Menu
Menu dodatkowe
  • ółążść‡

Zegar

Statystyki

Brak własnych statystyk

Katecheza 6 czerwca 2021 r. Dlaczego przykazanie „Nie zabijaj” stoi na straży ludzkiego szczęścia i pokoju?

 

Człowiek przechodzący na świat jest nastawiony na stopniowe zdobywanie dojrzałości. Im doskonalej przebiega ten rozwój dziecka w młodzieńca, a następnie w człowieka dojrzałego, tym więcej chwały odbiera Bóg. Stwórca cieszy się, gdy Jego dzieło nabiera doskonałości. Proces takiego rozwoju jest uzależniony od bardzo wielu czynników, wśród których jednym z niezwykle ważnych jest właściwa postawa wobec bliźnich. Człowiek wzrasta duchowo i dojrzewa w miarę jak żyje dla innych. O dojrzałości naszej decyduje bowiem miłość, a ta z istoty swojej ma odniesienie do innych. Można powiedzieć, że człowiek wzrasta, jeśli broni innych i pomaga im wzrastać, karłowacieje natomiast, gdy tej pomocy nie udziela. Człowiek niszczy siebie, jeśli w jakiś sposób niszczy drugiego człowieka. No straży prawidłowego rozwoju człowieka stoi piąte przykazanie Dekalogu – „Nie zabijaj”. Strzeże ono dwóch wielkich wartości: życia drugiego człowieka i życia naszego.

Mówiąc „nie zabijaj” mamy na uwadze najczęściej zdrowie i życie innych ludzi. Kto je niszczy, popełnia grzech. Panem życia jest tylko Bóg i tylko On może o nim decydować. Ingerencja człowieka w tę najwyższą wartość jest zawsze uzurpacją prawa Bożego. Nikomu nie potrafimy dać życia, skoro nawet przy poczęciu dziecka jesteśmy jedynie narzędziami w ręku Stwórcy. Nikomu zatem nie mamy prawa ani życia odbierać, ani go skracać.

Zabójstwo czy krzywda wyrządzona drugiemu człowiekowi szkodzi nie tylko skrzywdzonemu, ale przede wszystkim temu, kto się tego dopuszcza. Czyn taki mocno uderza w psychikę człowieka i wyciska na niej znamię Kaina. Kaleczy winowajcę na całe życie, hamując jego dalszy rozwój. Można powiedzieć, że morderca czy krzywdziciel staje się w pewnym sensie kaleką na całe życie. Konsekwencje tego są olbrzymie. Znika z twarzy prawdziwy uśmiech, sumienie traci pokój, a w spotkaniach z innymi ludźmi pojawiają się poważne trudności. Ludzie odruchowo podchodzą do wyrządzającego krzywdę z rezerwą, a jeśli muszą z nim przestawać, odnoszą się do niego nieufnie, przyjmując postawę obronną.

Każdy człowiek, który wyrządził poważną krzywdę drugiemu, choćby nawet nikt o tym nie wiedział, staje się nieszczęściem dla społeczeństwa. Odbiera bowiem radość, a sączy smutek w środowisko w którym żyje. Takich ludzi zgaszonych mamy wśród nas coraz więcej. Pojawiają się pytania, dlaczego nasze społeczeństwo staje się smutne? Przyczyn na pewno jest wiele, ale wśród nich na pierwszy plan zaczyna wysuwać się krzywda. Czy można szukać radości w oczach matki czy ojca, którzy mają na sumieniu życie własnych dzieci? Czy można szukać szczęścia na twarzy człowieka, przez którego inni stracili pracę, są szantażowani czy płaczą? Czy można szukać w pokoju w sercach tych, którzy w pogoni za pieniądzem lub stanowiskiem depczą innych? Przykazanie „Nie zabijaj” oznacza także nie wyrządzaj krzywdy innym. Niech nikt z powodu ciebie nie płacze. To niezwykle prosta zasada, gwarantująca człowiekowi pokój i właściwy wewnętrzny rozwój.

Katecheza 30 maja 2021.              Dlaczego nie wolno odbierać życia?

 

Piąte przykazanie Dekalogu stoi na straży świętości życia. Słowo Boże dotyczące tego tematu jest jasne i konkretne: nie wolno odbierać życia, ale trzeba je chronić! Dawcą życia jest sam Bóg i człowiek nie ma prawa decydować o tym kiedy ma ono się zakończyć. Życie jest święte od momentu poczęcia aż po naturalną śmierć. Stąd grzechami przeciwko piątemu przykazaniu są: zabójstwo, samobójstwo, aborcja, eutanazja, in vitro. Piąte przykazanie wzywa także do troski o zdrowie i zakazuje nadużywania wszelkiego rodzaju używek, które je niszczą. Postawmy sobie pytanie: dlaczego nie wolno odbierać życia? Odpowiadając musimy stwierdzić, że na wszelkiego rodzaju wątpliwości dotyczące tego tematu istnieją dwa argumenty.

Pierwszy i podstawowy: To Bóg zakazuje odbierania życia. Dla tych, którzy wierzą w Boga i wierzą Jego słowu powinien to być argument najważniejszy i ostateczny. Jego Słowo jest święte i On najlepiej wie czego człowiekowi potrzeba do szczęśliwego życia. Drugi argument to ten dotyczący pytania «kim jest człowiek i czym jest ludzkie życie?».

Wracając do opisu stworzenia człowieka z Księgi Rodzaju (Rdz 1,26-31) możemy z łatwością stwierdzić, iż ulepienie człowieka z prochu ziemi i tchnienie w jego nozdrza tchnienia życia było czymś niepowtarzalnym w działaniu Stwórcy. Bóg stworzył człowieka jako jedyną istotę na swój obraz i podobieństwo. I jako jedyne spośród stworzeń jest osobą. Wszystko inne jest rzeczą. Tylko w odniesieniu do człowieka pytamy: kto to jest?. O pozostałe stworzenia pytamy co to jest? Już same zasady gramatyki mówią o tym, że człowiek jest kimś wyjątkowym. Tylko on jest osobą i tylko jemu przysługują prawa osoby: poszanowanie godności, prawo do miłości, prawo do życia, prawo do tego by być chcianym i kochanym. Z tego wyjątkowego działania Boga, który stworzył człowieka na swój obraz i podobieństwo wynika niepowtarzalna godność i świętość życia ludzkiego.

Katecheza 23 maja 2021. Jakie jest miejsce patriotyzmu w Dekalogu?

 

W debacie publicznej możemy spotkać się ze ścieraniem różnych poglądów na temat patriotyzmu. Spróbujmy na początku zdefiniować czym on jest. Patriotyzm to umiłowanie tego, co ojczyste: umiłowanie historii, tradycji, języka czy nawet samego krajobrazu ojczystego. Jest to miłość, która obejmuje również dzieła rodaków i owoce ich geniuszu. Próbą dla tego umiłowania staje się każde zagrożenie jakiegokolwiek dobra związanego z ojczyzną. Nasze dzieje uczą, że Polacy byli zawsze zdolni do wielkich ofiar dla zachowania tego dobra albo też dla jego odzyskania. Jan Paweł II, podczas pielgrzymki do Polski w 1991 roku, rozważając czwarte przykazanie Dekalogu w Masłowie koło Kielc, tak wołał: „… To jest moja matka, ta ziemia! To jest moja matka, ta Ojczyzna! To są moi bracia i siostry! I zrozumcie, wy wszyscy, którzy lekkomyślnie podchodzicie do tych spraw, zrozumcie, że te sprawy nie mogą mnie nie obchodzić, nie mogą mnie nie boleć! Was też powinny boleć!” Papież nazywa ojczyznę matką i wyjaśnia, że miłość do rodzinnego kraju jest obowiązkiem wynikającym z przestrzegania Dekalogu.

 Jeśli pytamy o miejsce patriotyzmu w Dekalogu, to odpowiedź jest jednoznaczna: wchodzi on w zakres czwartego przykazania. Dlatego Katechizm Kościoła Katolickiego poucza: „Obywatele mają obowiązek przyczyniać się wraz z władzami cywilnymi do dobra społeczeństwa w duchu prawdy, sprawiedliwości, solidarności i wolności. Miłość ojczyzny i służba dla niej wynikają z obowiązku wdzięczności i porządku miłości. Podporządkowanie prawowitej władzy i służba na rzecz dobra wspólnego wymagają od obywateli wypełniania ich zadań w życiu wspólnoty politycznej” (KKK 2239). Troska o współobywateli przejawia się między innymi w uczciwym płaceniu podatków i czynnym udziale w życiu społecznym obywateli. Wyrazem tej troski jest również poznawanie historii własnego narodu. Ktokolwiek lekceważy historię, ten w życiu popełnia wiele błędów. Jest ona bowiem nauczycielka życia w jego realnym kształcie. To nie filozofowanie o życiu, to nie budowanie zamków na lodzie, ale to konkretni ludzie, którzy w ścisłe określonej sytuacji realizowali swoje życie. Ten ich przykład, ich sukcesy i porażki maja nam wiele do powiedzenia.

Wobec społeczeństwa i władz społecznych chrześcijanin powinien kierować się zasadami: „Oddajcie Cezarowi to, co należy do Cezara, a Bogu to, co należy do Boga" (Mt 22,21). Druga zasada brzmi „Trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi" (Dz 5,29). Oznacza to, że należy przestrzegać słusznych praw i poleceń władz. Jeśli jednak nakazują one coś sprzecznego z przykazaniami Bożymi, nie wolno spełniać wydanych rozporządzeń. Prawo Boże jest bowiem ważniejsze niż prawo stanowione przez człowieka.

 

Katecheza 16 maja 2021. Czwarte Przykazanie – szacunek do ludzi starszych.

 

Właściwa realizacja czwartego przykazania ułatwia rozwiązanie jednego z trudnych problemów społecznych. Chodzi o współżycie starszego pokolenia z młodszym. Różnice w myśleniu i podejściu do niektórych spraw między młodszymi i starszymi nieraz powodują napięcia i konflikty. Co raz częściej możemy usłyszeć ze strony starszych narzekanie, że młodzi ich nie rozumieją, ani nie liczą się z ich zdaniem. Z kolei podobne skargi wyrażają po adresem starszego pokolenia młodzi. Życie społeczne powinno być oparte na wzajemnym szacunku i zrozumieniu. Siła starszego pokolenia oparta jest na doświadczeniu i promieniującej z niego mądrości. Młode pokolenie posiada zdolność do ryzyka, z którego może wypływać twórcza odwaga. Połączenie mądrości i odwagi dla wspólnego dobra decyduje o twórczym rozwoju społeczeństwa. Aby jednak to mogło nastąpić, potrzebne jest spotkanie pokoleń, oparte na wzajemnym szacunku i miłości.

„Czcij ojca i matkę swoją” to także Boże wezwanie do otoczenia czcią wszystkich ludzi, którzy z racji wieku mogą być ojcem i matką. To po prostu wezwanie do szacunku i miłości dla tego, co starsze. W praktyce chodzi o drobne gesty: miejsce w tramwaju, w autobusie, na ławce, w poczekalni, pomoc przy wsiadaniu do wagonu, przeprowadzenie starszego człowieka przez jezdnię, itp. Chodzi o umiejętność dostrzeżenia ludzi podeszłego wieku i otoczenie ich opieką  tam, gdzie się w danym momencie znajdują. Ta umiejętność jest ważnym elementem ewangelicznej miłości i częścią chrześcijańskiego orędzia. Liczy się bowiem nie siła produkcyjna, lecz mądrość życiowa. Społeczeństwo, które ocenia ludzi według zdolności produkcyjnych, nigdy nie będzie łaskawe dla ludzi podeszłego wieku. Takie nastawienie prowadzi do upadku życia społecznego. Zostaje bowiem zniszczony zasadniczy pion, według którego najważniejszy jest człowiek, a nie produkcja. Chrześcijaństwo zawsze broniło tego pionu, stawiając w centrum człowieka.  Od dwudziestu wieków walczy o godność ludzi nieproduktywnych, nienarodzonego dziecka, kalekich, chorych i starych. Człowieka trzeba widzieć od poczęcia do naturalnej śmierci i otoczyć go opieką zarówno wtedy, gdy jest bezradny, bo jeszcze nie osiągnął dojrzałości, jaki i wówczas, gdy staje się bezradny, wchodząc w starość. Ta troska o człowieka na przestrzeni całego jego życia świadczy o mądrości społeczeństwa i gwarantuję jego właściwy rozwój. Przykazanie czwarte, wzywając do szacunku wobec rodziców, przypomina zarazem obowiązek otoczenia miłością wszystkich ludzi podeszłego wieku, a tym samym czyni ludzkie sumienia wrażliwymi nie na pieniądze czy na bogactwo, lecz na człowieka. 

Katecheza 9 maja 2021 r.

Obowiązek upominania przez rodziców

Czwarte Przykazanie Dekalogu nakłada na rodziców obowiązek upominania swoich dzieci. Matka i ojciec maja nie tylko prawo, lecz i obowiązek upomnieć dziecko nawet wówczas, gdy ono jest już w pełni samodzielne i odpowiedzialne. Dzisiaj niestety staje się to bardzo trudne, ponieważ rodzice boją się „stracić” relacje ze swoją córką czy synem i często rezygnują z upominania. W ogóle upominając nie chcemy narazić się na zarzut nietolerancji lub wtrącania się w nie swoje sprawy. Chcemy zachować tak zwany „święty spokój”. Kiedy jednak ktoś wyrządza innym lub sobie samemu krzywdę, nie wolno milczeć. Bierność w takiej sytuacji staje się współudziałem w złu. Postawmy sobie pytanie: z czego wynika ten szczególny obowiązek upominania przez rodziców? Odpowiadając zwróćmy uwagę, że im bardziej kogoś kochamy, tym bardziej troszczymy się o niego. I tym większe mamy prawo, a nawet obowiązek zwrócenia uwagi na zło. Upomnienie jest ważnym elementem wychowania.

Rodzice często pytają: Jak upominać? Odpowiadając na to pytanie najogólniej można stwierdzić, że rozumnie i z miłością. Warto starannie dobierać słowa i znaleźć właściwy moment. Lepiej unikać ogólnych sformułowań typu „zawsze się spóźniasz” albo „jesteś kłamcą”. Ogólniki zamykają karconego na przyjęcie krytyki. Lepiej jest nazywać sprawy po imieniu, konkretnie powiedzieć, o jakie zło chodzi. Upominanie jest po ludzku bardzo trudne dla obu stron. Upominający naraża się na utratę sympatii, a nawet przyjaźni. Nikt nie lubi być upominanym, bo jest to upokarzające i bolesne. Upominając, trzeba mieć pod kontrolą własne negatywne emocje i nie wolno upokarzać napominanego. Braterskie upomnienie jest jednak nieodzowne dla rozwoju człowieka. Zdolność do wzajemnego upomnienia jest miarą autentyczności ludzkiej relacji.

Nie możemy także zapomnieć, że Jezus wprowadza zasadę stopniowania upomnienia: najpierw w cztery oczy, potem przy świadkach. Gdy to nie skutkuje, należy powiadomić wspólnotę Kościoła. „A jeśli nawet Kościoła nie usłucha, niech ci będzie jak poganin i celnik!” (Mt 18,17). Upomnienie braterskie nawet w najostrzejszej formie jest poszukiwaniem zagubionego. Nie jest też odmową przebaczenia, ale wezwaniem człowieka do tego, aby uznał grzech i był gotów przyjąć przebaczenie. Kościół, stosując w nadzwyczajnych sytuacjach karę ekskomuniki, czyli wykluczenia grzesznika ze wspólnoty, ma zawsze na uwadze jego dobro. Kara ma cel naprawczy, jest radykalnym wezwaniem do nawrócenia. Podsumowując dzisiejszą katechezę musimy zaznaczyć, że rodzice powinni pamiętać, że rezygnując dla tak zwanego „świętego spokoju” z upominania swoich dzieci przyczyniają się do zła, w którym tkwi ich dziecko.

Katecheza 2 maja 2021. Dlaczego szacunek wobec rodziców jest wykładnikiem wielkości człowieka?

 

Współczesny człowiek bardzo często sprowadza czwarte przykazanie do posłuszeństwa małego dziecko wobec ojca i matki. W ten sposób można odnieść błędne wrażenie, że to przykazania dotyczy tylko człowieka w dziecięcym wieku. Jest to duże nieporozumienie, ponieważ przykazanie to obowiązuje także dorosłego, dojrzałego człowieka, a okres dziecięctwa, w którym posłuszeństwo wysuwa się na pierwszy plan, to tylko fragment naszego życia. Dojrzały człowiek często z różnych powodów nie może być już posłuszny swoim rodzicom. W przykazaniu tym chodzi zatem nie tylko o posłuszeństwo, ale także o szacunek i cześć. Rodzice tu na ziemi stanowią jeden z największych skarbów. Wśród dóbr doczesnych, tu na tej ziemi, trudno jest wskazać inne, wyższe wartości. To oni przekazali nam życie biologiczne i w ten sposób współpracując z Bogiem przyczynili się do naszego zaistnienia. Nawet tylko z tego powodu należy się im najgłębszy szacunek.

          Ze smutkiem należy stwierdzić, że istnieją ludzie, którzy na przykład udzielają się w jakiś grupach duszpasterskich i są aktywni w Kościele, a równocześnie wyrządzają poważne krzywdy swoim rodzicom. Często to zaangażowanie w sprawy kościelne staje się dla nich powodem chluby i przekonania, że są bardzo dobrymi katolikami. O prawdziwym byciu uczniem Chrystusa możemy jednak mówić dopiero wtedy, kiedy człowiek zachowuje przykazania Boże, a więc otacza prawdziwym szacunkiem ojca i matkę. Kto czyta Ewangelię musi zauważyć, że Chrystus przestrzega, aby ktoś nie próbował czcić Boga kosztem rodziców. Ewangeliści zanotowali dokładnie rozmowę Chrystusa z faryzeuszami, którzy uważali, że to, co się należy rodzicom, można złożyć jako ofiarę Bogu. Chrystus wyraźnie upomina, że nie wolno czcić Boga kosztem czci rodziców. Taka ofiara nie jest Bogu miła.

          Najczęściej spotykamy się z brakiem czci dorosłych dzieci wobec rodziców albo przez lekceważenie ich, albo przez wstyd. Ktoś wstydzi się rodziców, np. z racji ich niskiego pochodzenia, małego wykształcenia, czy z powodu takich czy innych słabości. Taki wstyd zawsze ukazuje małość dziecka. Bez względu na różne okoliczności każdy syn i córka powinni myśleć według następującego schematu: To są moi rodzice i właśnie przez to, że są moimi rodzicami, są dla mnie skarbem. Szacunek dla rodziców był jest i będzie wykładnikiem wielkości człowieka.

Jakie wielkie wartości łączy czwarte przykazanie Dekalogu?

 

Przykazanie „Czcij ojca i matkę swoją” znajduje się na czwartym miejscu Dekalogu, ponieważ ma szczególne zadanie. Łączy bowiem pierwszą część Dekalogu, która dotyczy wartości religijnych, a więc trzy pierwsze przykazania, z przykazaniami od piątego do dziesiątego, które stoją z kolei na straży wartości moralnych.

Dzieje się tak dlatego, że rodzice w pierwszym okresie życia dziecka stanowią dla niego najwyższy autorytet zarówno w dziedzinie religijnej, jak i moralnej. W oparciu o odniesienie do ojca i matki dziecko kształtuje swoje pojęcie Boga. W pierwszych latach dziecięcego życia nie zna jeszcze Boga. Dopiero w miarę, jak zaczyna używać rozumu, zaczyna również odkrywać istnienie Boga i potrzebę liczenia się z Nim. Zanim to jednak nastąpi, pierwsze lata opiera całkowicie na odniesieniu do rodziców i przyszłe pojęcie Boga w wielkiej mierze zależy od tego, jakiego ojca i jaka matkę miał dany człowiek. Równocześnie pierwsze kontakty międzyludzkie kształtują się w odniesieniu przede wszystkim do matki. Dziś wiadomo, że dziecko uczestniczy już w jej przeżyciach, kiedy kształtuje się w jej łonie. Następnie przez kilka lat matka i ojciec, pochyleni nad dzieckiem, kształtują przyszłe jego odniesienie do ludzi. Stąd jest sprawą niezwykłej wagi, aby relacje dziecka do rodziców była możliwie jak najbliższe ideału. W praktyce jest to bardzo trudne, ponieważ wymaga od rodziców niezwykłego poświęcenia i nieustannej pracy nad sobą. Wysiłek ten trzeba jednak podejmować, aby objawić dziecku najwyższe wartości religijne i moralne.

          Musimy się liczyć z tym, nie zawsze spotkamy rodziców, którzy realizują Boży ideał dobrej matki i dobrego ojca. Dzieciom w takim małżeństwie i w takiej rodzinie trudniej jest odkryć wielkie wartości religijne i moralne. Nie możemy jednak tego uogólnić. Obserwujemy, że czasami w rodzinie, gdzie ani ojciec ani matka nie realizują ideału dobrych rodziców, wyrasta wspaniałe dziecko. Bywa i odwrotnie. Ojciec i matka są ludźmi wielkiego formatu, a dziecko tak jakby w ogóle przez ich ręce i serce nie przeszło. Kształtowanie ludzkiego serca jest pewną tajemnicą i trudno znaleźć jest jednej wspólny mianownik jak tego dokonać. Mimo tego, trzeba jednak stwierdzić, że wpływ rodziców na dziecko jest bardzo duży. Jeżeli ktoś z domu rodzinnego nie wyniesie wzoru dobrego ojca i dobrej matki, to po kilkunastu latach, kiedy będzie musiał podjąć obowiązki rodzinne, trudno mu będzie być dobrym ojcem czy dobrą matką.

Katecheza 18 kwietnia 2021 r.

Obowiązki rodziców względem dzieci – przekazywanie wiary

 

„Nie wiem, jak się zabrać do tego, by przekazać żywą wiarę swoim dzieciom”. Takie wyznanie często można usłyszeć z ust rodziców, którzy zastawiają się jak wychować swoje dziecko, by było naprawdę wierzące. Musimy na początku tej katechezy uświadomić sobie, że rodzice są pierwszymi i najważniejszymi nauczycielami wiary, a co za tym idzie – są za jej przekaz odpowiedzialni w najwyższym stopniu. To prawo i obowiązek powinni mieć w świadomości już narzeczeni podczas wyboru powołania do życia małżeńskiego. Siła i moc w tym działaniu na rzecz przekazywania wiary wypływa z sakramentu małżeństwa, co oznacza, że rodzice nie są w wypełnieniu tego zadania pozostawieni samym sobie, ale współwychowują swoje dzieci z samym Bogiem.

Ponadto trzeba pamiętać, że w tym wyjątkowym zadaniu nie chodzi tylko o przekaz wiedzy religijnej, lecz o nauczenie dobrego, osobowego kontaktu z Panem Bogiem. Stąd musi być On obecny w domu jako osoba realna, ważna, obdarzana szacunkiem i miłością.Najlepszym środkiem wychowania jest osobisty przykład. Rodzice „wychowują (…) swoje dzieci do wypełniania prawa Bożego, ukazując samych siebie jako posłusznych woli Ojca Niebieskiego” (KKK 2222) – poucza nas Katechizm Kościoła Katolickiego. Przez takie świadectwo dzieci doświadczają, ile łaski spływa na rodzinę dzięki posłuszeństwu. Owocuje to potem posłuszeństwem dzieci wobec Boga, rodziców, Kościoła, nauczycieli i wychowawców, a później przełożonego w pracy zawodowej.

Przez łaskę sakramentu małżeństwa rodzice otrzymali zadanie i przywilej ewangelizowania swoich dzieci. Powinni być zatem dla nich: „pierwszymi zwiastunami” wiary, ucząc modlitwy i włączając je już od wczesnego dzieciństwa w życie Kościoła poprzez uczestnictwo w życiu parafii, która jest podstawowym miejscem katechizacji rodziców i dzieci. Rodzice są dla dzieci obrazem i świadectwem Bożej miłości, ucząc rodzinnego stylu życia zgodnego z Ewangelią i rozwijając przez to zdolność do miłości. Pomagają oni dzieciom w korzystaniu z łask płynących z sakramentów świętych, wyrabiając w nich dobre nawyki i wzbudzając pragnienie przyjmowania sakramentów. Rodzice służą dzieciom także pomocą w wyborze i realizacji drogi życiowej, własnym zaś życiem dają świadectwo przyjmowania krzyża z pokorą i dziękczynieniem, jako nieodłącznego w życiu człowieka.

 

Katecheza 11 kwietnia 2021 r. Jakie są obowiązki rodziców względem dzieci?

Czwarte przykazanie Dekalogu często jest spłycane i powierzchownie rozumiane tylko jako zestaw obowiązków dzieci względem rodziców. Nie wolno nam zapominać, że dotyczy ono także zadań jakie mają rodzice względem swoich pociech. Spróbujemy w czasie dzisiejszej katechezy przyjrzeć się podstawowym obowiązkom rodziców względem dzieci. Niestety będzie to tylko zasygnalizowanie bardzo rozległego tematu.

Pierwszym obowiązkiem rodziców względem dzieci jest uznanie ich pełnego i odrębnego człowieczeństwa. Katechizm Kościoła Katolickiego poucza nas, że „rodzice powinni uważać swoje dzieci za dzieci Boże i szanować je jako osoby ludzkie” (KKK, 2222). Ten aspekt pomijają często zwolennicy aborcji, środków wczesnoporonnych, metody in vitro i innych działań skierowanych przeciwko poczętemu życiu w stanie prenatalnym. Nie zauważają, że dziecko jest odrębną osobą posiadającą swoje prawa i swoją godność już w chwili poczęcia. Wszelkie jej ograniczenia wypływają z egoizmu, chciwości czy źle pojętej miłości własnej. Zabijanie człowieka w łonie matki, dlatego, że przeszkadza innemu lub nie jest przez kogoś akceptowany, jest zawsze wielkim naruszeniem wolności i sprawiedliwości. To tak jak byśmy chcieli zabijać lub wysyłać do więzienia np. niewygodnych czy nielubianych sąsiadów, współpracowników czy członków rodziny. A zatem rodzice mają obowiązek uznania odrębności i godności swojego dziecka już w chwili poczęcia. Wynika to nie tylko z samego człowieczeństwa, lecz także z faktu dziecięctwa Bożego.

Rodzice mają także obowiązek kochania swoich dzieci. Nie chodzi tu o nastawienie czysto emocjonalne, lecz o troskę o ich dobro, umiejętność poświęcania się dla nich, rezygnację z części swoich przywilejów na ich korzyść oraz poświęcenie im własnego czasu. Prawdziwa miłość troszczy się o człowieka i jego dobro, walcząc często z własnym egoizmem, a także wygodnictwem. Dalej Katechizm Kościoła Katolickiego poucza, że „rodzice pierwsi są odpowiedzialni za wychowanie swoich dzieci. Wypełniają tę odpowiedzialność najpierw przez założenie ogniska rodzinnego, w którym panuje czułość, przebaczenie, szacunek, wierność i bezinteresowna służba”
Na rodzicach spoczywa obowiązek wychowania dzieci. Wymaga on najpierw właściwego i świadomego samowychowania. Tylko małżonkowie, którzy potrafią pracować nad sobą i wychowywać siebie nawzajem, będą dobrymi wychowawcami dla swoich dzieci. Tego obowiązku nie można przerzucić na osoby trzecie. Podstawy wychowania wynosi się zawsze z domu rodzinnego. Kształtują się one już od momentu poczęcia i trwają przez pierwsze lata życia. Późniejsza działalność wychowawcza jest tylko uzupełnianiem oraz umacnianiem osiągnięć tego czasu. Katechizm Kościoła Katolickiego wyraźnie wskazuje na podstawowe kierunki wychowania dzieci. Są nimi: nauka czułości, szacunku, przebaczania, wierności, bezinteresownej służby, podporządkowanie wartości materialnych i fizycznych duchowym. Dochodzi się do nich przez kształtowanie cnót. Podstawowym narzędziem wychowania dzieci przez rodziców jest ich przykład życia, umiejętność przyznania się do własnych błędów i wspomniane już samowychowanie.

„Dom rodzinny stanowi naturalne środowisko wprowadzania dzieci w solidarność i odpowiedzialność wspólnotową. Rodzice powinni uczyć swoje dzieci unikania fałszywych ustępstw i poniżania się, które stanowią zagrożenie dla każdej społeczności ludzkiej” (KKK, 2224). Wychowanie dziecka powinno odbywać się w domu rodzinnym, który budują rodzice, tworząc odpowiednią atmosferę i właściwe warunki rozwoju członków rodziny. W tym naturalnym środowisku dzieci uczą się odpowiedzialności, solidarności i właściwych relacji międzyludzkich. Od domu rodzinnego w dużej mierze zależeć będzie umiejętność życia w społeczności, a w przyszłości założenie własnej rodziny.

Katecheza 4 kwietnia 2021.

Dlaczego przykazanie czwarte jest tak ważne w kontekście odkrycia kim jest Bóg?

 

W czasie dzisiejszej katechezy spróbujemy odpowiedzieć na pytanie dlaczego czwarte przykazanie Dekalogu jest tak ważne, w kontekście odkrycia przez nas kim jest Bóg? Każdy z nas ma jakiś obraz Boga. Jedni, mając fałszywe wyobrażenie, uważają Go za tyrana przed którym trzeba uciekać, inni za policjanta, który nas ze wszystkiego rozlicza. Jeszcze inni widzą w Bogu Kogoś kto jest obojętny wobec ludzkiej krzywdy. Możemy się zapytać skąd biorą się takie fałszywe obrazy Boga? Odpowiadając na to pytanie trzeba stwierdzić, że w budowaniu naszego właściwego obrazu Boga bardzo ważna jest relacja z ziemskim ojcem. 

Człowiek, który otacza szacunkiem swego ojca jest w stanie odkryć kim jest Bóg i jaki powinien być stosunek do Niego. Bóg bowiem w celu objawienia swej tajemnicy posłużył się pojęciem ojca, a więc tym ideałem, który dla wszystkich ludzi jest najbardziej znany. Każdy z nas jest dzieckiem. Każdy ma ojca – żyjącego, zmarłego, kochającego, bądź obojętnego. Nie ma człowieka, który nie miałby ojca. Każdy z nas intuicyjnie czuje, kim  prawdziwy ojciec powinien być. Nawet jeśli nie stanął on na wysokości swojego zadania i jest złym ojcem (np. alkoholikiem, awanturnikiem), jeśli nawet porzucił matkę i nas, to serce i tak mówi nam, jaki powinien być. W sercu bowiem nosimy jego obraz. Bóg, chcąc do nas trafić, przemówił właśnie do tego, ukrytego na dnie serca, obrazu. Objawił się nam jako Ojciec i to jako najlepszy i jedyny Ojciec. Aby tajemnica Jego ojcowskiej miłości była przez nas dobrze zrozumiana, objawił i zesłał nam swego Syna, który żyjąc i cierpiąc z nami ukazał, jak Ojciec nas kocha i jak my powinniśmy Go miłować.

Chrystus przestrzegał: „Nikogo na ziemi nie nazywajcie ojcem, bo jeden jest Ojciec wasz, Ten w niebie”. Chciał przez to przypomnieć, że to, co nam serce mówi o dobrym Ojcu, odnosi się przede wszystkim  do Boga. Najwspanialsze słowo, mówiące kim jest Bóg, to właśnie słowo Ojciec. W tym świetle możemy dopiero zrozumieć wartość i wagę czwartego przykazania Dekalogu. Chodzi w nim o ukształtowanie właściwej postawy wobec ziemskiego ojca, która jest równocześnie postawą wobec Ojca niebieskiego. Człowiek, który z takich czy innych powodów nie kocha i nie szanuje ojca ziemskiego, utracił most prowadzący do spotkania z Ojcem niebieskim. To wielkie nieszczęście człowieka. Zniszczony szacunek i zdeptana miłość do ojca ziemskiego czyni z człowieka duchowego kalekę. Rana duchowa, jaka wówczas powstaje należy do najgłębszych i najtrudniejszych do uleczenia. Często zdarza się, że tak zraniony człowiek nie odkryje bogactwa zawartego w najpiękniejszej modlitwie „Ojcze nasz” i nigdy w życiu nie potrafi dostrzec miłości jaką Bóg nas darzy. Z tego wynika, że człowiek będzie miał właściwy obraz Boga wtedy, gdy będzie kochał ojca ziemskiego.

Katecheza 28 marca 2021.

Jaka obietnica przywiązana jest do czwartego przykazania?

 

W czasie ostatniej katechezy rozważaliśmy, że cześć i szacunek względem rodziców ma ścisłe powiązanie z chwałą jaką człowiek powinien oddawać Bogu. Doszliśmy do wniosku, że w czwartym przykazaniu chodzi o coś więcej niż tylko o szacunek względem ojca i matki oparty na ich autorytecie. Tak naprawdę chodzi o cześć związaną ze świętością jaką są rodzice. Oni bowiem z woli i mocy Boga są narzędziami w powoływaniu do istnienia nowego człowieka. Stąd Jego życzeniem jest, abyśmy okazywali cześć i szacunek rodzicom niezależnie od tego jacy są i czy dobrze wywiązują się ze swoich zadań. Nawet, jeśli ojciec i matka nie wypełniają swoich obowiązków we właściwy sposób, to Bóg jednak pragnie naszego szacunku dla nich. Autor Księgi Syracha mówi: „Synu wspomagaj swego ojca w starości, nie zasmucaj go w jego życiu, a nawet jeśliby rozum stracił, miej wyrozumiałość dla niego” (Syr 3, 12-13).

Czwarte przykazanie to, jak pisze św. Paweł w liście do Efezjan, pierwsze przykazanie z obietnicą: „Czcij ojca twego i matkę, aby ci było dobrze i abyś długo żył na ziemi” (Ef 6,2-3). Warto sobie uświadomić, że to jedyne przykazanie w Dekalogu zawierające obietnicę. Porusza ono zatem nie tylko problem czci należnej rodzicom, ale także mówi o konkretnych zależnościach. Życie już tutaj na ziemi zależy od tego w jakiej relacji człowiek pozostaje ze swoimi rodzicami. Pomyślność, szczęście, długość i jakość życia uzależniona jest od wypełniania tego przykazania. Nie wiemy dlaczego tak jest, ale to jest fakt. Nie bez powodu mówimy: kto nie słucha ojca i matki ten słucha psiej skóry. A zatem Bóg sprawę stawia niezwykle poważnie i tak jakby chciał powiedzieć, iż ten kto zapomina o tych którzy dali mu życie, sam odwraca się od życia, sam zaczyna gardzić życiem, pokazuje, że nie ma ono dla niego wartości. Jak bowiem można kochać życie - nie kochając tych, którzy je dali. Można tu posłużyć się bardzo banalnym przykładem: jeśli ktoś lubi miód musi kochać, szanować pszczoły, bo inaczej nie będzie miał tego co lubi. To są pewne, nie zawsze dla nas zrozumiałe, powiązania w świecie, zależności bez których nie ma dalszego istnienia. Kochając życie i chcąc żyć, trzeba kochać, tych którzy z woli Boga są dawcami życia.

U św. Pawła, w odniesieniu do czwartego przykazania, znajdujemy również słowa odnoszące się do rodziców: „A wy ojcowie nie pobudzajcie do gniewu waszych dzieci, lecz zachowujcie je w karności, napominając jak chce Pan” (Ef 6,4). I trzeba przyznać, że częstym powodem niewypełniania czwartego przykazania jest grzech po stronie rodziców; nie zawsze, ale często tak właśnie bywa. To przykazanie zobowiązuje nie tylko dzieci do czci wobec rodziców, ale również rodziców do tego by wychowując zasługiwali na cześć ze strony dzieci. O tym będziemy rozważać w następnych katechezach.

 

KATECHEZA 21 marca 2021. Jaka Biblia nakazuje okazywać szacunek rodzicom?

„Czcij ojca twego i twoją matkę, abyś długo żył na ziemi, którą Pan, Bóg twój, ci daje”
(Wj 20,12). Tak brzmi w oryginale czwarte przykazanie Dekalogu, które Bóg kieruje do wszystkich. Chcemy w czasie dzisiejszej katechezy pochylić się nad nim i odczytać dokładne wskazówki, jakich Bóg w tych słowach udziela człowiekowi.

W Księdze Wyjścia, w której spisany jest cały Dekalog, przy czwartym przykazaniu użyty został hebrajski czasownik kabed oznaczający: „czcij, szanuj, wysławiaj, uznaj wartość”. Czasownik ten w Biblii używany jest tylko w odniesieniu do rodziców. Na określenie szacunku do czegoś lub kogoś innego Pismo Święte używa innych słów. Musimy także zauważyć, że to wyjątkowe słowo pochodzi od hebrajskiego czasownika kabod, oznaczającego chwałę oddawaną Bogu. Cześć względem rodziców ma zatem ścisłe powiązania z chwałą jaką człowiek powinien oddawać Bogu. W czwartym przykazaniu chodzi o coś więcej niż tylko szacunek oparty na autorytecie, chodzi o cześć związaną ze świętością jaką są, czy też powinni być, rodzice. Oni bowiem są z woli i mocy Boga narzędziami w powoływaniu do istnienia nowego człowieka. Stąd należna się im wyjątkowa cześć, inna niż należna pozostałym osobom.

Dzieci będące w młodszym wieku są zobowiązane w świetle czwartego przykazania do czci, posłuszeństwa i respektu wobec rodziców. Posłuszeństwo to w Piśmie Świętym jest postrzegane jako posłuszeństwo samemu Bogu. Dzieci dorosłe natomiast powinny ciągle pamiętać, że to rodzice współpracując z Bogiem przekazali im życie. Stąd również oni zobowiązani są ciągle do szacunku. Ten szacunek wyraża się także w pamięci modlitewnej! Tutaj powinniśmy postawić sobie pytanie czy modlimy się za naszych rodziców, zarówno żywych jak i tych, którzy odeszli? Czy ofiarowujemy za nich Msze święte, Komunię? Taki obowiązek wynika z czwartego przykazania!

Z pobieżnej analizy czwartego przykazania Dekalogu możemy wysunąć fałszywy wniosek, że na tym możemy zakończyć biblijną egzegezę tego tematu. Przykazanie to jednak porusza wiele więcej tematów niż tylko cześć, jaką należy oddawać rodzicom i stawia przed nami wiele poważnych pytań, zwłaszcza w kontekście wydarzeń, które możemy obserwować we współczesnym świecie. Coraz częściej mówi się dzisiaj o kryzysie ojcostwa, macierzyństwa, rodzicielstwa, rodziny, wychowania itd. W dalszych katechezach spróbujemy odpowiedzieć na powyższe problemy rozważając treść czwartego przykazania.

 

Katecheza 14 marca 2021.

Niedziela - dzień pogłębiania więzów rodzinnych i budowania wspólnoty

Powstrzymanie się od całotygodniowych prac daje okazję do osobowego spotkania się z rodziną, krewnymi i przyjaciółmi w celu pogłębienia więzów wspólnotowych. Zachęca nas do tego Katechizm Kościoła Katolickiego w słowach: „Chrześcijanie powinni także świętować niedzielę, oddając swojej rodzinie i bliskim czas i staranie, o które trudno w pozostałe dni tygodnia” (KKK, nr 2186). Potrzebny jest przynajmniej jeden dzień tygodnia, kiedy rodzina spotyka się razem, po to by pogłębić więzy miłości między sobą. Prawdę tę pięknie oddał nieznany autor, który w jednym ze swoich poematów napisał: „Przez sześć dni człowiek był zajęty przez wszystkich i wszystko. Uchwycony jak nić w mechanizmie warsztatu tkackiego chodził w górę i w dół, nie mogąc nigdy powiedzieć: „Teraz zajmuję się sobą i tymi, którzy są mi najdrożsi. Jestem ojcem i dzisiaj istnieją dla mnie dzieci. Jestem małżonkiem i dziś poświęcam się małżonce. Jestem bratem i cieszę się moim rodzeństwem. Jestem synem i troszczę się o moich starszych rodziców.” Tę prawdę trzeba nieustannie przypominać zwłaszcza dzisiaj, kiedy w kołowrocie codzienności tak bardzo brakuje nam czasu dla najbliższych.

Spotkania – możliwe dzięki powstrzymaniu się od codziennych zajęć – mają przyczyniać się do budowania więzów braterstwa. Stanie się tak, gdy każda rozmowa i kontakt z bliźnim odbywać się będzie w atmosferze pokoju, szacunku i miłości. To zaś jest możliwe wtedy, gdy pozwalamy Duchowi Świętemu w nas działać, rozlewać w naszych sercach miłość Bożą (por. Rz 5,5), wraz z towarzyszącymi jej takimi owocami jak: „radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie” (Ga 5,22n).

Jan Paweł II przypomina, że „uczniowie Chrystusa powinni się starać, aby także inne wydarzenia dnia, nie mające charakteru liturgicznego — spotkania w gronie rodziny czy przyjaciół, różne formy rozrywki — odznaczały się pewnym stylem, który pomaga wyrażać pośród zwyczajnego życia pokój i radość Zmartwychwstałego.” (Jan Paweł II, Dies Domini, nr 52). Nie możemy zapominać, że świętowanie niedzieli pomaga rodzinie zachować jedność i pokój. Musimy pokonać współczesny styl zamknięcia się na drugiego i marnotrawienia czasu na internet i odkryć na nowo, ze Pan Bóg w trzecim przykazaniu zaprasza nas do pogłębiania relacji miłości wobec bliźnich z naszych rodzin.

 

Katecheza 7 marca 2021 r.

W jaki sposób w dzień Pański można pogłębiać swoją wiarę i życie duchowe?

 

Świętowanie dnia Pańskiego nie ogranicza się do uczestnictwa we Mszy świętej.
Św. Jan Paweł II w liście apostolskim Dies Domini naucza: „Choć udział w Eucharystii jest sercem niedzieli, nie należy rozumieć, że na tym wyczerpuje się obowiązek «świętowania» tego dnia. Dzień Pański jest bowiem dobrze przeżyty, jeżeli cały jest przeniknięty wdzięczną i czynną pamięcią o zbawczych dziełach Boga.” (Jan Paweł II, Dies Domini, nr 52.) W niedzielę powinniśmy więc w szczególny sposób przypominać sobie dzieło stworzenia, zbawczą śmierć Jezusa Chrystusa i Jego zmartwychwstanie. Pamięć o tych zbawczych wydarzeniach ma pobudzać nas do dziękowania Bogu. Rozważanie tajemnic wiary, o których przypomina nam dzień Pański przyczynia się do pogłębienia życia duchowego. Zwraca na to uwagę Katechizm, pouczając: „Niedziela jest czasem refleksji, ciszy, lektury i medytacji, które sprzyjają wzrostowi życia wewnętrznego i chrześcijańskiego.” (KKK 2186)

Jan Paweł II proponuje przeznaczenie jakiegoś czasu w przeddzień niedzieli lub w godzinach popołudniowych w sam dzień Pański na katechezę, „która przygotuje serca chrześcijan na przyjęcie samego daru Eucharystii i stanie się jej dopełnieniem” (Por. Jan Paweł II, Dies Domini, nr 52.) Ponadto dzień ten daje rodzicom możliwość nie tylko przebywania z dziećmi, ale i przeprowadzenia głębszych rozmów mogących je formować. Zwraca na to uwagę papież Polak w liście o świętowaniu niedzieli: „Nawet zwykłe spotkanie rodziców i dzieci może stać się sposobnością nie tylko do wzajemnego otwarcia się na siebie i do dialogu, ale także do wspólnej, głębszej refleksji, która pozwala wprowadzić pewne elementy formacyjne.” (Jan Paweł II, Dies Domini, nr 52.)

Rodzice mogą pomóc swoim dzieciom, zwłaszcza młodszym, pogłębiać w dni świąteczne wiarę i miłość do Boga, np. przez czytanie z nimi Pisma św. i dostosowanych do wieku książek religijnych. Pożyteczne dla małych dzieci może być oglądanie i omawianie z nimi obrazów i filmów religijnych, słuchanie czytanych tekstów Pisma św. lub nagrań mogących pogłębiać wiarę. Rodzice powinni też nauczyć dzieci właściwego uczestnictwa w Eucharystii. O tym obowiązku przypomina Jan Paweł II:  „Należy przypomnieć, że przede wszystkim sami rodzice mają wychowywać swoje dzieci do udziału we Mszy św. niedzielnej, korzystając z pomocy katechetów, którzy winni zadbać o to, aby program formacji dzieci powierzonych ich opiece obejmował przygotowanie do uczestnictwa we Mszy św., oraz wyjaśnić im, jakie jest istotne uzasadnienie obowiązku niedzielnego. Może się do tego przyczynić — w sprzyjających okolicznościach — także celebracja Mszy św. dla dzieci w różnych formach przewidzianych przez przepisy liturgiczne”. (Jan Paweł II, Dies Domini , nr 36.)

Katecheza 21 lutego 2021. Co jest istotą świętowania dnia Pańskiego?

         

Bóg uczynił III przykazanie wykładnikiem życia religijnego. Czytając Stary Testament raz po raz spotykamy niezwykle mocne słowa proroków, którzy bronią szabatu. W księdze proroka Izajasza Bóg obiecuje: „Jeśli powściągniesz twe nogi od przekraczania szabatu, żeby w dzień mój święty spraw swych nie załatwiać, jeśli nazwiesz szabat rozkoszą, a święty dzień Pana - czcigodnym, jeśli go uszanujesz przez unikanie podróży, tak by nie przeprowadzać swej woli ani nie omawiać spraw swoich,  wtedy znajdziesz twą rozkosz w Panu” (Iz 58, 13-14). Wśród Żydów istniało przekonanie, że kto przestrzega szabatu ten doświadczy miłosierdzia Pańskiego i Bożego błogosławieństwa.

Dla wielu ludzi wierzących świętowanie niedzieli sprowadza się do dwóch spraw, które możemy zapisać w następujących powinnościach: idź na mszę i nie pracuj w tym dniu! Niestety takie pojmowanie świętowania dnia Pańskiego jest zbyt ubogie. Unikanie pracy w tym dniu było szczególnie podkreślane w Starym Testamencie w przepisach dotyczących przestrzegania szabatu. Musimy jednak pamiętać, że Pan Jezus przekroczył szabat, nadał mu zupełnie nowe znaczenie. Samo świętowanie niedzieli przez chrześcijan wynika z tego, iż Chrystus w tym dniu Zmartwychwstał, tym samym przenosząc dzień świąteczny z soboty na niedzielę. Mamy świętować niedzielę poprzez wejście w Zmartwychwstanie Jezusa, a to dokonuje się przez głębokie, pełnie uczestnictwo w Eucharystii. W dzień Pański mamy przede wszystkim na nowo uświadomić sobie, że przez zmartwychwstanie Pan Jezus stworzył nas na nowo, pokonał śmierć i otworzył dla nas perspektywę życia wiecznego. Człowiek zagoniony w codzienności musi na nowo nieustannie odkrywać tę prawdę. Po to idziemy na Eucharystię, żeby jeszcze raz w zjednoczeniu z Jezusem zacząć żyć nadzieją życia wiecznego. Bogu chodzi o to, by człowiek, przeżywając właściwie ten jeden dzień w tygodniu, uświęcił sam siebie. Jeśli człowiek zabiega o to, aby dzień Pański był święty, to wówczas Pan uświęca człowieka i ustawia właściwą perspektywę w jego życiu.

Katecheza  14 lutego 2021. II przykazanie - podsumowanie

 

Drugie przykazanie Dekalogu: „Nie będziesz brał imienia Pana Boga twego nadaremno” przypomina o świętości Bożego imienia i o konieczności wypowiadania go z czcią i miłością. Właściwym sposobem posługiwania się imieniem Bożym jest modlitwa, czyli przyjazny dialog z Panem. Prawdziwi przyjaciele rozmawiają ze sobą. Chrystus stwierdza, że nie nazywa nas sługami, lecz swymi przyjaciółmi (por. J 15,15). Oparta na miłości przyjaźń z Bogiem powinna również wyrażać się w modlitewnym dialogu. Bóg mówi do nas przez słowa Pisma św., przez nauczanie kapłanów, katechetów i innych ludzi. Mówi też przez różne wydarzenia. Jego słów należy słuchać i rozważać je w głębi serca tak, jak czyniła to Maryja. Rozważanie słowa Bożego stanowi jedną z form modlenia się. Dialog wymaga zaangażowania się dwóch stron. Dotyczy to również dialogu modlitewnego. Człowiek więc ma nie tylko mówić do Boga, ale również Go słuchać, podobnie jak czyni to Bóg. On bowiem nie tylko mówi do nas, ale bardzo uważnie wsłuchuje się w każde nasze słowo skierowane do Niego, w każdej, najdrobniejszej nawet prośbie. Słowne zwracanie się do Boga, podobnie jak słuchanie Go, jest modlitwą. Kontakt z Bogiem i myślenie o Nim nie może się ograniczać tylko do bezmyślnego i bezdusznego wyrecytowania jakiejś modlitewnej formuły. Przyjaźń to ciągłe myślenie o przyjacielu, to ustawiczna rozmowa z nim. Głęboka przyjaźń z Panem powinna wyrażać się w jak najczęstszej rozmowie z Nim.

Wyrazem naszej miłości i przyjaźni z Bogiem ma też być szerzenie Jego imienia po całej ziemi. Mamy w każdym środowisku głosić Ewangelię. Modląc się i przekazując innym słowo Boże budujemy Królestwo Boże, przyczyniamy się do przekształcenia i odnowienia świata przez miłość do Boga i do bliźniego. Przez modlitwę i przekazywanie Ewangelii przyczyniamy się do wyzwolenia człowieka z niewoli zła i grzechu.

Drugie przykazanie zabrania nadużywania imienia Bożego, to znaczy wszelkiego nieodpowiedniego używania imienia Boga, Jezusa Chrystusa, Najświętszej Maryi Panny i wszystkich świętych. (KKK 2146) Tym nieodpowiednim posługiwaniem się imionami świętymi jest: wymawianie ich bez szacunku i miłości, przyzywanie Boga do błahych spraw, bez pragnienia zmiany życia, bez pragnienia osiągnięcia jakiegoś dobra. Człowiek wypowiada też imię Boga nadaremno, gdy nie ma w sobie szczerego pragnienia zmienienia swojego życia. Drugie przykazanie zabrania także magicznego używania imienia Bożego. (KKK 2149) Zakazuje również bluźnierstwa, przekleństwa, złorzeczenia, krzywoprzysięstwa i wiarołomstwa. Wszystkie wyżej wymienione grzechy są nadużyciem świętego imienia Bożego.

Grzechy przeciwko drugiemu przykazaniu – złorzeczenia

 

Drugie przykazanie Dekalogu stoi na straży świętego Imienia Boga. W jakichkolwiek sytuacjach wzywamy to Imię powinniśmy zawsze czynić to z miłością i szacunkiem pamiętając, że wówczas stajemy w Jego obecności. Szczególnym rodzajem wzywania Boga są błogosławieństwa. Błogosławić znaczy dosłownie życzyć w imię Boga komuś dobra. Niestety nie zawsze błogosławimy. Zdarza się, że wypowiadamy złorzeczenia, czyli słowa w których zwarte jest pragnienie zła dla kogoś. Zastanówmy się w czasie dzisiejszej katechezy dlaczego złorzeczenie jest poważnym grzechem?

Słowo ma potężną moc. Jest ono wyrazem ludzkiego ducha. Często nawet nie zdajemy sobie sprawy z konsekwencji wypowiadanych przez nas pochopnie słów. Plotka, pomówienie, obmowa rodzą często konsekwencje trudne do przewidzenia. Odebrane w ten sposób dobre imię trudno przywrócić, bo skutki złego słowa trwają. Jeszcze większe konsekwencje rodzą złorzeczenia nawet jeżeli wypowiadane są tylko w myślach. Na przykład: Jeśli ktoś komuś życzy, aby poszedł do diabła, umożliwia dostęp diabła do tego człowieka. Diabeł jest otwarty na spełnianie złych życzeń. Kiedy prosimy Boga o łaskę, która jest dobrem dla nas, Bóg jest otwarty na człowieka i udziela mu takiej łaski, którą dla niego przewidział. Szatan pod wpływem złorzeczenia może wejść w życie człowieka i zacząć nim kierować. Nawet jeżeli bezpośrednio przy złorzeczeniu nie wzywamy pomocy złych duchów to i tak otwieramy im w ten sposób możliwość działania.

Złorzeczenia często wynikają z nienawiści do drugiego człowieka. Katechizm Kościoła Katolickiego poucza nas, że „nienawiść do bliźniego jest grzechem, gdy człowiek dobrowolnie chce dla niego zła. Nienawiść jest grzechem ciężkim, gdy dobrowolnie życzy się bliźniemu poważnej szkody” (KKK 2303). Ludzie potrafią w nienawiści życzyć sobie śmierci, wypadku, nieuleczalnej choroby czy innych strasznych rzeczy. Chrześcijanin we wszystkich swoich sprawach zwraca się do dobrego Boga, ufając Mu i zawierzając siebie i swoje problemy. Dla człowieka wiary nigdy nie zachodzi konieczność wchodzenia w dialog z szatanem. Żadna okoliczność, nawet doznane krzywdy, nie mogą usprawiedliwić złorzeczenia. Apostołowie pisali: „Błogosławcie tych, którzy was prześladują. Błogosławcie, a nie złorzeczcie” (Rz 12, 14); „Nie oddawajcie złym za złe ani złorzeczeniem za złorzeczenie! Przeciwnie zaś, błogosławcie! Do tego bowiem jesteście powołani, abyście odziedziczyli błogosławieństwo” (1P 3, 9).

Złorzeczenie trzeba odwołać, zwracając się do Boga z prośbą, by życzenie zła odwrócił i obdarzył błogosławieństwem tego, komu życzyliśmy źle. Nie wystarczy się z tego grzechu wyspowiadać. Sprawiedliwość domaga się, by zło naprawić i wynagrodzić. Nawet jeśli osoba pokrzywdzona naszym złorzeczeniem nie jest tego świadoma, zobowiązani jesteśmy do naprawienia zła, adekwatnie do wyrządzonej szkody.

 

Katecheza 31 stycznia 2021. Grzechy przeciwko II przykazaniu – krzywoprzysięstwo

 

Bez wątpienia można powiedzieć, że współczesny człowiek zapomniał o wartości przysięgi i nie zdaje sobie sprawy z powagi grzechu krzywoprzysięstwa. Spróbujmy w czasie dzisiejszej katechezy postawić sobie pytanie: dlaczego krzywoprzysięstwo jest tak poważnym grzechem? Przysięgać to uroczyście wzywać Boga na świadka tego, co się twierdzi. Ten kto składa przysięgę  odwołuje się do prawdomówności Bożej jako do rękojmi swojej własnej prawdomówności. Przysięga więc angażuje święte imię Pańskie. Już w Starym Testamencie Jahwe ostrzegał Naród Wybrany: „Będziesz się bał Pana, Boga swego, będziesz Mu służył i na Jego imię będziesz przysięgał” (Pwt 6, 13). Bóg - jako Stwórca i Pan - jest normą wszelkiej prawdy. Słowo ludzkie jest albo w zgodzie, albo w sprzeczności z Bogiem, który jest samą Prawdą. Przysięga, jeżeli jest wiarygodna i prawomocna, ukazuje odniesienie słowa ludzkiego do prawdy Bożej. W tej sytuacji krzywoprzysięstwo wzywa Boga, by był świadkiem kłamstwa.

Jezus przypomniał drugie przykazanie Dekalogu w Kazaniu na Górze: „Słyszeliście, że powiedziano przodkom: Nie będziesz fałszywie przysięgał, lecz dotrzymasz Panu swej przysięgi. A Ja wam powiadam: Wcale nie przysięgajcie... Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie. A co nadto jest, od Złego pochodzi" (Mt 5, 33-34. 37). W tych słowach Chrystus uczy, że każda przysięga zawiera odniesienie do Boga. Powściągliwość w powoływaniu się na Niego w mowie jest znakiem wielkiego szacunku dla Jego obecności, zaświadczanej lub podważanej w każdym naszym stwierdzeniu.

Powołując się na św. Pawła, tradycja Kościoła przejęła rozumienie słów Jezusa jako nie sprzeciwiających się przysiędze, jeśli składa się ją z ważnego i słusznego powodu (np. w sądzie). Jeszcze raz warto podkreślić, że przysięga jest wezwaniem imienia Bożego na świadka prawdy, a więc może być składana tylko zgodnie z prawdą, rozwagą i sprawiedliwością. Świętość imienia Bożego wymaga, by nie używać go do błahych spraw i nie składać przysięgi w sytuacjach niepotrzebnych. Niektórzy chcąc w codziennych sytuacjach życiowych potwierdzić prawdziwość tego co mówią do innych dodają dla wzmocnienia słowa „Jak Boga kocham”. Również to krótkie stwierdzenie jest przywoływaniem Boga na świadka i ze względu na szacunek dla Imienia Bożego należy go zdecydowanie unikać.

KATECHEZA_24 stycznia Grzechy przeciw II przykazaniu: szukanie na modlitwie własnej woli i kuszenie Boga

 

Podczas ostatnich katechez rozważaliśmy, że drugie przykazanie Boże stoi na straży świętości imienia Bożego. Gdyby je sformułować w sensie pozytywnym, wówczas brzmiałoby ono tak: „Będziesz wzywał imię Boga twego z czcią i szacunkiem”. Takie wezwanie imienia Bożego jest modlitwą. Stąd wszystko co zniekształca modlitwę jest wykroczeniem przeciw drugiemu przykazaniu. Grzechem jest nie tylko jej zaniedbywanie czy rozproszenia podczas odmawiania, ale także wzywanie Boga do niewłaściwych spraw i rzeczy oraz szukanie na modlitwie tylko własnej woli.

Jednym ze sposobów naruszania tego przykazania jest wzywanie Boga do pomocy w pełnieniu swojej własnej woli. Nie chodzi o rzeczy złe, lecz dobre, po które sięgamy na własną rękę. Wiadomo, że ile razy człowiek pełni swoją wolę wbrew woli Boga, tyle razy dobrze na tym nie wychodzi. Ktoś może prosić Boga o wygraną w lotto i dostatnie życie milionera, zapominając, że Boża wola wobec niego jest zupełnie inna. Bóg wie lepiej co jest dla nas dobre. A może ta wygrana zniszczyłaby relację tego człowieka z Bogiem i zagroziła jego zbawieniu wiecznemu. Boży plan wobec nas jest najlepszy. Jeśli prosimy o coś, co się nam podoba, choćby to była rzecz mała, drobna, a nie dodajemy „bądź wola Twoja” nigdy nie wyjdzie to nam na dobre. To, co Bóg zaplanował, jest wielkie i wspaniałe, i tylko na tej drodze możemy być ubogaceni. Stąd też wszystkie nasze prośby o rzeczy doczesne powinny być podporządkowane Jego woli.

            Kolejnym przykładem naruszenia przykazania drugiego jest kuszenie Boga. W ścisłym sensie kuszenie polega na skłanianiu kogoś do zła. Natomiast „kuszenie Boga” może polegać na eksperymentowaniu z Nim — bez dostatecznej przyczyny — w oczekiwaniu na niezwykłe efekty, często będące same w sobie złe. Następuje to często przy pomocy słów, gdy lekkomyślnie prosimy o coś Pana Boga, by „wypróbować” zasięg Jego wiedzy, możliwości czy dobroci. Przykładem może być złodziej, który modli się, aby udał się jego napad. Wzywa Boga jako wspólnika do rzeczy złej. Inny przykład: kobieta przyjmuje Komunię św. i prosi Jezusa w drodze do ginekologa, aby udał się zabieg aborcji. Jeszcze inny przykład: sąsiad, który zamawia Mszę świętą w „intencji Panu Bogu wiadomej” zapytany czy jest to dobra intencja odpowiada: „dla mnie tak, ale nie dla sąsiadów. Proszę Boga, aby ich wreszcie jakieś nieszczęście spotkało, gdyż nie mogę z nimi wytrzymać”. Taka modlitwa jest grzechem. To jest nadużywanie imienia Bożego w rzeczach próżnych. Wiadomo, że Bóg nigdy nie pomoże w czymś co jest złe.

Grzechy przeciwko Drugiemu Przykazaniu: zaniedbywanie modlitwy i rozproszenia

Podczas ostatniej katechezy rozważaliśmy, że drugie przykazanie Dekalogu stoi na straży imienia Bożego. Przywołać święte imię Boga oznacza przywołać samego Boga, stanąć w Jego obecności. Najczęściej to święte imię przywołujemy na modlitwie, która sama w sobie jest rozmową z Nim i stawaniem w Jego obecności. Stąd grzechy związane z modlitwą są przekroczeniem drugiego Przykazania Bożego. Zasadniczo polegają one na zaniedbywaniu modlitwy oraz na braku skupienia w czasie jej odmawiania. Spróbujmy przyjrzeć się bliżej tym problemom:

1. Obowiązek modlitwy: Człowiek wierzący rozumie doskonale, że obowiązek modlitwy nie jest narzuconym nakazem, ale logiczną konsekwencją wiary. Jeżeli wierzymy w Boga, pragniemy, aby między nami a Nim istniała stała więź. Taka więź umacniamy poprzez modlitwę. Z tego powodu chrześcijanin powinien modlić się codziennie. Nie chodzi tutaj o bezduszne wypełnianie obowiązku, ale o podtrzymanie relacji miłości ze swoim Stwórcą. Bez modlitwy człowiek nie będzie w stanie tego dokonać. Musimy pamiętać, że nie każde opuszczenie modlitwy jest grzechem. Jest nim przede wszystkim zapominanie o niej będące wynikiem notorycznego lekceważenia Boga. Natomiast gdy zdarzy się, że nawał prac koniecznych i wykonywanych z miłości do bliźniego nie pozwala na dłuższą modlitwę, należy w myślach ofiarować cały dzień Bogu i pozostać spokojnym, że Bóg przyjmie nasz trud jako modlitwę.

2. Czas modlitwy: Św. Paweł wzywa nas do nieustannej modlitwy i takiej modlitwy chrześcijanie mają się uczyć. Można tego dokonać przez powtarzanie krótkich aktów strzelistych (np. Jezu ufam Tobie) podczas naszej pracy czy odpoczynku. Trzeba pamiętać, że tradycja Kościoła wyróżnia pory dnia (poranek, pora posiłku i wieczór), które są najbardziej właściwe na modlitwę i bardzo wskazane jest, żeby w tych momentach dnia pamiętać o obecności Boga. Na pogłębioną modlitwę (medytację) trzeba wybierać taki czas, w którym jesteśmy możliwie najbardziej uspokojeni.

3. Grzech rozproszenia: Rozproszenia na modlitwie, a więc myśli i uczucia, które przeszkadzają nam w myśleniu o słowach modlitwy i o Tym, do kogo mówimy, pojawiają się w nas mimo naszej woli. Dlatego same w sobie nie są grzeszne. Grzechem jest natomiast świadome i dobrowolne skupianie się na tych myślach czy uczuciach, ponieważ uważa się je za ważniejsze czy bardziej atrakcyjne od modlitwy. Grzechem jest również stwarzane atmosfery sprzyjającej rozproszeniom. Np. Ktoś ogląda ulubiony serial w telewizji i jednocześnie próbuje odmawiać różaniec.

4. Walka z rozproszeniami: Rozproszeń nie należy „odpędzać” – bo staną się jeszcze bardziej natrętne. Najlepszą obroną przed nimi jest uspokojenie się przed rozpoczęciem modlitwy – fizyczne i psychiczne odprężenie, uporządkowanie i oderwanie się od spraw dnia. Jeżeli nie jest to możliwe lub skuteczne, należy modlić się z rozproszeniami: szukać w nich intencji do modlitwy prośby, przeproszenia, dziękczynienia. W ostateczności starać się odmawiać akty strzeliste (na przykład „Panie Jezu, zmiłuj się nade mną grzesznikiem”) i trwać na modlitwie. Najważniejsze jest to, żeby nie ulec pokusie rezygnacji z modlitwy i nie wątpić, że również taka trudna modlitwa ma wielką wartość przed Bogiem.

Katecheza 10 stycznia 2021. Jaka jest treść Drugiego przykazania Bożego?

 

„Nie będziesz brał imienia Pana Boga swego na daremno”. Najczęściej spotykana interpretacja tego przykazania, to zakaz lekceważącego wypowiadania imienia Bożego. Ma to miejsce albo z przyzwyczajenia, albo w podenerwowaniu. Często możemy spotkać osoby, które bezmyślnie powtarzają: „O Boże!” „Rany Boskie”! „Jezus Maria”! Są ludzie, którzy się do tego tak przyzwyczaili, że nie potrafią powiedzieć pięciu zdań nie wplatając w nie bezmyślnie imienia Bożego. Warto się w tym miejscu zapytać, czy treść tego przykazania ogranicza się tylko do odruchowego przywoływania imienia Bożego w nieodpowiednich sytuacjach? Na pewno nie tylko do tego!

            Przykazanie to zostało postawione przed nakazem okazywania należnej czci rodzicom, przed zakazem zabójstwa, cudzołóstwa, kradzieży itd. Stoi zatem na straży jakiejś wielkiej wartości. Jakiej? W Księdze Wyjścia przykazanie drugie Dekalogu zostało zapisane w następujący sposób: „Nie będziesz wzywał imienia Pana, Boga twego, w błahych rzeczach, bo nie pozwoli Pan, by pozostał bezkarny ten, kto wzywa Jego Imienia w błahych rzeczach” (Wj 20, 7). Gdyby to przykazanie sformułować w sensie pozytywnym, wówczas brzmiałoby ono „Będziesz wzywał imię Boga twego z czcią i szacunkiem”. Takie wezwanie imienia Bożego jest modlitwą. Ona zaś stanowi samo „serce” życia religijnego. Gdy to „serce” przestaje bić, to znaczy gdy człowiek przestaje się modlić, jego życie religijne umiera.

          Kto wzywa imię Boga bez zastanowienia, ten dowodzi, że albo się nie modli wcale, albo się źle modli. Nigdy bowiem ten, kto stanął przed Bogiem żywym i z czcią zwrócił się do Niego, nie wymówi imienia Bożego na próżno, podobnie jak nigdy syn lub córka, szanujący swoich rodziców, nie wyrażą się o nich z lekceważeniem. Przykazania Boże są bardzo konkretne i pozwalają postawić bezbłędną diagnozę. Ile razy spowiednik słyszy, jak ktoś oskarża się z tego, że wymawia imię Boże na próżno, z bardzo dużym prawdopodobieństwem może wskazać słaby punkt jego życia religijnego. Jest nim chore „serce”, to znaczy słaba modlitwa. Treść drugiego przykazania skupia się przede wszystkim na tym, że każde przywołanie imienia Bożego powinno być modlitwą, czyli stanięciem w obecności Boga żywego.

I przykazanie – podsumowanie

 

Przez kilka tygodni omawialiśmy szczegółowo pierwsze przykazanie Dekalogu. Spróbujmy dziś podsumować w wielkim skrócie jaka jest jego treść. Przykazanie: „Nie będziesz miał bogów cudzych przede Mną” nakłada obowiązek stawiania Boga na pierwszym miejscu w naszym życiu. Tego Boga mamy poznać przez wiarę, Jemu w pełni zaufać i umiłować Go przez wypełnianie Jego woli wyrażonej w przykazaniach.

Pierwsze przykazanie zakazuje grzechów przeciwko wierze, czyli zaniedbywania pogłębiania wiary, wątpienia, niewiary, ateizmu i agnostycyzmu. Przykazanie to zabrania też grzechów przeciwko nadziei, tzn. zuchwałej nadziei, rozpaczy, dążenia wyłącznie do celów ziemskich. Zakazuje także grzechów przeciwko miłości Bożej czyli: obojętności, niewdzięczności, oziębłości, lenistwa duchowego, nienawiści do Boga.

Oprócz wiary, nadziei i miłości pierwsze przykazanie przypomina o obowiązku służenia jedynemu Bogu. Służba ta wyraża się przez adorację, modlitwę, ofiarę, składanie Bogu przyrzeczeń i ślubów, które mają być wypełnione. Potępionymi przez pierwsze przykazanie grzechami przeciwko służeniu jedynemu i prawdziwemu Bogu jest: zabobon, bałwochwalstwo, wróżbiarstwo, praktyki magiczne, kuszenie Boga i świętokradztwo.

Bez przerwy mamy pamiętać, że Bóg jest naszym Panem i Bogiem. Jego mamy postawić na pierwszym miejscu w naszym życiu. On na to zasługuje, gdyż jest Istotą Najwyższą, naszym Stwórcą, który ciągle wyprowadza nas z niewoli grzechu i prowadzi do prawdziwej ziemi obiecanej, którą jest niebo. Całe otaczające nas stworzenie oraz sumienie powinno nam przypominać o naszym Stwórcy, Panu i Bogu, i wzywać nas do wypełniania tylko Jego woli.

Grzechy przeciwko pierwszemu przykazaniu – spirytyzm

 

Podczas ostatniej katechezy próbowaliśmy odpowiedzieć na pytanie dlaczego wszelkie formy wróżbiarstwa są grzechem? W czasie dzisiejszego rozważania spróbujemy dotknąć zagadnienia spirytyzmu, który jest bezpośrednio związany z wróżbiarstwem. Czym zatem jest spirytyzm? Najogólniej mówiąc to wszelkie próby kontaktów z duchami, wywoływanie ich przez wahadełka, przez inną osobę, przez tzw. pismo automatyczne, plansze z alfabetem czy przy pomocy wirującego stolika. Katechizm Kościoła Katolickiego wypowiada się przeciwko spirytyzmowi w następujący sposób: „Należy odrzucić wszystkie formy wróżbiarstwa: odwoływania się do Szatana lub demonów, przywoływanie zmarłych lub inne praktyki mające rzekomo odsłaniać przyszłość” (KKK 2116).

Warto się zastanowić dlaczego wywoływanie duchów było i jest atrakcyjne w niektórych kręgach ludzi i jakie niebezpieczeństwo kryje się w takich praktykach? Panuje złudne przekonanie, że wywoływane duchy mogą rzekomo wyjawić rzeczy ukryte, a nawet przepowiedzieć przyszłość. Niektórzy przy pomocy praktyk spirytystycznych chcą nawiązać kontakt ze swoimi bliskimi zmarłymi. Tego rodzaju spirytyzm stał się obecnie bardzo modny w niektórych krajach zachodnich. Powstają nawet ruchy, które oferują osobom pogrążonym w żałobie po utracie swoich bliskich, kontakt z nimi za pomocą osób – tak zwanych mediów. Urządzane są wielkie telewizyjne show, w czasie których media odpowiadają na pytania kierowane do zmarłych przez obecnych na Sali telewizyjnej.

Powszechnie sądzi się, że podczas takich praktyk na wezwania odpowiadają dusze osób zmarłych. Tymczasem istnieje ogromne niebezpieczeństwo, że złe duchy, wykorzystując ludzką naiwność, podszywają pod wzywane dusze i odpowiadają w ich imieniu. Ponadto należy pamiętać, że jakiekolwiek przepowiednie złych duchów nie mogą być prawdziwe, ponieważ nie znają one przyszłości. Trzeba także wziąć pod uwagę, że zły duch jest, według słów Jezusa, „ojcem kłamstwa”. Stąd jakakolwiek forma zaufania mu jest bardzo niebezpieczna.Zły duch może podawać błędne informacje, aby wprowadzać zamęt w życiu człowieka. Wchodzenie w kontakt z nim poprzez spirytyzm jest bardzo niebezpieczne, ponieważ wezwany w ten sposób zły nabywa pewnych praw do danej osoby i może wpływać na nią, przez dręczenie a nawet opętanie. Ludzie niekiedy nie zdają sobie sprawy, że zło, jakiego doświadczają, weszło w ich życie poprzez wywoływanie duchów; przez spirytyzm stali się ofiarą złego ducha.

Musimy pamiętać, że szukanie informacji i jakiejkolwiek rady u szatana, który jest jednocześnie przeciwnika Boga i nieprzyjacielem człowieka obraża naszego Ojca Niebieskiego. Stąd jest to bardzo ciężki grzech przeciwko pierwszemu przykazaniu. Spirytyzm jest także dla człowieka niebezpieczną pułapką zastawianą przez złego ducha.

Katecheza  20 grudnia Grzechy przeciwko pierwszemu przykazaniu – wróżbiarstwo

 

            W czasie naszych ostatnich katechez rozważaliśmy, że pierwsze przykazanie Dekalogu nakazuje nam czcić tylko Jedynego i prawdziwego Boga. Doszliśmy do wniosku, że ktokolwiek lub cokolwiek staje się dla nas ważniejsze od prawdziwego Boga jest naszym bożkiem. Jeżeli czcimy Jedynego Boga, który jest naszym Ojcem, wówczas powinniśmy bezgranicznie Mu zaufać. Tylko On jest Panem przyszłości i naszych losów. Człowiek chciałby poznać przyszłość. Jednak nikt poza Bogiem nie zna tego co dopiero będzie. Tylko Jemu powinniśmy zaufać i powierzyć naszą przyszłość. Niestety  pokusa poznania tego co będzie w naszym życiu czy odpowiedzi na palące pytania potrafi być bardzo silna. Pójście za nią do gabinetu wróżki, wiąże się z grzechem przeciwko pierwszemu przykazaniu. Nauczanie Kościoła jest w tej kwestii bardzo klarowne. Katechizm poucza nas: "Należy odrzucić wszystkie formy wróżbiarstwa: odwoływanie się do Szatana lub demonów, przywoływanie zmarłych lub inne praktyki mające rzekomo odsłaniać przyszłość. Korzystanie z horoskopów, astrologia, chiromancja, wyjaśnianie przepowiedni i wróżb, zjawiska jasnowidztwa, posługiwanie się medium są przejawami chęci panowania nad czasem, nad historią i wreszcie nad ludźmi, a jednocześnie pragnieniem zjednania sobie ukrytych mocy. Praktyki te są sprzeczne ze czcią i szacunkiem – połączonym z miłującą bojaźnią – które należą się jedynie Bogu" (KKK 2116).

Biblia korzystanie z takich usług nazywa jeszcze dosadniej. Ktokolwiek korzysta z takich praktyk uprawia nierząd. W księdze Kapłańskiej znajdujemy następujące słowa:Przeciwko każdemu, kto zwróci się do wywołujących duchy albo do wróżbitów, aby uprawiać nierząd z nimi, zwrócę oblicze i wyłączę go spośród jego ludu… Bo Ja jestem Pan, Bóg wasz” (Kpł 20, 6-7) Człowiek z oczywistych powodów pragnie poznać, przynajmniej w ogólnym zarysie, czekającą go przyszłość. Dlaczego więc na przestrzeni całego tekstu Biblijnego jego autorzy tak gwałtownie piętnują grzech, do którego skłonność wydaje się dość naturalna?

Chodzi o sprawę wręcz fundamentalną w życiu duchowym, a mianowicie o to, w co tak naprawdę wierzymy: w Boga, który jest Panem naszej historii (także tej najbardziej osobistej), czy też w to, co starożytni Grecy nazywali Fatum, czyli Losem rozumianym jako samoistna, niezależna od niczego i nikogo (nawet od bogów), nieubłagana siła?

Jeśli wierzę w kochającego mnie Boga, który w swojej miłującej Opatrzności czuwa nad moim życiem, to po co miałbym próbować dowiadywać się czegoś o tym życiu „na zapas” i „na własną rękę”?W tekście Katechizmu przywołanym wyżej (patrz. KKK 2116) głównym argumentem przeciwko wróżbiarstwu jest zarzut pychy. Sięganie po wróżby jest tu postrzegane jako mniej lub bardziej ukryte pragnienie panowania nad czasem, historią i ludźmi. To zaś są kompetencje Boga, a nie człowieka. Stwórcy, a nie stworzenia. Pragnienie zdobycia „szybkiej i łatwej” wiedzy o przyszłości jest zatem kolejną odsłoną próby „bycia jak Bóg”, czyli pokusy, którą Szatan uwiódł pierwszych ludzi.

kat. 13 grudnia Grzechy przeciwko pierwszemu przykazaniu – wróżbiarstwo

 

            W czasie naszych ostatnich katechez rozważaliśmy, że pierwsze przykazanie Dekalogu nakazuje nam czcić tylko Jedynego i prawdziwego Boga. Doszliśmy do wniosku, że ktokolwiek lub cokolwiek staje się dla nas ważniejsze od prawdziwego Boga jest naszym bożkiem. Jeżeli czcimy Jedynego Boga, który jest naszym Ojcem, wówczas powinniśmy bezgranicznie Mu zaufać. Tylko On jest Panem przyszłości i naszych losów. Człowiek chciałby poznać przyszłość. Jednak nikt poza Bogiem nie zna tego co dopiero będzie. Tylko Jemu powinniśmy zaufać i powierzyć naszą przyszłość. Niestety  pokusa poznania tego co będzie w naszym życiu czy odpowiedzi na palące pytania potrafi być bardzo silna. Pójście za nią do gabinetu wróżki, wiąże się z grzechem przeciwko pierwszemu przykazaniu. Nauczanie Kościoła jest w tej kwestii bardzo klarowne. Katechizm poucza nas: "Należy odrzucić wszystkie formy wróżbiarstwa: odwoływanie się do Szatana lub demonów, przywoływanie zmarłych lub inne praktyki mające rzekomo odsłaniać przyszłość. Korzystanie z horoskopów, astrologia, chiromancja, wyjaśnianie przepowiedni i wróżb, zjawiska jasnowidztwa, posługiwanie się medium są przejawami chęci panowania nad czasem, nad historią i wreszcie nad ludźmi, a jednocześnie pragnieniem zjednania sobie ukrytych mocy. Praktyki te są sprzeczne ze czcią i szacunkiem – połączonym z miłującą bojaźnią – które należą się jedynie Bogu" (KKK 2116).

Biblia korzystanie z takich usług nazywa jeszcze dosadniej. Ktokolwiek korzysta z takich praktyk uprawia nierząd. W księdze Kapłańskiej znajdujemy następujące słowa:Przeciwko każdemu, kto zwróci się do wywołujących duchy albo do wróżbitów, aby uprawiać nierząd z nimi, zwrócę oblicze i wyłączę go spośród jego ludu… Bo Ja jestem Pan, Bóg wasz” (Kpł 20, 6-7) Człowiek z oczywistych powodów pragnie poznać, przynajmniej w ogólnym zarysie, czekającą go przyszłość. Dlaczego więc na przestrzeni całego tekstu Biblijnego jego autorzy tak gwałtownie piętnują grzech, do którego skłonność wydaje się dość naturalna?

Chodzi o sprawę wręcz fundamentalną w życiu duchowym, a mianowicie o to, w co tak naprawdę wierzymy: w Boga, który jest Panem naszej historii (także tej najbardziej osobistej), czy też w to, co starożytni Grecy nazywali Fatum, czyli Losem rozumianym jako samoistna, niezależna od niczego i nikogo (nawet od bogów), nieubłagana siła?

Jeśli wierzę w kochającego mnie Boga, który w swojej miłującej Opatrzności czuwa nad moim życiem, to po co miałbym próbować dowiadywać się czegoś o tym życiu „na zapas” i „na własną rękę”?W tekście Katechizmu przywołanym wyżej (patrz. KKK 2116) głównym argumentem przeciwko wróżbiarstwu jest zarzut pychy. Sięganie po wróżby jest tu postrzegane jako mniej lub bardziej ukryte pragnienie panowania nad czasem, historią i ludźmi. To zaś są kompetencje Boga, a nie człowieka. Stwórcy, a nie stworzenia. Pragnienie zdobycia „szybkiej i łatwej” wiedzy o przyszłości jest zatem kolejną odsłoną próby „bycia jak Bóg”, czyli pokusy, którą Szatan uwiódł pierwszych ludzi.

Jaka jest różnica między prawdziwym Bogiem a bożkami?

 

          Podczas ostatniej katechezy doszliśmy do wniosku, że wszystko cokolwiek staje się w naszym życiu ważniejsze od Boga Jedynego jest naszym bożkiem. Dzisiaj spróbujmy postawić sobie pytanie dlaczego człowiekowi w codziennym życiu łatwiej jest wybierać bożki niż zaufać Jedynemu Bogu?

Po wyjściu Izraelitów z niewoli egipskiej i po 40 latach wędrówki po pustyni Naród Wybrany w końcu wkroczył do ziemi Kanaan. Mieszkańcy tej krainy czcili różne bóstwa. Jednym z głównych grzechów, przed którym przestrzegał Izraelitów Bóg Jahwe było bałwochwalstwo, rozumiane jak największe cudzołóstwo. Niestety wiara w Boga jedynego musiała stopniowo „przebijać się” przez cały panteon kananejskich bóstw. Izraelitom łatwiej było uwierzyć, że ich Bóg jest najważniejszy, pierwszy, niż jedyny. Mimo powtarzanych bardzo często słów: Słuchaj, Izraelu, Pan jest naszym Bogiem – Panem jedynym (Pwt 6, 4) i chociaż doświadczali Jego miłosiernej obecności i towarzyszenia, ciągle ulegali pokusie pójścia za obcymi bogami.

Przykładem jest kult złotego cielca. W czasie wędrówki przez pustynię, zniecierpliwieni dłuższą nieobecnością swego przywódcy, Mojżesza, przymusili kapłana Aarona, aby „stworzył” im boga, którego będą czcić i nieść na czele procesji (Pwt 32, 1). Aaron z przetopionego złota uczynił posąg byka, symbol płodności kananejskiego boga Baala. Byk wyobrażał i zastąpił miejsce Boga żywego. Stworzony przez człowieka cielec był wygodny. Dawał bowiem prawo kontroli nad nim. W tym zawiera się sedno różnicy między Bogiem a bożkiem. Bożek jest zawsze w jakimś stopniu kontrolowany przez człowieka, który może przewidzieć jego wymagania, a mając własną ideę sprawiedliwości, świętości, prawdy, może w jakimś sensie trzymać bożka w ręku. Prawdziwy Bóg jest wolny, Jego stworzenie nie może nim dysponować. Prawdziwy Bóg nie pozwala zamknąć się w granicach naszych ludzkich racji i naszych wyobrażeń o Nim. Przeciwnie: od Niego wszystko zależy i nie musi nikomu zdawać sprawy ze swego działania.

Człowiekowi łatwiej jest przyjąć bożka, którego może kontrolować niż prawdziwego Boga, któremu trzeba zaufać i podporządkować swoje życie. My chcemy odwrotnie: chcemy podporządkować Boga sobie. Stąd łatwiej jest traktować Go jak sympatycznego niewymagającego staruszka, siedzącego gdzieś tam w obłokach, a Jezusa jak kumpla, niż Stwórcę i Pana, którego należy czcić i kochać. Łatwo jest też zagubić Boga w hierarchii rzeczy. Postawić obok albo pomiędzy innymi ideami, wartościami, jak coś niezobowiązującego. Często Bóg w naszym życiu bywa stawiany za rodziną, przyjaźniami, pozycją społeczną, wykształceniem, a nawet… samochodem czy Internetem. Bóg nie jest wówczas jeden czy pierwszy, ale jeden z wielu, czasem bardzo daleko w kolejce wartości.

Katecheza 15 listopada   Nie czcić obcych bogów i bożków

 

          Kiedy słyszymy brzmienie pierwszego przykazania Bożego: „Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną” w pierwszej kolejności zazwyczaj myślimy, że Bóg w tym przykazaniu zakazuje nam oddawać cześć jakimkolwiek bóstwom z innych religii. To prawda.  Św. Paweł w Pierwszym Liście do Koryntian poucza nas, że „nie ma na świecie ani żadnych bożków, ani żadnego boga, prócz Boga jedynego. A choćby byli na niebie i na ziemi tak zwani bogowie – jest zresztą mnóstwo takich bogów i panów – dla nas istnieje tylko jeden Bóg, Ojciec, od którego wszystko pochodzi i dla którego my istniejemy, oraz jeden Pan, Jezus Chrystus, przez którego wszystko się stało i dzięki któremu także my jesteśmy” (1 Kor 8, 4-6). Słowa Apostoła Narodów są jednoznaczne. Chrześcijanin nie może przyjmować istnienia jakichkolwiek bogów, bóstw czy bożków, zarówno tych z pogaństwa, jak i z innych religii występujących na świecie. Treść pierwszego przykazania jest jednak znacznie głębsza niż tylko zakaz praktykowania innych religii.

          Każdy kto nie wierzy w Boga, kto nie uznaje Go jako najwyższej wartości, ten, chcąc nie chcąc, sam ubóstwia jedną z rzeczy stworzonych, czyniąc ją w swoim świecie najwyższą wartością. Tak w naszym życiu powstają różne bożki, którym nieświadomie oddajemy cześć i stawiamy ich w naszej codzienności na pierwszym miejscu. Bożki te możemy zmieniać. W miarę bowiem, jak człowiek osiąga to, o czym marzył, rzecz przestaje być dla niego bożkiem i sięga po następną. Na przykład dla małego chłopca takim spędzającym sen z powiek bożkiem może być rower, a gdy go już posiądzie zaczyna tęsknić za skuterem czy samochodem. Samo pragnienie posiadania rzeczy nie jest złe. Problemem jest jednak to, że często w naszym życiu wszystko inne zostaje podporządkowane tej rzeczy. Innymi słowy: bożek to ta wartość, której w danym momencie podporządkowujemy całe nasze życie. Nic innego się nie liczy. Wówczas dochodzi do sytuacji, że wartość ta nami rządzi. Bardzo rzadko to dostrzegamy, a jeszcze rzadziej potrafimy się do tego przyznać. Katalog bożków może być bardzo duży. Dla każdego z nas najwyższą wartością może stać się: drugi człowiek, pieniądze, władza, praca, nauka. Wszystko cokolwiek staje się w życiu ważniejsze od Boga Jedynego jest bożkiem.

katecheza 8 listopada 2020. Wybawiciel z domu niewoli

 

W poprzedniej katechezie rozważaliśmy co oznaczają słowa ze wstępu do Dekalogu: Jam jest Pan Bóg Twój. Dziś spróbujemy zatrzymać się nad sformułowaniem: „który cię wywiódł z domu niewoli”. Niewola jest jednym z najstraszniejszych doświadczeń, które mogą dotknąć nie tylko człowieka, ale i cały naród. Izrael wielokrotnie doświadczał sytuacji utraty wolności. Za każdym razem jednak Bóg pomagał mu zerwać pęta niewolnicze ostrzegając go, że od utraty niepodległości gorsza jest sytuacja uwikłania w grzech, który całkowicie zabiera człowiekowi wolność. Niestety ludzie ciągle wolą ufać własnym pomysłom na życie i za każdym razem doświadczają rozczarowania i uwikłania w skutki własnych grzechów. Na tym polega teraźniejsza niewola.

Bez wątpienia możemy powiedzieć, że współczesny człowiek jest zagubiony. Stał się niewolnikiem albo siebie samego albo innych ludzi. Szuka różnych wybawicieli. Ufa wiedzy, komputerom, ludzkim ideologiom. Nie potrafi uczyć się błędach. Ile pomyłek popełniła ludzkość i ciągle nie chce zawierzyć Bogu. Cały dramat zagubionych ludzi współczesnego świata polega na tym, że nie usłyszeli w swoim sercu tego pierwszego wezwania: Jam jest Pan, twój Bóg, który cię wywiódł z domu niewoli. Wszyscy specjaliści tego świata popełniają błędy. Jedynym specjalistą, który zna ludzkie życie w całości, bo zna nasza przyszłość, jest Bóg. Mądrość człowieka polega na zawierzeniu Bogu. Nie opiniom ludzkim, nie specjalistom z różnych zakresów wiedzy, ale właśnie Bogu. W poprzedniej katechezie doszliśmy do wniosku, że w pierwszej kolejności powinniśmy szukać kontaktu z Bogiem Żywym, który jako dobry Ojciec chce utrzymywać z nami bliską więź. Samo spotkanie z Nim i zawierzenie mu jest momentem oclenia, momentem ratunku z „domu niewoli”, z „domu ocalenia”. Mądrość człowieka polega na umiejętności uznania Boga, zawierzenia Mu i umiłowaniu Go jako Ojca. Przy takim spotkaniu człowiek już nie określa, co dla niego jest dobre, a co złe, co powinien czynić, a czego unikać, o tym bowiem decyduje Bóg. Dopiero całkowite zaufanie Bogu daje człowiekowi prawdziwą wolność.

Katecheza 1 listopada 2020. Jam jest Pan Bóg Twój….

 

          Treść Dekalogu zaczyna się krótkim zdaniem wstępnym: Jam jest Pan Bóg Twój, który cię wywiódł z ziemi egipskiej, z domu niewoli. Spróbujmy się zastanowić w czasie dzisiejszej katechezy co te słowa oznaczają? Nieustannie chodzimy, pracujemy, śpimy, a nawet grzeszymy na oczach Boga, który wszystko widzi, słyszy i wie, który ciągle nas podtrzymuje w istnieniu. Możemy powiedzieć metaforycznie, że jesteśmy i żyjemy w dłoniach Boga. Dobrze oddaje to święty Paweł, który zapisał w Liście do Rzymian słowa: „w Nim poruszamy się, żyjemy i jesteśmy”.  Niestety często o tej bliskiej obecności Boga zapominamy. Nawet gdy się do niego zwracamy słowami pacierza, nie zawsze pamiętamy o Jego wzroku, który na nas spoczywa, nie czujemy dłoni Boga, które nas podtrzymują, nie dostrzegamy Ojca, który nas kocha. Najczęściej mówimy i myślimy o Bogu, który stworzył świat, który w starożytności rozmawiał z Abrahamem i Mojżeszem, który w historii dokonał wielkich cudów.

          Tymczasem pierwsze słowa Dekalogu wzywają do ciągłej pamięci o przynależności do Boga. „Jam jest Pan Bóg twój” to znaczy nie Abrahama, Izaaka czy Jakuba, ale Twój. Ten, który ciebie stworzył, który ciebie kocha i zbawia. Panu Bogu nie chodzi o to, abyśmy podziwiali w Nim Ojca wszystkich ludzi, On chce, abyśmy widzieli w Nim własnego Ojca. Stąd we wstępie do Dekalogu padają słowa Jam jest Pan Bóg twój, a nie wasz. Nie możemy  mówić o Bogu jak o kimś obcym. Nie możemy Go traktować jako Boga św. Pawła, św. Piotra czy innych postaci biblijnych, ale jako mojego najlepszego Ojca.

          Pierwsze słowa Dekalogu wzywają nas do szukania osobistego spotkania z Bogiem Żywym, używając metaforycznego języka: do spotkania z Jego wzrokiem, do dotknięcia Jego ręki, do zamienienia z Nim kilku słów sam na sam, jak przyjaciel z przyjacielem. Zanim zaczniemy odczytywać Dekalog, powinniśmy odkryć kochającego Ojca. Musimy dokładnie odczytać pierwsze słowa Dekalogu. Stanowią one klucz do właściwego zrozumienia następnych przykazań. Kto rzeczywiście pragnie spotkania z Żywym Bogiem jako Bogiem własnym, a nie cudzym, ten z ust Jego usłyszy dalsze przykazania. Tak odczytany Dekalog nie będzie zbiorem jakiś ustaw, przekazanych przez Mojżesza, ale żywym aktualnym wezwaniem mojego Boga, kochającego mnie Ojca. Wykonanie takiego wezwania nie będzie dla nas utrapieniem, lecz wspaniałym i konkretnym zadaniem, wyznaczonym nam przez Boga.

KATECHEZA 25 PAŹDZIERNIKA 2020.

Co jest istotą grzechu?

 

Podczas poprzednich katechez rozważaliśmy o tym, że człowiek potrzebuje drogowskazów moralnych w codziennym życiu. Doszliśmy do wniosku, że Bóg dał nam szczególny, ponadczasowy dar – Dziesięć Przykazań jako drogowskaz na całe życie. Jego znaczenie można jakoś porównać do funkcji współczesnych G-psów, które wskazują nam drogę do celu. Próbowaliśmy także uświadomić sobie, że na Dekalog nie możemy patrzeć tylko jak na system zakazów. Ktokolwiek tak postrzega Dziesięć Przykazań traktuje Boga nie jak kochającego Ojca, ale jak surowego policjanta, który wszystkiego nam zabrania.

Spróbujmy w czasie dzisiejszej katechezy zastanowić się na czym polega grzech. Zrozumienie jego istoty pozwoli nam pojąć co jest najważniejsze w Dekalogu. Często patrzymy na grzech jako na przekroczenie jakiegoś zakazu. Nie rozumiemy, że nie tylko o zakaz tutaj chodzi. Spróbujmy wniknąć głębiej. Odwołajmy się do pewnego przykładu, który pomoże nam zrozumieć istotę grzechu. Wyobraźmy sobie taką sytuację: Oto kochający Ojciec daje swojemu synowi sporą sumę pieniędzy i mówi do niego: Dziecko chcę, żebyś był szczęśliwy! Zrób z tej sumy dobry użytek! Bądź szczęśliwy! A Syn na oczach kochającego Ojca drze te banknoty w strzępy i wrzuca w ogień mówiąc: Nie chcę! Weź sobie je! Nie potrzebuję Twoich pieniędzy! W codziennym życiu ziemskim w takiej sytuacji kochający rodzic zostałby przez takiego syna bardzo zraniony. Powołując się na ten przykład i używając jakiegoś niedoskonałego porównania do powyższej sytuacji można powiedzieć, że my podobnie się zachowujemy wobec Boga, kiedy grzeszymy. Każde Jego przykazanie jest darem, danym po to byśmy byli szczęśliwi i nie ranili siebie ani innych. Człowiek wybierając grzech mówi Bogu: Nie chcę być szczęśliwy z Tobą! Mam własny pomysł na życie! Nie potrzebuję Twoich rad! Będę szczęśliwy po swojemu!

W tym miejscu dochodzimy do odpowiedzi na pytanie na czym polega grzech? To nie tylko przekroczenie zakazu. Grzech jest przede wszystkim odrzuceniem miłości Boga, który pragnie naszego szczęścia. Posłużmy się jeszcze innym przykładem: jeżeli dziecko zlekceważy prośbę ojca i matki i narazi siebie na jakieś niebezpieczeństwo, to rodziców najbardziej boli nie to, że ich syn czy córka przekroczyły jakiś zakaz, ale to, że ich dzieci nie mają do nich zaufania. W ten sposób dzieci ranią zatroskane serce rodziców. Podobnie jest gdy grzeszymy. Odrzucamy zatroskaną miłość Boga, która jest nieskończenie większa od jakiejkolwiek miłości człowieka. Ta miłość wyraża się właśnie w darze Dekalogu.

KATECHEZA 18 PAŹDZIERNIKA 2020.

Czy samo sumienie wystarczy do właściwego zachowania moralnego człowieka?

 

Współczesny człowiek może postawić następujące pytanie: po co mi Dekalog skoro mam własne sumienie? Wystarczy, że będę słuchał sumienia a Dekalog nie jest mi potrzebny. Czy takie rozumowanie ma sens? Na pewno sumienie jest wielkim darem od Boga. To wewnętrzny głos, który mówi człowiekowi, co jest dobre a co złe. Nie możemy jednak zapomnieć, że sumienie nie jest czymś gotowym w człowieku. Wymaga ono nieustannego kształtowania, pracy nad sobą i rozwijania. Niesyty często zdarza się, że ludzie mają niewłaściwie ukształtowane sumienie. Dziś coraz częściej mówi się o tym, że współczesny człowiek posiada tak zwane sumienie szerokie, które charakteryzuje się zanikiem poczucia grzechu. Osoba o takim sumieniu nie jest zdolna do zauważenia osobistych przewinień ani krzywdy, którą wyrządza innym. Dlatego spotykamy ludzi, dla których np. przyjmowanie łapówki nie jest grzechem tylko sposobem na życie. Ich sumienie nie wyrzuca im, że to kradzież. Stąd płynie prosty wniosek: ludzie o tak zdeformowanym sumieniu nie są zdolni do jakiejkolwiek właściwej oceny swojego postępowania. A mówiąc jeszcze ogólniej: samo sumienie nie wystarczy, żeby właściwe odczytać swoją moralność.

Katechizm Kościoła Katolickiego mówi, że sumienie jest subiektywną norma moralną. To znaczy, że jest zdolne do właściwego odczytania ludzkich uczynków wtedy i tylko wtedy, gdy jest właściwie uformowane. Mamy świadomość, że nawet przy osobistym wysiłku i regularnej pracy nad sobą może się zdarzyć, że nasze sumienie pobłądzi. Może po prostu coś nam się subiektywnie wydawać jako dobre, a w rzeczywistości może być dobrze zakamuflowanym złem. Stąd bez wątpienia sumienie potrzebuje Dekalogu. Katechizm mówi, że zasady moralne zawarte w Mojżeszowym Dekalogu są obiektywną normą moralną. Nie zależą od ludzkiego sposobu rozumowania i pojmowania rzeczywistości. Możemy zatem powiedzieć, że Dziesięć Przykazań to Boży sposób patrzenia na rzeczywistość i na ludzkie zachowania.  

Nasze rozumienie wszelkiej moralności jest zakotwiczone w wierze w Boga. Ta wiara jest podstawą przyjęcia zakazów i nakazów za obowiązujące, niezmienne i stanowiące uniwersalny i ulokowany ponad wszystkim punkt odniesienia. Innymi słowy, dlatego nasza moralność jest taka, jaką określono w Dekalogu (a przynajmniej zbliża się do wzorca), ponieważ wierzymy, że to Bóg chciał nam w ten sposób przekazać, co jest według Niego moralne, dobre i dozwolone, a co zakazane, niemoralne i złe. Dekalog zatem nie jest jakąś ludzką umową. Nie jest wytworem geniuszu człowieka, który określił co jest dobre a co złe. Gdyby ludzie, zgodnie ze swoim sumieniem próbowali ustalić co jest dobre a co złe, wówczas wszystko byłoby zmienne i dostosowane do miejscowych warunków. Tymczasem Boży porządek jest uniwersalny i ponadczasowy.

 

Katecheza 11 października 2020.

Jak właściwie odczytać Dekalog?

            Rozważając o Dekalogu musimy uwzględnić jedną ważną prawdę: Dziesięć przykazań zostało ofiarowanych ludzkości za pośrednictwem Mojżesza zaraz po wyjściu z niewoli egipskiej. Ten kontekst historyczny jest tutaj bardzo ważny. Jan Paweł II zaznacza wyraźnie, że Bóg dał narodowi wybranemu Dekalog po to, by wychodząc z jednej niewoli, nie popadł w następną, o wiele gorszą. Biorąc pod uwagę te słowa, po raz kolejny przekonujemy się, że przykazania są dane dla naszego szczęścia. Jak zatem właściwie rozumieć Dekalog jako całość? Jak należy go odczytać?

Na początek zauważmy, że istnieją dwa typowe błędy w prezentowaniu zasad i wartości Dekalogu. Błąd pierwszy polega na moralizowaniu. Moralizator to ktoś, kto głównie straszy i upomina; kto powołuje się na normy moralne, ale nie wyjaśniania ich sensu ani nie ukazuje pozytywnych owoców, jakie są skutkiem respektowania tychże norm. Moralizator ogranicza się do nakazywania i zakazywania. W dodatku zwykle czyni to w sposób arogancki i agresywny. Brak logicznych argumentów próbuje zastąpić krzykiem albo przypisywaniem sobie autorytetu, na który sobie nie zasłużył. Reakcją na moralizowanie jest bunt albo naiwne przekonanie, że dane zachowanie jest złe tylko dlatego, że jest zakazane.

Błąd drugi to nieśmiałość czy wręcz lękliwość w mówieniu o normach moralnych. W prymitywnej kulturze, która obecnie niemal terroryzuje młodzież i dorosłych sloganami o tolerancji i akceptacji, przypominanie o potrzebie i pozytywnym sensie norm moralnych wymaga dużej odwagi.Stąd dojrzała formacja sumienia w duchu Dekalogu wymaga najpierw ponownego odkrycia sensu Dziesięciu Przykazań.

Dekalog właściwie odczytamy tylko wtedy, gdy „nałożymy” na niego trzy przykazania miłości: kochaj Boga nade wszystko, kochaj samego siebie i kochaj bliźniego jak siebie samego! Dziesięć przykazań to zespół warunków, jakie trzeba spełnić, by dorastać do miłości. Dekalog podpowiada nam, czego nie powinniśmy czynić, jeśli chcemy mieć szansę na to, by dojrzale kochać! Można nawet powiedzieć, że Dziesięć Przykazań to system immunologiczny, który chroni przed wszystkim, co oddala nas od miłości, co czyni nas niezdolnymi do tego, by kochać. Sensem Dziesięciu Przykazań jest skuteczna ochrona człowieka przed wyrządzaniem krzywdy samemu sobie i innym ludziom. Dekalog podaje nam niezawodne normy, których respektowanie gwarantuje, że w życiu doczesnym będziemy wybierać drogę błogosławieństwa i życia. Ci, którzy łamią dziesięć przykazać, skazują samych siebie na drogę przekleństwa i śmierci. Mówi nam o tym nie tylko Biblia. Mówią nam o tym codzienne serwisy prasowe, radiowe i telewizyjne.

Respektowanie Dekalogu wymaga wysiłku, dyscypliny i czujności. Wymaga też logicznego myślenia i prawego sumienia, gdyż człowiek przewrotny każdą normę potrafi opatrznie interpretować lub uznać za niepotrzebną. Pamiętajmy jednak o tym, co jest alternatywą dla Dekalogu: naiwność i krzywda jednych ludzi, a cynizm, egoizm i okrucieństwo innych. Jezus ma rację zawsze. Także wtedy, gdy zapewnia nas o tym, że życie zgodne z Bożymi przykazaniami to jarzmo lekkie. Nieznośnym ciężarem staje się natomiast życie tego człowieka, który łamie Dekalog, który gnębi swoich bliskich, rani i zabija, cudzołoży, kradnie, kłamie, pożąda. To nie przypadek, że Bóg dał narodowi wybranemu Dekalog właśnie wtedy, gdy cudownie uwolnił Izraelitów z niewoli egipskiej. Dekalog był darem od Boga potrzebnym Żydom po to, by wychodząc z niewoli zewnętrznej, nie popadli w niewolę jeszcze gorszą, w niewolę wewnętrzną, w niewolę słabości, bezmyślności i grzechu.

Katecheza 4 października 2020.

Co to znaczy, że Dekalog jest ułożony w całość w sposób hierarchiczny?

 

Dziś spotyka się często ludzi narzekających na trud zachowania Dekalogu. Czasami słyszymy opinię, że jest nieludzki, niepasujący do obecnych warunków i mentalności współczesnego człowieka. A przecież jest to objawiony przez Boga najdoskonalszy kodeks prawa, jaki kiedykolwiek istniał na ziemi. Skąd zatem wynika taka postawa? Najczęściej narzekanie to pochodzi od ludzi, którzy świadomie odrzucili jedno z przykazań. Np. Ten kto kradnie bardzo szybko wyprze ze swojej świadomości przykazanie siódme, które mówi jasno: nie kradnij! Złodziej może też wyjaśniać wszystkim, że pozostałe przykazania zachowuje, tylko to jedno pomija. Wobec takiego tłumaczenia trzeba jednak jasno powiedzieć, że dla tego kto świadomie usunie jedno z przykazań, zachowanie pozostałych stanie się bardzo trudne. Konkretny przykład: jeśli ktoś zdradza żonę, odchodzi i zawiera nowy związek cywilny, czyli świadomie i dobrowolnie usuwa przykazanie szóste, to w tej sytuacji zachowanie przez niego pozostałych przykazań staje się sto razy trudniejsze niż wówczas, gdyby trwał w wierności złożonej przysiędze małżeńskiej.

Wszystkie przykazania w Biblii stanowią całość Dekalogu. Kto nie dostrzeże wewnętrznego związku poszczególnych przykazań ze sobą, ten nigdy nie odkryje piękna Dekalogu. Postawmy w tym miejscu pytanie: jaki jest ten wewnętrzny związek? Odpowiadając musimy zaznaczyć, że przykazania w Dekalogu są ułożone w całość w sposób hierarchiczny. To znaczy, że te w dalszej kolejności są logiczną konsekwencją pierwszych. Dlatego kto nie przestrzega przykazań stojących na dalszych miejscach nie jest zdolny do pełnego przestrzegania tych pierwszych.

Ponadto kolejność norm moralnych jest ważna także z tego powodu, że jeśli nie respektujemy podstawowych zasad moralnych, to nie będziemy w stanie respektować norm zawartych w kolejnych przykazaniach. Wyjaśnijmy to na przykładzie: przykazanie „nie cudzołóż!” są w stanie respektować jedynie ci ludzie, którzy zachowują pierwszych pięć przykazań. Jeśli ktoś postawi zachowania seksualne w miejsce Boga (przykazanie I), jeśli ma zaburzone więzi rodzinne (przykazanie IV) czy jeśli nie dba o własne zdrowie i życie (przykazanie V), to nie ma ani siły, ani dojrzałości, by stać się panem swoich popędów i by podjąć odpowiedzialność za swoją sferę seksualną. Kto z wychowawców nie potrafi ukazać sensu pierwszych pięciu przykazań, ten nie jest stanie wyjaśnić sensu przykazania „nie cudzołóż!”. W oderwaniu od pierwszych pięciu przykazań, norma „nie cudzołóż!” nie jest zrozumiała ani możliwa do wypełnienia. Podsumowując możemy powiedzieć, że Dekalog jest piękną całością ułożoną w sposób hierarchiczny.

 

Czy Dziesięć Przykazań to przypadkowe zestawienie?

 

Podczas poprzedniej katechezy rozważaliśmy o tym, że człowiek potrzebuje drogowskazów moralnych w codziennym życiu. Doszliśmy do wniosku, że Bóg dał nam szczególny, ponadczasowy dar – Dziesięć Przykazań jako drogowskaz na całe życie. Jego znaczenie można jakoś porównać do funkcji współczesnych G-psów, które wskazują nam drogę do celu.

W malarstwie nadanie ludzkości Dekalogu przedstawiane jest zazwyczaj w powiązaniu z Mojżeszem, który z góry Synaj przynosi 2 kamienne tablice połączone w całość. Często na jednej z tych tablic artyści wypisują treść trzech pierwszych przykazań, a na drugiej pozostałe siedem. Ten sposób przedstawiania tłumaczą tym, że trzy pierwsze przykazania odnoszą się do Boga, a pozostałe do drugiego człowieka. Na pewno taki sposób ukazywania Dekalogu ma swoja słuszność. Katechizm Kościoła Katolickiego podpowiada nam jednak, że Dekalog stanowi organiczną całość. Każde jego “słowo” odsyła do każdego z pozostałych i do wszystkich razem; wszystkie wzajemnie się warunkują. Dwie tablice Dekalogu wyjaśniają się nawzajem; stanowią one organiczną jedność. Przekroczenie jednego przykazania jest naruszeniem wszystkich pozostałych. Nie można okazywać czci drugiemu człowiekowi i zarazem nie czcić Boga, jego Stwórcy. Nie da się wielbić Boga, nie miłując wszystkich ludzi.

Można więc śmiało powiedzieć, że przykazania w Dekalogu nie są zestawione przypadkowo. Nie można też wyrywać poszczególne przykazanie z kontekstu całości. Współczesny człowiek może popaść w pułapkę wybiórczości, na zasadzie: „Będę przyjmował tylko te przykazania, które przynoszą mi korzyść”. Na przykład złodziej może powiedzieć, że przestrzega wszystkie przykazania oprócz siódmego. Odrzucając przykazanie „nie kradnij” tak naprawdę lekceważy całe Boże Prawo, które jest jednością. Kradnąc lekceważy Boga i wyrządza krzywdę bliźniemu. Podsumowując można powiedzieć, że Dekalog jest piękny i doskonały tylko w całości.

Jakie znaczenie ma procesja liturgiczna?

 

Wyrażenie „procesja” pochodzi od łacińskiego słowa „procedere”. Oznacza ono „podążanie”, „kroczenie w oznaczonym kierunku”. Już w Starym Testamencie możemy znaleźć pierwsze procesje.

Wyjście Narodu Wybranego z niewoli jest przedstawione jako wielka procesja w kierunku Ziemi Obiecanej. Podobnie zdobycie Jerycha (por. Joz 6, 1-16) dokonuje się podczas wielkiej  „procesji Pana”. Arce, niesionej przez kapłanów, towarzyszy dźwięk trąb, a przed nią kroczy lud. Obchodzenie murów miasta przez siedem kolejnych dni ma przede wszystkim charakter błagalny. Procesja kończy się celebracją zwycięstwa Boga.

          Również Nowy Testament zawiera obraz procesji. Wjazd Chrystusa do Jerozolimy jest procesją, podczas której Mesjasz jest przedstawiony jako zdobywca. Wjeżdża na osiołku, ponieważ jest pokornym Królem i Sługą Pańskim. Towarzyszy Mu śpiew „hosanna”  oraz palmowe gałązki, będące znakiem zwycięstwa. Podsumowując możemy powiedzieć, że procesje opisane w Biblii są celebracjami, które wpisują się w historię zbawienia. Ukazują obraz pielgrzymującego ludu i są znakiem jego ciągłego ruchu od przeszłości przez teraźniejszość ku przyszłości.

Podobnie procesje liturgiczne symbolizują pielgrzymowanie człowieka w kierunku nowej rzeczywistości, w kierunku nowego świata i Pana Boga. Są także znakiem obecności Pana Boga wśród swego ludu.

Procesje liturgiczne możemy podzielić na trzy grupy:

  • Procesje nawiązujące do zbawczych wydarzeń Jezusa Chrystusa:

§  procesja w święto Ofiarowania Pańskiego (2 lutego),

§  procesja w Niedzielę Palmową,

§  procesja w Wigilię Paschalną,

§  procesja w uroczystość Bożego Ciała.

  • Procesje, które są częścią innych obrzędów, np.:

§  podczas udzielania Sakramentu Chrztu Świętego.

  • Procesje w czasie sprawowania Eucharystii:

§  procesja wejścia,

§  procesja z Ewangeliarzem,

§  procesja z darami,

§  procesja komunijna.

Na czym polega obowiązek odpoczynku w niedzielę i powstrzymania się od praca niekoniecznych?

Podczas ostatnich katechez rozważaliśmy co oznacza świętowanie Dnia Pańskiego. Doszliśmy do wniosku, że w niedzielę i święta nakazane najważniejszą sprawą jest oddanie czci należnej Bogu.
Z tego też powodu Kodeks Prawa Kanonicznego zaleca wszystkim katolikom powstrzymanie się w te dni od wykonywania tych prac i zajęć, które utrudniają oddawanie Bogu czci, przeżywanie radości właściwej dniowi Pańskiemu oraz korzystanie z należnego odpoczynku duchowego i fizycznego (por. KPK kan. 1247). Wydaje się, że dzisiaj wiele osób nie rozumie z jakiego powodu powinna powstrzymać się od pracy ten dzień.

W liście apostolskim o świętowaniu niedzieli Dies Domini Jan Paweł II przypomina, że cykl pracy i odpoczynku wpisany jest w ludzką naturę i jest zgodny z wolą samego Boga, co poświadcza opis stworzenia z Księgi Rodzaju. Odpoczynek jest rzeczą „świętą”, pozwala bowiem człowiekowi wyrwać się z rytmu ziemskich zajęć, czasem nazbyt go pochłaniających, i na nowo uświadomić sobie, że wszystko jest dziełem Bożym. Ponadto niedziela powinna również być dniem, w którym wierni mogą się poświęcić dziełom miłosierdzia, działalności charytatywnej i apostolskiej (n. 65, 69).

Papież wychodzi z prostej refleksji biblijnej, która wskazuje na zamiar Boży. To Stwórca ustanawia dzień odpoczynku i wypełnia go zachętą do spotkania z Sobą samym i z drugim człowiekiem. Inny argument ma swoją logiczną podstawę w fakcie, że człowiek zapracowany i zabiegany musi odpocząć. Nie jesteśmy maszynami, odpoczynek jest wpisany w nasze funkcjonowanie i rezygnując z niego niszczymy własne zdrowie. Biorąc pod uwagę powyższe motywy musimy stwierdzić, że zgodnie z logiką Bożą istnieje konieczność zrezygnowania z tych prac i zajęć, których wykonywanie nie jest konieczne, a ze swej natury zakłóca spotkanie z Bogiem i radość chrześcijańskiego świętowania. Przy tak ogólnym sformułowaniu trudno jest jednak ustalić precyzyjnie granice tej rezygnacji. Poprzedni Kodeks Prawa Kanonicznego z 1917 roku wyliczał konkretne prace zakazane, jak zajęcia służbowe, czynności sądowe, publiczny handel, jarmarki i inne formy publicznego kupna i sprzedaży.

Obecny prawo kościelne nie wymienia konkretnych zajęć, których nie powinno się wykonywać w Dzień Pański. Pozostaje ogólne stwierdzenie, które wyżej cytowaliśmy. W przestrzeganiu tego przykazania trzeba mieć na uwadze przede wszystkim konkretną sytuację życiową poszczególnych osób, zwłaszcza tych, którzy z racji swojego zawodu muszą podejmować pracę ciągłą.

Kościół zdaje sobie sprawę, że spokojne świętowanie jednych powiązane jest z pracą innych. Istnieją więc „prace konieczne”, takie jak np.: praca lekarza, kierowcy autobusu, nadzór nad siecią energetyczną, prosty obrządek zwierząt w gospodarstwie czy praca w zakładach o ruchu ciągłym.
W codziennym życiu trzeba zawsze sobie postawić pytanie czy to co zamierzam zrobić jest konieczne w danym momencie i czy to nie zakłóci mojego udziału w niedzielnej Eucharystii. Jeśli daną czynność mogą zrobić w innym czasie to powinienem z niej w Dzień Pański zrezygnować. (Np. ktoś postanowił sobie umyć okna, bo akurat w niedzielę ma czas a może to przecież zrobić w inny dzień)

 Trzeba też jasno powiedzieć, że robienie zakupów w niedzielę nie należy do prac koniecznych. Wierzący nie powinni robić zakupów w niedzielę. Bardzo poważnym naruszeniem tego przykazania są wszelkie działania, gdzie pierwszym i jedynym argumentem jest chęć zysku - zawsze i za wszelką cenę. Szczególnym grzechem stają się te rodzaje „niekoniecznej” aktywności człowieka, które uniemożliwiają mu wzięcie udziału w niedzielnej Eucharystii.

Pragnieniem Kościoła jest nieodmiennie obrona godności człowieka jako dziecka Bożego, stąd tak wielka troska, by dziecko nie zapomniało o swym Ojcu - Bogu.

katecheza  21 czerwca 2020.   Co to są święta nakazane?

 

Podczas ostatniej katechezy rozważaliśmy prawdę o istocie świętowania niedzieli. Doszliśmy do wniosku, że najważniejszą sprawą w tym dniu jest oddanie czci należnej Bogu. Wszystkie inne sprawy, takie jak osobisty odpoczynek czy rekreacja są na drugim miejscu. Te same zasady obowiązują przy świętowaniu tak zwanych świąt nakazanych. Zadajmy sobie pytania: co to są święta nakazane i dlaczego noszą taką nazwę?  

Zgodnie z kanonami 1247 i 1248 Kodeksu Prawa Kanonicznego, w niedzielę i święta nakazane wierni są zobowiązani uczestniczyć we Mszy świętej i powstrzymać się od wykonywania tych prac i zajęć, które utrudniają oddawanie Bogu czci, przeżywanie radości właściwej dniowi Pańskiemu oraz korzystanie z należnego odpoczynku duchowego i fizycznego. Zastanówmy się dlaczego Kodeks Prawa Kanonicznego odróżnia święta nakazane od niedzieli? Odpowiedź jest prosta. Święta nakazane nie zawsze wypadają w niedzielę. Zazwyczaj są związane z konkretną datą i obchodzone w dzień powszedni. Przyjrzyjmy się zatem liście świąt nakazanych obchodzonych w Polsce. Jest ich 6 i należą do nich:

uroczystość Narodzenia Pańskiego (obchodzona 25 grudnia)

uroczystość Świętej Bożej Rodzicielki (obchodzona 1 stycznia)

uroczystość Objawienia Pańskiego (obchodzona 6 stycznia)

uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa – Boże Ciało (obchodzona w czwartek po Niedzieli Trójcy Najświętszej)

uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny (obchodzona 15 sierpnia)

uroczystość Wszystkich Świętych (obchodzona 1 listopada).

          Wystarczy spojrzeć na daty obchodów tych świąt, aby dojść do wniosku, że wypadają zazwyczaj w dzień powszedni. Jednocześnie musimy stwierdzić, że wszystkie te święta mają liturgiczną rangę uroczystości i dotyczą świętowania najważniejszych prawd naszej wiary. Stąd wypływa obowiązek uczestniczenia w tych dniach we Mszy św. i powstrzymania się od wykonywania prac niekoniecznych. Musimy nieustannie przypominać sobie, że oprócz niedzieli również te dni należą do Pana Boga i on ma pierwszeństwo do naszego czasu.

 

Co jest najważniejsze w świętowaniu niedzieli?

Od dziecka uczono nas, że niedziela jest dniem świętym. W ostatnich latach możemy jednak zauważyć zmiany mentalnościowe, które prowadzą do zacierania właściwego przeżywania dnia Pańskiego. Nawet niektórzy spośród uczniów Chrystusa mylą świętowanie niedzieli z «zakończeniem tygodnia», weekendem, rozumianym tylko jako czas odpoczynku i rozrywki. Stąd trzeba nieustannie przypominać co jest istotą tego dnia? Oddajmy więc głos świętemu Janowi Pawłowi II, który tak nauczał na temat świętowania niedzieli: „Dzień ten stanowi samo centrum chrześcijańskiego życia. Jeśli od początku pontyfikatu niestrudzenie powtarzam słowa: «Nie lękajcie się! Otwórzcie, na oścież otwórzcie drzwi Chrystusowi!», to dziś chciałbym z mocą wezwać wszystkich do ponownego odkrycia niedzieli: Nie lękajcie się ofiarować waszego czasu Chrystusowi! (…) Czas ofiarowany Chrystusowi nigdy nie jest czasem straconym, ale raczej czasem, który zyskujemy, aby nadać głęboko ludzki charakter naszym relacjom z innymi i naszemu życiu.”.

Papież jednoznacznie naucza, że ten dzień należy przede wszystkim do Chrystusa. Można więc śmiało powiedzieć, że każdy kto ten dzień wykorzystuje na własną niepotrzebną pracę albo tylko na własny odpoczynek bez oddania czci Chrystusowi okrada Boga z należnego Mu czasu. Jeszcze raz podkreślmy z naciskiem: w tym dniu pierwszeństwo do naszego czasu ma Bóg. Stąd jeśli w niedziele nie mamy czasu na Eucharystię jesteśmy po prostu złodziejami, którzy okradają Boga z Jego czasu.

W niedzielę oraz w inne dni świąteczne nakazane, wierni są zobowiązani do uczestniczenia we Mszy Świętej oraz powstrzymania się od wykonywania tych prac i zajęć, które utrudniają oddawanie Bogu czci, przeżywanie radości właściwej dniowi Pańskiemu oraz korzystanie z należnego odpoczynku duchowego i fizycznego. Musimy sobie na nowo uświadomić, że w niedzielę najważniejsze jest oddanie czci Bogu. Na drugim miejscu jest własny odpoczynek. Pierwszeństwo do tego dnia ma Bóg.

Powołajmy się jeszcze raz na apel Jana Pawła II, który prosi wszystkich: „otwórzmy Chrystusowi nasz czas, aby On mógł go rozjaśnić i nadać mu kierunek. On jest Tym, który zna tajemnicę czasu i tajemnicę wieczności i ofiarowuje nam «swój dzień» jako zawsze nowy dar swojej miłości. Ponowne odkrycie sensu tego «dnia» jest łaską, o którą należy prosić nie tylko po to, aby wypełniać w życiu nakazy wiary, ale także by dać konkretną odpowiedź na prawdziwe i głębokie pragnienia każdego człowieka.”

 

7 czerwca - katecheza Czy wysłuchanie transmisji Mszy świętej za pośrednictwem mediów oznacza uczestnictwo w niej?

 

 

 

          W ostatnim czasie w radiu, w telewizji, a nawet w Internecie znalezienie transmisji Mszy Świętej zajmuje dosłownie chwilę. W ten sposób zarówno znane, duże parafie, jak i małe, lokalne świątynie próbują dotrzeć ze Słowem Bożym do wielu wiernych. W epoce walki z pandemią koronawirusa wiele osób korzysta z dyspensy od obowiązku uczestniczenia w niedzielnej Eucharystii danej przez poszczególnych biskupów diecezjalnych. W tej trudnej sytuacji, kiedy nasze świątynie posiadają limity uczestniczących w liturgii rodzą się pytania: Czy jednak możemy mówić o udziale w Eucharystii, kiedy słuchamy bądź oglądamy transmisję w zaciszu własnego domu? Czy Msza Święta w telewizji, w radiu bądź w jakimkolwiek innym medium jest ważna?

 

          Odpowiedź dla wielu może być rozczarowująca: obejrzenie czy wysłuchanie transmisji Mszy Świętej nie oznacza udziału w niej. Nieważne z jakiegokolwiek środków społecznego przekazu skorzystamy – w żadnym wypadku nie możemy mówić o uczestnictwie w Eucharystii, jeżeli nie znajdujemy się bezpośrednio w miejscu, w którym jest ona sprawowana. Kościół rzymskokatolicki stawia sprawę jasno: „uczestnictwo we Mszy Św.” zakłada fizyczną obecność. W liście apostolskim Dies Domini z 1998 r. pisał o tym papież Jan Paweł II. Oto słowa Ojca św.: „W wielu krajach telewizja i radio dają możliwość zjednoczenia się z celebracją eucharystyczną w tym samym momencie, gdy jest ona sprawowana w miejscach świętych. Tego rodzaju transmisje same w sobie nie pozwalają oczywiście wypełnić obowiązku niedzielnego, to bowiem wymaga udziału w zgromadzeniu braci, którzy spotykają się w określonym miejscu, z czym wiąże się też możliwość komunii eucharystycznej”.

 

          Mając na uwadze te słowa Papieża, w dobie walki z koronawirusem musimy pamiętać, że transmisje Mszy św. są czymś dodatkowym, niejako ponadprogramowym. Niestety w obecnej sytuacji, dla wielu wierzących jest to jedyna forma kontaktu z Eucharystią i Kościołem. Nie możemy jednak zapomnieć, że żaden przekaz medialny nie zastąpi nigdy fizycznej obecności na Eucharystii. Stąd, jeżeli warunki na to pozwalają, powinniśmy szukać możliwości uczestniczenia we Mszy św. w świątyni, przy obecnych obostrzeniach na przykład w dzień powszedni, kiedy jest mniejsza liczba uczestniczących, pamiętając, że przekaz medialny jest tylko pewną pomocą w sytuacji zagrożenia epidemicznego. Nigdy nie zastąpi on obecności w świątyni. Nie może także stać się jakimś alternatywnym sposobem uczestnictwa we Mszy św. Kiedy ustanie epidemia i biskupi odwołają dyspensę od obowiązku uczestnictwa we Mszy świętej powinniśmy sobie jeszcze bardziej uświadomić jak ważna jest fizyczna obecność w kościele.

 

Na czym polega praktyka komunii duchowej?

 

            Komunia duchowa to akt modlitewny, którego celem jest osiągnięcie takiego zjednoczenia z Jezusem jakie daje nam przyjmowanie Go w sakramencie Jego Ciała i Krwi, ale poza przestrzenią sakramentalną. Ma ona miejsce wtedy kiedy nie mamy dostępu do znaku sakramentalnego. Stąd zaleca się ją szczególnie tym, którzy nie mogą uczestniczyć we mszy świętej (zwłaszcza niedzielnej) – a więc chorym, opiekującym się nimi, uwięzionym, marynarzom na statkach oraz wszystkim niebędącym w stanie dotrzeć do kościoła. Mogą ją przyjmować także wszyscy inni, także wówczas, gdy danego dnia uczestniczyli już lub zamierzają uczestniczyć w Eucharystii. Można komunię duchową praktykować wielokrotnie w ciągu jednego dnia. Właściwie „ideałem”, byłoby trwać w niej nieustannie, a przynajmniej możliwie często.

            Komunia duchowa polega na wzbudzeniu w swoim sercu gorącego pragnienia zjednoczenia z Jezusem  z takimi samymi skutkami, jak to się dzieje wówczas, gdy przyjmujemy Eucharystię. Praktyka ta zakłada więc na wstępie miłość do Jezusa i pragnienie bycia z Nim w jedności, wiarę w Jego realną obecność w Eucharystii, świadomość (przynajmniej ogólną) jak wielkim jest ona darem i w związku z tym gorące pragnienie jej przyjęcia. Nie chodzi tu jednak tyle o wygenerowanie w sobie jakichś płomiennych uczuć czy emocji ile o akt rozumu, wiary i woli.

            Sam „sposób” przyjęcia komunii duchowej może być bardzo prosty i mieć formę krótkiej modlitwy czy wręcz aktu strzelistego. Na przykład: „Wierzę, Jezu, że jesteś rzeczywiście obecny w Eucharystii. Kocham Cię! Żałuję za grzechy, którymi Cię obraziłem. Przyjdź do mojego serca, oddaję Ci się cały! Nie pozwól mi nigdy odłączyć się od Ciebie!” – albo i jeszcze krócej. Oczywiście warto zadbać, by dokonywało się to w spokoju i skupieniu, z szacunkiem właściwym randze tego, co ma się dokonać.

 

Dlaczego przed przyjęciem Komunii Świętej zachowujemy post eucharystyczny?

 

 

            Dobrze przeżyta Eucharystia, może dać człowiekowi prawdziwe szczęście. To w Komunii św. najpełniej można doświadczyć przeogromnej miłości Jezusa, który staje się dla nas prawdziwym pokarmem. Jednym z licznych sposobów przygotowania się do tego szczególnego momentu zjednoczenia się z Jezusem w Komunii jest post eucharystyczny. Początków tej praktyki należy szukać w pierwszych wiekach chrześcijaństwa, jednak konkretne wskazania na ten temat pojawiają się dopiero po Soborze Trydenckim. Zgodnie z prawem kanonicznym, obowiązującym w tamtym czasie, każdy kto chciał przystąpić do Komunii św. musiał powstrzymywać się od spożywania pokarmów i napojów od północy aż do momentu przyjęcia Eucharystii. Dlatego też w tamtym czasie, Msza św. była sprawowana przeważnie rano.

            Od roku 1953 rozpoczyna się proces, łagodzenia dyscypliny postnej. Najpierw papież Pius XII pozwala wiernym na spożywanie wody, w czasie bezpośredniego przygotowania do Eucharystii, a po kilku latach skraca obowiązujący czas postu do trzech godzin. Kolejne zmiany w omawianej praktyce, przynoszą nam już czasy po II Soborze Watykańskim. Papież Paweł VI skraca ten czas do jednej godziny.

 

            W roku 1973 ukazuje się dokument Immensae caritatis, który dla osób chorych przebywających w szpitalach lub w domach oraz dla osób starszych niemogących opuszczać domu, a także dla osób, które im posługują, skraca czas postu do piętnastu minut.

            Wydany z kolei w 1983 roku, nowy Kodeks Prawa Kanonicznego nie wspomina już o kwadransie, lecz ogólnie stwierdza, że wyżej wymienione osoby „mogą przyjąć Najświętszą Eucharystię, chociażby coś spożyli w ciągu godziny poprzedzającej” (kan. 919 § 3).

            W normalnych warunkach, post obowiązuje wszystkich, którzy pragną przystąpić do Komunii św., natomiast czas zachowania godziny postu, liczy się do momentu przyjęcia Ciała i Krwi Pańskiej, a nie do rozpoczęcia Mszy św.

 

Katecheza 23.02.2020 r.

Ile razy w ciągu dnia można przyjąć Komunię Świętą?

Podczas Soboru Watykańskiego II wystąpiono z postulatem, aby umożliwić wiernym przystępowanie do Komunii Świętej podczas każdej Eucharystii. W dokumentach soborowych możemy nawet znaleźć zalecenie o przyjmowaniu Komunii Świętej podczas Eucharystii. Dlatego Nowy Kodeks Prawa Kanonicznego z 1983 r., wychodząc naprzeciw tym postulatom, ustalił, że można przyjąć Komunię św. po raz drugi tego samego dnia jedynie podczas Mszy Świętej, w której się uczestniczy (Kan. 917). Wobec powyższego obecnie można przystąpić w tym samym dniu do Komunii Świętej tylko dwa razy, przy czym za drugim razem jedynie uczestnicząc w całej Mszy Świętej.

Kodeks Prawa Kanonicznego zaleca także  (Kan. 918): "aby wierni przyjmowali Komunię świętą podczas sprawowania Eucharystii. Proszącym jednak o nią dla słusznej racji poza Mszą Świętą należy udzielić, zachowując obrzędy liturgiczne". Jako "słuszne racje" uznaje się przyczyny związane z pracą czy ze zdrowiem. W innych przypadkach duszpasterze powinni zachęcać wiernych do uczestnictwa we Mszy Świętej i przyjmowania Komunii Świętej podczas sprawowanej Liturgii.

16. LUTEGO 2020 R.

Katecheza: Co to jest Wiatyk?

 

W szczególnej sytuacji, kiedy chory - według roztropnej oceny jego bliskich czy lekarza - zbliża się do końca swojego ziemskiego życia, Kościół, oprócz sakramentu namaszczenia, ofiaruje mu Eucharystię jako wiatyk. Jak poucza Katechizm Kościoła Katolickiego, przyjęcie Komunii Świętej w chwili przejścia do Ojca ma szczególne znaczenie i wagę, ponieważ jest zaczątkiem życia wiecznego i mocy zmartwychwstania. Specyfika wiatyku polega właśnie na tym, że chrześcijanin przyjmuje go w najbardziej decydującym momencie swojego życia, a więc w chwili przejścia z tego świata do wieczności.

W Kodeksie Prawa Kanonicznego, możemy przeczytać,  że: Wierni znajdujący się z jakiejkolwiek przyczyny w niebezpieczeństwie śmierci powinni być umocnieni Komunią Świętą na sposób wiatyku (kan. 921 § 1 KPK). Niezależnie od tego, czy chory przyjął już danego dnia Komunię św., w przypadku wystąpienia niebezpieczeństwa utraty życia można, a nawet należy udzielić mu wiatyku. Co więcej, gdyby chory przez kilka dni pozostawał w sytuacji zagrożenia życia, może przyjmować Komunię św. na sposób wiatyku wielokrotnie, w poszczególnych dniach.

Kodeks Prawa Kanonicznego również zachęca szafarzy Eucharystii, by nie odkładali udzielania wiatyku i czuwali, by chorzy przyjmowali go jeszcze, gdy posiadają pełną świadomość swojej sytuacji. Wobec powyższego, aby to było możliwe, opiekujący się chorymi powinni właśnie wtedy, gdy są oni jeszcze świadomi, prosić księdza, by udzielił im nie tylko sakramentu namaszczenia chorych, ale i wiatyku.

Komunia Święta udzielana umierającemu chrześcijaninowi na drogę do wieczności jest zalecana wszystkim ochrzczonym. We wprowadzeniu znajdującym się w obrzędzie do  Sakramentu chorych napisano, że do przyjęcia wiatyku zobowiązani są wszyscy ochrzczeni, którzy mogą przyjąć Eucharystię.

Katecheza 2 lutego 2020 r.     Jakie znaczenie mają obrzędy rozesłania?

 

Obrzędy rozesłania są krótkie, ale pełne znaczenia. Po ogłoszeniach duszpasterskich kapłan błogosławi wiernych w imię wszystkich Osób Trójcy świętej. Nie może tego czynić własną mocą, gdyż dawcą błogosławieństwa może być tylko Bóg, człowiek natomiast może być tylko Jego pośrednikiem w tej świętej czynności. Błogosławieństwo dane człowiekowi oznacza, że Bóg strzeże tego człowieka, czuwa nad nim, zapewnia mu swoją  życzliwość i nie skąpi swych darów. Udzieliwszy wiernym błogosławieństwa, celebrans mówi: „Idźcie w pokoju Chrystusa”. To „idźcie” może wydawać się zaskakujące – brzmi trochę  jak wojskowe „rozejść się”. Czyżby kapłan wypraszał zgromadzonych z kościoła? Oczywiście nie – nie ma zresztą takich uprawnień, gdyż świątynia nie jest jego własnością. To „idźcie” oznacza misję, posłannictwo – to nawiązanie do ostatnich słów Jezusa skierowanych do apostołów: Idźcie i nauczajcie wszystkie narody... (Mt 28,19). Przeżywszy Eucharystię, chrześcijanie otrzymują misję, by to wszystko, co się stało tutaj ich udziałem, wcielać w świat, by „przedłużać” w świecie Najświętszą Ofiarę poprzez swoje życie. Trzeba to podkreślić, gdyż aż nadto często odnosi się wrażenie, że życie współczesnego chrześcijanina to dwa niezależne i rozdzielone obszary: czas świąteczny spędzony w kościele, gdzie rządzi prawo modlitwy i czci oddawanej Bogu, oraz czas powszedni spędzony „w świecie”, gdzie rządzi prawo dżungli. Oczywiście takiego dualizmu być nie powinno. 

Kapłan rozsyła wiernych „w pokoju Chrystusa”, tzn. w tym pokoju, który tylko On jeden dać nam może . Zgromadzeni w kościele odpowiadają „Bogu niech będą dzięki”. Czasem odnosi się wrażenie, że jest to westchnienie ulgi: oto można wreszcie opuścić kościół. Jednak w intencji tych, którzy układali teksty liturgiczne, winien to być okrzyk wdzięczności za to, że dane nam było uczestniczyć w tak świętym obrzędzie, że mogliśmy jako wspólnota parafialna spotkać się z Bogiem, celebrować najważniejsze wydarzenie w dziejach świata – Najświętszą Ofiarę Chrystusa. Dobrze jest, gdy kontynuacją tego spotkania z Bogiem jest spotkanie z braćmi, którzy razem z nami i obok nas uczestniczyli w Eucharystii. Godny pochwały jest zatem spotykany w wielu parafiach zwyczaj, że wierni nie rozchodzą się zaraz do domów, lecz jeszcze przez pewien czas pozostają w pobliżu kościoła, rozmawiają ze sobą, odwiedzają przykościelną kawiarnię, świetlicę czy sklepik, omawiają pewne sprawy z duszpasterzami. Jest to konkretna, naturalna forma „przedłużania” radości Eucharystii, ułatwiająca dobre przeżycie jej następnym razem.

Katecheza 19 stycznia.  Dlaczego przed przyjęciem Komunii Świętej powtarzamy słowa ewangelicznego setnika?

 

Pamiętamy wszyscy ewangeliczną scenę, gdy rzymski setnik prosi Jezusa o uzdrowienie swego sługi; a czując się niegodnym goszczenia Mistrza w swym domu, prosi Go o wypowiedzenie tylko jednego słowa, bo przecież i ono samo wystarczy. Zapewne ten człowiek, który na chwilę tylko pojawia się w Ewangelii, nie spodziewał się, że jego proste, spontaniczne słowa będą aż do końca czasów codziennie wypowiadać miliony chrześcijan na całym świecie: „Panie, nie jestem godzien, abyś przyszedł do mnie, ale powiedz tylko słowo, a będzie uzdrowiona dusza moja”. Istotnie, nie jesteśmy godni przyjmowania Ciała Pańskiego; nawet najświętsi ludzie nie są tego godni. Z głęboką pokorą wyznajemy tę  niegodność, zanim podejdziemy do ołtarza, by jednak mimo wszystko spożyć Ciało Pańskie. Nie jesteśmy godni, ale jesteśmy posłuszni zachęcie Jezusa. To On nalegał by spożywać Jego ciało. Na Nim się opieramy, na Niego się powołujemy, a nie na nasze zasługi, nie na naszą rzekomą bezgrzeszność. Jesteśmy biedni i chorzy, ale właśnie dlatego potrzebujemy lekarza, a Jezus ustanowił Komunię świętą właśnie jako lekarstwo na nasze słabości. Dlatego byłoby bardzo niewłaściwe, gdyby ktoś wzbraniał się przed Komunią świętą ze względu na swoją ogólnie rozumianą grzeszność i niegodność. Przystępu do Ciała Pańskiego wzbrania tylko aktualny grzech ciężki, który powinien być wcześniej odpuszczony w konfesjonale.

Jest wiele różnych form przyjęcia Komunii świętej: na klęcząco, na stojąco (gdy wierni idą w procesji), do ust (jak jest w naszym kraju), na rękę (jak na Zachodzie). Które z nich są lepsze? Wydaje się, że jest coś niezdrowego w olbrzymich emocjach, jakie ta kwestia budzi w naszym Kościele, gdy trafia się okazja publicznej debaty na ten temat. Co prawda mamy prawo bronić naszych poglądów, ale umiejmy również uszanować poglądy innych, a ostatecznie umiejmy oddać głos Urzędowi Nauczycielskiemu Kościoła. A jego opinia jest jasna: są to formy równouprawnione.

katecheza 12 stycznia 2020. Co oznacza gest łamania chleba przed Komunią świętą?

 

Przed rozpoczęciem obrzędu rozdawania Komunii trzykrotnie powtarza się wezwanie „Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata...”. W Ewangelii wg św. Jana właśnie w ten sposób Jezusa nazywa Jan Chrzciciel. Obraz baranka – tego miłego, łagodnego zwierzęcia – wywołuje w nas sentymentalne skojarzenia, ale trzeba sobie uświadomić, że było to zwierzę ofiarne, zabijane w dzień Paschy masowo, setkami tysięcy na dziedzińcu świątyni jerozolimskiej. Jezus jako Baranek Boży to ofiara zabita dla nas i za nasze grzechy, krwawo i okrutnie zamęczona na krzyżu wtedy właśnie, gdy strumieniami lała się krew ofiarowanych na Paschę baranków. Eucharystia jest powtórzeniem i uobecnieniem tej świętej ofiary Baranka Bożego, i o tym sobie przypominamy, mówiąc „Baranku Boży...”. Jest to zwłaszcza ważne w dzisiejszych czasach, kiedy to niechętnie mówi się o ofierze, wyrzeczeniu i krzyżu.

Gdy wierni  mówią powyższe słowa, kapłan w tym czasie łamie hostię. Ten gest z jednej strony nawiązuje do ofiarnej śmierci Chrystusa, z drugiej zaś powtarza to, co On sam uczynił na Ostatniej Wieczerzy: łamał i rozdawał chleb uczniom. Robił to zresztą i wcześniej, i później; ten gest tak się zrósł uczniom z Jego postacią, że po nim poznali Go natychmiast przy stole w przydrożnej gospodzie, gdy szli do Emaus, choć wcześniej nie poznali Go po Jego słowach. Dla pierwszych chrześcijan był to gest tak ważny, że Eucharystię  nazywali po prostu „łamaniem chleba”. Oczywiście chleba nie łamie się dla samego łamania, lecz żeby go rozdawać. W tym prostym geście skupił się cały sens życia Jezusa, bo było ono takim właśnie rozdawaniem się. Choć w obrzędach liturgicznych – w odróżnieniu od dzisiejszych mass mediów, filmu i literatury – niewiele razy pada słowo „miłość”, to jednak jest ona tu obecna od początku do końca; przede wszystkim właśnie w owym geście łamania i rozdawania Ciała Pańskiego wszystkim, którzy zechcą je przyjąć. Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego  Jednorodzonego  dał....

Katecheza 29 grudnia 2019. Co wyraża Modlitwa Pańska odmawiana we Mszy Świętej?

 

Modlitwa Pańska odmawiana we Mszy św. doskonale łączy się z innymi częściami liturgii. Możemy wskazać kilka podobieństw:

Po pierwsze, ta modlitwa doskonale harmonizuje się z innymi modlitwami Eucharystii, np. z hymnem „Gloria” i z modlitwą powszechną, gdzie zasadniczo prosimy o to samo, tyle że innymi słowami. Pierwsza z próśb Modlitwy Pańskiej – „święć się imię Twoje” - właściwie streszcza wszystkie inne: prosimy, aby Bóg był – w całym świecie i w nas samych – uznany jako Bóg; gdyby tak się stało, wówczas znikłby grzech, źródło wszelkiego nieszczęścia, i na ziemi zapanowałby raj. W Eucharystii wstępujemy na chwilę do tego świata, gdzie wszystko, co się dzieje, ma właśnie ten cel: uznać i uwielbić Boga. 

Po drugie, prosimy o nasz chleb „powszedni”. Nie trzeba dowodzić, że prośba ta odnosi się do naszych potrzeb materialnych, fizycznych – aż nadto dobrze wiemy, że potrzebujemy do życia pożywienia i innych dóbr materialnych. Ale nie zawsze wiemy, że w tym samym stopniu potrzebujemy i „chleba niebiańskiego”, nadprzyrodzonego, że bez niego nasz duch karleje i usycha tak samo jak ciało bez pokarmu. Ta prośba, w kontekście obrzędu rozdawania Ciała Pańskiego, który rozpocznie się już za chwilę, winna wzbudzać w nas świętą tęsknotę za tym „chlebem niebiańskim”, święte pragnienie przyjęcia go i przyjmowania jak najczęściej.

Po trzecie, prosimy o przebaczenie nam naszych grzechów w tym samym stopniu, w jakim my przebaczamy naszym winowajcom. Każdy, kto kiedykolwiek próbował przebaczyć, wie, jak bardzo jest to trudne, zwłaszcza gdy doznaliśmy jakiejś ciężkiej krzywdy. Ale wymaganie Jezusa jest tu całkowicie jednoznaczne: dopiero przebaczając krzywdzicielom, stajemy się naprawdę Jego uczniami (por. Mt 5,43-48) i dziećmi tego Ojca, który też nam przebaczył wielokrotnie, i to często bardzo poważne przewinienia. Prośba ta łączy się ściśle z następną: o zachowanie nas od złego. Obydwie razem można by wyrazić tak, że prosimy o wprowadzenie nas do świata miłości: świata, gdzie panuje dobro, sprawiedliwość jedność i pokój. Eucharystia tworzy ten właśnie świat.

Kat. 22 grudnia 2019.

Dlaczego obrzędy komunii świętej rozpoczynamy od modlitwy Ojcze nasz?

 

Po uroczystej doksologii kończącej modlitwę eucharystyczną następują obrzędy komunii świętej, które rozpoczynają się od modlitwy „Ojcze nasz”. Dlaczego właśnie ta modlitwa rozpoczyna wspomniane obrzędy? Komunia święta, choć jest rzeczywistością bardzo osobistą – każdy przyjmuje Ciało Pańskie indywidualnie – to jednak jest zarazem aktem na wskroś kościelnym, gdyż wszyscy przyjmują to samo, jedno Ciało Chrystusa, a poprzez Nie i w Nim każdy przyjmujący stanowi jedność z pozostałymi.

Jedność tę wyrażamy modlitwą, której nauczył nas sam Jezus, najczcigodniejszą modlitwą chrześcijańską, w której kierujemy do Ojca słowa sformułowane w pierwszej osobie liczby mnogiej – Ojcze nasz. Nie mówimy Ojcze mój, tylko Ojcze nasz. To właśnie ta modlitwa, którą nauczył Apostołów sam Chrystus, jest modlitwa całego Kościoła. Ma ona sens tylko wypowiadana razem z braćmi (nawet kiedy ktoś odmawia ją samotnie, musi mieć w intencji innych swoich braci w wierze, inaczej wypowiadane słowa będą pustym dźwiękiem bez treści). Cała Eucharystia jest aktem wspólnotowym, a ta wspaniała, choć prosta modlitwa jest jednym z najważniejszych momentów wyrażenia tej wspólnotowości.

15 grudnia Co to jest doksologia na zakończenie modlitwy eucharystycznej i co ona wyraża?

 

Na zakończenie modlitwy eucharystycznej kapłan wypowiada albo wyśpiewuje uroczyste słowa: „Przez Chrystusa, z Chrystusem i w Chrystusie Tobie, Boże Ojcze wszechmogący, w jedności Ducha Świętego wszelka cześć  i chwała przez wszystkie wieki wieków”. Zapytajmy się: jakie znaczenie mają te słowa i co one wyrażają?

Podczas ostatniej wieczerzy Jezus tak się modlił: Ojcze, Ja Ciebie otoczyłem chwałą na ziemi przez to, że wypełniłem dzieło, które Mi dałeś do wykonania (J 17,4). To Jezusowe wypełnienie powierzonego dzieła, to Jego posłuszeństwo woli Ojca – to najwyższy wyraz kultu Boga. Posłuszeństwo Jezusa posunęło się aż do granic śmierci na krzyżu. Ofiara śmierci krzyżowej jest zatem najwyższym hołdem złożonym Bogu Ojcu.

Ta sama ofiara Jezusa Chrystusa, powierzona w ręce Kościoła, w sakramentalny sposób jest uobecniana w sprawowanej Mszy świętej. Z tego powodu każda Eucharystia jest szczególnym momentem, w którym Bóg zostaje otoczony chwałą na ziemi. Ta prawda w liturgii jest wyrażona w sposób szczególny w przepięknej modlitwie kończącej całą modlitwę eucharystyczną, modlitwie zwanej doksologią. Celebrans, unosząc w górę patenę z Ciałem i kielich z Krwią Chrystusa, wypowiada takie oto słowa: „Przez Chrystusa, z Chrystusem i w Chrystusie Tobie, Boże Ojcze wszechmogący, w jedności Ducha Świętego wszelka cześć i chwała przez wszystkie wieki wieków”. Jest to bardzo wymowna chwila, w której zgromadzeni w świątyni, wraz z całym Kościołem, otrzymaną w darze ofiarę Ciała i Krwi Chrystusa jednym aktem składają Bogu Ojcu. Jest to jakby zwieńczenie tego wszystkiego, co się działo dotychczas w liturgicznym obrzędzie.

Trzeba pamiętać, że w darze Ciała i Krwi Chrystusa składanym w tym momencie Bogu jest obecny również dar życia tych, którzy we Mszy świętej uczestniczą. Chleb składany na ołtarzu, a później konsekrowany w Ciało Chrystusa jest przecież znakiem duchowej ofiary z własnego życia, przynoszonej przez poszczególnych ludzi. Tą ofiarą w najgłębszej istocie jest wierność otrzymanemu powołaniu, czyli ostatecznie posłuszeństwo woli Ojca w codziennym życiu i codziennym pełnieniu swoich obowiązków. Ten dar własnego życia, zaofiarowany Bogu Ojcu „przez Chrystusa, z Chrystusem i w Chrystusie”, sprawia, że zwykła szara codzienność ludzi uczestniczących we Mszy świętej staje się kultem składanym Bogu na ziemi.

Po zakończonej doksologii, wypowiadanej (lub śpiewanej) przez wszystkich kapłanów koncelebrujących Mszę świętą, zgromadzeni w świątyni odpowiadają: „Amen”. To „amen” ma swoją wymowę: staje się ono podjęciem zobowiązania. Dar własnego życia pośród szarej codzienności będzie kultem składanym Bogu w takim stopniu, w jakim człowiek będzie próbował kształtować swoje codzienne wybory w posłuszeństwie woli Ojca. To prawda, ludzkie posłuszeństwo nie będzie posłuszeństwem doskonałym. Dlatego przynoszony i składany na ołtarzu dar z własnego życia jest ofiarowany „przez Chrystusa, z Chrystusem i w Chrystusie” – w jedności z tą jedną jedyną doskonałą ofiarą Nowego Przymierza.

Katecheza 428 - 8 grudnia 2019.

Za Kogo modlimy się w modlitwie eucharystycznej?

            Po aklamacji po przeistoczeniu kolejnym elementem modlitwy eucharystycznej jest modlitwa wstawiennicza. Kiedy na ołtarzu uobecnia się ofiara Jezusa Chrystusa składana za zbawienie świata, mając świadomość swego posłannictwa wobec świata, Kościół prosi Boga o pomoc w różnych intencjach. Wobec różnorodności możliwych tekstów mszalnych nie dziwi, że modlitwa prośby jest formułowana różnie. Zasadniczo jednak można wyróżnić cztery intencje przedstawiane Bogu podczas modlitwy eucharystycznej.

            Pierwszą jest prośba za Kościół. Jest to kolejny moment, który budzi świadomość, że Msza święta jest sprawowana w jedności z całym Kościołem i dlatego uczestnicy Eucharystii powinni w modlitwie otwierać się na potrzeby całej wspólnoty. Szczególnym znakiem jedności Kościoła jest papież, a także w wymiarze diecezji biskup wraz z całym duchowieństwem. Na nich również spoczywa duża odpowiedzialność za sprawy wspólnoty. Dlatego zawsze w eucharystycznej modlitwie prośby wymieniane jest imię obecnego papieża i biskupa. Ponadto Kościół prosi Boga o wzrost w świętości (czyli w miłości) oraz o jedność. Sam fakt prośby zanoszonej do Boga w tych intencjach objawia samoświadomość Kościoła, że jest on rzeczywistością nadprzyrodzoną, że na drodze swego pielgrzymowania przez ziemię potrzebuje nie tylko wysiłku ludzkiego, ale zwłaszcza pomocy Bożej łaski.

            We mszy świętej Kościół modli się nie tylko za tych, którzy żyją w czasie swego pielgrzymowania w świecie. Wspólnota kościoła obejmuje przecież również tych, których czas pielgrzymowania dobiegł końca. Wśród nich są zarówno ci, którzy stoją przed Bogiem „twarzą w twarz”, czyli święci, jak i ci, którzy przeżywają czas swego ostatecznego oczyszczenia. W modlitwie eucharystycznej wspomina się wszystkich świętych (niektórych wymienia się po imieniu), wśród których zawsze szczególne miejsce zajmuje najświętsza Maryja Panna, a także apostołowie i męczennicy. Równocześnie we Mszy świętej zawsze pamięta się o modlitwie za wszystkich zmarłych. Dlatego nie można mówić o istnieniu zmarłych, za których nikt się nie modli i o których „nikt nie pamięta” (sformułowanie często spotykane w tzw. intencjach wypominkowych). Kościół pamięta o wszystkich. To jest druga intencja pośród próśb zanoszonych w eucharystycznej modlitwie wstawienniczej.

            Trzecią prośbę stanowi modlitwa w intencji potrzeb świata, wobec którego Kościół rozpoznaje swoje posłannictwo. Prośba za świat dotyczy zwłaszcza modlitwy o pokój oraz o jedność całego rodzaju ludzkiego.

            I wreszcie czwarta intencja eucharystycznej modlitwy wstawienniczej dotyczy uczestników Mszy świętej. Udział w Eucharystii powinien budzić świadomość wielkiego powołania do świętości oraz do życia wiecznego. Stąd też eucharystyczna modlitwa wstawiennicza, oprócz przedstawienia próśb niesionych w sercach wiernych obecnych w świątyni, staje się wielkim wołaniem o Bożą pomoc w pielgrzymowaniu drogami świętości, aby wszyscy mieli „udział w życiu wiecznym”. 

 

Katecheza 1 grudnia Jakie treści wyrażamy poprzez aklamację po przeistoczeniu?

 

 

 

Po przeistoczeniu chleba i wina następuje aklamacja, która ma aż cztery formy. Sama nazwa „aklamacja” pochodzi od słowa łacińskiego i oznacza wołanie, uroczyste obwieszczanie. Warto zaznaczyć, że już sama nazwa wskazuje na sposób, w jaki wierni zgromadzeni w świątyni powinni obwieszczać jej słowa: powinien to być radosny okrzyk ogłaszający coś bardzo ważnego. Obecny Mszał rzymski przewiduje cztery możliwe formuły wezwania kapłana oraz cztery możliwe odpowiedzi uczestników liturgii. Nawet jeśli w zewnętrznej formie różnią się one między sobą, to jednak w zasadniczej treści są do siebie bardzo zbliżone. Najczęściej kapłan zwraca się do uczestników liturgii słowami: Oto wielka tajemnica wiary. Lud Boży odpowiada wówczas: Głosimy śmierć Twoją Panie Jezu, wyznajemy Twoje zmartwychwstanie i oczekujemy Twego przyjścia w chwale.  Jaka jest treść tych słów? Co one tak naprawdę oznaczają?

 

Znamienne jest przede wszystkim to, że uczestnicy Mszy świętej na wezwanie kapłana nie odpowiadają „wierzymy”, ale mówią: „głosimy”. W ten sposób potwierdzają, że w sakramentalnym obrzędzie stanęli pod krzyżem i nad pustym grobem, że stali się świadkami śmierci i zmartwychwstania Chrystusa. Msza św. nie jest jakimiś wspomnieniem dawnego wydarzenia. Nie jest rocznicą śmierci Chrystusa na Golgocie, ale jest uobecnieniem w sposób mistyczny tego co tam się dokonało. W czasie każdej Eucharystii mamy dostęp do tego wydarzenia, a nie tylko jakieś jego wspomnienie. A jako świadkowie, nie możemy przyjąć innej postawy niż postawa głoszenia i opowiadania tego, cośmy „zobaczyli” oczyma wiary. Co więcej, już sam nasz udział we Mszy świętej, samo sprawowanie liturgii staje się „głoszeniem”.

 

Trzeba jeszcze zwrócić uwagę na fakt, że wypowiadana przez wiernych aklamacja, oprócz wyznania wiary w wydarzenie śmierci i zmartwychwstania Chrystusa, wyraża także postawę oczekiwania na Jego powtórne przyjście w chwale u kresu dziejów. Jest to podstawowa konsekwencja faktu zmartwychwstania. Jest to zarazem bardzo istotny wymiar życia każdego wierzącego. Właśnie dlatego, że Chrystus zmartwychwstał, chrześcijanie wszystkich wieków nie mogą zamknąć perspektywy swojego życia wyłącznie w granicach tej ziemi. Zmartwychwstanie otwiera bowiem wizję życia wiecznego. Prawda o powołaniu człowieka do wieczności zostanie w pełni ujawniona wobec świata u końca czasów w dniu Paruzji, czyli powtórnego przyjścia Chrystusa na ziemię. Dlatego chrześcijanie, podejmując zadania wynikające ze swojego powołania, trwają w oczekiwaniu na ten dzień. Jeżeli ktoś rzeczywiście na serio w liturgii eucharystycznej stanął wobec wydarzenia zmartwychwstania, to już nie będzie mógł swojego życia przeżywać inaczej, jak mając przed sobą nadzieję i perspektywę wieczności. Dlatego będzie trwał w oczekiwaniu na ten dzień ostatecznego spełnienia.

 

katecheza 17 listopada 2019 r. JAKIE ZNACZENIE MA OŁTARZ?

 

Ołtarz stanowi centrum świątyni. Wokół niego gromadzi się Lud Boży podczas sprawowania Eucharystii. To na nim, pod sakramentalnymi znakami, uobecnia się ofiara krzyżowa, w której Jezus wydał się dla naszego odkupienia.

Ołtarz chrześcijański jest symbolem samego Chrystusa, obecnego pośród swoich wiernych zarówno jako „ofiara złożona dla naszego pojednania”, jak i „niebieski pokarm, który nam się udziela”. Kościół Rzymski modli się w  Pierwszej Modlitwie Eucharystycznej takimi słowami: „Pokornie Cię błagamy, wszechmogący Boże, niech Twój święty Anioł zaniesie tę ofiarę na ołtarz w niebie, przed oblicze Boskiego majestatu Twego, abyśmy przyjmując z tego ołtarza Najświętsze Ciało i Krew Twojego Syna, otrzymali obfite błogosławieństwo i łaskę”. Według przepisów liturgicznych ołtarz powinien być z kamienia, ponieważ kamienna płyta ołtarza, czyli tzw. mensa, nawiązuje do Chrystusa jako „kamienia węgielnego oraz do Chrystusa jako skały, z której Mojżesz wyprowadził wodę na pustyni. Dlatego postuluje się, aby w każdym kościele znajdował się „ołtarz stały, jasno i trwale wskazujący na Jezusa Chrystusa, który jest żywym kamieniem”.

W niektórych liturgiach wschodnich ołtarz jest symbolem grobu, oznacza, że Chrystus naprawdę umarł i zmartwychwstał. Biały obrus na ołtarzu symbolizuje „płótno, w które zostało owinięte ciało Jezusa”, natomiast wyryte na niektórych ołtarzach krzyże w liczbie pięciu „odpowiadają pięciu ranom Zbawiciela jako pięciu źródłom Jego zbawczej krwi”.

katecheza 10 listopada 2019 r.          

Jakie znaczenie mają dary ofiarne?

 

            Pięknym momentem w liturgii Eucharystycznej jest przygotowanie darów ofiarnych. Są nimi: chleb, wino i woda. Przygotowuje się chleb pszenny niekwaszony, czyli przaśny. Pan Jezus podczas ostatniej wieczerzy używał właśnie taki rodzaj chleba. Wino gronowe używane do Mszy św. nie powinno zawierać żadnych dodatków sztucznych. Powinno być pozyskane na drodze naturalnej fermentacji.  Jeśli Msza św. ma charakter uroczysty dary ofiarne, czyli chleb, wino i woda są przynoszone do ołtarza w procesji. W tym momencie wierni zgromadzeni na liturgii przygotowują się do złożenia siebie samych w darze Bogu. Jakie zatem powinniśmy przygotować dary ofiarne?

            Rozróżniamy dwa rodzaje darów: duchowe i materialne. Dary duchowe to: modlitwy, walka z pokusami, wszystkie nawet najmniejsze dobre uczynki, trudności, kłopoty, cierpienia, choroby, intencje z którymi przychodzimy na Eucharystię. Dary materialne to troska o potrzeby wspólnoty Kościoła i dbanie o budynek świątyni. Jest on własnością wiernych danej parafii, a nie księdza, który jest tylko jego administratorem. Obowiązek troski o budynki kościelne należy do wiernych danej parafii. Drugi wymiar troski materialnej o Kościół dotyczy wspólnoty wiernych. Jesteśmy rodziną, a w rodzinie miłość nakazuje nam zatroszczyć się o potrzebujących, gorzej sytuowanych, zaniedbanych. Na początku chrześcijaństwa ludzie przynosili różne dary: chleb, mleko, sery, owce, ubrania, także pieniądze, które Apostołowie rozdzielali potrzebującym. Dziś forma troski o wspólnotę Kościoła zamieniona została na dobrowolną ofiarę pieniężną, znana jako taca, albo składka.

            Musimy pamiętać, że dary które składamy są aktem kultu Chrystusa w biednych, w Kościele. Gdy składam ofiarę pieniężną to jest to gest miłości wobec Chrystusa, który mieszka w biednych.

Katecheza 27 października Jakie znaczenie ma liturgia eucharystyczna we Mszy Świętej?

 

Liturgia eucharystyczna wraz z ucztą eucharystyczną wywodzi się z samego Wieczernika. Podkreśla to bardzo wyraźnie Ogólne Wprowadzenie do Mszału Rzymskiego w słowach: "Chrystus ustanowił w czasie Ostatniej Wieczerzy ofiarę i ucztę paschalną, przez którą staje się ciągle obecna w Kościele ofia­ra krzyża, gdy kapłan, przedstawiający Chrystusa Pana, spełnia to, co sam Pan uczynił i polecił spełniać uczniom na swoją pamiątkę" (OWMR 48). Stąd układ liturgii eucharystycznej jest rozwinięciem obrzędowym gestów i słów Chrystusa z Ostatniej Wieczerzy. Zanim przyjrzymy się poszczególnym gestom liturgicznym w tej części Mszy Świętej zapytajmy się jakie znaczenie mają dary ofiarne, nazywane materią Mszy Świętej?

Są nimi chleb pszenny i wino z małą domieszką wody, zgodnie ze starochrześcijań­skim zwyczajem, wziętym z życia codziennego. Na Zachodzie od VIII wieku zaczęto konsekrować wyłącznie chleb niekwaszony, naśladując Ostatnią Wieczerzę. U Greków zachował się zwyczaj konsekrowania chleba kwaszonego. W dawnych czasach chleb miał formę spłaszczoną i okrągłą. Taki chleb łatwo można było łamać przed Komunii świętą. Od XII wieku znane są już w całym Koś­ciele komunikanty bardzo małych rozmiarów. Na hostiach pojawił się wytłoczony wizerunek Chrystusa, a później coraz inne postacie i sym­bole. W średniowieczu wypiekanie chlebów ofiarnych odbywało się bar­dzo uroczyście. Podczas wypiekania hostii i komunikantów, kapłani oraz diakoni, zwłaszcza w klasztorach, ubrani w humerały i alby, śpiewali psalmy.

Chleb i wino, jako powszechne artykuły spożywcze wyobrażają sa­mego ofiarodawcę, który wiele starań i pracy musiał podjąć, aby je wyprodukować. Są one także symbolem Chrystusa. Nazywał siebie chle­bem, który z nieba zstąpił (J 6,51), winnym szczepem łączącym wiele gałązek (J 15,1), który jako Głowa Mistycznego Ciała, jednoczy liczne członki Kościoła w jedno. Tę jedność symbolizuje przede wszystkim chleb, który powstał z wielu ziaren pszennych jako jedna całość oraz wino pochodzące z wielu winogron.

Katecheza 20 października: Jakie znaczenie ma modlitwa wiernych?

Modlitwa powszechna kończy liturgię słowa Bożego. Jej historyczne istnienie potwierdzają pisarze wczesnochrześcijańscy: Klemens Rzymski (I w.), Tertulian (II-III w.), Cyprian (II-III w). W VI wieku papież Grzegorz Wielki zniósł modlitwę wiernych w liturgii. Jej brak we mszy świętej trwał około tysiąc czterysta lat. W ciągu tego długiego czasu lud dawał upust potrzebie wspólnej modlitwy w różnych intencjach bądź po kazaniu, bądź też po Mszy świętej lub w "wypominkach". Od czasu Soboru Watykańskiego II modlitwy te otrzymały swoje dawne i właściwe miejsce. Przywrócona modlitwa powszechna uczy nas, że trzeba wyjść z kręgu własnych próśb i włączyć się w modlitwę błagalną całego ludu. Przyczynia się ona, między innymi, do pogłębienia świadomości o wspólnotowym czyli społecznym charakterze liturgii.

Gdy lud zanosi do Boga błagania za wszystkich ludzi, wtedy wypełnia funkcję swojego kapłaństwa powszechnego. Od chwili przyjęcia chrztu świętego, człowiek bowiem należy do ludu kapłańskiego. Stąd też wypada, aby ta modlitwa była z zasady w Mszach z ludem, by zanoszono wtedy błagania za Kościół święty, za tych, którzy nami rządzą, za tych, którzy są w różnych potrzebach, za wszystkich ludzi i za zbawienie całego świata (l Tm 2, 1-2; Tes 5,25n; KL 53).

Z reguły zanosi się prośby do Boga w następującej kolejności:

  • w potrzebach Kościoła powszechnego
  • za władzę państwową i o zbawienie całego świata
  • za tych, którzy znajdują się w trudnościach życiowych
  • za wspólnotę miejscową

Podczas niektórych obchodów o charakterze specjalnym, jak na przykład bierzmowanie, małżeństwo, czy pogrzeb, wtedy porządek intencji może w większym stopniu uwzględnić te szczególne okazje (OWMR 46).

Do kapłana przewodniczącego liturgii należy kierowanie modlitwą powszechną. On rozpoczyna ją wezwaniem wszystkich obecnych do wspólnego błagania i po skończonych wezwaniach odmawia modlitwę końcową. Poszczególne wezwania błagalne należą do diakona lub kantora, względnie do kogoś. Całe zgromadzenie liturgiczne wyraża swoje błaganie wspólną aklamacją: "Wysłuchaj nas, Panie".

Katecheza 13 października 2019 roku

Dlaczego w niedzielę i uroczystości odmawia się Credo?

 

Wyznanie wiary (Credo) pierwotnie stosowane było przy obrzędach sakramentu chrztu. Każdy dorosły kandydat do tego sakramentu musiał je opanować na pamięć i odrecytować indywidualnie (stąd liczba pojedyncza: "Wierzę..."). Wyznanie wiary we Mszy świętej dokumentuje wewnętrzny związek chrztu z Eucharystią. Jest przypomnieniem przyjętego sakramentu chrztu i równocześnie jego odnowieniem. Na Wschodzie do liturgii mszalnej wyznanie wiary weszło w V wieku w Antiochii, później w Konstantynopolu i innych Kościołach. W Rzymie Credo wprowadzono do Mszy świętej dopiero w 1014 roku na życzenie cesarza Henryka II Pobożnego. Życzył sobie mianowicie, aby w czasie jego Mszy koronacyjnej w Rzymie, było Credo. Od tego czasu pozostało w liturgii rzymskiej na stałe.

Credo mszalne nosi nazwę Symbolu nicejsko-konstantynopolitańskiego, ponieważ zawiera sformułowania ustalone na Soborze w Nicei (325 r.) i ponownie zatwierdzone na Soborze w Konstantynopolu (381 r.).

Dziś obowiązują następujące przepisy: „Podczas Mszy św. symbol, czyli wyznanie wiary, zmierza ku temu, by lud wyraził zgodę i dał odpowiedź na słowo Boże, które usłyszał w czytaniach i za pośrednictwem homilii, oraz by uświadomił sobie zasadnicze prawdy wiary, zanim rozpocznie sprawowanie Eucharystii. Wyznanie wiary powinien odmawiać kapłan wspólnie z ludem w niedziele i uroczystości; można je odmawiać także podczas obchodów mających szczególny i bardziej uroczysty charakter”.

Czym się różni homilia od kazania?

 

            Często w terminologii kościelnej słyszymy słowa używane zamiennie: homilia i kazanie. Postawmy sobie pytanie czy to są synonimy czy te słowa się jednak czymś różnią? Najpierw słowo homilia – to rodzaj głoszenia, którego treścią jest wyjaśnienie przypadających na dany dzień w liturgii czytań z Pisma Świętego. Homilię podczas Mszy św. może głosić biskup, prezbiter lub diakon. Powinna ona ukazać aktualność słowa Bożego i umacniać wiarę słuchających. Jako żywe słowo powinna płynąć z serca głoszącego i poruszać serca słuchaczy nie tyle emocjonalnie, co egzystencjalnie – dobra homilia to taka, która prowadzi do nawrócenia.

            Kazanie różni się od homilii treścią – może dotyczyć różnych okoliczności życia (kazanie pogrzebowe, ślubne, jubileuszowe), prawd wiary lub tłumaczyć fragmenty obrzędów liturgicznych. Głoszenie homilii obowiązuje w niedziele i święta nakazane, a zalecane jest w dni powszednie, aby Słowo Boże mogło być lepiej zrozumiane i przyswojone. Po homilii powinno się zachować przez chwilę milczenie, które pozwala na osobistą refleksję nad usłyszanym słowem. W Mszach św. z udziałem dzieci stosuje się homilie dialogowane w celu pobudzenia uwagi i zaangażowania słuchaczy. Ponieważ Chrystus jest obecny nie tylko w sakramentach, ale także w słowie Bożym, Sobór Watykański II zachęca do głoszenia homilii zawsze wtedy, kiedy udzielane są sakramenty.

Dlaczego Ewangelię słuchamy na stojąco?

 

 

            Ewangelia czytana jest od dawna w specjalnej oprawie obrzędowej: od IV wieku jej czytanie zarezerwowane jest dla diakona lub kapłana; od IX wieku diakon przed jej czytaniem otrzymuje specjalne błogosławieństwo; kapłan natomiast odmawia modlitwę przygotowawczą; księgę Ewangelii zanosi się do ambony procesjonalnie z zapalonymi świecami i kadzielnicą (od V-VII w.); w średniowieczu w procesji tej niesiono również krzyż i sztandary. Diakon albo kapłan rozpoczyna czytanie Ewangelii od znaku krzyża kreślonego na księdze i na sobie, następnie okadza księgę przed czytaniem; wierni recytują lub śpiewają aklamację: "Chwała Tobie Panie" na początku, i "Chwała Tobie Chryste" po czytaniu. Podczas gdy innych czytań biblijnych słucha się w pozycji siedzącej, to w czasie czytania Ewangelii tradycja każe stać. Postawa stojąca oznacza szacunek dla Ewangelii oraz gotowość do kierowania się wżyciu jej zasadami; po czytaniu Ewangelii diakon lub kapłan mówi po cichu: "Niech słowa Ewangelii zgładzą nasze grzechy"

Kat. 21 września 2019 r.     Jakie znaczenie ma psalm responsoryjny?

 

Po pierwszy czytaniu następuje tak zwany psalm responsoryjny. Warto zaznaczyć, że już w starożytności śpiewano psalmy między czytaniami. Wspominają o tym często św. Augustyn (IV-V w.) i św. Leon Wielki papież(V w.). Po pierwszym czytaniu śpiewano cały psalm z powtarzaną antyfoną, zwaną responsorium, stąd nazwa psalmus responsorius. Z biegiem czasu melodia psalmu responsoryjnego rozwinęła się w formę bardziej rozbudowaną (ozdobną), wskutek czego doszło do skrócenia tekstu i do wyłączenia ludu od śpiewu na rzecz wyszkolonych śpiewaków. W IX w. przyjęła się nazwa graduale (od gradus - stopień), ponieważ solista śpiewał go stojąc na stopniu, czyli na podwyższeniu, na którym stała ambona.

Ostatnia reforma liturgiczna Soboru Watykańskiego II wróciła do starej nazwy "psalm responsoryjny". Składa się ten śpiew z psalmu przeplatanego refrenem. Według przepisów liturgicznych powinien on być wykonany z ambony, z tego samego miejsca, gdzie wcześniej proklamowane było słowo Boże. Należy przypomnieć, że śpiew ten powinien być wykonany przez jedną osobę. Stąd nie powinno się śpiewać go na głosy. Refren psalmu powtarzają wszyscy obecni na liturgii.

Tekst pierwszego czytania biblijnego i psalm po nim następujący z refrenem tak są ułożone, że tworzą jedną całość treściową. W Lekcjonarzu każde pierwsze czytanie mszalne ma swój psalm responsoryjny. Jest on modlitwą refleksyjną nad przeczytanym tekstem. Wierni słuchający zwrotek psalmu powinni medytować usłyszane słowo Boże a śpiew refrenu jest odpowiedzią na to co Bóg mówił do swojego ludu w usłyszanym słowie Bożym.

Kat. 15 września 2019.        W jaki sposób dobierane są czytania mszalne?

 

Na poszczególne dni roku liturgicznego zostały wyznaczone konkretne czytania mszalne, których nie wolno bez ważnych przyczyn zmieniać. We wszystkie niedziele i uroczystości w trakcie Mszy św. są czytane trzy czytania: pierwsze ze Starego Testamentu, drugie z listów Apostolskich lub Apokalipsy, trzecie z Ewangelii. Aby udostępnić wiernym słowo Boże w szerszym zakresie, wprowadzono trzyletni cykl czytań biblijnych na niedziele i uroczystości i oznaczono je literami: A, B, C. Przy doborze czytań biblijnych kierowano się tradycyjnymi zasadami:

1.      zasadą czytań dobieranych tematycznie

2.      zasadą czytania ciągłego wybranej księgi świętej

Pierwszą zasadę stosowano przy dobieraniu czytań na okres adwentowy, wielkopostny i wielkanocny. Na niedziele zwykłe w ciągu roku zastosowano drugą zasadę. Czytana jest wybrana księga święta lecz pomija się w niej niektóre partie, kierując się względami duszpasterskimi. Chodzi o teksty, które są trudne i wymagają specjalistycznych studiów, by je właściwie rozumieć. Czytanie ciągłe zastosowano przy drugim czytaniu oraz przy Ewangelii. Czytanie pierwsze ze Starego Testamentu tak jest dobrane, aby harmonizowało z Ewangelią. Chodzi o uniknięcie zbyt wielkiej rozbieżności tematycznej oraz o podkreślenie jedności obu Testamentów. W niedziele czyta się Ewangelię w zależności od cyklu:

niedziele cyklu A - wg św. Mateusza

niedziele cyklu B - wg św. Marka

niedziele cyklu C - wg św. Łukasza

Ewangelię wg św. Jana zarezerwowano na ostatnie tygodnie Wielkiego Postu i na cały okres Wielkanocny. Dzieje Apostolskie czyta się w okresie wielkanocnym jako czytanie pierwsze.

Święta

Czwartek, XI Tydzień zwykły
Rok B, I
Wspomnienie św. brata Alberta Chmielowskiego, zakonnika

Wyszukiwanie

Blok reklamowy

Licznik

Liczba wyświetleń:
1288981