy na istnienie jakiegokolwiek zła w swoich dziełach, jeśli nie byłby na tyle potężny i dobry, by wyprowadzić dobro nawet z samego zła”. (KKK 311)

Katecheza 11 sierpnia 2024.

Co to jest Opatrzność Boża?

W czasie naszych ostatnich katechez pochylaliśmy się nad tajemnicą Boga Stworzyciela świata i człowieka. Pozostaje nam jeszcze zastanowić się czy Bóg stworzył świat i w niego już nie ingeruje? Czy w jakiś sposób ciągle „towarzyszy” swojemu stworzeniu? Stare polskie przysłowie mówi: Pan Bóg coś na nas dopuści, ale nigdy nas nie opuści. Wyraża ono prostą wiarę w to, że Bóg jest bliski człowiekowi. Zbliżył się do człowieka tak, że stał się jednym z nas i nie przestaje być blisko. Opiekuje się wszystkim, co stworzył, a szczególnie człowiekiem. Niekiedy nawet trudne doświadczenia przeszłości, również te naznaczone cierpieniem, potrafimy odczytać jako palec Boży kierujący naszym życiem. Święty Paweł zapewnia: „Wiemy przecież, że tym, którzy kochają Boga i którzy zostali powołani zgodnie z Jego wcześniejszym zamysłem, wszystko służy dla ich dobra” (Rz 8, 28). Bóg kieruje biegiem świata i jego historią, ale nie niszczy wolności człowieka, lecz ją szanuje i przewiduje.

Opatrzność Bożą możemy porównać do obrazu Boga, który dyryguje niezliczoną ilością instrumentów, chórów i solistów tworzących wielką symfonię Kosmosu. Gdyby człowiekowi przeciętnie znającemu się na muzyce wręczono partyturę jakiegoś utworu, np. Symfonii nr 40 g-moll Mozarta, i zażądano od niego, by wykonał to wielkie dzieło z udziałem chóru i orkiestry, z pewnością odpowiedziałby, że nie potrafi tego zrobić. Nie zna tych tajemniczych znaków, którymi jest zapisana całość, i nie wie, kiedy wprowadzić poszczególne instrumenty, kiedy dać znak do rozpoczęcia partii solowych. To przekracza jego możliwości. Podobnie niezrozumiałe dla człowieka mogą być znaki i poszczególne partie „muzyki”, którą Bóg „skomponował”, gdy tworzył świat, i której wykonaniu „dyryguje”. On jest kompozytorem znającym cały utwór i dyrygentem, który prowadzi „orkiestrę świata”. Wysłuchana muzyka staje się piękna, a poszczególne nuty partytury odnajdują sens dopiero w całości utworu. Opatrzność Boża jako opieka Boga nad wszystkim, co stworzył,  nie jest jednak kierowaniem dziejami świata z oddali i dystansu. Celem Stwórcy jest doprowadzenie wszystkiego do pełnej doskonałości, do której nas przeznaczył.

Wiara w Opatrzność wyraża prawdę, że Bóg nie jest obojętnym Stwórcą, który nas powołał do życia, a potem powiedział: „radźcie sobie sami”. Jest zupełnie inaczej — Bóg ma nas cały czas na oku, co nie znaczy, że On sam wszystko robi za nas. Podobnie jak rodzice, którzy z troską patrzą na swoje dzieci, pragną ich dobra, a przecież pozwalają im żyć swoim życiem. Dziecko nie jest nakręconą zabawką rodziców, człowiek nie jest zaprogramowany przez Boga.

Opatrzność polega też nie na tym, że Bóg zastępuje człowieka, lecz na tym, że człowiek może poznać swoje powołanie i ma wszystkie dane, aby je rozwijać. Bóg znajduje się u podstaw działania człowieka, jak mówi św. Paweł: „Bóg bowiem sprawia, że pragniecie i działacie zgodnie z Jego upodobaniem” (Flp 2, 13). Pan Bóg bardzo rzadko rządzi światem bezpośrednio, kiedy np. wchodzi w porządek natury przez swoje cudowne interwencje. Zwykle działa pośrednio, np. przez innych ludzi, tak jak przez rodziców kieruje dziećmi. Głos sumienia, wychowanie, otoczenie, rady dobrych ludzi, a często i niepowodzenia są narzędziami w ręku Opatrzności.

Pan Bóg coś na nas dopuści, ale nigdy nas nie opuści. Boża obecność i bliskość są szczególnie ważne w trudnych chwilach, kiedy potrzebujemy Bożej pomocy. Słowo „opatrzność” w języku polskim jest bliskie słowu „opatrzeć”. „Opatrzność” to również opatrywanie ran. Bóg nie tylko na nas patrzy, widzi naszą życiową drogę, ale też opatruje nasze rany, byśmy mogli iść dalej. Dlatego zamiast mówić, że „przypadki chodzą po ludziach”, lepiej pamiętajmy, że strzeżonego Pan Bóg strzeże, i zachowujmy się tak, jak gdyby Bóg się nam

Katecheza 4 sierpnia 2024.

 

Skąd wziął się szatan i demony?

W wyznaniu wiary powtarzamy prawdę, że Bóg stworzył wszystko. Księga Rodzaju poucza nas, że wszystko co powołał On do istnienia jest dobre. Skąd więc pojawiło się na świecie zło? Skąd wziął się szatan i złe duchy? Nauka Kościoła, przedstawiona na Soborze Laterańskim IV w 1215 roku, głosi, że diabeł i inne demony zostali stworzeni przez Boga jako dobre duchy, a stali się złymi z własnej woli (Denz. 428 [800]). W Drugim Liście św. Piotra czytamy o aniołach, którzy zgrzeszyli, a Bóg im nie odpuścił, ale wydał [ich] do ciemnych lochów Tartaru, aby byli zachowani na sąd (2P 2,4). Nie wiemy jaki był charakter grzechu popełnionego przez aniołów. Jeśli, jak mówi Piotr Apostoł, Bóg nie odpuszcza grzechu aniołów, to z tej racji, że trwają oni w swym grzechu, że są wiekuiście spętani wiązami tego wyboru, jakiego dokonali na początku, odrzucając Boga wbrew prawdzie o Dobru najwyższym i ostatecznym, którym Bóg sam jest. W tym sensie pisze św. Jan, że diabeł trwa w grzechu od początku (1 J 3, 8).

Powyższe teksty pozwalają nam zrozumieć naturę i wielkość grzechu szatana, który polegał właśnie na odrzuceniu prawdy o Bogu, poznanym w świetle rozumu i Objawienia jako nieskończone Dobro, jako Miłość i Świętość sama. A grzech ten był tym większy, im większa była doskonałość i przenikliwość poznawcza rozumu anielskiego, im większa jego wolność oraz pierwotna bliskość w stosunku do Boga. Odrzucając tę prawdę o Bogu aktem swojej wolnej woli, szatan staje się jakby kosmicznym kłamcą i ojcem kłamstwa (J 8, 44): sam żyje w radykalnej negacji Boga i zarazem to własne, tragiczne kłamstwo o Dobru, jakim jest Bóg, usiłuje narzucić stworzeniu, innym istotom stworzonym na obraz Boga, a w szczególności ludziom. W Księdze Rodzaju znajdujemy precyzyjny zapis takiego właśnie zakłamania prawdy o Bogu, które szatan (pod postacią węża) usiłuje przekazać pierwszym przedstawicielom rodzaju ludzkiego, mówiąc, że Bóg nakłada na człowieka pewne ograniczenia, gdyż zazdrośnie strzeże swoich przywilejów (por. Rdz 3,5). Szatan nakłania człowieka, by wyzwolił się spod tego jarzma i stał się jak Bóg.

W swym egzystencjalnym zakłamaniu szatan staje się - jak mówi św. Jan - także zabójcą, czyli niszczycielem tego nadprzyrodzonego życia, jakie Bóg od początku zaszczepił w nim samym, a także w stworzeniach będących z natury obrazem Boga: w innych czystych duchach i w ludziach. Szatan chce zniszczyć życie wedle prawdy, życie w pełni dobra, nadprzyrodzone życie łaski i miłości. Dlatego autor Księgi Mądrości pisze: śmierć weszła na świat przez zawiść diabła i doświadczają jej ci, którzy do niego należą (Mdr 2, 24).

 

Święta

Sobota, I Tydzień zwykły
Rok A, II
Wspomnienie św. Antoniego, opata

Wyszukiwanie

Blok reklamowy

Licznik

Liczba wyświetleń:
2348296